Premiera! Sonar Soul prezentuje i opowiada o solowym debiucie

285
News
Premiera! Sonar Soul prezentuje i opowiada o solowym debiucie

Łukasz Stachurko od lat pracuje na to, by jego nazwisko utożsamiać z jakościową elektroniką. Nie inaczej jest w przypadku jego solowego projektu, Sonar Soul.

Sonar Soul – droga do solowego debiutu

Pod tym szyldem Stachurko działa od dawna, zarówno prezentując pojedyncze nagrania, jak i występując. Jednak ostatnie lata muzyk poświęcił na działania w ramach zespołów. Najpierw tworzone wspólnie z Wojtkiem Urbańskim RYSY, a następnie Sonar – oba te projekty święciły triumfy. Zaangażowany w nie Stachurko dostarczał świetnego materiału przemycając tu i ówdzie własne inspiracje. Gdy te fascynacje spotykały się z talentem i upodobaniami innych muzyków, powstawały godne uwagi pozycje, jak choćby albumy Traveler Rys i Torino Sonara.

Sonar Soul – producent na (prawie) pełen etat

W międzyczasie Stachurko współpracował przy produkcjach innych artystów, głównie w roli producenta. Doświadczenie to stało się jednym z kluczowych elementów powstania autorskiego materiału Sonar Soula. Łącząc wpływy hip-hopu czy muzyki elektronicznej, Stachurko kształtował własny styl, którego zdefiniowania podjął się na solowym debiucie. Od dawna zapowiadany album You Are My Sun nareszcie ujrzał światło dzienne. Wydaniem płyty zajął się doskonale znany label U Know Me Records.

Sonar Soul – You Are My Sun. Recenzja

Na płycie znajdziemy 10 piosenek, z czego kilka z nich mieliśmy okazję poznać wcześniej. Prócz numerów DefinitionOther Side (z gościnnym udziałem Rosalie.) i Vincent, na You Are My Sun nie brakuje kawałków, które równie dobrze mogłyby zastąpić te już wspomniane w roli singli zapowiadających album. Jak można się domyślić, mające hitowe aspiracje Drzwi z Michałem Sobierajskim czy 4U z Igorem Walaszkiem, 1/2 duetu Bass Astral x Igo, zapewne doczekają się takiego wyróżnienia. Na swoim długogrającym debiucie Sonar Soul przedstawia swoje inspiracje nie zapominając o własnej przeszłości. Obecność Zofii Lubos (pseudonim, pod którym kryje się jeden z najbardziej znanych żeńskich głosów w Polsce) najmocniej przywodzi na myśl czasy duetu Rysy. Nagrany z nią numer Tracę to murowany kandydat na radiowy przebój.

Podobnie jak wspomniane Drzwi. Michał Sobierajski ma wyjątkową lekkość we wpasowywaniu się w elektroniczną, niemal UK garage’ową stylistykę, co udowodnił już m.in. dzięki współpracy z Philem Hollinsem przy NoLast. Skojarzenia z Disclosure są jak najbardziej uzasadnione.

Jednym z największych zaskoczeń na You Are My Sun jest piosenka Try This. W numerze wokalnie udzielił się jeden z najbardziej charakterystycznych głosów w polskiej muzyce, a mianowicie Baasch. Muzyk przyzwyczaił nas do mrocznego, surowego anturażu swoich autorskich numerów. Tymczasem za sprawą Sonar Soula mamy okazję usłyszeć go w kompletnie innej stylistyce. Try This to przepełniony słońcem, muśniętym future funkiem banger. W numerze pobrzmiewają inspiracje takimi postaciami jak choćby Star Slinger. Na szczególne wyróżnienie zasługuje partia gitary basowej. Tego typu smaczków na You Are My Sun znajdziemy znacznie więcej, głównie w wykonaniu mistrza tego fachu, a mianowicie Pawła Stachowiaka (m.in. Kroki i EABS). Obecność Stachowiaka jest wyraźnie zaznaczona – jego charakterystyczne brzmienie usłyszymy w paru kawałkach na płycie.

Na szczególną uwagę zasługują instrumentalne pozycje. I Don’t Care to pędzący przed siebie house w pełnej krasie. You Are My Sun zamyka Playground Lost. Mroczny, ciężki kawałek to chyba najmocniejszy flashback do twórczości zespołu Rysy. Jednak Sonar Soul nadaje mu pewnej eklektyczności rodem z twórczości Howling czy Darkside. Numer stanowi doskonały finał albumu nie pozostawiając uczucia niedosytu.

Nie odmówiliśmy sobie przyjemności zapytania autora You Are My Sun o sposób, w jaki pracował nad płytą i o to, czym najmocniej różniło się nagrywanie materiału w pojedynkę.

