Jak Nowa Zelandia wygrała z pandemią i przywróciła kulturę do życia

News Wywiad
Wellington, Nowa Zelandia

Nowa Zelandia to pierwszy na świecie kraj, gdzie znów mogą odbywać się legalnie imprezy i festiwale na szeroką skalę. Jak udało im się wygrać z pandemią? Jakie decyzje doprowadziły do zapanowania nad sytuacją? Czym różni się nowozelandzka strategia walki z koronawirusem w stosunku polskiej? Między innymi o tym porozmawiałem z mieszkającym w Nowej Zelandii Wojtkiem Górnym, który w Polsce zajmował się m.in. organizacją imprez, managementem artystów i DJingiem.

Przez głowę przeszła mi myśl by nazwać ten artykuł „rozmawiałem z kimś, kto był ostatnio na festiwalu”. To z jednej strony śmieszne, a z drugiej ironiczne i groteskowe podejście wypaczyłoby najistotniejszy przekaz. Nowa Zelandia przywróciła do życia kluby i festiwale – to prawda. Jednak nie stało się to „ot tak sobie”.

Nowa Zelandia i pandemia, czyli zdany egzamin

Jasne, można powiedzieć, że mówimy o kraju, który ma sporo szczęścia, bo liczebność jego społeczeństwa i położenie były atutami w walce z pandemią. Przede wszystkim jednak mądre decyzje rządzących, zaufanie ludzi do władzy, korzystanie z wiedzy ekspertów, przejrzysta komunikacja, aż w końcu odpowiedzialność społeczna – to te czynniki w największym stopniu zadecydowały o tym, że Nowozelandczycy mogą nie tylko odetchnąć z ulgą. Mogą być dumni z tego, że zdali egzamin i wspólnymi siłami pokonali pandemię, a także wybrali na rządzących ludzi, którzy dogłębnie analizowali sytuację i podejmowali rozsądne decyzje, zamiast robić szemrane interesy z kolegami i wprowadzać coraz to bardziej irracjonalne ograniczenia.

Nowa Zelandia

Nowa Zelandia

Polska, czyli złych decyzji końca widać

Początkowo myślałem, że ten wywiad będzie niósł nadzieję na to, że skoro udało się w Nowej Zelandii, to wcześniej czy później uda się też w Polsce. Jednak z każdym kolejnym zdaniem mojego rozmówcy, przekonywałem się o tym jak wiele błędów popełniono w zarządzaniu sytuacją kryzysową w naszym kraju i jak wiele może zostać jeszcze popełnionych. Bardziej niż kiedykolwiek uświadomiłem sobie jak mnóstwo decyzji podjęto bez żadnego sensu czy naukowego poparcia – jak dużo zepsuto w zakresie ograniczeń, pomocy przedsiębiorcom czy rozmów z ludźmi, a także jak wiele szans zmarnowano przez brak przejrzystej komunikacji i stratę resztek zaufania do władzy. A przecież mówimy o kraju znacznie bardziej zróżnicowanym społecznie, etnicznie i kulturowo niż Polska.

Nowa Zelandia

Nowa Zelandia

Nie wiem kiedy będziemy mogli, podobnie jak Nowozelandczycy, wybrać się legalnie na festiwal czy do klubu, choć bardzo nam tego życzę. Wiem za to, że za obecną sytuację w Polsce, wszechobecny chaos, kryzys zaufania i społecznej odpowiedzialności, rosnącą frustrację (absolutnie uzasadnioną) przedsiębiorców, a finalnie katastrofę kultury, w tym też klubowej, odpowiada nikt inny jak władza i wierzę, że nie zostanie to przez nikogo zapomniane w przyszłości.

O tym, jak obecnie wygląda życie i kultura w Nowej Zelandii, jakie decyzje sprawiły, że kraj ten pokonał pandemię i jakie brzmienia królują na miejscowych imprezach opowiedział mi Wojtek Górny, człowiek mający za sobą lata pracy w rodzimej branży muzycznej, który od kilku lat żyje po drugiej stronie kuli ziemskiej – w jednym na świecie kraju, gdzie dziś można legalnie wybrać się do klubu czy na festiwal.

