Tomik Grewiński: Sektor polskiej kultury może upaść – wywiad

4 132
Wywiad

Tomik Grewiński, współzałożyciel wytwórni Kayax, czołowego polskiego labelu, przewodniczący Izby Menadżerów Artystów Polskich, podmiotu będącego inicjatorem akcji Otwieramy Koncerty, porozmawiał z nami na temat przyszłości branży kulturalno-rozrywkowej, stosunku rodzimych polityków do kultury i o tym, czego się obawia oraz w co wierzy.

Od początku trwania pandemii przeprowadziliśmy dziesiątki wywiadów. Rozmawialiśmy z właścicielami klubów, artystami, promotorami, przedstawicielami organizacji reprezentujących branżę kulturalno-rozrywkową, w tym klubową w Polsce i zagranicą, czy też z urzędnikami. Jednak chyba żadna rozmowa nie była tak obszerna, tak przykra i tak konkretna jak ta.

Jeśli jeden z najważniejszych ludzi w polskiej branży kulturalno-rozrywkowej, współwłaściciel największej wytwórni w kraju, członek najistotniejszych izb i stowarzyszeń, producent i menadżer dziesiątek, jeśli nie setek artystów, udziela odpowiedzi, w których padają tak gorzkie i przykre słowa, to sytuacja musi być dramatyczna. I taka właśnie jest. Polska kultura chyli się ku upadkowi. Nie ma w tym zdaniu krzty przesady, na co dowodem niech będzie poniższy zapis naszej rozmowy.

Tomik Grewiński, współzałożyciel wytwórni Kayax, czołowego polskiego labelu, przewodniczący Izby Menadżerów Artystów Polskich, podmiotu będącego inicjatorem akcji Otwieramy Koncerty, porozmawiał ze mną na temat przyszłości rodzimej branży kulturalno-rozrywkowej, stosunku rodzimych polityków do kultury i o tym, czego się obawia oraz w co wierzy.

Tomik Grewiński - Fot. Magda Wunsche Samsel

Tomik Grewiński – Fot. Magda Wunsche Samsel

Tomik Grewiński [Kayax, Izba Menadżerów Artystów Polskich] – wywiad

Hubert Grupa: W ostatnich dniach jest Pan częstym gościem Sejmu. Na jakim etapie są dziś rozmowy na temat przyszłości branży kulturalno-rozrywkowej w Polsce?

Tomik Grewiński: Tak, to prawda. Myślę, że powinienem zacząć od tego, iż kilka tygodni temu udało nam się zawiązać Izbę Gospodarczą Menadżerów Artystów Polskich. Obecnie zrzeszamy już ponad 110 menadżerów polskich artystów, a tym samym reprezentujemy setki muzyków tworzących rodzimą scenę. Izba została założona w wyniku tego, że cała branża stanęła w miejscu z powodu pandemii. Zostaliśmy zamrożeni jako pierwsi i wygląda na to, że jako ostatni będziemy odmrażani. Izba został zawiązana, a ja, głosami jej członków, zostałem wybrany na jej przewodniczącego. W szeregach Izby znalazło się wielu fachowców, którzy razem ze mną skupiają się przede wszystkim na dwóch celach.

Pierwszy z nich to właśnie rozmowy z rządem, o które Pan zapytał. Pytamy się o dalszą pomoc dla naszej branży, gdyż wraz z końcem czerwca, skończyły obowiązywać najprostsze formy wsparcia, takie jak postojowe czy zwolnienie z ZUSu. Ta pomoc musi zostać przedłużona. Dla porównania podam przykład fryzjerów. Oni także otrzymali wsparcie, lecz ich branża już została odmrożona. Co więcej, zapotrzebowanie na ich usługi jest ogromne i nierzadko na wizytę trzeba czekać tygodniami. W niektórych przypadkach wzrosły też ceny usług. Oczywiście, fryzjerzy są stratni, lecz ich sektor szybciej wróci do poziomu sprzed pandemii.

W naszym przypadku wygląda to zupełnie inaczej. Nie dość, że wsparcie się kończy, to w zasadzie nie mamy żadnych możliwości normalnego powrotu do pracy. Nie mówię tu tylko o znanych artystach, których oglądamy czy słuchamy w popularnej telewizji lub radiu. Mówię o całej rzeszy ludzi zatrudnionych w branży rozrywkowo-kulturalnej.

Drugi z naszych postulatów to rozmowy z rządem, których wynikiem ma być kompromis co do momentu odmrożenia naszej branży. Widzimy tłumy na wiecach wyborczych, zawodach sportowych, w aquaparkach… Dlaczego tych tłumów nie może być na naszych koncertach? Skąd te ograniczenia? Dlaczego mamy być traktowani inaczej? Chcemy by nasza branża była traktowana w ten sam sposób.

Właśnie dlatego wypowiadam się w mediach, odwiedzam Sejm i w tych sprawach staramy się dotrzeć do polityków. Wysłaliśmy pismo do wszystkich partii politycznych w Polsce, do minister Emilewicz, do ministra Glińskiego, do premiera Morawieckiego, do kandydatów na prezydenta, Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Chcemy zwrócić ich uwagę na to, że kilkaset tysięcy ludzi z naszej branży nadal pozostaje bez możliwości powrotu do pracy.

To nie jest mała grupa. Jest nas trzy razy więcej od górników. Problem w tym, że politycy boją się górników, a nas nie. Chcemy usiąść do rozmów, do okrągłego stołu i porozmawiać na najważniejsze tematy. Nasza branża jest zagrożona. Zagrożonych są dziesiątki, setki, a nawet tysiące małych firm.

Kamp! w Poznaniu, Tama

Niewystarczające działania i zabójczy czas

Czytałem Państwa postulaty. Wszystkie te rzeczy zdają się być absolutnie konieczne, by pomóc branży przetrwać. Jednak zastanawiam się nad czymś innym. Branża kulturalno-rozrywkowa trwa w zamrożeniu najdłużej, bo od połowy marca. Od samego początku tej sytuacji dochodzą do nas głosy, iż trwają rozmowy z rządzącymi. Takie zapewnienia padały m.in. ze strony SOIARu (Stowarzyszenie Organizatorów Imprez Artystycznych i Rozrywkowych – przyp. red.), następnie pojawiła się akcja Otwieramy Koncerty i zawiązana przez Państwa Izba Gospodarcza Menadżerów Artystów Polskich. Aż trudno mi uwierzyć w to, iż wszystkie te działania nie przyniosły dotąd reakcji ze strony rządzących. Czy Państwa postulaty są odpowiedzią na niewystarczające rezultaty rozmów z rządem? Czas mija i może okazać się on zabójczy dla wielu podmiotów w branży.

Tomik Grewiński: Współpracujemy z SOIARem i PITE (Polska Izba Techniki Estradowej – przyp. red.), gdyż w wielu aspektach nasze postulaty są zbieżne. Jestem w stałym kontakcie z Mikołajem Ziółkowskim, reprezentującym SOIAR w rozmowach z rządem. Wciąż rozmawiamy też z członkami PITE, gdyż ich sytuacja jest szczególnie tragiczna.

Na kilkaset zrzeszonych firm, kilkadziesiąt chce już ogłosić upadłość. Jednak ich problemy są znacznie poważniejsze. Właściciele firm nie wiedzą jak ogłosić upadłość, by nie stracić całego majątku. Często tego typu przedsiębiorstwa są prowadzone w formie działalności gospodarczej, w ramach której część sprzętu została wzięta w leasing lub na kredyt. W bankach ich PKD (Polska Klasyfikacja Działalności – przyp. red.) zaznaczony jest na czerwono, zatem nie mają co liczyć na jakąkolwiek pomoc. Ci ludzie boją się, że nie tylko ich firmy upadną. Boją się, że stracą cały dobytek swojego życia.

Dlatego łączymy swoje siły i prowadzimy wspólne rozmowy. Na tę chwilę zgodzę się, że efekty rozmów z rządem są niewystarczające. Nasza Izba jest kolejną próbą reprezentowania branży i mówienia głośno o wspólnych celach, o których rozmawiamy wszyscy od początku pandemii, niezależnie czy rozmawiają mali, czy duzi. Wierzę, że rząd w końcu otworzy się na dialog i wspólne działanie, zwłaszcza, że nasza Izba jest apolityczna. Reprezentujemy rzeszę przedsiębiorców, którzy mają różne poglądy. Różne poglądy mają artyści i ich fani. Nie chcemy rozmawiać z jedną partią. Chcemy rozmawiać ze wszystkimi ludźmi tworzącymi polską politykę. Chcemy zwrócić ich uwagę na potężny sektor polskiej kultury, który może po prostu upaść.

Nocny Targ Towarzyski

Nocny Targ Towarzyski

O tych, których nie widać

Podkreślił Pan ważną kwestię, a mianowicie kwestię osób, których nie widać na scenie czy w teledyskach, a dzięki którym wszystko to jest w ogóle możliwe. To tym ludziom w szczególności należy się pomoc. Obserwujemy sytuację w innych krajach i owszem, wiele z nich nie zdecydowało się na odmrożenie sektora kulturalno-rozrywkowego, lecz skala wsparcia dla osób w nim pracujących, jest nieporównywalna. Wystarczy spojrzeć na Niemcy. Problem leży także w stosunku polityków do kultury. Jasne, jest wiele ważniejszych dziedzin, choćby służba zdrowia, lecz z drugiej strony żaden polityk, partia czy kandydat na prezydenta nie zajął się tym sektorem i nie zaproponował strategii działań mających na celu jego wsparcie. Może powinniśmy rozpocząć jakąś ogólnokrajową rewolucję, kampanię edukacyjną lub choćby dyskusję na temat miejsca i stosunku do kultury w dzisiejszej polityce, gospodarce i życiu społecznym w Polsce? Bez tego wydaje mi się, że kultura nie ma szans na równie poważne traktowanie co np. sport.

Tomik Grewiński: Także ubolewam nad tym, że w publicznej dyskusji nie ma miejsca na rozmowę o kulturze. Nie istniejemy bez kultury i najlepszym tego przykładem jest właśnie czas, który spędziliśmy zamknięci w naszych domach i mieszkaniach. Pomyślmy sobie jak wyglądałby ten czas bez filmów, książek czy muzyki. Uważam, że wielu z nas właśnie dzięki temu udało się przetrwać kwarantannę. Ci wszyscy ludzie, twórcy i osoby pracujące na ich sukces, pomogli nam. Teraz przyszła pora, by pomóc im.

Jestem ogromnie zaskoczony tym, że w zasadzie żaden z kandydatów na prezydenta w swojej kampanii nie podjął tematu kultury, a obserwatorzy zupełnie tego nie wytknęli. O ile kojarzę, jedynie Szymon Hołownia poświęcił kulturze parę zdań. To jest potwornie przykre, że w debacie publicznej kultura nie istnieje. Zaskakuje mnie także stanowisko partii o charakterze narodowym, które nic nie robią w tym zakresie. Przecież my reprezentujemy polską kulturę, polskich artystów i polskie firmy, dzięki którym wydarzenia w Polsce zaczynają wyglądać na światowym poziomie. Ci przedsiębiorcy inwestują pieniądze w najnowocześniejszy sprzęt, dają miejsca pracy zarówno ludziom młodym, jak i fachowcom. Ci przedsiębiorcy zadłużyli się inwestując własne pieniądze, biorąc kredyty czy korzystając z leasingu po to, by ta branża mogła się rozwijać i być na takim poziomie, na jakim była chwilę temu. Za moment cały ich dobytek, cały ten sprzęt, będzie do odkupienia za bezcen, a specjaliści wyjadą do pracy za granicę. Przedsiębiorcy zostaną z niczym i będą musieli spłacać swoje zadłużenia własnym majątkiem. Winston Churchill powiedział „O co jest ta cała wojna, jeśli nie o kulturę?” i właśnie tak jest.

W pogoni za poparciem wyborców nie ma miejsca na rozmowy o wszystkich dziedzinach gospodarki. Jednak tutaj chodzi o sektor, w którym zatrudnionych jest kilkaset tysięcy ludzi.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Co dalej z klubami?

Nie ukrywam, iż ogromnie interesuje mnie wątek klubów. Koncerty to jedno, ale kondycja miejsc, w których one się odbywają to drugie. Jeśli nie odbywają się w nich koncerty, to zazwyczaj mają tam miejsce imprezy z didżejam i didżiejkami. Przykładem niech będzie poznańska Tama. Wiele tego typu klubów pozostaje zamkniętych od połowy marca. Czy ich wątek pojawia się w rozmowach, czy to wewnątrz Izby, czy to z rządem? Jaka będzie ich przyszłość?

Tomik Grewiński: Absolutnie tak. Kluby to integralna część branży. Podałem przykłady przedsiębiorstw odpowiedzialnych za produkcję wydarzeń, lecz gdzie te wydarzenia mają się odbywać jak nie w klubach? To nasi równorzędni partnerzy.

Ogromnie się boimy, że nawet kluby funkcjonujące od kilkunastu lat, zostaną zamknięte ze względów ekonomicznych. Umówmy się – przy obecnie proponowanych zasadach, właścicielom nie opłaca się otwierać klubów. Budżety nie zamkną się, jeśli do klubu będzie można wpuścić ¼ lub ⅕ osób mogących się w nich pomieścić. Owszem, przepisy mówią o możliwości udziału połowy osób pod warunkiem, iż zajmą miejsca siedzące. Jeśli w klubie nie ma miejsc siedzących, to zastosowanie mają zasady mówiące o odpowiednich odległościach między uczestnikami imprezy i określonych warunkach sanitarnych. To sprawia, że w klubie na 1000 osób, do którego wobec nowych regulacji mogłoby wejść 500 jeśli były miejsca siedzące, nagle wejść może maksymalnie 200*. Impreza się nie odbędzie. W takiej sytuacji właściciel nie utrzyma pracowników baru, nie utrzyma ekipy technicznej, nie utrzyma nikogo.

Część z klubów zrzeszonych jest w ramach SOIARu, część także w naszej Izbie, gdyż postulaty dotyczą również ich, co pokazuje przykład akcji Otwieramy Koncerty, która spotkała się z aprobatą klubów. Te wszystkie elementy składają się na strukturę naszej branży, w ramach której działa mnóstwo podmiotów. Nie ma koncertów bez klubów, nie ma klubów bez pracowników technicznych, itd.

Domyślam się, że każdy poseł czy senator chodził kiedyś na koncerty…

* – tuż po naszej rozmowe, zostały ogłoszone rządowe decyzje dotyczące zmian w regulacjach związanych z kulturą. Jak się okazuje, zmiany mające wejść w życie 17 lipca, nie dotyczą klubów z muzyką elektroniczną o czym przeczytacie tutaj.

Politycy na koncerty

…myślę, że to oczywiste, lecz wielu zdaje się o tym nie pamiętać…

Tomik Grewiński: Właśnie! Jednak z całą pewnością wielu z nich ma dzieci, często w wieku nastoletnim. Sam mam dwóch synów i widzę jak szalenie ważne dla nich jest pójście na koncert. To dla nich identyfikacja z grupą, identyfikacja z artystą.

Ważne jest, by zaznaczyć, że nie ma różnych kultur. Kultura to nie tylko kultura wysoka w rozumieniu opery, filharmonie, teatry, czyli podmioty mogące liczyć na wsparcie państwa, zarówno stale, jak i w takich szczególnych okolicznościach jak pandemia. Kultura to także niezależne kluby i pracownie, to również puby czy kawiarnie. To wszystkie te miejsca, gdzie możemy posłuchać granej przez artystów muzyki.

15 lat Muno.pl / Tama / Fot. Artur Nowicki

15 lat Muno.pl / Tama / Fot. Artur Nowicki

To, co nie wróci (?)

Doszliśmy do momentu, w którym rodzimi artyści wypełniali największe obiekty w kraju, w tym hale targowe czy sportowe. Doczekaliśmy się polskiego artysty na stadionowym poziomie. Dziś wydaję mi się nierealne powrócić do tego samego poziomu. A Panu? Czy wrócimy do wydarzeń dla 10, 20, 30 tysięcy ludzi? Na Stadionie Narodowym podczas meczu reprezentacji Polski tyle osób się pewnie pojawi, i ktoś się zatroszczy, by było to prawnie możliwe, ale czy stanie się tak w przypadku koncertów czy festiwali?

Tomik Grewiński: Chciałbym wierzyć, że tak będzie, ale przed nami długi proces. W branży nikt nie wierzy, że będzie to szybko. Najwięksi optymiści uważają, że być może za rok lub jesienią 2021 roku, sytuacja się unormuje. Jednak czy tak będzie? Nie wiadomo.

Po pierwsze nie wiadomo jak będzie wyglądać sytuacja epidemiologiczna. Po drugie na pewno pojawi się kryzys finansowy. Ludzie będą mieć mniej pieniędzy i mniej z nich będzie stać na kulturę. Po trzecie, najzwyczajniej w świecie ludzie będą się bać.

W Izbie posiadamy dane dotyczące sprzedaży biletów na mecze piłkarskie. Choć regulacje zezwalają na obecność 25 proc. osób mogących pomieścić się na stadionie, to w praktyce prawie nikt takiej liczby nie osiąga. To około 20 proc. ¼ posiadaczy karnetów nie przychodzi na mecze, gdyż się boi. Takie dane należy wziąć pod uwagę przy kalkulacjach dotyczących klubów, o których była mowa wcześniej. Nikt nie ma pewności jak będzie wyglądać przyszłość, ale zależy nam na tym, by nasz sektor – podobnie jak sport – został odmrożony. Ci, którzy będą chcieli przyjść – przyjdą. Dajmy ludziom pracować!

Należy zdać sobie sprawę, że możemy nie wrócić do poziomu sprzed roku. Ubiegły rok był rekordowy. Wyprzedane festiwale, wyprzedane trasy koncertowe, coraz większe obiekty, coraz bardziej zaawansowana produkcja… To był niesamowity czas. Pandemia nam go zabrała, lecz musimy powoli zacząć wracać do normalności. Musimy nauczyć się żyć z pandemią i działać na tyle, na ile to możliwe.

Kolejnym ważnym, lecz często pomijanym aspektem, jest kondycja psychiczna pracowników branży kulturalno-rozrywkowej. Dla setek, a nawet tysięcy osób ta sytuacja oznacza gigantyczne obciążenie. Permanentny stres związany z brakiem pracy i zarobków, perspektywą zamknięcia firmy, utraty pracowników… To może skończyć się depresją czy stanami lękowymi. Dziś nikt o tym nie mówi, ale to nadejdzie.

Po wielu rozmowach z kolegami i koleżankami w branży widzę, jak wielkim problemem jest brak odłożonych pieniędzy na to, by przetrwać. Sektor był w trakcie intensywnego, nie zaburzonego rozwoju. Wszyscy inwestowali, by utrzymać tempo wzrostu. Wobec takiego zwrotu sytuacji, wiele osób się poddaje, nie daje rady psychicznie udźwignąć kolejnych tygodni trwania w bezsilności…

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Rok 2020. Koniec złudzeń (?)

Wielu właścicieli klubów oczekuje wskazania konkretnego terminu, kiedy branża zacznie być odmrażana lub zostanie odmrożona całkowicie. Oczywiście nie sposób takiego wywróżyć z braku jakichkolwiek informacji ze strony rządu, czy też z wciąż rozwijającej się sytuacji epidemiologicznej. Coraz głośniej słychać opinie, iż należy skupić się na tym, by jakoś przetrwać do końca tego roku, bo powrót klubów będzie możliwy dopiero w 2021 roku.

Podobne opinie zauważyłem w komentarzach na facebookowym profilu grupy TUgether, w ramach której z Ministerstwem Rozwoju rozmawiają przedstawiciele branży eventowej, turystycznej, hotelarskiej czy właśnie kulturalno-rozrywkowej. Komentarze te pojawiły się pod podsumowaniem kolejnego spotkania z minister Emilewicz. Dodam – spotkania, które nie przyniosło żadnej nowości jeśli chodzi o sytuację klubów. Zgodzi się Pan? Czy rok 2020 należy definitywnie spisać na straty i oszczędzić sobie nadziei?

Tomik Grewiński: Myślę, że to rozwinięcie poprzedniego wątku. Na pewno nie uda się powrócić do poprzedniego poziomu, lecz należy próbować jakkolwiek funkcjonować, na ile pozwalają na to regulacje. Umówmy się – branża turystyczna, która choć posiada mocne lobby, nic nie zyska w czasie najważniejszego dla siebie sezonu, czyli w lipcu i sierpniu. To jest pewne. Wobec obecnych regulacji, zaplanowane na ten rok trasy koncertowe również się nie odbędą. Nawet jeśli obostrzenia pozwolą na organizację koncertów na jesień, to takie przedsięwzięcie nie będzie się kalkulować i nikt nie podejmie ryzyka kolejnych strat.

Jednak wciąż mówimy o tym, jak to regulacje wpływają na funkcjonowanie branży. Tymczasem my chcemy grać już w klubach dla większej ilości osób, np. dla tysiąca czy dwóch. Chcemy grać imprezy plenerowe bez ograniczeń.

Powiedzmy sobie jasno – zmiana regulacji z limitu 150 osób na koncercie plenerowym, na nieograniczoną liczbę uczestników pod warunkiem zapewnienia każdemu z nich 5 metrów kwadratowych, nie zmienia nic. Jeśli chcemy zorganizować plener dla tysiąca osób, musimy dysponować przestrzenią liczącą około 8 tysięcy metrów kwadratowych, by pomieścić widownię, scenę, zaplecze techniczne, itd. To są gigantyczne powierzchnie, których wynajęcie i zabezpieczenie generuje ogromne koszty.

Patrzę na to, co dzieje się na polskich plażach czy na głównych ulicach miast, i nie widzę przeszkód, by ci wszyscy ludzie wypoczywający na plaży lub idący ulicą, nie spotkali się na koncercie. Co za różnica?

Osoby zrzeszone w Izbie to grono fachowców, którzy często mają długoletnie doświadczenie. Sam zajmuję się prowadzeniem artystów od 23 lat. Jesteśmy profesjonalistami. Wiemy jak bezpiecznie organizować wydarzenia. Mamy wytyczne od Sanepidu, wiemy jak zapewnić bezpieczeństwo przy wejściu, wyjściu i w trakcie imprezy. Wiemy jak zachować zdrowy rozsądek i sprawić, by inni go również nie stracili.

To nie jest tak, że chcemy by nagle zniesiono wszystkie ograniczenia i umożliwiono organizację imprez bez żadnych zasad. Jednak jeśli dzięki zasadom ludzie mogą chodzić do galerii handlowych czy korzystać z aquaparków, to pozwólmy im uczestniczyć w koncertach.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Co widać, gdy patrzysz w przyszłość

Czego powinniśmy sobie życzyć lub czego oczekiwać jako osoby funkcjonujące w obrębie branży kulturalno-rozrywkowej?

Tomik Grewiński: Przede wszystkim zdrowego rozsądku dla ludzi, którzy podejmują decyzję w tym kraju. Wszyscy obserwujemy, że logika wielu działań jest mocno zaburzona. Decyzje w jednych sektorach, nie przekładają się na decyzje w drugich. Rozumiem, że górnikom czy policjantom można wypłacać 100 proc. pensji lub przyznawać dodatki, lecz chciałbym też, by uszanowano innych ludzi, którzy ciężko pracują.

Uważam, że w ostatnich latach polska kultura miała się świetnie. Powstało wiele wspaniałych płyt, zorganizowano wiele świetnych koncertów, a polscy artyści, kluby, imprezy czy festiwale są na znakomitym poziomie. Dlatego ludzie podejmujący decyzję w Ministerstwie Rozwoju, w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy na szczeblu samorządowym, powinni wykazać się zdrowym rozsądkiem i mieć go na tyle dużo, by zrozumieć, że nie da się żyć bez kultury. Przede wszystkim nie mogą żyć bez niej ludzie, którzy ją tworzą. Kultura bez nich nie przetrwa, a wobec obecnej sytuacji ci ludzie i przedsiębiorstwa upadną lub przeniosą się za granicę. Pomoc dla nich jest koniecznością.

To, że udało się założyć Izbę przez osoby, które na co dzień ze sobą konkurują, pokazuje w jak dramatycznej sytuacji się znaleźliśmy. Działamy oddolnie i bez wsparcia finansowego. Inwestujemy własne pieniądze, by pomóc całemu sektorowi. Jeśli nie zostaną podjęte konkretne decyzje, na rynku pozostaną tylko najwięksi. Kultura to motor napędowy innych dziedzin. Dzięki imprezom, koncertom czy festiwalom zarabiają transport, gastronomia, hotelarstwo czy przemysł odzieżowy. Rządzący muszą zrozumieć jak wielki wpływ na gospodarkę ma kultura i jak wielu sektorom pozwala się rozwijać. Przede wszystkim muszą zrozumieć jak wielu ludzi tworzy polską kulturę i pozostaje bez możliwości pracy, a tym samym zarabiania pieniędzy.


#razemtańczymyrazemwalczymy – działamy dalej

Rozpoczęliśmy współpracę z Izbą Menadżerów Artystów Polskich, inicjatorem akcji Otwieramy Koncerty, której działania są dostrzegane przez rządzących. Łączymy siły i wykorzystujemy dorobek akcji #razemtańczymyrazemwalczymy. Z racji, iż nasze starania, w tym petycja, spotkały się z głuchym odzewem ze strony rządu, pragniemy, by o klubach i osobach za nimi stojących, razem z nami mówili ci, których władza słucha i z którymi rozmawia, a którzy są w równie złym położeniu, co my. Skoro jak dotąd apelu dziesiątek inicjatyw i debat, setek klubów i tysięcy klubowiczów w Polsce rząd nie usłyszał, to pozostaje wierzyć, iż usłyszy on to, co do powiedzenia w naszym imieniu będą mieć najważniejsze podmioty reprezentujące rodzimą branżę kulturalno-rozrywkową. Ufamy, że dzięki ich wsparciu, tysiące głosów popracia naszej akcji, przełoży się na zmianę dramatycznej sytuacji, w której wszyscy się znaleźliśmy.

Niebawem przedstawimy podsumowanie dotychczasowych działań i plany dalszych kroków.