SONAR SOUL – wywiad

Sonar Soul

Hubert Grupa: Co, podczas nagrywania płyty solowej, najbardziej zmieniło się w Twoim podejściu w stosunku do albumów, które tworzyłeś z udziałem większej liczby osób?

Łukasz Stachurko aka Sonar Soul: Określenie „płyta solowa” może być mylące, bo paradoksalnie otwiera mi możliwości współpracy z większą liczbą ludzi. 😉

Chodzi o to, że działając pod szyldem „zespołu”, pracuję w określonej konstelacji osób: w Sonarze śpiewa Lena i grają konkretni instrumentaliści, ja dostarczam rdzenie utworów, realizuję nagrania muzyków a potem zamykam to w spójną całość. W Rysach, za produkcję i w dużej mierze za melodie, odpowiadał Wojtek, ja dostarczałem sample i zaczyny utworów i czuwałem nad ostateczną estetyką, dbałem o to, by utwory miały odpowiednią atmosferę.

Oczywiście często wymieniamy się zadaniami, ale z grubsza rzecz ujmując role w zespole są przydzielone a grupa osób współpracująca nad danym projektem – określona. W przypadku pracy solowej ten proces jest dużo bardziej organiczny. Tworzę bazy utworów i dopiero potem zastanawiam się kogo by zaprosić do współpracy. Dzięki temu mogę sprawdzić jak wokalista lub muzyk, którego twórczość podziwiam, „poleci” na konkretnym podkładzie. Dzięki temu na moim solowym LP śpiewa pięciu różnych wokalistów i gra dwóch gitarzystów. Muszę przyznać, że jest to podejście dające bardzo dużo satysfakcji i potrafi zaskakiwać, bo nie niesie ze sobą rutyny. Robienie rzeczy po raz pierwszy na pełnej zajawce daje mi od zawsze największą radość.

Z drugiej strony brandowanie produkcji jako swojej niesie za sobą ryzyko. Wiesz, jeśli coś się nie uda, nie będzie na kogo zwalić. 😉

W czasach, gdy z Wojtkiem Urbańskim tworzyłeś duet Rysy, to Wojtek był bardziej producentem-kompozytorem, Ty zaś odpowiadałeś za aranżacje. W Sonarze te kompetencje rozłożyły się na kilka osób, zaś teraz musiałeś połączyć wszystko w sobie. Jak się w tym odnalazłeś?

Tworzenie muzyki to dla mnie ciągłe rozwijanie umiejętności adaptacji i pokornego dawania z siebie tego, co najlepsze, przy jednoczesnym stwarzaniu przestrzeni dla innych. Bez tarcia ego, w fajnej przyjacielskiej aurze wycieczki w nieznane. W takich warunkach rodzą się najlepsze rzeczy. Wydaje mi się, że stwarzanie fajnej atmosfery pracy i podgrzewanie zajawki to mój największy atut jako producenta.

Na pewno chęć wzięcia większej odpowiedzialności na swoje barki zrodziła się wraz z moim rozwojem jako beatmakera i „wymyślacza: melodii (bo określenie „kompozytor” wydaje mi się mocno wydumane w odniesieniu do muzyki klubowej). Ostatnie dwa lata sporo pracowałem nad swoim warsztatem i chciałem zweryfikować czy praca nie poszła na marne. 😉

Solowy album – wolność czy ograniczenie

Czy narzuciłeś sobie jakiekolwiek ograniczenie podczas nagrywania solowego albumu? Czy może jednak w tym wypadku postawiłeś na zasadę “to moja i tylko moja płyta, zatem wszystkie chwyty dozwolone”?

Moja metoda tworzenia – oparta w dużej mierze na eksperymencie – pozwala mi się poruszać po wielu różnych gatunkach muzycznych. To daje dużo frajdy ale jednocześnie rodzi ryzyko, że materiał wyjściowy będzie niespójny. A ja jestem z pokolenia gdzie słuchało się albumów. Taka forma podania muzyki (w postaci kilkudziesięciominutowej opowieści) jest mi najbardziej bliska. Dlatego ustalanie ram dla danego projektu jest bardzo istotne. Szczególnie, że nawet po wyznaczeniu granic zawsze pozostaje ogromna przestrzeń do dalszych eksploracji.

Pamiętam, że swego czasu zaszczepienie kilku zasad z architektury (less is more, form follows function) na grunt produkcji muzycznej było dla mnie ogromnym odkryciem i niezwykle zwiększyło skuteczność zamykania projektów (to były czasy Trip to A). Dziś już nie muszę się tak koncentrować na ograniczeniach i znakach kontrolnych. One pojawiają się same w miarę pracy nad materiałem. Podążam za nimi bardziej instynktownie, koncentrując się już tylko na muzyce.

Konsola na bok, czyli DJ gra koncerty

W ciągu ostatniego roku widziałem i słyszałem Cię już parokrotnie z solowym materiałem. Jak czujesz się będąc sam na scenie i mając świadomość, iż cała uwaga publiczności koncentruje się na Tobie? Czy można to w ogóle porównać z tym, co czułeś, gdy częściej grałeś muzykę jako didżej?

To faktycznie nowość dla mnie. O ile mam na swoim koncie kilka występów live solo (znowu czasy Trip to A) to przez ostatnie lata na scenie zawsze towarzyszyli mi muzycy i wokaliści.

Ten bagaż doświadczeń i perspektywa skoncentrowania na siebie całej uwagi stały się dla mnie dużym wyzwaniem. Dodatkowo musiałem się z nim zmierzyć podczas majowej trasy z The Cinematic Orchestra ,a więc podczas serii pięciu koncertów w roli supportu przed legendarnymi reprezentantami kultowej Ninja Tune. Czytaj: 5 sal koncertowych wypchanych po brzegi bardzo świadomą muzycznie publicznością.

Postanowiłem od nowa zbudować swój setup. W głowie tworzyłem go już od czasów Rys, ale w końcu pojawiła się odpowiednia okazja by wcielić plan w życie. Nie jestem instrumentalistą, a DJem. Musiałem stworzyć zestaw, który umożliwi mi korzystać z mojego warsztatu. Pozwoli na manipulowanie elementami utworów, miksowanie ich na żywo, nakładanie efektów na poszczególne warstwy, dogrywanie sampli i partii syntezatorów… Przy tym zależało mi na „tłustym” analogowym brzmieniu, tak więc wymagania były wysokie i budowa zestawu zajęła sporo czasu.

Bardzo cieszy fakt, że udało się to osiągnąć. Ludzie świetnie reagowali na koncertach i zagadywali po, mimo że nie znali mojej twórczości. Dostałem wiatru w skrzydła i teraz nie mogę się doczekać live’ów z nowym materiałem. Tym bardziej że będzie on miał zdecydowanie bardziej taneczny charakter. Planuję też zapraszać wokalistów a, że na płycie udało się zgromadzić ścisłą czołówkę wokalistów młodego pokolenia, zajawka jest naprawdę gigantyczna. 😉

Sonar Soul i goście

Właśnie! Na albumie nie zabrakło świetnych gości. Prócz wokalistów pojawili się także instrumentaliści. Z częścią z nich współpracowałeś już wcześniej, lecz z niektórymi był to pierwszy raz. Czy zapraszając te konkretne postacie do współpracy kierowałeś się jakimś szczególnym kluczem?

W tej kwestii działam spontanicznie. Wydaje mi się, że mam duże wyczucie do ludzi. Na podstawie tego, co tworzą albo wręcz jacy są, po prostu wiem, że z połączenia naszych światów muzycznych może powstać coś dobrego. I tym razem udało się trafić w dziesiątkę.

Perkusista Peter Somos i basista (ale też znakomity gitarzysta) Paweł Stachowiak, doskonale wpasowali się w mój muzyczny świat. Personalnie to świetni goście z bardzo zdrowym podejściem do tworzenia i życia. Obcowanie z nimi (również na gruncie pozamuzycznym) to dla mnie ogromna przyjemność. Na płycie usłyszeć można również klawiszowca – Artura Bogusławskiego, z którym współpracuję od lat i rozumiem bez słów oraz Mateusza Holaka, który jest świetnym producentem i gitarzystą.

Z Mateuszem mieliśmy epicki tydzień nieskrępowanej twórczości na działce, gdzie przewieźliśmy studio i z dala od miasta eksperymentowaliśmy z dźwiękiem. Część z pomysłów z tego wyjazdu Mateusz użył w swoich projektach, część można usłyszeć na moim LP.

Czy w trakcie nagrywania znajdowałeś czas, by słuchać czegokolwiek innego, prócz własnego materiału? A może właśnie w tym czasie coś lub ktoś szczególnie “wpadł Ci w ucho”? Ktoś, kto pomógł spojrzeć na swoją twórczość z innej perspektywy?

Podczas pracy nad swoim materiałem z reguły nie mam przestrzeni na słuchanie i analizowanie produkcji innych. Podobnie kiedy mam czas wzmożonej aktywności jako digger i DJ to mniej produkuję swoje rzeczy. Natomiast, tak jak mówiłem wcześniej, podczas pracy nad You Are My Sun, postawiłem na rozwój. Wkręciłem się w tutoriale traktujące o produkcji muzycznej. Jest kilku świetnych zawodników którzy rozkminiają w sieci tajniki technik producentów, których twórczość cenię. Zderzenie mojego doświadczenia z poznaniem warsztatu największych współczesnej elektroniki, bardzo zwiększyło moją efektywność. To otworzyło we mnie nowe pokłady kreatywnej energii.

You Are My Sun – inspiracje. Sonar Soul z playlistą specjalnie dla Muno.pl