Laurence Guy znów bez potknięcia. Kolejna kapitalna EPka

303

Obserwowanie rozwoju jego kariery należy do jednego z najprzyjemniejszych procesów. Laurence Guy nie chce niczego zmieniać. Brytyjczyk kolejny raz zaprezentował fantastyczną EPkę. Najnowsze wydawnictwo artysty nosi tytuł Your Good Times Will Come i ukazało się nakładem oficyny Shall Not Fade.

Laurence Guy. Skromność i elegancja

Znacie to uczucie? Obserwujecie jakiegoś zdolnego artystę, którym poza Wami jara się garstka znajomych i trochę ludzi z internetu, a później nagle BOOM! i koleś ląduje na pendrive’ach połowy didżejów w mieście? Bez krzty skromności napiszę, że miałem tak z Folamourem i pewnym równie zdolnym jegomościem z Londynu. Nazywa się Laurence Guy.

Laurence Guy

Laurence Guy

Zaczynając didżejską zajawkę, natrafiłem na Kojak EP. Wydany w 2015 roku materiał urzekł mnie tym, w jaki sposób udało się przenieść sofciarski, lounge’owy house do dreampopowej bajki. Trochę taki blog house, o którym wspomniał niedawno Kornel Kovacs. Może tego typu brzmieniu bliżej do lobby eleganckiego hotelu czy roof party z kieliszkami szampana niż na klubowe parkiety w podziemiu. Jednak właśnie to wyróżniało Laurence’a Guya od jego pierwszych nagrań. Elegancki, wyważony styl, bez żadnych szaleństw czy kombinacji, za to z mnóstwem przyjemnych, doskonale dobranych dźwięków. Do tego wszystkiego kapitalna produkcja. Wiecie, taka muzyka, która trochę jest jak kuchnia włoska – prawie każdy ją lubi. Jednak la cucina italiana w tym wydaniu bazuje na najlepszych technikach, przepisach i składnikach. A Laurence Guy jest jej absolutnym mistrzem.

Laurence Guy. Balans przede wszystkim

Po Kojak EP, Brytyjczyk dostarczał kolejnych produkcji, w których house mieszał się z jazzem czy downtempo. Równolegle do tej nieco spokojniejszej wersji siebie-producenta, Laurence Guy lubił skoczyć w bok jako didżej. Zazwyczaj w kierunku disco, po które chętnie sięga w swoich miksach i setach. Niezależnie od aktualnie obranej stylistyki, jedno pozostaje niezmiennie – balans. Wystarczy posłuchać tego nagranego ładnych kilka lat temu miksu dla Dirt Crew Recordings.

Lata mijały, a Laurence dalej rozwijał swój warsztat i budował wizerunek solidnego muzyka, konsekwentnie trzymającego się określonego stylu. Ten zaś – dość niesprawiedliwie – pozostawał rozpoznawalny dla mocno ograniczonego grona słuchaczy. Choć sam zainteresowany nie mógł narzekać na propozycje wydawnicze (w międzyczasie nagrał EPki dla Church Rose Records) czy bookingowe (zadebiutował w Boiler Room), to w jego karierze brakowało swego rodzaju game changera. Punktu, który sprawiłby, że Laurence Guy stałby się rozpoznawalny dla szerszej publiczności.

Ten punkt rozbłysł na muzycznym niebie 18 lipca 2017 roku. Został zaanonsowany pięknym tytułem i brzmieniem. Saw You For The First Time.

Laurence Guy. Game changer

Blisko siedem i pół miliona odtworzeń na Spotify, ponad dwa miliony wyświetleń na YouTube, kilkaset tysięcy odsłuchów na SoundCloud, Bandcamp i w innych miejscach internetu. Wszystkie te liczby cały czas rosną. Z dość anonimowego, choć solidnego gracza, Laurence Guy w końcu przebił się do Championship, używając nomenklatury dedykowanej angielskiemu systemowi rozgrywek ligowych. Do Premier League wciąż trochę brakuje, a zdaje się, że Londyńczykowi jest wygodnie tam, gdzie aktualnie się znajduje.

Najważniejsze jest to, co nie zmieniło się pomimo osiągniętego sukcesu. Styl. Laurence Guy konsekwentnie brnie przez wygłaskane, stonowane dźwięki, które układa w ten sposób, by uwalniały taneczną energię. Rok 2020 przyniósł dwa kolejne wydawnictwa Brytyjczyka, które śmiało należy zaliczyć do udanych. Pierwszym z nich była EPka The Sun Is Warm And Directly Above YouNa materiał składają się trzy utwory. Każdy z nich brzmi jak zaproszenie do swobodnego tańca. Każdy błyszczy wyrafinowanym, producenckim kunsztem.

Laurence Guy. Nadeszły dobre czasy

Najnowsze dzieło Brytyjczyka ujrzało światło dzienne dziś. EPka Your Good Times Will Come (widać, że Guy jest konsekwentny także w tytułowaniu swoich płyt) znów łączy zdystansowaną, minimalistyczną elektronikę, momentami przypominającą wczesnego Four Teta czy Floating Pointsa, z house’owymi, tanecznymi wibracjami. Jeśli miałbym określić brzmienie Laurence’a Guya jednym słowem, użyłbym słowa nienachalny. Brytyjczyk daje od siebie to, co najlepsze, a to, co z tym zrobimy, zależy tylko od nas.

Your Good Times Will Come to cztery utwory, które z jednej strony odprężają, a z drugiej agregują w sobie pozytywną energię. Znajdziemy tu kilka znanych Guyowi schematów (partie fortepianowe, charakterystyczne, subtelne pauzy przez dropami, sample wokalne), jednak nie ma mowy o nudzie. Londyńczyk dozuje emocje i tempo, operuje nimi w umiejętny sposób, przez co słuchając EPki zwrócimy uwagę na każdy składający się na nią kawałek.

Laurence Guy – Your Good Times Will Come. Odsłuch

Wydaniem Your Good Times Will Come zajęła się wytwórnia Shall Not Fade, z którą Guy najczęściej współpracuje w ostatnich latach. Cały materiał dostępny jest już do odsłuchu w sieci, a także do zakupu w formie cyfrowej lub na nośnikach fizycznych.