Podsumowanie 2014 – Alegria (Drum Obsession)

Artykuł

"Jeśli naprawdę kochasz tę muzykę, powinnaś/powinieneś chociaż raz w życiu we wrześniu przeżyć ten niesamowity tydzień zwany Sun & Bass" - poleca w swoim obszernym podsumowaniu roku 2014 członek rodziny Drum Obsession - Alegria.

Nie wiem jak Wam, ale mi osobiście czas upływa coraz bardziej nieubłagane, a 2014 rok minął szybciej, niż myślałem. Tym szybciej, że wypełniony był po brzegi dobrą muzyką, a jak wiadomo: „time flies when you’re having fun”. Niezwykle trudno podsumować cały rok w tak niewielu zdaniach. Niewielu dla mnie, choć pewnie redakcja Muno stwierdzi, że napłodziłem za dużo i „nikt tego nie przeczyta” (śmiech). Niemniej ja osobiście mam nadzieję, że jednak poświęcicie mi tę przysłowiową chwilkę i obczaicie to mocno subiektywne wspomnienie 2014 w drum & bassie!
Odnoszę wrażenie, że wiele osób w Polsce odwróciło się od DNB od czasów, gdy Goldie, Roni Size czy LTJ Bukem święcili komercyjne triumfy i podbijali mainstreamowe media nowatorskim podejściem. Ba, wiele osób w swoim postrzeganiu gatunku zatrzymało się na tamtej „złotej erze” (lub – nie wiem co gorsze – w czasach, gdy scenę zdominowało nastawienie „im mocniej, tym lepiej” a’la Noisia czy Black Sun Empire – notabene dwa niesamowicie utalentowane tercety, poza którymi jednak jest tyle dobrego w naszej muzyce). Ja jednak z uporem maniaka będę przekonywał Was do czegoś, co nie jest opinią, a faktem, który rok temu w swoim podsumowaniu przytoczył Harper: „drum’n’bass to znów jeden z najbardziej ekscytujących, poszukujących i nieprzewidywalnych gatunków na scenie klubowej”. Zgoda, ale wprowadźmy małą erratę: DNB nigdy nie przestał nim być! Po prostu zszedł do podziemia i najlepszych stron tego gatunku doświadczyć mogli tylko ci, którzy poświęcili trochę więcej czasu na przesłuchiwanie tego, co najlepsi didżeje i producenci oraz najlepsze labele mają do zaprezentowania. No, ale to chyba truizm w przypadku każdego gatunku muzycznego – szukajcie, a znajdziecie 😉
Drum & Bass zawsze będzie muzyką, której najlepiej słucha się w konwencji setu DJskiego. Z pewnością wiele kozackich miksów umknęło mi z braku czasu (tyle rzeczy do przesłuchania, że godzin w dobie nie starczy!), ale moim zdaniem jeśli jeszcze ich nie słyszeliście, koniecznie musicie obczaić następujące (kolejność przypadkowa):
Gościnny mix A-Sidesa dla audycji „Worldwide” Gilesa Petersona – mało kto potrafi tak umiejętnie miksować melodyjne rzeczy jak weteran, którym jest bez wątpienia Jason Cambridge. Nie ma się zatem co dziwić, że bardzo przyłożył się (zarówno po stronie techniki, jak i selekcji) nagrywając guestmixa dla takiej postaci jak Peterson, a czas trwania (raptem 32 minuty) sprawia, że nadaje się do wielokrotnego odsłuchiwania.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Blocks & Escher – Do Androids Dance x Metalheadz – prawdopodobnie mój miks 2014 roku, choć paradoksalnie nie ma tu zbyt dużo długiego blendowania i numerów lecących razem w miksie przez kilka minut. Historia, którą opowiedzieli szefowie Narratives Music w tym secie jako żywo przypomina najlepsze sety z obozu Metalheadz. Polecam każdemu fanowi elektroniki, nie tylko dramenbejsowcom!

Om Unit – Dusk Dubs 0207 – nie da się nie zauważyć, że Om Unit coraz mniej stawia w swoich setach na 100% przyszłościowych bitów, a ucząc się od najlepszych zaczął sprytnie przeplatać je klasykami, aż proporcje się odwróciły na korzyść jungle. W tym przypadku Coles prezentuje nieoczywistą selekcję mniej znanych klimaciarskich oldskuli, którymi nie pogardzi zarówno znawca tematu, jak i laik.

Heart Drive 03: Module Eight – projekt dBridge’a i Kida Dramy (1/2 nieistniejącego już duetu Instra:mental) znowu w akcji kontynuując dziedzictwo założonego przez nich drzewiej Autonomic. Wszystko wskazuje na to, że Heart Drive stał się kolejnym musem dla fanów głębi w muzyce, a w przeciwieństwie do podcastów firmowanych jako Club Autonomic, po upływie paru miesięcy autorzy dzielą się ich tracklistami! Na dniach ukazała się te-elka do najnowszego jak dotąd odcinka, w którego tytule kryje się nazwa projektu, który dBridge wraz z paroma innymi kozakami szykuje w zaciszu studia. Obiecuję Wam: oszalejecie na punkcie Module Eight. Na punkcie tego seta też.

Randall b2b Doc Scott @ Metalheadz Show, Rinse FM – specjalny odcinek audycji Headz w radio Rinse zapowiadający odbywające się w ten sam weekend Metalheadz History Sessions (o którym za chwilę…) to prawdziwa lekcja historii, ale znowu opowiedziana w sposób nieoczywisty. Nie można było spodziewać się czegokolwiek mniej od Randalla (dj’a, który inspirował większość największych postaci w jungle i DNB) i Doc Scotta, którzy zawsze w takich setach sięgają po mniej znane (i często niewydane!) stare perełki. Tutaj dokopali się aż do protoplastów jungle, czyli UK hardcore i rave.

Metalheadz Podcast 47 – Blocks & Escher – ci panowie pojawiają się w moim zestawieniu po raz drugi nieprzypadkowo, bo skradli moje serce opowieściami w setach, zarazem nasycając go nigdzie niesłyszanymi wcześniej świeżynkami i zgrywając je po mistrzowsku. Nowa generacja Metalheadzów nadciąga!

A-Sides b2b Bailey @ Bassdrive Stage – Let It Roll 2014 – na koniec zestawienia setów proponuję sprawdzić jak świetnie dogadują się w miksie te dwie legendy. Najwyraźniej skoro na innych scenach dookoła napieprzali albo neurofunkiem, albo garkotłukami, albo wręcz paskudną jazdeczką a’la Netsky/Camo & Krooked, to panowie stwierdzili, że postawią na granie z duszą. Sporo tu soulfulowych klasyków i staroci umiejętnie poprzeplatanych świeżynkami (jak Random Movement – Stars In The Dark VIP!). Co prawda w trzeciej godzinie (prawdopodobnie gdy zeszła się publika z zamkniętego już Main Stage) pojawiło się trochę wiksy, ale warto przepękać, bo pod koniec seta wciąż mamy kilka perełek, które warto sprawdzić.
download tutaj.
Bez wątpienia jednym z wydarzeń, które szerokim echem odbiły się na scenie w tym roku, było 20-lecie założenia legendarnej wytwórni Metalheadz. Goldie, Storm i Kemistry (RIP!) nie przypuszczali zapewne, że ich dziecko wywalczy sobie tak silną pozycję w świecie DNB i stanie się ikoną całego gatunku. Cały rok obfitował w rozliczne wydarzenia świętujące tę wielką rocznicę, a największymi były oczywiście Metalheadz History Sessions, które w lutym rozpaliły londyński klub Fire oraz mistrzowski clash Exit VS Metalheadz, który odbył się w Studio Spaces w listopadzie (oczywiście również w Londynie…). Ten pierwszy był ewenementem na skalę zeszłorocznych 10. urodzin wspomnianych już Exit Records dBridge’a (które to prawie doprowadziły do ponownego zjednoczenia za deckami całej czwórki z supergrupy Bad Company, ale Fresh wykpił się obowiązkami w studio i tak mieliśmy „tylko” dBridge’a, Maldiniego i Vegasa). Ewenementem, bo z niebytu powróciły specjalnie na ten event takie postaci jak Dego z 4Hero czy Source Direct (w tym przypadku już tylko solowo robi to Jim „Kutta”, bo Phil Source od rozpadu SD nigdy nie zaginął i wciąż prowadzi wytwórnię Vampire Records). Dziwi nieco trwający powoli od 2013 roku powrót Grooveridera do łask w opiniotwórczych kręgach. Najlepsze czasy „Rider” ma już za sobą i słuchać da się go tylko jeśli gra sety złożone ze sprawdzonych klasyków (tak też – poza ostatnim numerem – było na Metalheadzowych History Sessions). A przecież wystarczyłoby, żeby pogrzebał w archiwach i udostępnił do sprzedaży cyfrowe wersje klasyków ze swojej wytwórni Prototype, a wtedy wielu wybaczyłoby mu jego obecne odpały.
Wracając jednak do Sun & Bassu, ten niesamowity tygodniowy „festiwal” odbywający się co roku we wrześniu na przepięknej włoskiej Sardynii obchodził rok temu 10. urodziny, a w 2014 po raz kolejny udowodnił, że jest prawdziwą mekką dla miłośników tej muzyki. Piszę w cudzysłowie, gdyż cała sprawa jest dość kameralna, odbywa się w klubach i jest trochę jak wakacje w raju wśród najlepszych w DNB. Od pewnego czasu bilety na ten event wyprzedają się zanim jeszcze zostanie podany line-up – tak wielkie zaufanie do marki S&B mają fani połamańców z całego świata! Przyjeżdżają tam ludzie nie tylko z Anglii czy Europy w ogóle, ale też z obu Ameryk, Australii i Nowej Zelandii, Japonii i innych odległych zakątków globu. W tym roku trudno było mi wybrać jednoznacznie najlepszy set festiwalu, ale z pewnością na (rozszerzonym na potrzeby tego zdania do 5 miejsc) podium stanęli dBridge, Skeptical, Mark System, Presha oraz zamykający festiwal Marcus Intalex. Z ciekawostek: A-Sides wciągnął w tym roku do line-upu niezwykłego gościa: Jeru The Damaja, z którym zagrał hip-hopowy koncert na plaży La Cinta. To był chyba najbardziej porywający show, jaki w ciągu 6 lat widziałem na festiwalu za dnia, a sam Jeru zakochał się w atmosferze San Teodoro i obiecał, że wróci za rok i powie o S&B przyjaciołom! W tym roku po raz pierwszy wystąpił tam też brazylijski król tzw. sambassu – DJ Patife (którego dawno w Europie nie było i z tego, co mi opowiadał, planuje powrót na salony w 2015) oraz ulubieniec tłumów Dub FX (którego fenomenu szczerze mówiąc chyba nigdy nie zrozumiem…). Podsumowując: jeśli naprawdę kochasz tę muzykę, powinnaś/powinieneś chociaż raz w życiu we wrześniu przeżyć ten niesamowity tydzień zwany Sun & Bass.
W zeszłym roku media trąbiły o „renesansie jungle„, głównie chyba za sprawą pochodzących spoza DNB postaci, które inspiracje oldskulowymi numerami wpletli w swoją muzykę. Om Unit (zawojował serce Goldiego i wydał niesamowite „Inversion”, które nie do końca wiadomo czy jest EPką czy albumem z ośmioma trackami), Paul Woolford (jako Special Request, swoją drogą jak dla mnie bezkonkurencyjnie najlepszy występ na tegorocznym Audioriver!), Rashad (nieżyjący już niestety) i Spinn, Mark Pritchard i inni nagle znowu uświadomili ludziom, że amen, think czy funky drummer mogą „być cool”. W 2014 jednak kreatywne siły undergroundu nawiązały do innego ciekawego fenomenu wywodzącego się z jamajskiej kultury soundclashu: wojny na dubplate’y. Zapoczątkował ją ponoć Epoch, a wkrótce do zabawy przyłączyli się 6blocc, Sully, Moresounds, Dawn Day Night, Om Unit, Chimpo, Kid Lib, Ruckspin, czy nawet nasza polska juke’owa duma – Symbiotic Sounds i zaczęli wyzywać się nawzajem do bitwy.
Wreszcie do wydarzeń kończącego się roku muszę zaliczyć spełnienie jednego z moich marzeń – występ Om Unita na 61. edycji DrumObsession. Takiej fuzji starych jungli, future’owych beatów, juke’u i klasycznego drum & bassu nieczęsto można doświadczyć na polskiej ziemi, a przez ponad 2 godziny Brytyjczyk zabrał nas w mistrzowsko zmiksowaną podróż.

2014 obfitował też w całą masę zajebistych wydawnictw, ale skoro już tyle rozpisałem się powyżej, to nie będę w stanie na temat każdego z nich napisać tyle, ile bym chciał (tu z pewnością następuje oddech ulgi tych z Was, którzy dotarli do tego momentu w tekście!). Nie mogę jednak pominąć ważniejszych wydawnictw, które chociaż wylistuję dla Was (w kolejności przypadkowej).
– Clarity – Infinite LP [Samurai Music]
– Lenzman – Looking At The Stars LP [Metalheadz]
– Kimyan Law – Couer Calme LP [Blu Mar Ten Music]
– Sam KDC – The Order & The Entity EP [Auxiliary]
– ASC – AUXWL001-003 [Auxiliary]
– V/A – Horo Vision [Samurai Horo]
V/A – „Future Beats” LP [31 Records] – Plotki o tej kompilacji krążyły w necie od jakiegoś czasu, ale Doc Scott postanowił nawet listę artystów trzymać w tajemnicy. Sinistarr, który grał dla nas na wrześniowym DrumObsession zdradził mi, że jego utwór „H3xx” się na niej ukaże, ale nie powiedział też nic więcej. Nimb tajemnicy, nazwa nawiązująca do serii podcastów plus renoma wytwórni Scotty’ego podkręciły mi apetyt i gdy pojawiły się odsłuchy, wszystko stało się jasne: 31 Records na dobre wróciło do gry i znów będzie jedną z najważniejszych wytwórni na scenie. Nie ma tu ani jednego słabego numeru i choć prawie wszystkie oscylują wokół tempa 170 bpm, pojawiają się też 160tki (wspomniany „H3xx”) czy nawet 125 uderzeń na minutę (Eastern District – „Eight Days” z Robertem Manosem na wokalu).
(moi faworyci: Loxy & Resound – „Purity”, Hidden Turn – „Dream Of Tron”, House Of Black Lanterns – „Take Control”, Nucleus & Paradox – „Chiron”).
Heart Drive – „Aut0mated L0ve” / „When Droids Cry” [Pleasure District] – Od rozpoczęcia w 2013 przez dBridge’a i Kida Dramę serii podcastów i (jak się wkrótce okazało) projektu o nazwie Heart Drive już po samym koncepcie i szacie graficznej dało się odczuć, że obcujemy z czymś wyjątkowym. Że może to być coś na miarę niezwykle opiniotwórczej serii Club Autonomic (które nagrywali jeszcze w czasach, gdy Instra:Mental razem z Dramą współtworzył Al Bleek, czyli Boddika). I okazało się, że HD godnie kontynuuje dziedzictwo tego klimatu. Bodajże w okolicach Record Store Day, Exit Records ogłosiło, że wyłącznie na ich stoisku i tylko tego dnia będą do kupienia przedpremierowe kopie winylowych singli z nowego sublabelu o nazwie Pleasure District. Ten singiel ponownie pokazuje kto naprawdę przeciera szlaki po ambitnie stronie spektrum drum & bassu, czy jakkolwiek chcemy nazwać tę emocjonalną elektronikę w tempie 170 uderzeń na minutę. Strona A mogłaby z powodzeniem pojawić się w ścieżce dźwiękowej z „Blade Runnera”, a strona B opowiada równie wciągającą historię i cała ta 12″ jest zapowiedzią kolejnych muzycznych głębinowych podróży.
(mój faworyt: „Aut0mated L0ve”).
Ulterior Motive „The Fourth Wall” LP [Metalheadz] – Z początku wydawało się, że debiutancki album Ulteriorów ukaże się u Teebeego na Subtitles Music. To w ramach jego wytwórni duet stawiał pierwsze kroki na scenie i w którymś podcaście albo on, albo oni wspominali o takich planach. Plany pokrzyżowały Metalowe Głowy, z którymi producenci z Bournemouth podpisali kontrakt na album, który okazał się sporym zaskoczeniem muzycznym. Mamy tu pełen przekrój od bristolskiego melodyjnego rollera „Sideways” czy mocno opartego na breakach perkusyjnych „Keep It Moving”, przez rave’owe pianina w hitowym „Tape Pack”, minimalistyczny „Muted” z kozackim wokalem Jamesa Sunderlanda, czy delikatny „You Must See”. Ulteriorzy poszli w kompletnie inną stronę, niż można by się po nich spodziewać i za to ogromny plus! Album, jak chłopaki sami przyznają w wywiadach, jest podróżą przez ich muzyczne inspiracje. Jedynym słabym punktem jest tu trochę śmierdzący jump-upem „Searchers”, ale ta łyżka dziegciu nie zepsuła pełnej funku beczki miodu.
(moi faworyci: „Stay” ft. James Sunderland, „Sideways”, „Tape Pack”, „Muted” ft. James Sunderland, „Edges”).
Random Movement – „Ahead Of It All” / „When The Daylight Comes” [V Recordings] – Co prawda ten singiel ukazał się trochę za późno, by stać się najlepszym numerem lata 2014, ale amerykański maestro moim skromnym zdaniem wspólnie z gitarzystką/wokalistką (a prywatnie jego żoną) Adrienne Richards oraz utalentowanym współziomkiem z radiostacji Bassdrive.com – Jaybee (swoją drogą chyba najlepiej skreczującym człowiekiem w drum & bassie!) dorównali takim ponadczasowym letniakom, jak Marky i XRS – „LK” czy D Kay – „Barcelona”! Wyobraź sobie Twój najlepszy dzień tego lata – tak brzmi strona A, która płynie wraz z riffem i wokalem Adrienne. Strona B to zaś typowy styl Random Movementa – melodyjny roller z wyraźną i zaraźliwie chwytliwą (ale i niebanalną) „gadającą” wręcz linią basu.
(mój faworyt: „Ahead Of It All” w/Adrienne Richards & Jaybee).
Spirit – „Reality” / „Babylon Call” [Warm Communications] – Teksański label prowadzony przez EHLa od dawna trzyma formę i zaczął ponownie przyciągać na swoje wydawnictwa legendy gatunku. Po Total Science, a wcześniej Breaku (który legendą jeszcze nie jest, ale jeśli nie przestanie produkować kozackich rzeczy, to z pewnością się nią stanie) przyszedł czas na Spirita. Brytyjczyk dostarczył dwa mocarne i złowrogie potwory, chyba najlepsze produkcje, które słyszałem od tego dżentelmena od paru lat! Strona A atakuje klasycznym brzmieniem syntetycznego i drapieżnego bassu a’la Spirit, natomiast przez stronę B prowadzi nas prosta progresja melodii w niskich rejestrach, którą producent przeplótł niepokojącymi dźwiękami. Jakby to powiedzieli fani Metalheadz: „rufige”.
(mój faworyt: „Babylon Call”).
Tokyo Prose „Presence” LP [Samurai Red Seal] – Karierę tego nowozelandczyka (jeszcze od czasów, gdy projekt Tokyo Prose był duetem) śledzę z zapartym tchem, a już szczególnie jaram się nim od czasów usłyszenia prześlicznego „Saving Grace”. Gdy Presha ogłosił, że podpisał z nim kontrakt na debiutancki album długogrający, z pewnością nie byłem jedynym, który już wtedy obstawiał go jako jedno z najlepszych wydawnictw tego roku. Choć brakuje tu chwytliwych riffów w stylu wspomnianego „Saving Grace”, to od początku do końca producent serwuje nam subtelne i wciągające melodie, a jakże!, pianina. Inspiracja Calibrem jest tu oczywista, ale to wychodzi albumowi jedynie na dobre. Do tego kolaboracje z Lenzmanem, LSB i Christophem El Truento; wokale od DRSa, Riyi, Foxa, Milton i Zoe Klinck oraz niedramenbejsowe smaczki typu numer z Synkro – „Common Ground” czy oniryczny „Dance With You” sprawiają, że mimo dość podobnego klimatu spinającego album, całość wcale się nie nudzi, a wręcz z każdym kolejnym odsłuchem odkrywa kolejne smaczki w numerach.
(moi faworyci: „16 Bar Cycles” with Christoph El Truento, „Covet”, „See Through Love”).
Blocks & Escher – „Calla” / „Jimmy” [Narratives Music] – Od 2012, gdy Blocks i Escher założyli Narratives Music, wytwórnia ta nie wydała ani jednej słabej płyty. Tajemnicze i otwarte na interpretacje koncept i tożsamość graficzna idealnie wprowadziły w klimat wydawniczej opowieści snutej muzyką przez dwóch Brytyjczyków i zaproszonych przez nich gości. Są to zarówno giganci (jak ASC, Loxy i Resound), jak i uznany, acz względny świeżak – Overlook, oraz tajemnicza postać kryjąca się pod nowym pseudonimem Rhyming In Fives. Mimo bezbłędnego singla numer 007 i EPki z numerem 008, to singiel 009 wygrywa dla mnie rok. Strona A w delikatnej nieregularności metrum 7/8 subtelnie snuje klimat utkany breakami perkusyjnymi i melodiami, a od czasu do czasu atakuje basem. Strona B to złowroga atmosfera przywołująca w głowie apokaliptyczne wizje i historia opowiedziana w najlepszym stylu. Ponadczasowy singiel.
(mój faworyt: „Jimmy”).
Cern – „Under Another Sky” LP [Dispatch] – Jeżeli takie postacie jak Marcus Intalex mówią o Twoim albumie, że jest ożywczym powiewem ostatnich lat, to takich rzeczy nie rzuca się na wiatr. Co prawda marka Dispatch sugerowałaby, że nowozelandczyk kontynuuje zapoczątkowaną na debiutanckim „Terminus”, ale nic bardziej mylnego! Próżno szukać tu technicznych rollerów, za to głębi na tym albumie nie powstydziłaby się połowa aspirujących producentów z tego klimatu. Nieoczywisty rytm, budujące atmosferę pady i efekty, no i świetnie dobrane kolaboracje (DLR, Hydro, Gremlinz, Overlook, Loxy) powodują, że „Under Another Sky” nie jest tylko zbiorem singli dla DJów, ale przede wszystkim inteligentnie wysnutą historią i zbiorem emocji przybysza z odległych stron świata. Niedramenbejsowe odpały również nie brzmią tu jak wciśnięte na siłę projekty z innej beczki dla zachowania pozorów eklektyzmu, a integralna część konceptu.
(moi faworyci: „Infinite Exchange”, „Patterns” ft. DLR, „What We Bring Upon Ourselves”, „Those Left Behind” ft. Hydro, „The End Of Another Sky”).
Om Unit – „Inversion” EP [Metalheadz] – Ten człowiek zdecydowanie wygrywa 2014 rok. Przygarnięty pod skrzydło Goldiego i Ant TC1’a w najbardziej wpływowej chyba wytwórni w całej historii gatunku, Jim Coles dostał stare taśmy DAT od tego pierwszego. Oczywiście w swoim stylu zsamplował je subtelnie i ujął stary klimat w nowym kontekście. Jak sam twierdzi pytany o to w świątecznym podcaście, to były przyprawy, które nadały wydawnictwu „Inversion” smaku. Wciąż zachodzę przy tym w głowę, czy jest to album, czy EPka, ale pewno jest jedne: od pierwszych dźwięków epickiego intro „Touching Down”, poprzez galop funky drummer breaku w „Bardo Realms” aż do ostatniego beatu „Mystic” mamy do czynienia z jednym z najświeższych tematów we współczesnym DNB.
(moi faworyci: „Touching Down” ft. Cleveland Watkiss, „The War” ft. Jehst, „The Crossing”, „Bardo Realms”).
Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku, jeśli dotarłeś aż tutaj, gratuluję! Twoją cierpliwość i koncentrację nagrodzę moimi typami na nadchodzący rok, czyli na co warto zwrócić uwagę (choć i tu z pewnością zapomniałem o wielu motywach):
– nadchodzący na Metalheadz album-kolaboracja Mako i DLRa (jako Onemind), o którym sam Goldie mówił w podcaście świątecznym „it blew my mind”
– zapowiedziany właśnie album Blocksa i Eschera na Metalheadz (choć tu pewnie trzeba się nastawić na koniec roku)
– kolejny autorski album ASC pt. „Imagine The Future” dla Samurai Red Seal – po mistrzowskim „Out Of Sync” z 2012 nie mogę się doczekać, co James Clements zgotował nam tym razem
– 20. urodziny wytwórni Renegade Hardware (na których wystąpią m.in. Bad Company, Cause4Concern, Digital, Doc Scott, Dom & Roland, Genotype, Gridlok, Ink, Kryptic Minds, Loxy, Optical, Skynet, Spirit, Tech Itch, Total Science, Universal Project, Usual Suspects, Unknown Error, Vicious Circle, czy – co najbardziej ekscytujące: dBridge i Maldini jako Future Forces!)
– wydawnictwa Skepticala i Marka Systema na Exit Records (choć wciąż niejasne jest, czy pojawią się już ich zapowiadane albumy, czy najpierw jednak będą to single i EPki)
– pojawienie się dalszych informacji ws. projektu Module Eight, a może nawet i którychś z ich utworów na Pleasure District?
– nad kolejnymi LP pracują MC DRS (dla Soul:R) oraz SpectraSoul (dla Shogun) – czy dopadnie ich syndrom drugiego albumu?
– singiel od wschodzącego polskiego talentu – Erkiu na Samurai Red Seal – miałem okazję przedpremierowo go usłyszeć i polecam temat fanom mrocznych, niepokojących i przestrzennych kompozycji
– kolejne wydawnictwa takich wytwórni jak Auxiliary, Samurai, Narratives, Utopia czy IM:LTD
Podsumowując, uważam że od kilku lat drum & bass przeżywa kolejną „złotą erę” i 2014 był kontynuacją tego pięknego trendu. Dzieje się to z dala od mainstreamu, choć pojawiło się parę numerów, które zawojowały nawet i polskie radiostacje (większość z nich akurat pochodziło z 2013, jak Rudimental – „Waiting All Night” czy Wilkinson – „Afterglow”, a w tym roku wojował głównie „Nobody To Love” od Sigmy z przeokropnym wokalem – nie wiem kto się tym jara, serio…). W sumie im dalej od mainstreamu, tym lepiej dla esencji gatunku. Z drugiej strony nie da się ukryć, że w czasach, gdy wielu promotorów imprez DNB w Polsce liczy każdy grosz bez wsparcia finansowego od sponsorów czy nawet od klubów, takie pop-dramenbejsy przyciągają potencjalnych przyszłych fanów również i tej ambitniejszej strony muzyki. W końcu od czegoś trzeba zacząć, nieprawdaż?

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →