ASUS x Muno: Lola Haze. „Estetyka także jest elementem, który należy wypracować”

Fot. Daniel Remian
News
Lola Haze - fot. Daniel Remian

O mocy obrazu w odbiorze dźwięku. O tym, jak wpływa on na emocje ludzi i o tym, jak trudna, rzemieślnicza praca stoi za formą sztuki. Lola Haze, czołowa polska VJka, pierwsza w historii zwyciężczyni w kategorii VJ/VJka Roku w plebiscycie Munoludy 2021, opowiedziała nam o podstawach i kulisach coraz prężniej rozwijającej się profesji w obrębie rodzimej i światowej sceny klubowej. Z Lolą rozmawiamy w ramach cyklu #DOSOMETHINGAMAZING współtworzonego z marką ASUS Republic of Gamers.

O ile DJe/producenci są mistrzami ceremonii, o tyle oni/one są reżyserami/reżyserkami zza kulis. Wyjątkowo mocno pociągają za sznurki i potrafią zmienić przebieg spektaklu o 180 stopni. Co najważniejsze, potrafią ten spektakl stworzyć, zbudować, wykreować, wbić się w pamięć odbiorców nierzadko skuteczniej niż osoby odpowiedzialne za muzykę. Ile razy złapałeś się na tym, że oprawa wizualna pochłonęła Cię tak bardzo, że na moment przestałeś zwracać uwagę na dźwięk?

VJe. Reżyserowie zza kulis

Zdaje się, że minęły już czasy, gdy VJe/VJkie byli kojarzeni jako członkowie obsługi technicznej lokalu. Coraz częściej, w pełni zasłużenie, postrzegani są jako autonomiczni artyści – ich ksywki lądują na plakatach imprez czy w line-upach festiwali. Czołowe postacie sceny VJskiej co weekend zapraszane są do kluczowych miejscówek, gdzie ich obecność nierzadko wzbudza podobne zainteresowanie, co nazwisko DJa/DJki, która ma zagrać tego samego wieczoru.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

To wszystko nie wydarzyłoby się, gdyby nie żmudna praca u podstaw. Począwszy od przebicia się do świadomości organizatorów wydarzeń i w ogóle pojawienia się na imprezach, gdzie mogą “świecić”, przez budowanie własnego stylu i podkreślanie wagi swojej roli podczas wydarzenia, aż po kreowanie marki i wizerunku. Ten ostatni zaczął się stosunkowo niedawno. Od paru lat czytelnicy/czytelniczki Muno wnioskowali o stworzenie kategorii VJ/VJka Roku w plebiscycie Munoludy. Prośby zostały wysłuchane. W edycji 2021, po raz pierwszy nagrodziliśmy osobę zajmującą się vjingiem. Sądząc po liczbie głosów i skali zamieszania wokół tej kategorii, sprawa jest poważna – można głośno powiedzieć, że scena vjingu w Polsce istnieje, rozwija się, ma się całkiem dobrze i wykreowała już kilka swoich czołowych postaci.

Jedną z nich – a w opinii wielu tą “najważniejszą” – jest laureatka pierwszego w historii Munoluda we wspomnianej kategorii i bohaterka naszego artykułu – Lola Haze.

Lola Haze. Rzemieślniczka sztuki

O początkach jej kariery, rozwoju i inspiracjach przeczytacie w wyczerpującym wywiadzie, jakiego Lola blisko dwa lata temu udzieliła Damianowi Badziągowi. Od tamtego czasu, poznańska artystka ugruntowała swoją pozycję na scenie, a precyzyjniej – jako wspomniana już czołowa postać – scementowała ją. Dla coraz większego grona osób, Lola Haze jest uosobieniem i pierwszą ambasadorką polskiego vjingu. Nie ma w tym krzty przesady. A co się za tym kryje? Ogrom ciężkiej, rzemieślniczej pracy, co może być zaskoczeniem, gdyż mówimy o profesji na wskroś artystycznej.

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

Jedną z wielu różnic pomiędzy DJem/producentem, a VJem, jest warstwa techniczna. DJ może przyjść do klubu z pendrive’m, żaden problem. Producentowi do live actu wystarczy laptop, interfejs audio, klawiatura MIDI. W przypadku VJa tak łatwo nie jest. Zarówno na etapie przygotowań do pracy, jak i później samego jej przebiegu, niezawodny i mocny sprzęt to podstawa. A im solidniejszy, tym większe możliwości. Każdy VJ pragnie tego, co technologia jest w stanie dać najlepsze – jeszcze większej mocy obliczeniowej, jeszcze lepszych efektów, jeszcze szybszego renderu. Między innymi z tego powodu Lola Haze wydała nam się idealną bohaterką, by zaprosić ją do cyklu #DOSOMETHINGAMAZING, który powstał w ramach współpracy z marką ASUS, przy okazji kampanii promocyjnej modelu ROG Flow Z13, mającego możliwości znacznie wykraczające poza kompetencje bycia czołowym tabletem gamingowym na rynku. Jak się okazuje, potencjał tego sprzętu znakomicie sprawdzi się w warunkach pracy, kogoś takiego jak Lola. Tworzenie wizualizacji na żywo, projektowanie skomplikowanych grafik – dla Flow Z13 to żadne wyzwanie.

Lola Haze – fot. Daniel Remian

Sprzęt stworzony z myślą o graczach, który swoim potencjałem wykracza daleko poza rozrywkę. Mocarny procesor Intel® Core™ i9 najnowszej generacji, karta graficzna RTX™ 3050 Ti w wersji laptopowej to nadal nie wszystko – dzięki zewnętrznej karcie ROG XG Mobile, moc rośnie jeszcze bardziej i żadne wyzwanie – czy to gamingowe, czy związane z pracą kreatywną – nie stanowi trudności. To wszystko zostało zamknięte w hybrydowym laptopie wyposażonym w tryb tabletu, który spokojnie zastąpi klasycznego PCeta.

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

Kampanii ASUS ROG Flow Z13 przyświeca hasło Let’s Do Something Amazing, które znakomicie oddaje charakter sprzętu i jego przeznaczenie. Niezależnie od tego gdzie jesteś, dzięki mobilności ROG Flow Z13, jego ergonomii, ekranowi dotykowemu, wydajności i mocy zwiększonej za sprawą XG Mobile, jesteś w stanie zrobić wszystko. Nic Cię nie ogranicza, więc Zrób Coś Niesamowitego.

Kanapa, centrum świata

Ulubionym miejscem pracy jest mieszkanie, a dokładniej kanapa, na którą bez trudu mogą wskoczyć dwa koty. Zamiast siedzieć przy biurku, Lola przyjmuje wygodną, na wpół leżącą pozycję. Właśnie w taki sposób pracuje – wspominała nam o tym już w chwili, gdy umawialiśmy się na spotkanie.

Lola Haze – fot. Daniel Remian

W takich okolicznościach ROG Flow wygląda jak opcja doskonała. Tryb tabletu, a co za tym idzie nieograniczona mobilność, pozwala pracować wszędzie. Nie trzeba siadać do biurka, choć znajdująca się na pleckach nóżka to umożliwia – wówczas, po podłączeniu klawiatury, otrzymujemy pełnoprawny laptop. Wciąż jednak mówimy o sprzęcie zaskakująco poręcznym, niemal kieszonkowym, który w rzeczywistości jest tytanem pracy gotowym do najcięższych zadań. Skala trudności wyzwań nie gra roli – znakomite podzespoły oraz innowacyjny system chłodzenia zapewniają maksimum efektywności.

Lola Haze – fot. Daniel Remian

Być czołową VJką w kraju oznacza też podróże. Tu znowu na pierwszy plan wysuwa się mobilność sprzętu. Mieszcząc tak potężne urządzenie w niewielkiej torbie, można bez obaw ruszać realizować najbardziej zaawansowane projekty. A jak się okazuje, sprzęt to podstawa, dlatego warto o to zadbać we własnym zakresie.

Lola Haze – wywiad

Hubert Grupa: Kiedy nastąpiła zmiana w percepcji roli VJa/VJki w polskich klubach? Kiedy miał miejsce ten moment, gdy przestano brać Was za obsługę techniczną klubu, a za autonomicznych artystów, mających nierzadko równie duży wpływ na kształt imprezy, co sam DJ/DJka?

Lola Haze: Parę lat temu. Myślę właśnie, że Martinovna oraz Mikołaj z .wju mają w tym ogromną zasługę, bo były to pierwsze osoby, których praca promowała nas wszystkich. Dodatkowo potrafili sprzedać siebie jak prawdziwi marketingowcy. Później tą ścieżką, którą wyznaczyli, poszły kolejne osoby, w tym ja. Miałam od kogo się uczyć.

Czy rozmawiając o VJach, doszliśmy już do momentu, gdzie trzeba równie mocno zadbać o budowanie swojego wizerunku, co umiejętności? Nie wystarczy już “robić dobrą robotę”?

Tak, to jest konieczne. Myślę, że ciężko jest to po prostu sprzedać inaczej, ciężko to wypromować. Wiesz, to, czy czyjeś wizualizacje są uważane za fajne, jest czymś bardzo subiektywnym. Ty możesz coś uznawać za cool, a ktoś inny może mówić, że to cringe. Nie ma jednego, obiektywnego wyznacznika. Często chodzi o to, jaką historię do tego napiszesz.

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

Lola Haze. Sztuka sprzedaży umiejętności

A czy wśród VJów pojawili się już odpowiednicy “Instagram DJs”? Wiesz, ludzi bardziej znanych z tego, co wrzucają do mediów społecznościowych, niż z tego, co i jak grają lub tworzą?

Powiedziałabym, że pewnie wielu “ultrasów vjingu” uważa mnie za kogoś takiego (śmiech). Z drugiej strony, ja prawie nic nie publikuję w mediach społecznościowych, a przez większość swojej obecności w VJ grze w ogólnie nie miałam IG. Póki co, nie ma zbyt wiele takich osób, nie jest to na tyle duże środowisko, by dałoby się kogoś oszukać lub coś upozorować. Tu weryfikacja przebiega bardzo szybko i raczej wszyscy wiedzą kto co reprezentuje. Wizerunek na Instagramie to tylko wsparcie w sprzedaży na zewnątrz, które jednak bez umiejętności szybko może przynieść więcej szkody niż korzyści.

Czy w takiej profesji da się być rzemieślnikiem i traktować to zajęcie jako jakiś złożony, momentami odtwórczy proces? Wydaje mi się, że to absolutnie artystyczne zajęcie.

Powiem więcej – tu nawet trzeba być rzemieślnikiem i wykonać określoną ilość ciężkiej pracy. Nie da się do tego podejść inaczej, zwłaszcza jeśli stawiasz przed sobą jakieś ambitne cele.

Omyłkowo wypięty pendrive, źle zrobione przejście, itd. – wszyscy wiemy, jakie błędy popełniają DJe. A czy i jakie błędy przydarzają się VJom?

Jest ich całe mnóstwo, najczęściej dotyczą one kwestii technicznych. Brak przejściówki, niedziałający kabel, brak synchronizacji między jakimiś urządzeniami. Rozmowa na ten temat jest jak otwarcie Puszki Pandory, moglibyśmy poświęcić temu długie, osobne spotkanie (śmiech).

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

Lola Haze. Gdy technologia ma znaczenie

Kiedyś zapytałem Nicolasa Jaara o pewną kwestię, którą poruszyłem z Modeselektor. Twierdzili oni, że jako wydawcy są w stanie bez trudu określić czy materiał powstał w drogim studiu, czy w warunkach domowych. Przyznali, że ta druga opcja w ogóle ich nie interesuje i z miejsca odrzucają tak brzmiące demówki. Z kolei Jaar odparł, że nie obchodzi go to gdzie i na czym ktoś coś stworzył, liczy się efekt końcowy. Czy podobnie to wygląda w przypadku VJów?

Nie do końca. Musisz mieć sensownie działający komputer, który jest w stanie udźwignąć program, na jakim pracujesz. Dodam, że to bardzo wymagające programy, pożerające ogromne zasoby mocy sprzętu. Tutaj nie ma przestrzeni na półśrodki, bo wcześniej czy później to da o sobie znać i to w negatywny sposób.

Czy ograniczenia sprzętowe są jedynym ograniczeniem dla kreatywności?

Ograniczają Cię przede wszystkim umiejętności. Musisz naprawdę poświęcić mnóstwo czasu na ciężką pracę, która pozwoli przenieść Twoje wyobrażenia do rzeczywistości. Na tym polega kreatywność i wymaga ona ogromnie dużo poświęcenia. Dobry sprzęt może Ci jedynie w tym pomóc i wynieść Cię na wyższy poziom, bo ułatwi przełożenie wyobrażeń na konkretne obrazy. Niezależnie od jakości sprzętu, to nie on zrobi z Ciebie dobrego VJa, tylko Twoja praca nad umiejętnościami.

Ograniczeniem bywa też mobilność sprzętu?

Tak, zdecydowanie. Gdy jadę gdziekolwiek, chcę mieć pewność, że to, co zabieram ze sobą i to, co zastanę na miejscu, pozwoli mi na pracę w optymalnych warunkach. Dlatego jeśli sama mam możliwość, by jak najlepiej zadbać o sprzęt, na jakim mam pracować, to oczywiście to robię, ale mobilność odgrywa tu kluczową rolę. Testując hybrydowy laptop na tapet wzięłam przede wszystkim programy Resolume, na którym pracuję na co dzień, oraz After Effects. W przypadku tych dwóch narzędzi mojej pracy, zewnętrzna karta graficzna z dedykowanym interfejsem sprawdziła się bardzo dobrze. Flow Z13 był oczywiście również testowany w moim “naturalnym środowisku pracy”, czyli poznańskim klubie TAMA. W tym przypadku, kiedy muszę rozłożyć sprzęt w reżyserce, dobrze sprawdziła się podstawka z regulacją pod kątem 170° i odpinana klawiatura. W pracy VJa istotny jest przede wszystkim szybki sprzęt, co w tym przypadku gwarantował 14-rdzeniowy procesor Intel® Core™ i9 i sprawnie działający układ chłodzenia. A po pracy przyszła pora na gamingowy wieczór z udziałem klasyków tj. Heroes of Might and Magic i The Sims.

Lola Haze – fot. Daniel Remian

Lola Haze. Jak mówić “językiem maszyn”?

Czy Twoim zdaniem w przypadku vjingu także obowiązuje zasada 10 000 godzin? Wiesz, przyjęło się, że to ilość czasu, którą trzeba poświęcić, by dobrze opanować jakąś umiejętność. A może da się zostać VJem w miesiąc?

To nie jest kwestia czasu – to kwestia umiejętności i komunikacji, m.in. ze sprzętem, z programem. To jest obszar, nad którym sama ciągle pracuję. Nie umiem mówić “językiem maszyn”.

A może to też kwestia odwagi? Wiesz, dopiero gdy Twoje umiejętności są na pewnym poziomie, to jesteś w stanie pozwolić sobie na coś więcej?

Powiedziałabym, że to właśnie początkujący twórcy mają więcej odwagi, by eksperymentować. Problem w tym, że często są to ciężkostrawne eksperymenty dla publiczności. Estetyka także jest elementem, który należy wypracować.

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Lola Haze – fot. Daniel Remian

Czy widziałaś kiedyś wizualizacje, które były lepsze niż muzyka, do której powstawały?

Tak, pewnie, choć celem jest chyba stworzenie spójnej całości, która dostarcza odbiorcom najwyższej jakości wrażenia w każdej dziedzinie, zarówno dźwięku, jak i obrazu.

DJ stojący na scenie jest w stanie z łatwością odczytać reakcję tłumu. A jak jest z VJem?

To jest zróżnicowana sprawa. Miałam sytuację, gdy moje stanowisko znajdowało się w takim miejscu, że mogłam obserwować ludzi od frontu i faktycznie, było to bardzo nakręcające.

Lola Haze - fot. Daniel Remian
Thocik- fot. Daniel Remian

Artykuł powstał we współpracy z marką ASUS Republic of Gamers.



Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →