Dlaczego wyrok w sprawie B90 jest tak ważny

4 156
Artykuł
b90

27 stycznia sąd okręgowy w Gdańsku podtrzymał wyrok pierwszej instancji w sprawie klubu B90. Moim zdaniem sprawa ma bardzo poważny charakter, a jej reperkusje odczuć może wiele polskich klubów.

Dotkliwa kara finansowa dla B90

O sprawie gdańskiego B90 pisaliśmy już ostatnio na naszym portalu. Sytuacja była rozwojowa, gdyż sprawa toczyła się w sądzie drugiej instancji. Dwa dni temu poznaliśmy prawomocny wyrok. Werdykt? 30 tys zł kary dla właścicielki klubu z powodu naruszenia przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. W myśl rozstrzygnięcia, Pani Ewa Hronowska była świadoma wymogu posiadania zezwolenia na przeprowadzanie imprez masowych, o którym poinformowana została przez Policję oraz Urząd Miasta, ale mimo to, o takowe nie wystąpiła. A kolejne koncerty o liczbie uczestników przekraczającej 500 osób odbyły się. Wysokość kary jest wynikiem zastosowania okoliczności łagodzących, za jakie uznany został wkład kulturalny gdańskiego klubu. Gdyby nie to, za złamanie przepisów rzeczonej ustawy grozi kara nawet do 8 lat więzienia.

Porażka aparatu administracyjnego

Co w całej sprawie bulwersuje mnie najmocniej, to klasyczna nierówność podmiotów stawianych w tej samej sytuacji prawnej. Wiele działających klubów na terenie Polski o podobne zgody nie występowało i nigdy nie spotkało się z podobnymi reperkusjami. Co więcej, aby otworzyć w Polsce klub należy otrzymać szereg decyzji administracyjnych, w tym tych, dotyczących kwestii bezpieczeństwa uczestników odbywających się tam imprez.

B90 - fot. fanpage klubu B90

B90 – fot. fanpage klubu B90

Jak twierdziła podczas procesu właścicielka B90, została ona zapewniona przez urzędnika miejskiego w chwili, gdy otwierała klub, że o zgodę na organizację imprez masowych występować nie będzie musiała. Oczywiście, interpretacja prawna udzielona przez urzędnika – kolokwialnie mówiąc „na gębę” – nie ma żadnej mocy prawnej, ale sam fakt wieloletniej praktyki udzielania takich porad, przyprawia mnie o falę gniewu.

Bulwersujący wyrok w sprawie B90

W treści wyroku odczytanego na sali sądowej, sędzina podważyła linię obrony B90. Prawnik klubu podkreślał, że gdański lokal, podobnie jak szereg innych instytucji kulturalnych wymienionych w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych, o zgodę występować nie musi. Wszystko rozbija się o interpretacje nieprecyzyjnego terminu „instytucje podobne”, w którego zakresie semantycznym, zdaniem obrońców, mieszczą się kluby. Niestety, pani sędzia takiej opinii nie podzielała.

Kluczowym argumentem było uznanie koncertu rockowego za o wiele bardziej niebezpieczny niż te, odbywające się np. w filharmonii, ze względu na spożywanie w jego trakcie alkoholu przez uczestników, wszechobecny mrok i brak miejsc siedzących. O ile do tej linii argumentacyjnej można się przychylić, gdyż rzeczywiście – ryzyko jest podwyższone, o tyle rodzi ona szereg innych pytań.

B90 - fot. fanpage klubu B90

B90 – fot. fanpage klubu B90

Po pierwsze – po co klubom szereg odbiorów, które właściciele muszą otrzymać przed rozpoczęciem prowadzenia działalności gospodarczej, skoro i tak będą one musiały występować o takowe wielokrotnie, czasami kilka razy w tygodniu? Po drugie – dlaczego żaden inny klub, prócz tych, które organizowały w 2016 roku koncerty Behemotha, nie otrzymało podobnych wezwań do sądu? I po trzecie – dlaczego podczas kilkunastu lat funkcjonowania ustawy w systemie prawnym po raz pierwszy podniesione zostały tego typu zarzuty? Przecież w tym czasie w Polsce odbyły się tysiące podobnych koncertów!

Sprawa B90. Skala problemu

Sprawa ma bardzo poważny charakter, gdyż do odpowiedzialności prawnej może zostać pociągniętych wiele klubów w całej Polsce, jeśli o podobne zgody nie występowały. A skala problemu jest ogromna. Jeśli każdy miejski aparat administracyjny pójdzie przykładem gdańskiego, to będziemy mieć w Polsce jedno wielkie pobojowisko.

B90 - fot. fanpage klubu B90

B90 – fot. fanpage klubu B90

Sprawa pokazuje, w sposób wręcz wzorcowy, że w Polsce wciąż, pomimo bardzo wysokiego poziomu kultury prawnej, mamy problem z jednym z filarów państwa demokratycznego – pewnością prawa. Wyrok, który zapadł w Gdańsku, to w mojej opinii swoiste signum temporis, pokazujące jak na dłoni, jak ciężkie i uciążliwe potrafi być prowadzenie działalności gospodarczej nad Wisłą.