Podsumowanie 2015 – Essence (Technosoul)

3 038
Artykuł
Podsumowanie 2015 – Essence (Technosoul)

"Techno nadal ma się całkiem nieźle, acz właśnie w tym nurcie najbardziej zabrakło mi niespodzianek" - pisze Artur 'Essence' Szatkowski, współtwórca Technosoul, w podsumowaniu 2015 roku.

Nie ma chyba lepszego sposobu utwierdzania się w przekonaniu, że czas za… suwa w szaleńczym tempie, jak podsumowania roku. Wydaje mi się, że od dnia w którym spisywałem swoje przemyślenia po raz ostatni, minęło zaledwie kilka tygodni. Tymczasem od momentu wybierania najciekawszych pozycji muzycznych 2014 roku minęło już pełne 12 miesięcy: 12 miesięcy, podczas których wydarzyło się bardzo dużo i cholernie mało zarazem.
Tak jak 2014 był dla mnie „rokiem techno i nieoczekiwanych powrotów”, tak 2015 jest dla mnie okresem, któremu w żaden sposób nie udało się mnie zaskoczyć. Bez rewolucji, bez niespodzianek i raczej stabilnie „na plus” – tak będę wspominał dobiegający właśnie końca rok pod kątem imprezowo-muzycznym.

MUZYKA

Nie spełniły się moje czarne proroctwa o „techno-przesycie”techno nadal ma się całkiem nieźle, acz właśnie w tym nurcie najbardziej zabrakło mi niespodzianek. Na pewno jednym z najlepiej prowadzonych labeli w 2015 był szwedzki Northern Electronics, o którym w pewnym momencie zrobiło się bardzo głośno. Za sprawą Abdulli Rashim i jego kolegów świat zaznał potężnej dawki hipnotycznego i transowego (w dobrym tego słowa znaczeniu) techno. I szkoda tylko, że bardzo często słuchając ich rzeczy, miałem wrażenie, że ta ekipa młodych Skandynawów troszkę za często nawiązuje do tego, co już kilkanaście lat temu robili artyści związani z Surface Rec. (Oliver Ho, Rich Polson i Nick Dunton), a także enigmatyczni Iesope Drift. Trzeba jednak przyznać, że NE miało kilka wybitnych momentów, z których najciekawszym, moim zdaniem, była EP Korridora – „Taotast”. To jedna z tych rzeczy, które oczarowują po kilku odsłuchach… a potem nie chcą wyjść ze słuchawek.
Rok temu zwróciłem uwagę na rosnącą w siłę spuściznę lat 80. i trend ten się utrzymał – na szczęście nie w formie tradycyjnie łączonego z tym okresem kiczu, ale mrocznego i surowego brzmienia industrial, wave czy wczesnego acid house. Ecstatic, LIES, Cititrax, Diagonal – cechą wspólną dla wszystkich tych wytwórni jest zarówno estetyczne nawiązanie do stylistyki sprzed 30-35 lat, ale i liczne wycieczki w rejony noise’u czy dronowego ambientu. I to na tym polu muzycznym działo się najwięcej: muzyka w 2015 zdecydowanie stała się bardziej hałaśliwa i surowa. Warto wspomnieć choćby świetne albumy Thomasa Brinkmanna, Anthony’ego Childa, Not Waving czy Voices From The Lake, a przede wszystkim najlepszy, moim zdaniem, LP 2015 – „Olympic Mess” Helma. To chyba najczęściej słuchana przeze mnie płyta ostatnich miesięcy, która od dnia swojej premiery zawładnęła moim sercem i MP3 playerem: niesamowita fuzja przepięknych ambientowych melodii i drapieżnego noise’u, która uzależnia niczym dokonania Basic Channel.
Jeśli chodzi o mojego kandydata do najlepszej EP-ki roku – ta pojawiła się na rynku za sprawą wspomnianego już Diagonal Rec. Consumer Device i ich „Murder The Masters” to dla mnie numer niesamowicie wbijający się w pamięć: prosty, mroczny, swój potencjał opierający na monologu, który swoją treścią przypomina mi najlepsze dokonania Williama Bennetta z Whitehouse. Jeśli jakaś muzyka może wzbudzić niepokój przyprawiający o ciarki – to właśnie ta.
Dwa labele, które wyróżniłem w zeszłorocznym podsumowaniu – Blackest Ever Black i Token – w moim odczuciu miały nieco słabszy rok. Choć z ich stajni wyszło sporo naprawdę dobrych rzeczy, troszkę zabrakło mi wysypu „brylantów”, do których przyzwyczaili mnie w ciągu kilku ubiegłych lat. Nie znaczy to, że było kiepsko – za sprawą Blackest Ever Black pojawił się m.in. rewelacyjny „Stop Suffering” Tropic of Cancer czy „Antigravity” tria Berrocal/Fenech/Epplay. Token zaś swój najlepszy moment zostawił na koniec roku – „Clarion Call” Inigo Kennedy’ego to godny następca zeszłorocznego „Lullaby” .
Wszystkie moje typy „Best of 2015” możecie zobaczyć i odsłuchać pod tym linkiem.

SCENA KLUBOWA

Tu nie będę się rozpisywał, bo sytuacja wygląda bardzo podobnie jak w roku poprzednim. Te same dobre ekipy (Behind The Stage, Slap, Brutaż, Module, Urbanum, Strikt, Off The Beat, dype i jeszcze kilka innych) organizują dobre imprezy w tych samych dobrych klubach (Prozak 2.0, Nowa Jerozolima, INQ, Mózg, Sfinks700, Das Lokal). Osobiście najbardziej zabrakło mi na klubowej mapie Warszawy 1500m2, którego nowa lokalizacja otworzyła się niczym pop-up store, dosłownie na moment – bardzo dobry, ale jednak moment. Ciepło wspominał będę rewelacyjne balangi w moich rodzinnych stronach (Sfinks700!), podziemia krakowskiego Prozaka, jak i doskonałe balangi z Blawanem i Rodhadem w Nowej Jerozolimie.
Myślę, że jest to dobry moment, by się pochwalić – jako Technosoul mamy za sobą aktywny rok, w którym nie tylko udało nam się zagrać szereg balang, ale i wydać kolejne dwie płyty i zorganizować szereg eventów. Eventów zarówno stricte klubowych (z których największym i chyba najlepszym było Pozdro Techno Impact w murach nowego 1500x), jak i tych nieco mniej tanecznych: cykl Salonów Ambientu w Białymstoku i Warszawie, a także muzyczna konferencja Taste The East, na której ugościliśmy reprezentantów sceny techno z państw Europy Wschodniej i nie tylko.
To chyba na tyle.
Czekam na muzyczną rewolucję w 2016.
Tekst: Artur ‚Essence’ Szatkowski