David Lynch – Crazy Clown Time

Recenzje

Info

Data wydania:
2011/11/07
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
Recepta wydaje się być dość prosta – jesteś wybitnym reżyserem (najlepiej takim z opinią dziwaka) i gdy masz już tyle pieniędzy, że naprawdę nie masz co z nimi zrobić, zaczynasz poszukiwać zajęć, które zapełniłyby rosnącą w tobie pustkę. David Lynch receptę na taki stan rzeczy odnalazł w muzyce. Zbudował niezwykłe studio w swojej rezydencji, nakupił sprzętu i odnalazł wymarzonego inżyniera dźwięku, Deana Hurleya. Oczywiście, jest to dość duże uproszczenie. Tak czy inaczej, dzięki tej „inwestycji’ mamy szanse 'zobaczyć’ inne oblicze znanego reżysera.
Wraz z początkiem roku ukazał się singiel, który – chcąc nie chcąc – stał się zapowiedzią albumu „Crazy Clown Time”. Singiel zawierał dwa numery, które – powiedzmy to otwarcie- były numerami tanecznymi. I kiedy już wszyscy byli przekonani, że Lynch robi electro, ukazała się płyta, która do tańca nadaje się jedynie szczątkowo. Chyba, że do tańca w stylu Nicholasa Cage’a w „Dzikośći Serca”.
Album otwiera utwór z Karen O z zespołu Yeah Yeah Yeahs, który jest pierwszym i ostatnim dobrym wokalem na tej płycie.. W kolejnych wokalnie udziela się Lynch i może byłaby to dobra decyzja, gdyby nie zbytnia ingerencja wokoderów, których szczytem jest najbardziej irytujący i niestety najdłuższy utwór na krążku, „Strange And Uproductive Thinking”.
Reszta płyty brzmi w większości jak soundtrack do zagubionego filmu Lyncha. Klimatu nadają proste, zagrane przez samego autora, riffy gitarowe. Na tej prostocie opiera się cały album. „Football Game” na miarowej perkusji i riffach okraszonych efektami echa i wokalu podciągniętym wspomnianym wokoderem. Dzięki temu, numery na płycie stały się lekko bluseowymi, lekko elektronicznymi, oraz mrocznymi utworami. 
Wizje Lyncha, zarówno te w filmie, jak i w muzyce są zwykle zagadką, nad którą głowią się jego fani na całym świecie. Może więc to właśnie dla nich powstała ta płyta? Dla całej reszty nie zmieni ona biegu historii muzyki, i na pewno nie będzie tak rewolucyjna jak jego filmy. Ale to w żaden sposób nie oznacza, że jest to zła płyta. Jej największa bolączką jest jednak to, że niczym szczególnym się nie wyróżnia. „Crazy Clown Time”  wygladą jak kolejna tymczasowa zajawka 65 letniego reżysera. Nie żałujmy mu wobec tego, niech ma.
Tekst: Kacper Kaspa



Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista

Pinky’s Dream  
Good Day Today  
So Glad  
Noah’s Ark
Football Game  
I Know  
Strange and Unproductive Thinking
The Night Bell With Lightning
Stone’s Gone Up  
Crazy Clown Time  
These Are My Friends  
Speed Roadster”  
Movin’ On
She Rise Up 

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →