Shifted: ‚nie widzę siebie w roli laptopowego performera, puszczającego gotowe kawałki’ – WYWIAD

2 774
Wydarzenie

Mieliśmy okazję porozmawiać z Shifted tuż po wydaniu jego najnowszego albumu pt. "Appropriation Stories" i tuż przed showcasem jego wytwórni Avian we Wrocławiu.

Trzeci album Brytyjczyka Guy’a Brewera aka Shifted – „Appropriation Stories”, wydany niedawno nakładem Hospital Production, oraz nadchodzący gig Avian we wrocławskiej Sali Gotyckiej wydał nam się idealnym momentem, aby porozmawiać z jednym z najzdolniejszych producentów techno naszych czasów.
Znany fanom industrialnego, hałaśliwego oraz brudnego techno Shifted swoją działalność producencką zaczynał nagrywając drum’n’bass. Przeprowadzka do Berlina okazała się decydująca do obrania technicznego kierunku – to w europejskiej stolicy techno nagrał utwory, które należą do ekstraligi całego gatunku – bezkompromisowe i zahaczające o eksperyment.
O swojej przeprowadzce, albumie, procesie tworzenia oraz własnej wytwórni Avian rozmawiamy z Guy’em w dniu wydania jego najnowszego krążka, tuż przed showcasem we Wrocławiu.

SHIFTED (AVIAN / BERLIN) – WYWIAD

Rozmawiamy w wyjątkowym dla Ciebie dniu – nakładem Hospital Production wychodzi Twój trzeci album jako Shifted. Czy zamierzasz to jakoś specjalnie celebrować?
Hmm mamy wtorek także odpuszczę sobie dzisiaj większe szaleństwa, myślę, że dobra kolacja wieczorem ze znajomymi to będzie najlepsza chwila na celebrację tego małego święta. Z resztą zaczekam na weekend.
Jak przebiegała praca nad tym krążkiem? Pamiętasz pierwszy kontakt z Dominickiem ( Vatican Shadow – przyp.red)? To od niego wyszła inicjatywa, aby Twój sound pojawił się w jego wytwórni?
Dominicka spotkałem kilka lat temu, przed wydaniem mojego drugiego albumu w Bed Of Nails. W tym czasie popełnił remix dla mojego labelu Mira. sporo rozmawialiśmy i wymienialiśmy się swoimi muzycznymi poglądami. Tak naprawdę zaprzyjaźniliśmy się na berlińskim festiwalu Atonal – po nim spędziliśmy kilka tygodni w mieście, głównie siedząc w studio.  Był pierwszą osobą, która słyszała nagrania, które znajdziesz na Appropriation Stories.
Słuchałem wielokrotnie tego krążka, nawet chwilę temu. Zachwycające jest tutaj dopieszczczone, zresztą jak zwykle, brzmienie – jak do niego dochodzisz? Sam masterujesz swoje utwory ? Szczerze to nie mogę się doczekać, aby usłyszeć je na jakimś solidnym soundsystemie.
95% moich utworów masteruje Matt Callton, z którym współpracuje od lat – gość jest jednym z najlepszych do tej roboty. W jaki sposób dochodzę do swojego brzmienia? Nie wiem dokładnie, po prostu eksperymentuje godzinami w swoim studio, czasami coś z tego będzie, innym razem nie.

Będziesz kilkukrotnie w tym roku występował w wersji live-act. Czy to będzie okazja do usłyszenia w całości Appropriation Stories? Zazwyczaj artysta, który gra swoje specjalne projekty wybiera wyjątkowe miejsca…
Kiedy gram live-act tak naprawdę nigdy nie gram kawałków ze swojego albumu, szczerze to nie odtwarzam żadnych utworów – wszystko co się wtedy dzieje jest czystą improwizacją. Próbuje wtedy wykorzystać swój set-up w najlepszy możliwy sposób. Zawsze mam ze sobą maszynkę perkusyjną jako sampler oraz system modularny jako efekty – staram się wykrzesać z tego interesujące dla mnie dźwięki. To zajebista zabawa móc na tym tworzyć coś zupełnie nowego – nie widzę siebie w roli laptopowego performera puszczającego gotowe kawałki. Co do miejsc występowania w wersji live… Takie propozycje w moim przypadku zawsze wychodzą od organizatora i ufam swojej agencji bookingowej.
Twój pierwszy album wydany u Luke’a w Mote Evolver był artystycznym sukcesem – pamiętasz moment, w którym poczułeś, że jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz? Przeprowadzka do Berlina zdaje się była decydująca w Twoim wypadku o transformacji na techno.
Przeprowadzka do Berlina niewiele miała wspólnego z techno – mieszkałem w UK od dłuższego czasu, potrzebowałem wtedy jakieś zmiany, świeżego spojrzenia. Nie mam pojęcia kiedy poczułem się dobry w techno – to nie tak, że zainspirowałem się Berlinem i nagle zrobiłem dobry album dla Luke’a Slatera. Robiłem wtedy muzykę, którą odczuwałem w sobie, coś, co mnie interesowało i mogło również spodobać się innym. Biorę rzeczy takimi, jakie przychodzą – byle bym miał z tego frajdę.
Jesteś w mojej czołówce artystów, którzy w równym stopniu są niesamowici w studio, jak i na scenie. W których okolicznościach czujesz się najlepiej? Występowanie na żywo pomaga Ci w procesie twórczym w studio? I na odwrót?
Zdecydowanie – obie te sprawy oddziałują na siebie, to żywy organizm. Kiedy nagrywam nowy kawałek, nie mogę doczekać się momentu reakcji publiki na niego na dancefloorze. Kiedy wszystko zagra ze sobą i mam świetną noc, wracam do studia ze zdwojoną mocą. Jeśli miałbym wybierać to zdecydowanie faworyzuję pracę w studio.
Każdy szanowany techno label posiada własną tożsamość, niepodrabiany dźwięk – udało Ci się to stworzyć wraz z resztą załogi Avian – brudną, często plemienną muzykę. Wydaje się, że nie łatwo dostać się do Twojej wytwórni. Czego dokładnie oczekujesz od artystów wydających na Avian, które składowe są dla Ciebie najważniejsze?
Nie za bardzo potrafię słowami zdefiniować muzykę, która znajduje się w katalogu Avian – wiem natomiast, jaka muzyka powinna się tam znaleźć – słyszę ją. Jest pewna dźwiękowa paleta, która faktycznie nas charakteryzuje. Nie słucham nadesłanych demówek – na platformie Avian usłyszysz kilku moich dobrych przyjaciół, z którymi obecnie współpracuję. Tak to działa.
Myślę, że jesteś odpowiednią osobą, która mogę o to zapytać, ponieważ urodziłeś się w UK, a obecnie stacjonujesz w Berlinie. Mieliśmy niedawno sytuację, w której zamknięto instytucje Fabric, a z drugiej strony Berghain zostało uznane w Niemczech za miejsce kultury wysokiej. Na czym to polega, że w jednym miejscu klub jest stawiany w jednym rzędzie z teatrem, a w innym uznawany za zło konieczne – tym bardziej w Anglii, gdzie przecież scena ma olbrzymi wpływ globalny?
To jest cholernie długi temat i niemożliwe jest odpowiedzieć na to pytanie w kilku zdaniach. Od dłuższego czasu UK jest coraz bardziej napędzany pieniędzmi, w szczególności Londyn. Jeśli spojrzysz na Berlin – jest on dwa razy mniejszy niż Londyn, w którym żyje 8 milionów ludzi, w stolicy Niemiec to 2,5 miliona. Jest to ogromna różnica w kontekście przestrzeni – deweloperzy w Londynie agresywnie szukają nowych miejsc, na których mogliby zarobić pieniądze. Fabric to ogromny klub, który niekoniecznie przynosi dużo zysków dla rządu. Z drugiej strony mamy Berlin, który ma wciąż mnóstwo niezagospodarowanych obszarów, deweloperzy nie zabijają się tutaj o każdy kawałek ziemi. Na tym polega problem Londynu – niestety ten trend będzie coraz mocniej zauważalny przez następną dekadę.
Cała noc z showcasem danego labelu to wyjątkowa sprawa, kiedy możesz występować ze swoimi zawodnikami i wspólnie poprowadzić z nimi noc…
Wiesz co, nie robimy tego zbyt często tak naprawdę. Na palcach jednej ręki można wymienić nasze wspólne noce w ciągu roku. Kiedy jednak już to się zdarza – jest wyjątkowo. Najważniejsza jest dla mnie nasza muzyka i wielka nić porozumienia, którą wspólnie ze wszystkimi z Avian tworzymy. Jestem szczęśliwy, kiedy widzę, jak nasze produkcje w innych krajach mają sporą siłę rażenia.
Za niedługo wystąpisz w takich okolicznościach we Wrocławiu w niesamowitej przestrzeni Sali Gotyckiej. Czego może oczekiwać osoba, która nie jest na bieżąco z wydawnictwami Avian?
Będe tam ja, Shxcxchcxsh (Shifted wymawia to poprawnie jednym ciągiem – przyp.red) oraz Pris – pokażemy czym i jak brzmi muzyka w naszym labelu. Spodziewałbym się mocnego techno, które sprawi wam wiele radości.
Rozmawiał: Paweł Chałupa