Wojtek Górny

Wojtek Górny

Festiwal w czasie pandemii

Hubert Grupa: Za Tobą pierwszy festiwal w tym roku, a w zasadzie na przełomie, bo Nowy Rok przywitałeś skacząc pod sceną. Co to był za festiwal? Kto na nim wystąpił i ile osób w nim uczestniczyło?

Wojtek Górny: Był to festiwal Rhytm & Alps w miejscowości Wanaka na południowej wyspie Nowej Zelandii. Była to 10. edycja festiwalu, line-up składał się tylko i wyłącznie z nowozelandzkich artystów, a wśród nich m.in. miejscowa legenda Fat Freddy’s Drop, młoda popowa artystka Benee, czy house’owi Chaos In The CBD. W festiwalu uczestniczyło „zaledwie” 10 tys. osób, co w warunkach nowozelandzkich, czyni go jednym z największych.

Wspominałeś mi, że miałeś okazję zobaczyć jak w czasach pandemii wygląda organizacja eventu od kulis. Jakie obowiązywały ograniczenia czy zasady dotyczące uczestnictwa? Jak reagowali na nie ludzie i czy dostosowywali się do nich?

Co prawda na samym festiwalu miałem okazję robić tylko wolontariat, ale udało mi się podejrzeć od środka jak wygląda to w Nowej Zelandii. Na chwilę obecną ograniczenia co do wydarzeń masowych, w porównaniu z resztą świata, są bardzo małe. Ograniczały się one jedynie do obowiązkowej rejestracji uczestników za pomocą QR kodów w państwowej bazie danych, oraz bardziej rozbudowanym zapleczem sanitarnym (krany do mycia rąk przy toaletach, płyny dezynfekcyjne na każdym kroku).

Lokalne line-upy i sold outy

Redakcja DJ Maga w swoim artykule zaledwie liznęła temat, jakim jest powrót imprez i festiwali do Nowej Zelandii. Jak to w rzeczywistości wygląda? Czy naprawdę wszystko wraca do normy? Imprezy, koncerty, festiwale, kluby?

Zgadza się, naprawdę wszystko wraca tu do normy. Dotychczas słyszałem tylko o jednym odwołanym letnim festiwalu – WOMAD, którego ideą jest pokazywanie muzyki artystów z całego świata, co niestety jest niemożliwe przy zamkniętych granicach. Co do reszty festiwali – ich line-up’y to w większości przypadków 100 proc. artyści nowozelandzcy. W porównaniu do 2019 roku kiedy to na Rhythm & Alps wystąpili m.in. Jon Hopkins, Floating Points czy Honey Dijon, tegoroczny line-up wyglądał już nieco gorzej, choć sami Nowozelandczycy raczej się tym nie przejmują i większość festiwali się tu wyprzedaje.

Ostatni tydzień spędziłem w takim miejscowym Zakopanem – mieście Queenstown, gdzie kluby nie tylko w weekend pękały w szwach. Są koncerty, sety didżejskie, czy zawody sportowe, połączone z muzyką na żywo. Co ciekawe zdarzają się tu również koncerty i sety „zagranicznych” artystów, jak np. Josh Butler, oficjalnie pochodzący z Wielkiej Brytanii, który jednak wychował się w Nowej Zelandii, prawdopodobnie wykorzystał fakt posiadania nowozelandzkiej rezydentury/obywatelstwa na powrót i regularne występy na żywo. Festiwal Electric Rush w Christchurch ma w swoim line-upie australijską artystkę Tash Sultana, która szczerze mówiąc nie wiem w jaki sposób chce dotrzeć do Nowej Zelandii, ponieważ w Australii wciąż obowiązuje wyraźny zakaz podróży zagranicznych dla jej obywateli. Może liczy jeszcze na złagodzenie restrykcji między Australią i Nową Zelandią o czym mówi się od dawna, a może występ zostanie odwołany w ostatniej chwili…

Klucz do sukcesu? Szybkie i rozsądne decyzje

Starałem się znaleźć literaturę, w której pojawiłoby się więcej danych i analiz, które dałyby odpowiedź dlaczego w Nowej Zelandii udało się przywrócić kulturę i rozrywkę do życia. Oczywiście pierwszym hasłem, które nieustannie się powtarza, jest niska liczba przypadków. Jednak tak świetny wynik nie wziął się znikąd – musiały zostać podjęte konkretne działania. Co Nowa Zelandia zrobiła lepiej od reszty świata, jeśli chodzi o walkę z pandemią?

Na wstępie warto zaznaczyć że Nowa Zelandia to wyspa, na której o wiele łatwiej zamknąć granice. Jest też tu o wiele mniej ludzi – niecałe 5 milionów. Z drugiej strony międzynarodowy ruch turystyczny był tu do czasów pandemii o wiele większy niż w Polsce. Mimo to, rząd Nowej Zelandii na przestrzeni całej pandemii podejmował bardzo szybkie i rozsądne decyzje.

Granice zostały zamknięte po pierwszych przypadkach koronawirusa i nie zostały otwarte do dziś. Do kraju mogą wracać jedynie jego obywatele i rezydenci, a każdy z nich przechodzi dwutygodniową kwarantannę w hotelu. Kiedy odnotowywano nowe przypadki wirusa, rząd natychmiastowo „zamykał” całą dzielnicę, lub miasto (źródło ogniska) i śledził każdy kontakt tej osoby aby uniknąć rozprzestrzeniania się wirusa. Co Nowa Zelandia zrobiła lepiej? Podejmowała szybkie decyzje, poparte badaniami i analizą z reszty świata. Dzięki trafnym decyzjom rząd zyskiwał jeszcze większe zaufanie obywateli, a oni odpłacają się stosowaniem do wszystkich zaleceń.

Zaufanie do władzy

Procedury dotyczące wyłapywania zakażonych jednostek, eliminowanie ryzyka ognisk, itd. to tylko dowody na sprawne działanie rządu i podległych jemu instytucji czy służb. Czy Twoim zdaniem władza w Nowej Zelandii rzeczywiście opracowała aż tak dobry model walki z wirusem? Czy miałby szansę sprawdzić się w Polsce? Wszak m.in. lokalizacja obu państw jest skrajnie różna, podobnie jak np. liczba podróżujących osób. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację z powrotem Polaków z Wielkiej Brytanii na święta.

Myślę, że model nowozelandzki w walce z koronawirusem wygrał głównie dzięki zaufaniu obywateli do rządu, a co za tym idzie stosowania się obywateli do wszelkich zaleceń i obostrzeń. Oczywiście zaufanie to nie wzięło się znikąd, a rząd budował je przez lata.

Dodatkowo, co bardzo ważne, Nowa Zelandia na samym początku pandemii skompletowała zespół naukowców i specjalistów, który razem z Ministrem Zdrowia oraz Panią Premier opracowywali kolejne rozwiązania i plany. Kiedy podczas pierwszego (i ostatniego tu) lockdownu, oglądaliśmy konferencje prasowe, widać było, że to, co słyszymy ma sens i jest poparte ogromną wiedzą. W tym samym czasie w Polsce, politycy wygadywali kompletne bzdury, np. o „pandemii w odwrocie”, zamawiali respiratory o zawyżonej wartości rynkowej od mafii i popełniali szereg innych błędów.

Tutaj od początku mówiło się, że pandemia to nie kwestia kilku miesięcy i ostrzegano, że granicę mogą być zamknięte nawet do końca 2022 roku. W Polsce mydlono oczy przedsiębiorcom, łudzącym się że uda im się otworzyć biznesy na wakacje, a ważniejszym niż zdrowie i życie obywateli były wybory prezydenckie i interes polityczny. Warto dodać, że tutaj w październiku również odbyły się wybory parlamentarne i Partia Pracy, pod przywództwem Jacindy Ardern, wygrała po raz kolejny.

Porównując sytuacje w Polsce i w Nowej Zelandii mam wrażenie, że tu myśli się długoterminowo, często większym kosztem. Polski rząd, nie tylko w kwestii pandemii, wydaje się mieć plan co najwyżej na przyszły tydzień.

Jacinda Ardern

Jacinda Ardern

Odpowiedzialność społeczna

Czy rzeczywiście społeczeństwo aż tak ufa władzy, a co za tym idzie, dostosowuje się do proponowanych przez nich regulacji? Mam wrażenie, że pandemia obnażyła w Polsce totalny brak zaufania ludzi do polityków, niezależnie czy obozu władzy, czy opozycji, ale też brak poczucia społecznej odpowiedzialności.

To prawda, społeczeństwo ufa władzy, choć oczywiście zdarzają się przypadki wierzące w teorie konspiracyjne, organizujące protesty, itd.

W Nowej Zelandii społeczna odpowiedzialność jest znacznie większa niż w Polsce. Wydaje mi się że głównie z powodu życia w mniejszych społecznościach, gdzie większość ludzi zna się osobiście i sobie ufa. Tu naprawdę w wielu miejscach możesz zostawić otwarte auto czy niezapięty rower przed sklepem.

Kraj ten ma oczywiście swoje problemy jak np. większa przestępczość wśród Maorysów, czy problemy z asymilacją imigrantów z Chin i Indii. Gorzej wygląda to też na bardziej zaludnionej wyspie północnej. Ja akurat większość czasu tu (ponad 2 lata), żyłem na wyspie południowej, która jest bezpieczniejsza. Również świadomość w takich kwestiach jak np. dbanie o przyrodę, czy o własność publiczną jest tu o wiele większa niż w Polsce.

Warto dodać, że oprócz strategii w walce z pandemią, rząd opracował także szereg działań w kwestii pomocy finansowej dla przedsiębiorców i pracowników, a także kampanię „Do something New, New Zealand!”, promującą nieodkryte regiony, czy aktywności wśród samych Nowozelandczyków. Jaki był tego efekt? Nowozelandczycy tłumnie ruszyli w kraj, rezerwowali hotele w nieodwiedzonych jeszcze częściach kraju, czy aktywności takie jak skoki ze spadochronem, rafting, czy tzw. wielkie szlaki (Great Walks NZ). Oczywiście duża część sektora turystycznego ucierpiała z braku turystów międzynarodowych, ale sam pracowałem w hotelu, który odnotował większy ruch i lepsze wyniki w tym sezonie niż w poprzednich latach z otwartymi granicami.

Wellington, Nowa Zelandia

Wellington, Nowa Zelandia

Legal parties only

A co jeśli chodzi o wspomnianą odpowiedzialność społeczną? W Nowej Zelandii organizowano nielegalne imprezy? Mam wrażenie, że w Polsce nikt się nie przejmuje odpowiedzialnością za zdrowie drugiej osoby.

Szczerze mówiąc nie słyszałem o żadnych przypadkach nielegalnych imprez. Sam lockdown trwał tu około dwóch miesięcy (od końca marca do maja), później przechodzono do coraz to łagodniejszych „leveli”. Od 7 października do dziś w całym kraju obowiązuje poziom 1 i od wtedy też można legalnie organizować imprezy. W większości regionów poza Auckland poziom ten obowiązywał już wcześniej, a przedtem – podobnie jak w Polsce – można było organizować imprezy z limitami co do ilości osób i z zachowaniem dystansu na widowni.

Myślę, że ludziom udało się wytrzymać te kilka miesięcy bez imprez i koncertów. Oczywiście nie popieram nielegalnych imprez, ale rozumiem też tych, którzy już prawie rok siedzą w zamknięci w domach i daleko temu do życia, które wiedli kiedyś.

Wszystko w rękach władzy?

Na cuda ze strony polskiego rządu w walce z pandemią już dawno nikt nie liczy. Co zatem Twoim zdaniem moglibyśmy zrobić jako społeczeństwo, by sytuacja w Polsce uległa poprawie?

Niestety ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie. Trudno jest zaufać rządowi RP po tylu wpadkach i nietrafionych decyzjach. Rozmawiając z przyjaciółmi z Polski wiem też, że bardzo ciężko jest dostosować się do nowej rzeczywistości. Tęskno za dawnym życiem towarzyskim, koncertami na żywo, itd. Myślę, że to nie społeczeństwo, a rząd ma realny wpływ na poprawę sytuacji.

Żyć po nowozelandzku

W Polsce miałeś okazję pracować w branży muzycznej. Byłeś współtwórcą prężnie działającej agencji managementowej, pełniłeś rolę tour managera wielu znanych artystów i artystek, odpowiadałeś za produkcję paru wydarzeń, a także od czasu do czasu stawałeś za konsolą didżejską. Czym dziś zajmujesz się w Nowej Zelandii?

Byłem menadżerem restauracji i hotelu w regionie Marlborough Sounds. Z końcem roku zakończyłem jednak pracę i aktualnie korzystam z nowozelandzkiego lata i festiwali. W międzyczasie szukam nowej pracy. 🙂

To, co doceniam tu bardzo, to fakt, że większość ludzi nie żyje tu „od pierwszego do pierwszego”. Po jakimś okresie pracy w jednym miejscu, można zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę i poszukać innego zajęcia. Zdarzyło mi się kilkukrotnie stawać za konsolą didżejską, ale tylko na imprezach zamkniętych. Jednak ostatnio coraz częściej myślę nad nagraniem własnego mixu i o wysłaniu go do klubów i organizatorów mniejszych festiwali. W końcu byłbym tu postrzegany jako „international act”. 😉

Marlborough, Nowa Zelandia

Marlborough, Nowa Zelandia

Kultura klubowa Nowej Zelandii

Jak wygląda w ogóle kultura festiwalowa czy klubowa w Nowej Zelandii? Wydaje się, że przed pandemią działo się tam całkiem sporo. Wielu artystów opowiadało mi o świetnych imprezach czy festiwalach w Nowej Zelandii.

Powiedziałbym, że znacznie różni się ona od tej, którą znałem przedtem z Europy. Przede wszystkim Nowozelandczycy gustują w innych gatunkach. Bardzo popularna jest tu muzyka spod znaku reggae/dub/roots w wersji nowozelandzkiej, która mi osobiście podchodzi o wiele bardziej. Słychać w niej pewne połączenie z tutejszą naturą i częste odwołania do kultury maoryskiej. Dla zainteresowanych polecam sprawdzić np. wspomniane wcześniej Fat Freddy’s Drop, The Black Seeds czy L.A.B..

Na scenie elektronicznej króluje drum’n’bass, w czasach gdy na europejskich festiwalach elektronicznych tańczy się np. do tech-house’u. Muzyka house’owa ma tu nieco bardziej popowy charakter, co przy alternatywnych i jazzujących samplach, np. odnoszącego od kilku lat sukcesy Folamoura, dla mnie osobiście brzmi trochę kiczowato.

To, co w przypadku pandemii okazało się kluczem do sukcesu, czyli liczba ludności i położenie kraju z dala od świata, w przypadku kultury klubowej i festiwali niestety odbija się gorszym skutkiem. Nowości docierają tu z małym opóźnieniem, a przed pandemią wielu artystów kończyło swoje międzynarodowe trasy na australijskim Sydney, w ogóle nie zaglądając do Nowej Zelandii.

Wydarzeń rzeczywiście jest sporo, ale praktycznie tylko w Wellington i Auckland. Mimo, że festiwalom i imprezom w Nowej Zelandii moim zdaniem trochę brakuje do tych w Europie, to mają one swój niepowtarzalny klimat, któremu często pomaga przepiękna natura wokół.  Na pewno ujmuje to artystów tu koncertujących. Są one bardziej kameralne, ludzie częściej się do siebie uśmiechają i wszystko odbywa się na większym luzie… Taka właśnie jest Nowa Zelandia. 🙂


Wojtek Górny – współzałożyciel agencji TBA Music. Współpracował z takimi artystami jak Xxanaxx, Coals, Reni Jusis, czy Tomek Makowiecki. Swego czasu odpowiedzialny za bookingi w znanych poznańskich miejscówkach, m.in. Nocnym Targu Towarzyskim i KontenerART. Od końca 2017 roku „w podróży”. Mieszkał m.in. na Islandii, Fidżi i Nowej Zelandii.

Wojtek Górny

Wojtek Górny

Podróże Wojtka możecie obserwować na profilach Stay Vacay na Instagramie i Facebooku.

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →