Wszyscy oceniają, nikt nie zadaje pytań. Rozmawiamy z właścicielami klubów

Artykuł
Klub

W końcu doczekaliśmy się. Blisko rok od wprowadzenia pierwszych pandemicznych obostrzeń, mainstreamowe media nareszcie zainteresowały się tematem klubów. Niestety, nie w kontekście braku rządowego wsparcia czy beznadziejnej sytuacji w jakiej się znalazły.

Reklama

Jak media zainteresowały się klubami…

Coraz częściej zewsząd docierają do nas informacje traktujące o klubach jedynie w kontekście ich nielegalnego otwierania się, a co za tym idzie, organizowania w nich imprez. Miejsca, o których mowa, jednoznacznie przedstawiane są w negatywnym świetle z powodu łamania przepisów i tym samym stwarzania niebezpieczeństwa powstania ogniska zarażeń. Rząd, instytucje publiczne oraz służby mundurowe, które interweniują w celu ukrócenia tego “procederu”, mogą liczyć na większą wyrozumiałość ze strony dziennikarzy i dziennikarek. Wszak “walczą z nielegalnym biznesem” i “chronią zdrowie i życie obywateli”.

Kluby - Fot. M.G. Baptiste

Kluby – Fot. M.G. Baptiste

…i zapomniały z nimi porozmawiać

Jednak to, czego zabrakło w powszechnym przekazie medialnym ostatnich tygodni – zarówno ze strony mediów lokalnych, ogólnopolskich, jak i tych mających się za kulturalne – to brak rozmowy z samymi zainteresowanymi. Zamiast pytać u źródeł, niektórzy woleli opisywać jedynie to, co widzą na powierzchni, przepisywać to, co przeczytali w internecie lub prowadzić śledztwa, których wiarygodności w żaden sposób nie można potwierdzić, za to braku rzetelności już owszem.

Wszak nawet laik wie, jak nazywa się ten czy tamten klub w dużym mieście. Dane osób, które za nie odpowiadają, widnieją w internecie. Przecież to przedsiębiorcy, którzy podpisują swoje biznesy własnym nazwiskiem, nie zaś zmyślonym imieniem czy pseudonimem. Dlaczego media, które rozmawiają w sposób otwarty i przejrzysty z właścicielami otwierających się hoteli czy lokali gastronomicznych, w ten sam sposób nie postępują w przypadku klubów?

Zaprzepaszczony dorobek

Obecny przekaz medialny utrwala obraz wygodny dla ogółu społeczeństwa i potęguje najgorsze stereotypy. Zamiast odczarowywać złą sławę klubów i ukazywać je jako miejsca rozwoju kultury, na sile zyskuje postrzeganie ich jedynie przez pryzmat hedonizmu osiąganego za wszelką cenę – bez dbałości o bezpieczeństwo czy poziom rozrywki. Lata budowania wizerunku klubów jako miejsc, gdzie można integrować się, obcować z kulturą, znaleźć możliwość utożsamiania się z podobnymi ludźmi, aż w końcu twórczo się realizować, zostały zaprzepaszczone. Wróciliśmy do lat 90.

CZYTAJ TAKŻE: 80 % brytyjskich klubów zagrożonych bankructwem

Ktoś powie “sami są sobie winni” lub “to wszystko przez tych, którzy tam chodzą”. Ot, kolejny przykład wygodnickiego myślenia autorstwa osób, które nie potrafią spojrzeć na sprawę z różnych, w tym z tych najmniej komfortowych perspektyw. Co gorsza, nie potrafią (a może nie chcą?) także zadać podstawowego pytania.

Dlaczego kluby otwierają się, skoro trwa pandemia?

Jeśli ktoś uważa, że wyłącznie z hedonistyczych pobudek, to ten tekst i przeprowadzone w jego ramach rozmowy, być może pomogą wyprowadzić go z błędu.

Moja perspektywa

Sam nie uczestniczę w imprezach. Nie chodzę do klubów, odmawiam propozycjom grania w nich. Świadomie staram się izolować, mając na względzie zdrowie swoje i bliskich. Z własnej perspektywy patrzę bardziej krytycznie niż przychylnie na znajomych uczestniczących w imprezach, zarówno w roli didżejów/didżejek, jak i gości. Nie pochwalam decyzji o udziale w tego typu wydarzeniach tak samo, jak nie pochwalam gigantycznych skupisk ludzi w letnich miejscowościach, udziału w obrzędach religijnych lub w imprezach okolicznościowych typu wesela, a także wycieczek do galerii handlowych. Jednak moje zdanie, a co za tym idzie postawa, dotyczy samej partycypacji, a nie miejsc i osób, które za nie odpowiadają.

I żeby nie było, że wychodzę na hipokrytę. Nie usprawiedliwiam właścicieli klubów. Po prostu próbuję zrozumieć ich sytuację. Tym samym coraz bardziej przestaję się dziwić dokonywanym przez niektórych z nich wyborom.

Kluby - Fot. Alexander Popov

Kluby – Fot. Alexander Popov

Złożoność decyzji

O ile decyzja o pójściu/nie pójściu tu czy tam – do klubu, kościoła czy na wesele – to decyzja jednostki (mogąca za sobą nieść konsekwencje dla innych) i każdy z nas może ją podjąć zgodnie ze swoim sumieniem (i poczuciem społecznej odpowiedzialności), o tyle decyzja o otwarciu/zamknięciu biznesu i próbie uratowania/pogrzebania go, a tym samym o zachowaniu/zwolenieniu pracowników i zapłaceniu/pomnożeniu zaciągniętych zobowiązań, to decyzja o wiele bardziej złożona.

Sytuacja postawiła wiele osób pod murem dylematu – albo zostajesz w domu i ratujesz zdrowie i życie swoje i innych, albo otwierasz biznes i… także ratujesz zdrowie i życie swoje i innych, bo bez żadnych środków zdrowia lub życia mogą Cię pozbawić inne choroby, obciążenie psychiczne, sytuacje losowe czy spirala zadłużeń. Mając to na uwadze, coraz trudniej jest mi dziwić się właścicielom klubów, którzy wybierają tę drugą opcję.

Kluby

Kluby

Pytania bez żadnych odpowiedzi

Po blisko roku od momentu, w którym zamknięto kluby, przestaję się dziwić także temu, że to wszystko zaczyna pękać niczym uszkodzona zapora. Pomimo uporczywych działań i głośnych apeli, przez jedenaście miesięcy klubami nie zajął się nikt, prócz nich samych i środowiska skupionego wokół. Pytania o jakąkolwiek pomoc, prośby o ujęcie klubów w zakresie kolejnych proponowanych przez rząd tarcz finansowych, błaganie o ulgi w opłatach i podatkach – to, co udało się “wyrwać” z publicznej pomocy, to kropla w morzu potrzeb. Kropla, która w żaden sposób nie jest w stanie zapełnić pogłębiającej się dziury związanej z ponoszonymi stratami, kosztami stałymi i obciążeniem, którego nie da się określić za pomocą żadnych jednostek.

Ludzie tłumaczą świat

“Trudno, muszą pozostać zamknięci tak długo, jak trzeba. Przecież pieniądze można zarabiać na inne sposoby” – brakuje jeszcze czegoś o wolnym rynku i otrzymujemy slogan rodem z elementarza młodego korwinisty. Taki tok myślenia pokazuje kompletny brak świadomości tego, czym jest prowadzenie własnego biznesu, odpowiedzialność za niego oraz ludzi, a także skali strat, które tenże biznes ponosi przez brak wsparcia ze strony systemu… utrzymywanego z podatków.

“Spróbuj czegoś innego. Zatrudnij się u kogoś lub załóż nowy biznes i uratuj klub” – kolejny przykład sloganu, przypominający kołczingowe “przestań być biedny”, który przewija się przez niektóre dyskusje. Myślący w ten sposób zdają się nie mieć żadnej wiedzy na temat tego, ile wysiłku wymaga podjęcie takiej decyzji.

Kluby - Fot. Alexander Popov

Kluby – Fot. Alexander Popov

Powiew nadziei. Formy wsparcia

Zbiórki internetowe? Znakomite inicjatywy, które pozwoliły na moment odczuć ulgę, pokazać solidarność i pokryć najpilniejsze koszty. Merch? By móc go zrobić, trzeba w niego zainwestować. Co więcej, trzeba go jeszcze sprzedać, a w czasach, gdy każdy obraca monetą dwa razy zanim ją wyda, nie jest to najłatwiejsze. Inne formy zarabiania? Owszem, o ile można sobie na to pozwolić, np. posiadając kapitał by “przebranżowić się” na lokal gastronomiczny dostarczający posiłki na wynos. Jednak mając na uwadze to, że sytuacja gastronomii jest niewiele lepsza, to jak wpaść z deszczu pod rynnę. Szkolenia online lub warsztaty? To znów doraźne, niewielkie sposoby, które nie pozwalają na pokrycie kosztów stałych, zaciągniętych zobowiązań, pensji pracowników, a co dopiero na utrzymanie samych siebie. Letnie miejscówki? Umówmy się, to opcja dla wybranych, którzy dysponują konkretnym budżetem pozwalającym na nowe inwestycje. W dodatku to opcja terminowa, która raczej nie zarobi na to, by utrzymać zamknięty przez cały rok klub.

Spojrzeć z innej perspektywy

Mając świadomość powyższych zależności (o których w mediach nie przeczytacie), być może w inny sposób spojrzelibyśmy na właścicieli klubów, nawet będąc przeciwnikami otwierania się tych miejsc i organizacji imprez. Nie posiadając tej wiedzy – nie wiem czy z powodu lenistwa, braku rzetelności, czy zwyczajnej chęci pozostania “błogo nieświadomym” – i przekazując dalej w świat jedynie wycinek (w dodatku przekłamany) całego, ogromnie przykrego obrazu, wyrządza się tym ludziom jeszcze większą krzywdę i przybliża ich do smutnego końca – poddania się.

Kluby - Fot. Alexander Popov

Kluby – Fot. Alexander Popov

Sektor, który (nie) istnieje

Od początku pandemii, przedstawiciele rządu nawet słowem nie zająknęli się na temat klubów podczas oficjalnych konferencji. Konsekwnetne pomijanie tych miejsc przyniosło zamierzony skutek. Te miejsca przestały istnieć zarówno w świadomości polityków, jak i mediów. Jeśli czegoś nie ma – nie ma też problemu. To nieprawda.

Rok, którego nie było – problemy, które po nim zostały. Rozmowy z właścicielami klubów

Postanowiliśmy porozmawiać z właścicielami klubów, które każdy z Was zna, o tym jak naprawdę wygląda ich sytuacja. Zadaliśmy pytania, które nie padły w ich kierunku ani razu, w przeciwieństwie do zarzutów i “życzliwych porad”. Przed Wami lektura wypowiedzi bez lukru, za to pełnych bolesnej szczerości.

Jędrzej „Dtekk” Dondziło – FOMO, Białystok

FOMO

FOMO

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, pewnie trudno mówić o jakichkolwiek dochodach…

Jędrzej „Dtekk” Dondziło: Nie mamy żadnego źródła utrzymania. Zadłużamy się.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

FOMO zostało otwarte w roku 2020, więc w świetle wymogów tarcz antykryzysowych nie miało okresów z roku 2019, do których mogłoby się odnieść i wyliczyć spadek przychodów. Jest to jedna z większych luk w systemie wsparcia oferowanego przez rząd. Nawet gdybyśmy mieli większy staż jako przedsiębiorstwo to i tak pozostałe wymogi otrzymania wsparcia z tarczy by nas wyeliminowały ze starań. Nie dziwne, że cały sektor gastro jest taki wściekły i sfrustrowany, kiedy mało kto załapuje się na możliwość otrzymania środków z tarczy…

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Nie mamy żadnych możliwości wsparcia naszej ekipy klubowej i łamie mi to serce. Nie jesteśmy w stanie utrzymać żadnego pracownika w naszych strukturach. Cała moja aktywność zawodowa sprzężona jest ze sceną muzyczną, na której możliwość utrzymania się przestała mieć rację bytu. FOMO działa w strukturach stowarzyszenia non-profit, nie jesteśmy przedsiębiorstwem, które ma jakiś kapitał, którym może dysponować i ma jakieś rezerwy. Dopiero co odpaliliśmy klub z wielką nadzieją na dobry start, spłacanie inwestycji i jak najszybszy rozwój. Zamiast tego, niestety, zderzyliśmy się ze ścianą pandemii. Od kilku miesięcy staramy się łatać czynszowe dziury łapiąc się różnych rozwiązań, m.in. biletów wsparcia, streamów z możliwością wpłacania datków, pożyczania pieniędzy prywatnie gdzie się da, kredytowania się. Niestety zadłużenie tylko się pogłębia.

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

Pieniędzy już od dawna nie mamy – obserwujemy rosnące zadłużenie i liczymy na to, że to już ostatnie miesiące oczekiwania na otwarcie i rozpoczęcie odrabiania strat. Za FOMO stoi silna misja i przekonanie, że warto w ten projekt wierzyć, również wbrew niezbyt pocieszającym kalkulacjom finansowym.

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

Nawet nie chce mi się tego komentować.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Takie wsparcie brzmi tak bajecznie, że aż trudno uwierzyć, że mogłoby mieć miejsce. Akurat w naszym przypadku ważnym składnikiem problemu jest też czynsz i opłaty stałe za lokal, które przerastają obecnie nasze faktyczne możliwości kilkukrotnie. Dopłaty do czynszów uratowałyby niejeden klub od upadku.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

Wydaje mi się, że rząd ignoruje całą branżę klubową / dyskotekową i celowo nie dotyka jej w komunikatach bo boi się otworzyć puszkę pandory. Wygląda to tak jakby nie było o czym mówić, a przecież jesteśmy najbardziej zamkniętą branżą ze wszystkich! Niestety nasze możliwości lobbingu są niemalże żadne, w szczególności gdy na co dzień walczy się by zawiązać koniec z końcem. Nie ma sił na walkę o scenę i całą branżę.

Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Ciężko mi wyrokować, każdy musi to zważyć w swoim sumieniu. FOMO nie ma zamiaru otwierać się w czasie pandemii, gdy jest duża liczba zakażeń i gdy stanowi to realne zagrożenie dla zdrowia uczestników wydarzeń. Podchodzimy do tematu poważnie i nie będziemy próbować zarabiać pieniędzy kosztem zdrowia innych ludzi. I tak jest już bardzo źle, więc kilka imprez odpalonych wbrew zakazom naszej sytuacji nie zmieni. Tym bardziej, że wierzę w to, że ludzi chętnych do zabawy w pandemii wcale nie jest tyle, by mogli oni sensownie utrzymać klub.

Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Filozofia funkcjonowania FOMO w pewnym sensie przygotowała nas mentalnie do zderzenia się z pandemią. FOMO w założeniach miało odpowiadać na różne problemy społeczne, a nie być jedynie miejscem prezentacji określonej muzyki dla określonego grona ludzi. Niestety złożyło się tak, że nie zdążyliśmy nawet się przygotować się rozwijania skrzydeł. Niemniej, pozostajemy wierni swojemu przekonaniu, że trzeba walczyć o większą świadomość, trzeba przeciwdziałać szkodliwym trendom, tendencjom, zachowaniom. W pewnym sensie pandemia przekierowała nasze myśli na inne tory, pchnęła nas do poszukiwań w nieco innym kierunku niż wcześniejsze. Może to przynieść ciekawe rezultaty na przyszłość. Nasz plan na działanie po pandemii jest inny, niż ten zakładany wcześniej. Zasmucające nas zmiany na scenie muzycznej stały się w pandemii jeszcze bardziej widoczne i już dziś wiem, że nasze stanowisko wobec nich będzie musiało być wyraźniejsze. Przed nami jeszcze wiele pracy, ale myślę, że mamy swój określony kierunek.


Krzysztof „Kriz” Wachowiak – NRD, Toruń

NRD

NRD

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, pewnie trudno mówić o jakichkolwiek dochodach…

Krzysztof „Kriz” Wachowiak: NRD ma symboliczne dochody. W październiku jeszcze udawało się wynajmować klub na szkolenia, warsztaty, dopóki nie nastapił lockdown, który nie był nazywany lockdownem tylko czerwoną strefą. W grudniu wynajęliśmy przestrzeń raz na koncert online dla jednej z agencji hip-hopowych,.

Dochód w wysokości kilkuset złotych miesięcznie mamy ze sprzedaży naszych ciuszków. To wszystko. Reasumując NRD nie ma dochodu jeśli porównamy go do kosztów, a środki pomocowe/covidowe są niewystarczające. Utrzymuje go obecnie moja druga firma, Eko Goods, która zajmuje się sprzedażą ekoopakowań i napojów alternatywnych.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

Tak, załapaliśmy się na PFR 1 i PFR 2. Na co to wystarczyły te środki? Na koszta utrzymania dwóch miejsc pracy przez rok w kwocie minimalnej krajowej.

Zróbmy małe wyliczenia. Maksymalnie na pracownika można było dostać 36 000 zł. I teraz – minimalna krajowa to 2 000 na rękę, odprowadzane składki od tej kwoty około 1 350. Pomnóżmy to przez 12 miesięcy. Otrzymujemy kwotę 40 200, minus cztery ZUSy, które zostały anulowane przez rząd. Otrzymujemy kwotę 34 800. Rząd natomiast zapomniał o kosztach stałych, o czynszach/ratach, leasingach, opłatach za prąd i gaz, o koncesji, ochronie, ubezpieczeniu i umowach, których nie da się zerwać bez kar finansowych, a także o ZUSie właściciela.

Ostatnio zrobiłem dokładne wyliczenia rocznego zamknięcia klubu, policzyłem wszystkie koszta minimalne, które wciąż są mimo, że klub jest zamknięty. Rządowy program PFR wystarczył na 45% kosztów utrzymania Klubu NRD.

Oczywiście nikt nawet nie śmie myśleć, że właściciel klubu musi też za coś żyć i że to życie kosztuje. Również trzeba pamiętać, że minimum 25% PFR będzie trzeba oddać.

Natomiast są pozytywne akcenty tej sytuacji. Nasze miasto Toruń zachowało się fajnie – obniżyli koszt wynajmu o 90% przedsiębiorcom, którzy wynajmują gminne lokale. NRD to niestety nie objęło, bo płacimy ratę bankowi. Miasto anulowało również opłatę za koncesję na 2021 oraz zawiesiło pobieranie opłat za MPO. Ja osobiście rozwiązałem umowę, ale np. dla restauracji, które nadal mogą działać w opcji na wynos, to duża ulga finansowa – produkują śmieci, a jednak obecnie, nie muszą płacić za odbiór tych śmieci. Miasto również zawiesiło pobieranie podatku od nieruchomości.

Dodatkowo nasz Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego stworzył specjalny fundusz dotacji „gastrofitnesgrant”, z którego skorzystało ponad 500 przedsiębiorstw. Był to błyskawiczny program, stworzony przy współpracy UM i przedsiębiorców, który został napisany w dwa tygodnie. Wnioskować można było przez tydzień i pieniądze były na koncie po następnym tygodniu. Niewiarygodna praca urzędników lokalnych, z którymi zdarzało mi się prowadzić rozmowy na temat wniosku nawet w niedzielę. Cieszy bardzo, że można liczyć w takich sytuacjach na lokalne władze i też zmienia punkt widzenia na urzędników.

Oczywiście mimo tych wszystkich pomocy, to wszystko za mało, żeby pokryć koszty prowadzenia działalności.

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Niestety tak. Obecnie w NRD zatrudnione są dwie osoby, W NRD pracowało rotacyjnie około 15 osob (barmani, ochrona, akustycy, szatniarze, szklanka, bardzo ważni, a rzadko wspominani DJe rezydenci klubu…). Klub jest zamknięty od marca 2020. Chaos informacyjny spowodował kompletny brak perspektyw. Jeśli jeszcze przy pierwszym lockdownie szukaliśmy rozwiązań jak zapłacić każdej z tych osób chociaż troszkę pieniędzy, tak przy drugi lockdownie było to już niemożliwe…

Długość okresu zamknięcia klubu spowodowała, że nie ma on żadnego zaplecza finansowego, dlatego ustaliliśmy, że każdy ratuje sam siebie, a ja ratuję miejsce jakim jest NRD, żeby po pandemii mieć do czego wracać. Pracownicy szukali nowego zajęcia dla siebie. Jestem przekonany, że część z nich odnajdzie nową drogę życia i już nie wróci do tworzenia miejsca NRD.

To wszystko bardzo smutne i stresujące dla właściciela. Podejmowanie takich decyzji.

Co do pożyczki. W pewnym sensie pożyczką są pieniądze z PFR… jest to przecież nazwane „pożyczką zwrotną” i część będzie trzeba oddać. Pożyczka PFR narzuca również pewne zasady postępowania przedsiębiorcy, a więc ogranicza go w pewnym sensie.

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

Założyłem że mogę czekać do maja 2021. Jeśli sytuacja się przedłuży, będę myślał o sprzedaży.

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

Z tym przebranżowieniem to są to tak idiotyczne słowa, że chyba nie trzeba tego komentować. Coś w stylu „Nie masz za co żyć? Radzę wziąć kredyt.”

Klub nie może się przebranżowić podczas lockdownu… Nie mamy koncesji alkoholowej na sprzedaż na wynos, to zupełnie inna koncesja. Nie możemy wynajmować naszej powierzchni, naszego sprzętu. Mamy związane ręce. Restauracje mogą przynajmniej robić wynosy. Kluby są pozbawione jakichkolwiek narzędzi do działania. W październiku, jak jeszcze mieliśmy komunikaty o żółtych i czerwonych strefach, to w bardzo krótkim czasie udało mi się zapełnić kalendarz klubu wynajmami na szkolenia, warsztaty, spotkania edukacyjne, ale cała ta praca poszła na marne i trzeba było te wszystkie wydarzenia odwołać z powodu przepisów rządowych.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Jak najbardziej, zapewnienie takie możliwości, i to szybko, by wiele zmieniło. Jeśli bym dostawał 80% refundacji kosztów na każdego pracownika, to spokojnie bym mógł moją ekipę utrzymywać, a nie zwalniać…

Trzeba pamiętać, że w Polsce czekaliśmy na pomoc finansową wiele miesięcy. Ten strach i niepokój powodował podejmowanie drastycznych decyzji.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

No lista wstydu rządu tu raczej się nie kończy… Przypominam, że branża klubowa została zamknięta 13 marca i do tej pory ten zakaz nie został odwołany. To chyba najdłuższy zakaz prowadzenia działalności…

To, że kluby umownie zamieniły się w puby od czerwca, to jedynie zasługa obrotnych przedsiębiorców, którym udało się wprowadzić reżim sanitarny w przestrzeń klubową. Brak pomysłu, konsekwencji, absurdy wyłączające jedne branże i zostawiające inne otwarte. Myślę, że nie ma co pisać o rządach PIS, bo każdy widzi jak źle to wszystko poprowadzili. Zero pomysłu, wsparcia, dialogu, zrozumienia specyfiki branży… Jak małe dzieci – zamknęli oczy i udają, że nas nie widzą.

Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Chyba już to robią, prawda? Powoli się otwierają i myślę, że tych miejsc będzie więcej. Ja jednak dzielę te sprawę.

Z jednej strony mamy nieudolny rząd, z drugiej naukę i pandemię. Uważam, że restauracje, kawiarnie jak najbardziej powinny się otwierać, bo mogą spełnić reżim sanitarny, zapewnić bezpieczeństwo swoim klientom. W klubie to dużo trudniejsze do osiągnięcia, a na pewno po 1 w nocy, gdy ekipa jest już mocno podchmielona.

Nie chcę mieć nikogo na sumieniu, a akurat zdaję sobie sprawę, że klub w formie imprezowej to miejsce, gdzie na pewno łatwiej zarazić się wirusem. Ale z drugiej strony, jak dalej będę widział przepisy typu „kolejką wysokogórską można wjechać na górę, ale bez nart”, to można w koncu wybuchnąć i zacząć myśleć tylko i aż o sobie.

Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Hm… chyba nie ma takiej rzeczy, której by nauczyła. Potwierdziła, że jako przedsiębiorcy jesteśmy traktowani fatalnie, a jako kluby tym bardziej. Niezrozumienie przez polityków, że kluby to ogromna część kultury i tożsamości młodych ludzi, że jest to jedno z lepszych miejsc edukacji muzycznej i zdobywania umiejętności społecznych.

Natomiast pandemia pokazała jak bardzo kochają nas i utożsamiają się z miejscem osoby do nas przychodzące. To daje dużo i pokazuje że mimo obecnych problemów finansowych ma to sens i warto walczyć.

To czego się obawiam po końcu pandemii to ogromnego regresu – tego, że przepadnie to, co udało się nam wszystkim osiągnąć w branży muzycznej. Przez lata realizowałem sporą część koncertów niedochodowych, do których dokładałem pieniądze. Robiłem to świadomie, bo kocham muzykę. Kocham słuchać nowe, świeże rzeczy. Teraz nie będzie mnie na to stać. Na bank nie jestem jedyną osobą, która tak działała, a to spowoduje, że młode zespoły nie będą miały gdzie grać i jak się rozwijać…


Ola Bladosz – 999, Warszawa

999 - Fot. Helena Majewska

999 – Fot. Helena Majewska

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, trudno mówić o jakichkolwiek dochodach.

Ola Bladosz: Może to być dosyć niestandardowa odpowiedź, ale razem z Mateuszem postanowiliśmy robić to co potrafimy najlepiej i założyliśmy studio kreatywne, które działa „przy” dziewiątkach i nazywa się „Cześć”. Ale nie traktujemy tego tylko jako głównego źródła utrzymania, a po prostu trochę szybciej zaczęliśmy robić to co mieliśmy w głowach już wcześniej. Niemniej dzięki temu mamy możliwość pracy nad projektami klubowymi, czasu jest znacznie mniej, ale gdyby nie nasza praca to pewnie ciężko byłoby o komfort myślenia co dalej z dziewiątkami, a tak w wolnych chwilach skupiamy się np. na audycji całkowicie subiektywnej w The Blue Oyster, która w ostatnich tygodniach daje nam masę frajdy.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

Nie, ale też dlatego, że nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości i wynikało to z wielu powodów. Nam pandemia wyciągnęła na wierzch wiele problemów, można powiedzieć, strukturalnych. Poukładaliśmy teraz wszystko na nowo, aby więcej takich błędów nie popełnić. Co nie zmienia faktu, że dużo naszych przyjaciół działających w ramach sceny to wsparcie otrzymało. Tematów do dyskusji tym zakresie jest wiele.

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Mogę śmiało odpowiedzieć „tak” na wszystkie punkty zawarte w tym pytaniu. Ale śmiało możemy też powiedzieć, że wychodzimy na prostą. Raczej nie mamy mentalności umartwiania się i po chwili załamania szybko wstajemy, aby ruszyć dalej. Nauczyliśmy się żyć w nowym porządku. U nas to wynika chyba z tego, że nawet przed pandemią często świadomie się wystawialiśmy poza strefę komfortu…

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

My obecnie jesteśmy na etapie rozpoczynania kilku większych projektów, z których mamy nadzieję, że wszystko uda się zrealizować. Jakby to trywialnie nie zabrzmiało to nauczyliśmy się umiejętności „organizowania” pieniędzy. Co do cierpliwości to śmiało mogę powiedzieć, że Mateusz nieraz był już bliski walenia głową w ścianę. Ja mam cierpliwości znacznie więcej, ale on może nie przeżyć kolejnych paru miesięcy. XD

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

To jest kwestia całkowicie indywidualna i nie można stawiać wszystkich w jednym szeregu. Bo to nie jest sytuacja zero jedynkowa. Trzeba pamiętać, że są podmioty, które działają na scenie i mają większe zobowiązania, a są podmioty, które mają większą elastyczność. Jeśli się nas zapytasz o promotorów to zaryzykuje stwierdzenie, że owszem, można sobie znaleźć inne zajęcie i nie ma co tutaj dopisywać sobie do tego większej filozofii. Aczkolwiek wiesz, mówi się, że nie można mierzyć wszystkich swoją miarą.

Z kolei, jeśli mówimy o podmiotach i firmach jako klubach, festiwalach to sytuacja z mojej perspektywy nie jest już tak kolorowa i tutaj miejsca na czekanie nie ma. Wiadomo, że każdy wolałby robić to, co lubi najbardziej, ale jest jak jest i z tego, co obserwuje to znaczna część kolegów i koleżanek przekuwa ten czas w coś dobrego. A to z kolei uważam za pozytywne zjawisko.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Nie lubię rozmawiać o tym, co jest nieosiągalne. Dla naszego kraju byłoby super, gdyby pieniądze z przedsięwzięć pomocowych były po prostu rozdysponowane logicznie wspierając wszystkie gałęzie kultury. Dajmy na to program na działania w sieci, gdzie znaczna część pieniędzy poszła na absurdalne projekty przykładowo strona z szantami za 20 tysięcy złotych. Nie zrozum mnie źle – szanty ważna sprawa, ale jeśli ktoś ma odrobinę pojęcia, a przy tym władzę, żeby przyznawać takie pieniądze to powinien wiedzieć, ile takie rzeczy kosztują. Czy koncert on-line Justyny Steczkowskiej za kilkadziesiąt tysięcy na który i tak były sprzedawane bilety.

Z tego, co pamiętam, to do tego programu przystąpiło wielu z nas, my również i fajne byłoby gdybyśmy np. dostali pieniądze na projekty, które pozwolą nam pracować zamiast siedzieć i czekać. To sytuacja, gdzie trzeba ludziom pomóc przestawiać się na inny tryb, trochę nowy i motywować ich do działania.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

Kurczę, gdybyśmy my mieli wypisywać o co mamy żal do rządzących to by nie starczyło liter w tym artykule. Jesteśmy rozgoryczeni, bardzo. Żyjemy w kraju, gdzie w dużej mierze jesteśmy zdani sami na siebie. Żyjemy w systemie, który zaczyna być tak absurdalny, że czasem ciężko w to uwierzyć. Jednak w ostatnich tygodniach to największe nasze rozgoryczenie idzie bardziej w stronę tego, co się dzieję z tematem aborcji i tego, jak wyglądają protesty niż w stronę obostrzeń. Nie wiem czy taka odpowiedź Cię satysfakcjonuje, ale tak jest.

Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Co do tego nie mam wątpliwości, bo już raz to się stało w zeszłe wakacje.

 Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Przede wszystkim to nasza scena powinna się nauczyć do czego służą media społecznościowe. Przykro się patrzyło jak pandemia stała się wypadkową do „techno dramatów” w internecie. Na początku, kiedy to wszystko się zaczęło, były wzniosłe postulaty o jednoczeniu się sceny, a nie cały rok później cisnęliśmy sobie w internecie nawzajem nasyłając na siebie policję – między innymi taka niesprawiedliwa sytuacja spotkała mojego kolegę Dj-a i promotora z Warszawy. Może to przez to, że jest nam ciężko i czujemy się postawieni pod ścianą, a może po prostu „taki mamy klimat”. Niemniej, to nie jest fajne zjawisko. Co do osobistych nauk to nauczyliśmy się większej odpowiedzialności, patrzenia na wszystko przez szerszą perspektywę i mimo, że już wcześniej wydawało nam się, że tak jest, to jak to często bywa życie nas zweryfikowało. Po powrocie dla nas zmieni się dużo, jeśli nie wszystko. Nie ukrywamy, że trochę się boimy jak to wszystko zostanie przyjęte przez naszych klubowiczów, ale czujemy od nich tyle wsparcia i pozytywnej energii, że o tym nie myślimy. Po prostu taka jest kolej rzeczy.


Kacper Kozłowski – Ciało, Wrocław

Ciało

Ciało

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, pewnie trudno mówić o jakichkolwiek dochodach…

Kacper Kozłowski: Masz rację – ciężko mówić o dochodach, dlatego głównym źródłem utrzymania pozostają oszczędności + niewielka pomoc rządowa.
Dzięki poluzowanym obostrzeniom w okresie wakacyjnym, mogliśmy otworzyć naszą letnią miejscówkę Podróż i choć trochę przygotować się na nadejście drugiej fali.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

Tak, udało nam się załapać na tarczę, choć mimo prób, PFR pozostał dla nas zamkniętą opcją. Jak pewnie zdajesz sobie sprawę, nie starcza ona na więcej niż utrzymanie siebie [jeśli żyjesz oszczędnie] a co dopiero twoich lokali.

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Najczarniejsze scenariusze na szczęście jak na razie nas omijają.

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

To ciekawe pytanie, ponieważ w tym wypadku cierpliwość kosztuje dużo pieniędzy. 😉 Nie mierzyliśmy jeszcze swoich mocy w ten sposób, jednak na tą chwilę nie ma widoku na pożegnanie się z Ciałem.

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

Tutaj odpowiem tylko za siebie (Kacper jest jednym z czterech właścicieli Ciała – przyp. red.). Od lat działam wyłącznie w branży muzycznej/rozrywkowej/eventowej. Wszystkie tematy, którymi zajmowałem się poza prowadzeniem klubu, są obecnie zablokowane na nie wiadomo jak długo jeszcze. Nie chcę tworzyć dla siebie nowej rzeczywistości w momencie, gdy bardzo długo pracowałem na taką w jakiej znajdowałem się przed pandemią. Na razie więc staram się skupić na pomysłach, które będę mógł zrealizować – miejmy nadzieję – już niebawem.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Na pewno byłoby to lepsze rozwiązanie, niż te które są obecnie proponowane.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

Od startu pierwszego lockdownu i nakazu zamknięcia ‚klubów nocnych’ rząd nie wspomniał o nas ani razu. Nie nazwałbym tego jakimś wielkim żalem – bardziej ***** ***.

Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Kluby zaczynają się otwierać już teraz. Obecnie dotyczy to bardziej komercyjnych miejscówek, które postawiły spory rozgłos, związany z akcją #otwieraMY. Podziemie powoli się budzi i myślę, że nie będzie czekać tak długo.

My bardziej niż w poprawę sytuacji związanej z klubami, wierzymy we wcześniejsze nadejście lata i otwarcie Podróży.

Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Oszczędzania i prawdziwego odpoczynku [bez maili na wakacjach]. A powrót do normalności to jedyne co chcemy zmienić. 😉


Michał Piwowar – P23, Katowice

P23 - Fot. Plawskiphoto

P23 – Fot. Plawskiphoto

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, pewnie trudno mówić o jakichkolwiek dochodach…

Michał Piwowar: Na wstępie warto zaznaczyć, że nasza sytuacja jest jeszcze „ciekawsza”, wszak podczas hucznej inauguracji pandemii, prowadziliśmy już od kilku lat P23, ale byliśmy także w trakcie odpalania drugiego klubu. Mowa tu o CELu, czyli swoistej bazie P23 w centrum Katowic.

Część z nas romansowała wcześniej z innymi branżami. Pierwszy lockdown był pewnego rodzaju snem zimowym, tkwieniem w inercji i niepewności. Dopiero podczas drugiego ‘wzięliśmy się do roboty’, żeby nie sprzedać całego swojego dobytku, a na obiad do ziemniaków nie dosypywać gruzu. Nie każdy jednak ma tyle szczęścia, znajomych, którzy jakimś cudem zaproponują im pracę, czy po prostu etat w innej firmie. Przy ogromnych kosztach utrzymania klubów, nie pozwala to jednak na spokój, a jedynie na odłożenie wyroku śmierci o kilka miesięcy do przodu.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

Dostaliśmy drobniaki z tarczy – pojedyncze postojowe i bezzwrotną pożyczkę w wysokości 5000 zł. Łatwo się domyślić, że nie wystarczyło to nawet na raty kredytów i leasingów. Dużo większe wsparcie wpadło nam z projektu, pozwalającego na doposażenie działalności z sektora kreatywnego. Nie jest to jednak wsparcie pieniężne, a dofinansowanie zakupu nagłośnienia. Jak nie umrzemy z głodu, to przynajmniej będziemy mieli nieziemskie soundsystemy, haha.

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Wszystkie wymienione, niestety. Ale te koła ratunkowe kiedyś się skończą, czego nieuchronnym skutkiem może być pełne zanurzenie w ciągle rosnących długach.

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

Zależy, ile cierpliwości będzie miał właściciel budynku, w którym stoi jeden z naszych pustych klubów. Zajawka nam nie maleje, pieniądze to nie wszystko, ale koło kwietnia może być już ciężko się z tego zanurzenia wydostać.

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

Takie zwroty zazwyczaj padają z ust osób o stabilnej sytuacji finansowej, które wspierane są przez rodzinę, a na ich branżę pandemia nie wpłynęła w takim stopniu, jak na gastronomię, turystykę czy kulturę.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Najlepszym wsparciem byłoby pokrywacie przez Państwo Polskie kosztów stałych, jak opłata za najem lokali, leasingów czy ryczałtu mediów. Istotnym problemem jest również brak wsparcia dla nowych spółek i działalności. Taka zero-jedynkowa pomoc, oparta na kodach PKD i uwarunkowana spadkiem przychodu, nie dotrze do wszystkich, których życie nagle się zawaliło.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

Największy? O łamanie podstawowych praw człowieka, a w szczególności kobiet. Ale także o chaos legislacyjny i wątpliwe podstawy prawne w trakcie policyjnych działań wymierzonych w buntujące się kluby i lokale gastronomiczne.

Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Już to robią. A część nigdy się nie zamknęła. Niektórym pętla na szyi zacisnęła się już w marcu. Z naszej perspektywy trudno ich winić. Gdyby rządowe wsparcie trafiało dokładniej, nie odbijając się rykoszetem w stronę działalności, które tylko na pozór zmniejszyły swój dochód, skala buntu i ilość nielegalnych wydarzeń spadłaby drastycznie.

Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Przede wszystkim jeszcze mocniej upewniliśmy się w przekonaniu o sile naszej polskiej sceny. I to na jej rozwoju najbardziej nam zależy. Chcemy uczestniczyć w budowaniu lokalnej kultury klubowej, czerpiąc inspiracje z całego świata, stawiając jednak polskich i zagranicznych artystów na równi. Zerwanie z monopolem headlinerów, więcej muzycznych eksperymentów, ale i klasyczna high quality jechanka – to plan na przyszłe lata. Najbardziej kojąca wizja, to widok ludzi przed djką. I ona nas trzyma przy życiu.


Emil Hołubiczko – Prozak 2.0, Kraków

Prozak 2.0

Prozak 2.0

Hubert Grupa: Jakie jest obecnie Wasze główne źródło utrzymania? Wszak wobec obecnej sytuacji, pewnie trudno mówić o jakichkolwiek dochodach…

Emil Hołubiczko: Działamy wyłącznie w branży gastronomiczno – rozrywkowej, która w ciągu 12 miesięcy jest zamknięta przez 7 miesięcy. W przypadku klubu muzycznego nie ma żadnej możliwości alternatywnego działania, więc w tym okresie nie generujemy żadnych dochodów … raczej są to straty. Poza klubem prowadzimy również restauracje, ale formuła wynosów czy dowozów nie pozwala na osiąganie żadnych zysków i jest to jedynie próba utrzymania funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Czy załapaliście się na jakąkolwiek pomoc ze środków publicznych? Jeśli tak, to na co wystarczyła?

Tak, skorzystaliśmy z przysługujących nam tarcz i subwencji. Ich zasady przyznawania są jednak w mojej opinii mało logiczne, gdyż nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom. W naszym przypadku środki starczyły na utrzymanie zatrudnienia części naszego zespołu i opłacenie podstawowych kosztów stałych (niestety nie wszystkich).

Czy byliście zmuszeni do redukcji zatrudnienia, pożyczania pieniędzy, zaciągania kredytu?

Niestety musieliśmy wprowadzić pewną redukcję zatrudnienia. W dużym stopniu wynikała ona z faktu, że środki pomocy publicznej pojawiły się długo po wprowadzeniu lockdownu i z ekonomicznego punktu widzenia nie mieliśmy wyjścia. Warto jednak dodać, że część osób z którymi pracowaliśmy sama odeszła i podjęła decyzję o przebranżowieniu się. O kredytach nie ma niestety żadnej mowy – chyba nie mówi się o tym głośno, ale banki odmówiły naszej branży jakichkolwiek form finansowania uznając ją za wysokiego ryzyka. W związku z tym zostaliśmy zostawieni sami sobie.

Jeśli obecne regulacje zostaną utrzymane, na jak długo wystarczy Wam pieniędzy i cierpliwości?

Tak naprawdę już teraz balansujemy nad przepaścią. Nasze miesięczne zobowiązania (leasingi, czynsz, opłaty za media, koncesje za alkohol, wynagrodzenia pracowników) są na tyle wysokie, że ciężko nawet prognozować.

Tu i ówdzie pojawiają się opinie w stylu „musicie poczekać z otwarciem tyle, ile będzie trzeba, przecież są inne sposoby zarabiania pieniędzy”. Co Wy na to?

Uwielbiam tego typu wypowiedzi „specjalistów od gospodarki, przedsiębiorczości i ekonomii”. Szkoda, że nikt nie bierze pod uwagę, że to czym się zajmujemy wiązało się z ogromną pracą, poświęconym czasem oraz nakładami finansowymi, dlatego „bezkrwawe” przebranżowienie się nie jest w zasadzie możliwe. Oczywiście – można szukać alternatyw, ale ja przynajmniej wierzę, że w końcu wróci normalność i będziemy mogli zajmować się tym czym dotychczas, tym co kochamy.

Otrzymywanie comiesięcznej transzy pomocowej lub kwoty pokrywającej, dajmy na to, 80 proc. miesięcznego wynagrodzenia każdego pracownika – czy to byłyby satysfakcjonujące Was formy wsparcia? Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach Europy w przypadku branży kulturalno-rozrywkowej, w tym klubów. A może macie inne propozycje?

Pokrycie wynagrodzeń nie jest żadnym rozwiązaniem – a co z czynszem, leasingami, mediami i innymi kosztami stałymi? Uważam, że są tak na prawdę są dwa proste rozwiązania – pierwsze polega na udzieleniu przez rząd gwarancji na niskooprocentowane kredyty gotówkowe z odpowiednią karencją. W tym wypadku, każdy przedsiębiorca mógłby w tradycyjny sposób uzyskać finansowanie z banku i samemu rozdysponować uzyskaną kwotę na utrzymanie przedsiębiorstwa. Drugie polega na udzieleniu jednej konkretnej pomocy równej np: 75% osiąganych obrotów w analogicznych miesiącach i wypłacana comiesięcznie. Nie trzeba by było wtedy wdrażać kilkunastu tarcz, subwencji, mikropożyczek, dofinansowań z urzędów pracy i zwolnień z ZUS, gdyż obowiązkiem przedsiębiorcy było by opłacanie ich właśnie z tej otrzymanej kwoty.

O co macie największy żal do rządzących? O brak wystarczającego wsparcia, czy o brak uwzględnienia klubów w strategii odmrażania gospodarki, jak ma to miejsce w przypadku np. galerii handlowych czy sklepów wielkopowierzchniowych?

Przede wszystkim mam żal o chaos komunikacyjny i brak jednoznacznego przekazu. Jednego dnia słyszymy, że wygraliśmy z pandemią a następnego o nadchodzącej kolejnej fali zachorowań. Natomiast fakt braku dedykowanego wsparcia dla branży klubowej uznaję jako totalny wyraz ignorancji i odklejenia rządzących od rzeczywistości. Mam zresztą wrażenie, że nie dotyczy to tylko klubów.

 Jeśli obecna sytuacja przedłuży się o kolejne miesiące, a być może aż do jesieni lub zimy, to czy Waszym zdaniem kluby pójdą za przykładem siłowni i otworzą się na własną rękę, łamiąc obowiązujące regulacje?

Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jestem jednak przekonany, że inicjatywy otwierania klubów będą z biegiem czasu pojawiać się coraz częściej. Kluby muzyczne to normalne przedsiębiorstwa, za którymi stoją ludzie i ich życie. Gdy sytuacja będzie się przedłużać, mogą nie mieć wyboru i brać sprawy w swoje ręce.

Czego najmocniej nauczyła Was pandemia? Co zmieniło się w Waszym myśleniu o środowisku klubowym i o prowadzeniu klubu? Co być może postanowicie zmienić w działalności swojego miejsca po powrocie do normalności?

Nie wiem, czy nauczyła… na pewno utwierdziło w przekonaniu, że powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie” jest dalej na czasie.

Artykuł będzie aktualizowany – niebawem znajdą się tu wypowiedzi właścicieli kolejnych klubów


Posłowie (w imieniu całej redakcji Muno.pl)

Uważamy, że całe to bezrefleksyjne i jednowymiarowe piętnowanie klubów przez media, a jednocześnie występująca przy braku jakiegokolwiek zainteresowania ze strony rządu urzędnicza nagonka, w żaden sposób nie oddają dramatu, w jakim znaleźli się właściciele klubów. Co gorsza, tego typu działania ten dramat pogłębiają, nie podejmując choćby najmniejszej próby dialogu.

Z ludzi będącymi przedsiębiorcami starającymi się utrzymać swoje biznesy, pracowników, a przede wszystkim siebie i rodziny, a którzy jednocześnie są reprezentantami najdłużej zamrożonej gałęzi gospodarki i kultury, robi się bezmyślnych nonkonformistów, którzy w imię hedonizmu sabotują kwestię zdrowia publicznego. To boleśnie krzywdząca i krótkowzroczna ocena.

Sabotażu zdrowia Polek i Polaków dokonała władza przez nieudolne zarządzanie, nadużycia, zakulisowe interesy odbywające się kosztem służby zdrowia i katastrofę programu szczepień. Dokonała także szeregu innych decyzji, które pozostawiły właścicieli wielu klubów bez wyboru, nawet w obliczu poniesienia kar finansowych czy narażenia innych na niebezpieczeństwo.

Od początku pandemii i lockdownu staramy się wspierać całą branżę poprzez nagłaśnianie jej problemów, rozmowy, petycje i lobbing. Piszemy także o odpowiedzialności za zdrowie innych w dobie Covid-19. Ten tekst powstał również po to, by pokazać nasze stanowisko w sprawie i zaprzeczyć mylnemu postrzeganiu nas przez niektórych jako medium, które tekstem o otwieraniu się klubów w dobie pandemii dołącza do grona mediów bezrefleksyjnie szukających sensacji. Jesteśmy temu przeciwni, podobnie jak bezpodstawnemu szkalowaniu właścicieli klubów jedynie na podstawie dokonywanych przez nich decyzji, bez zagłębienia się w rzeczywiste powody ich podejmowania i sytuację życiową.

Polub muno.pl na Facebooku:

Sprawdź także


Kluby proszą o pomoc. Przyszłość clubbingu w naszych rękach

16 kwietnia 2020
Wszyscy oceniają, nikt nie zadaje pytań. Rozmawiamy z właścicielami klubów

Porozmawiajmy o odpowiedzialności. #SafeFUN #SafeRAVE #MaskON

29 lipca 2020
Wszyscy oceniają, nikt nie zadaje pytań. Rozmawiamy z właścicielami klubów

Kluby i imprezy nie wrócą w czwartym etapie odmrażania gospodarki

27 maja 2020
Wszyscy oceniają, nikt nie zadaje pytań. Rozmawiamy z właścicielami klubów

#razemtańczymyrazemwalczymy – podsumowanie akcji i dalsze plany

6 lipca 2020
Wszyscy oceniają, nikt nie zadaje pytań. Rozmawiamy z właścicielami klubów