Various Artists – Hot Waves Volume One

1 914
Recenzje
Various Artists – Hot Waves Volume One

Info

Data wydania:
2011/04/24
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
Przy okazji jednej z płyt wspomniałem o cyklu kalifornijskich imprez Hot Nature pod batutą Lee Fossa oraz Jamiego Jonesa. Tandemu, który wespół z Wolf + Lamb czy Soul Clap zdążył już nieźle namącić w poukładanym house’owym światku.
Kompilacjq „Hot Waves Volume One” sporządzona została w ramach promocji artystów debiutujących. A tych, jak się okazuje, jest niemało i spectrum wypowiedzi dzięki nim znacznie się poszerza, tym samym tworząc z dźwięków inspirowanych słońcem, oraz tanecznym uzależnieniem definicję możliwie jak najbardziej pojemną, mieszczącą w sobie nie tylko element wyjściowy w postaci house, ale także disco, funk, boogie itp.
Pierwszą rzeczą, która może zafrapować jest sposób wydania. Promo wyszło na winylu i zawierało cztery utwory, natomiast sama składanka doczekała się tylko wersji digitalnej, co może zaskakiwać, niejako faworyzując skomputeryzowanych didżejów, a nie mistrzów turntablizmu.
Przechodząc płynnie już do zawartości muzycznej, rzecz ma się różnie, tak, jak zróżnicowane bywają składaki. Na pewno nie jest to przygotowane na kolanie. Każdy element składowy współgra z sąsiadującym, ale pytanie, czy współgra harmonicznie, czy może na zasadzie kontrapunktu? Nie ukrywam, że zdumiała mnie jakość, selektywny dźwięk, niemalże krystaliczny, profesjonalny mastering, ale okazuje się później, że chyba niewiele ponadto. 
Horrendalna większość składaka to bity i chordy służące głownie wielkim salom, w których klubowy element szybko traci cały swój powab na korzyść tłumu, masowej ekstazie, wspólnego przeżywania i uczestnictwa w obrzędzie. Wybijają się, jak to w życiu, tylko jednostki, zwłaszcza te bardziej liryczne (czytaj: wolniejsze, łagodniejsze). Prym może wieść tu „Mindscaping” Roberta Jamesa, a także „Spaceship” Alexisa Raphaela, czy „Stringer Bell” samego Lee Fossa
Zaawansowany pierwiastek hedonizmu zawarty w każdej z pozostałych kompozycji nie jest jakimś wielkim zarzutem. To już tylko kwestia smaku i podobań. Dla jednych będzie to zjazd w kategorii nowicjusza, w którym ekscytacja dokonuje się sama, słońce zawsze świeci, a ptaszki nie przestają śpiewać. Dla innych może to być już droga przez mękę, co nie zmienia faktu, że sama idea jest godna naśladownictwa. Liczę na więcej. 
Tekst: Piotr Hamedinger



Tracklista

1. Richy Ahmed – Suck It
2. Josh Tweek – Green Suprises
3. Beep Dee – Colorado
4. Alexis Raphael – Spaceship
5. Robert James – Mindscaping
6. Lee Foss – Stringer Bell
7. Jamie Jones – Tranquilizer
8. Maceo Plex – Alpha
9. Hot Natured – Nino Brown
10. MarcAshken – Freaky Naughty
11. Alex Arnout, Jamie Jones, Clive Henry – Ability
12. Jenkyns – Souerstar