Byliśmy na Possession x Monnom Black w Paryżu – Relacja

1 425
Relacja

Są takie imprezy, które zapamiętuje się do końca życia. Ubiegłotygodniowa wizyta w jednej z podparyskich miejscowości tylko to potwierdza. Przed wami relacja z Possession x Monnom Black.

W ubiegły weekend miało miejsce wiele ciekawych eventów w naszym kraju. Począwszy od Body Sushi (VTSS b2b Randomer) na Jasnej 1, a na inaugurującej imprezie projektu PLURED z Headless Horsemanem w poznańskiej Tamie kończąc. Ja natomiast za kierunek weekendowych eksploracji obrałem Paryż, a konkretnie imprezę organizowaną przez tamtejszy kolektyw Possession. Organizatorzy na miejsce wydarzenia wybrali hangar o powierzchni 5 tys. m² mieszczący się w oddalonej od Paryża o 32 km miejscowości Sainte-Geneviève-des-Bois. Skład artystów prezentował się imponująco: Dax J, Hadone, Stranger i VTSS w parze z SPFDJ.

Fot. Mariana Matamoros / Possession

Koronawirus? Pieprzyć go!

Dzień wyjazdu do Francji stał pod znakiem – a jakżeby inaczej – koronawirusa, który z dnia na dzień zbiera coraz poważniejsze żniwa. Odwoływane kolejne eventy, koncerty, wydarzenia sportowe zwiastowały i w tym przypadku anulowanie długo wyczekiwanej przeze nas imprezy. Wyprzedzając fakty – edycji z ostatniego dnia lutego na szczęście nie odwołali. I wszystko wskazuje na to, że nachodzących również nie, gdyż za bardzo się spieszyliśmy, nie chcieliśmy czekać! Pieprzyć koronawirusa! Rzucamy wam wszystkie nasze następne terminy na 2020 i 2021! – brzmi treść jednego z ostatnich postów Possession na Facebooku.

Fot. Possession

Wiele znaków zapytania

Do samego końca nie było jasne, gdzie impreza się odbędzie. Gdy światło dziennie ujrzała informacja o odległościach z czterech paryskich lokalizacji, pojawił się jeszcze jeden problem. A mianowicie potencjalny czas podróży, który zdaniem organizatorów miało trwać 40 minut jazdy pociągiem, a następnie tyle samo – kolokwialnie mówiąc – z buta.

Przyznam szczerze, że nie zabrzmiało to specjalnie zachęcająco. Domniemam, że podobne odczucia do moich, miało zapewne 90 proc. osób zadeklarowanych w wydarzeniu. Dlatego nie chcąc zbytnio komplikować sobie życia, wiele z nich zaczęło publikować na profilu wydarzenia oferty sprzedaży wejściówek. Na szczęście dzień przed imprezą została ogłoszona sprzedaż biletów autokarowych począwszy od godziny 23:00 w co półgodzinnych odstępach.

Sama podróż rzeczywiście trwała 40 minut, jednak tylko w jedną stronę. Brak zapewnienia transportu powrotnego wymusił na uczestnikach organizację transportu na własną rękę, co w naszym przypadku zajęło mniej więcej półtorej godziny.

Fot. Mariana Matamoros

Na miejscu zastaliśmy ogromny hangar, który w końcowym rezultacie pomieścił blisko 3 tysiące osób. Muszę przyznać, że początkowo byłem sceptyczny co do miejsca jakie zastałem, gdyż po cichu liczyłem na coś bardziej przypominającego surową i obskurną piwnicę. Hala sama w sobie nie była w żaden sposób ocieplona, dlatego z początku dało się odczuć mróz dobiegający z zewnątrz. Detale w postaci wody i piwa za 5 € są najmniej ważne. Podobnie jak poszczególne występy. Jednak, jeśli miałbym wybierać to bezapelacyjnie show tego wieczoru skradła nasza Martyna, w parze ze Szwedką SPFDJ. Clue całej imprezy stanowi bowiem co innego.

Possession, a rave

Dzięki współpracy z wytwórnią muzyczną Monnom Black, należącą do Dax J, francuskie przedsięwzięcie bez cienia wątpliwości zasługuje na miano rave’u. Albo chociaż w znacznym procencie zasługuje, podobnie jak wszystkie inne sygnowane marką Possession. Skąd ta odważna teza?

Sposób organizacji, otwartość na to, co „inne”, wszechobecna tolerancja, secret location, spontanicznie zorganizowany transport.  I nad tym konkretnym zjawiskiem pochylam się w niniejszym tekście. Nie nad imprezami w Berghain czy w innych niemieckich klubach, schowanych za otoczką tajemniczości, o których nie dowiesz się z relacji wideo czy opublikowanych zdjęć.

Na co dzień jak ognia unikam nadużywania słowa „rave”, jednak w tym przypadku nie mogę o nim nie wspomnieć. Podobnego podejścia co moje, nie trudno szukać u wielu innych ludzi z branży muzycznej skupionej wokół techno.

Fot. Mariana Matamoros / Possession

W wywiadzie, jakiego blisko rok temu udzielił mi Dtekk, został poruszony problem z jakim zmaga się – niestety – większość uczestników „rejwów”. Zdaniem Jędrzeja:

Dziś dla wielu osób rave równa się techno, co jest jakąś bzdurą. Chciałbym, by słowo „rave” nie było używane bez świadomości tego, do czego tak naprawdę się odnosi. Pewnego rodzaju filozofia odchodzi w zapomnienie. Dzięki nawiązaniu do tych wartości (Peace Love Unity Respect) w ramach działania z Pozdro Techno Sound System możemy pokazać młodszym fanom elektroniki, że jest w niej coś więcej niż tylko „rejwy” czy „techno tuptanie”. Wielu rzeczy można sobie życzyć, ale kijem rzeki nie zawrócimy. Możemy jedynie dbać o to, by pewna wizja i przekonania były obecne i podtrzymywane. I z takim przekonaniem staram się być obecny na scenie.

Bez podziałów

Nie będę się rozwodził nad etymologią i historią „rave’u”. Uważam, że temat został wyczerpany w wielu materiałach tekstowych czy filmowych przez bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Niemniej, gdy człowiek weźmie pod uwagę fakt, z jakiego kalibru eventem miał do czynienia, pierwsze skojarzenie nakieruje mnie na wspomniane „rave”. Dlaczego? Zdaniem organizatorów:

Possesion to wieczór LGBTQIA + „przyjazny hetero”, oraz, że różnorodność i sposób bawienia się bez względu na odmienność, nie ma znaczenia. Wszelkie zachowania lub gesty, które są sprzeczne z naszymi wartościami (ze względu na ich homofobiczny, transfobiczny, rasistowski, mizoginiczny, ksenofobiczny, obraźliwy charakter) automatycznie spowodują wykluczenie z naszych wieczorów z potencjalnym późniejszym ściganiem przez właściwe organy.

Fot. Mariana Matamoros / Possession

Każdy jest równy

Treść załączonego materiału tekstowego do wydarzenia dawał do zrozumienia, że nie ma znaczenia czy jesteś przebrany, nagi, zamaskowany,  szykownie ubrany, brzydki, przystojny, mały, wysoki, gruby, kudłaty, chudy, włochaty, młody, stary, chłopak, dziewczyna lub jedno i drugie. Bijąca zewsząd nagość, bezpruderyjność, eksponowanie seksualności czy fetyszy są tam na porządku dziennym. Nikt w związku z tym nie potrzebuje narzucać na uczestników zakazów używania telefonów, robienia zdjęć, filmów. Nie mówiąc rzecz jasna o jakiejkolwiek selekcji. Pamiętajcie, że wasza wolność jest tam, gdzie zaczyna się wolność innych. Barwi innych i sama jest zabarwiona przez wolność innych. Im bardziej będziesz inny, tym bardziej będziesz wolny. Tym bardziej będziesz sobą. Absolutnie każdy czuje się swobodnie, czuje się wolny, nie doskwiera mu wzrok patrzących się innych.

Fot. Mariana Matamoros / Possession

Uczmy się od najlepszych

Francuska kultura klubowa powinna stanowić za wzór dla polskiej, której niestety daleko do swojej rówieśniczki znad Sekwany. Z jednej strony czemu się dziwić. Strefy wolne od ideologii LGBTQ+, wygłaszane w kościołach kazania piętnujące związki partnerskie czy wciąż zauważalny rasizm, nie zwiastują kroku na przód. Mieszanka kulturowa i religijna w krajach zachodnich w znaczy sposób pomogła wejść takim krajom jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania na poziom, który dla nas na tę chwilę jest niedostępny. I długo nie będzie. Dlatego, jeśli mamy możliwość podglądać i relacjonować tego typu imprezy jak Possession x Monnom Black, róbmy to. Dzielmy się tym, jak bawi się zachód, jak respektuje wolność, otwartość, inność. Przy jednoczesnym nie zamykaniu się od wewnątrz chcąc ukryć to i owo. Peace, Love, Unity, Respect, Polsko.