Tiga – WYWIAD DLA MUNO.PL

3 143
Wywiad
Tiga – WYWIAD DLA MUNO.PL

Już tylko godziny dzielą nas od występu Tigi w warszawskim klubie 1500m2. Zanim artysta stanie za konsoletą, zdążycie jeszcze przeczytać wywiad, który przeprowadziliśmy z nim kilka dni temu.

Tiga zapisał się złotymi literami w historii muzyki elektronicznej, nie tylko za sprawą swych wielkich hitów „Sunglasses at Night” czy „Pleasure from the Bass”, ale także jako właściciel wytwórni Turbo Recordings. Jego sety DJ-skie zawsze wywołują euforię na klubowych parkietach, bowiem łączą w sobie to co najlepsze z electro, house i techno.

Artysta wystąpi dziś wraz ze swoimi podopiecznymi – duetem Clouds – w warszawskim klubie 1500m2. Zanim to nastąpi, przeczytajcie wywiad, którego Tiga udzielił nam kilka dni temu.

25.10 LET’S GO DANCING WITH TIGA, CLOUDS & BLCKSHP
Miejsce: 1500m2 – Warszawa

WYWIAD: TIGA (TURBO RECORDINGS)

Pamiętasz pierwszy album, który kupiłeś?
Moim pierwszym albumem, na który dostałem pieniądze od ojca był Blondie „Parallel Lines”.
Ile miałeś wtedy lat?
Miałem 6 lat. Tak jak mówiłem, nie kupiłem go za swoje pieniądze, tylko poszedłem do sklepu muzycznego z moim ojcem i właśnie ten album sobie wybrałem. Natomiast pierwszy, jaki kupiłem sobie sam, idąc do sklepu z przyjaciółmi, to album zespołu Real Life. Był na nim kawałek „Send Me an Angel”. To był mniej więcej rok 1984, miałem wtedy 10 lat.
Co zainspirowało Cię do bycia muzykiem? Kiedy zacząłeś swoją przygodę z muzyką?
Zawsze kochałem muzykę, kupować utwory, kolekcjonować różne kawałki. Muzyka była zawsze sporą częścią mojej tożsamości. Myślę, że podobnie było z wieloma dzieciakami mojego pokolenia – muzyka była sposobem określenia siebie, to bardzo ważna część mojego życia. Pojawiło się potem pragnienie dzielenia się muzyką i grania przed przyjaciółmi, a także pragnienie pokazania światu, że to jest MOJA muzyka. To było dla mnie bardzo ważne i myślę, że całkiem naturalnie moje pragnienia ewoluowały w DJ-ing. Tego zawsze chciałem, chciałem być tym, który gra na imprezach, niezależnie od tego, jakie to były wydarzenia. Potem zaczęło się to rozwijać w kierunku produkcji.
Ile miałeś lat, kiedy profesjonalnie zająłeś się muzyką?
Profesjonalnie zaczyna się wtedy, kiedy dostajesz pieniądze za występ. Miałem około 18 lat, kiedy zacząłem grać na swoich pierwszych imprezach.
Z której swojej produkcji czy remiksu jesteś najbardziej dumny?
Trudno powiedzieć, to niemożliwe wybrać jedną. Jestem dumny z wielu. Ilekroć coś nowego stworzę, ilekroć idę do studia z niczym, a wychodzę, z czymś, co nigdy nie istniało. Zawsze jestem trochę dumny z tego, z czym wychodzę, jest to coś nowego, tajemniczego, jakiś nowy pomysł. Jestem dumny z możliwości ciągłego rozwoju, odnajdywania nowych pomysłów. Jeśli chodzi o konkretne utwory – wszystkie wydają się być takie same. To znaczy, są takie, które lubię bardziej od innych. Przez te wszystkie lata powstały takie kawałki jak „Pleasure from the Bass”, „Plush”, remiksy dla Fever Ray, LCD Soundsystem, Depeche Mode, Tomasa Anderssona, z których jestem dumny. To już tak jest, że niektóre lubi się bardziej i jest się z nich trochę bardziej dumnym, ale generalnie ta duma rozłożona jest mimo wszystko dość równomiernie na wszystkie produkcje.
A czy jest jakiś numer, nad którym chciałbyś popracować?
Nie wiem. Fajnie jest zrobić remiks kawałka, który uwielbiasz. Na przykład, kiedy zrobiłem remiks The xx, to był to utwór, który naprawdę lubiłem. To jest wspaniałe uczucie pracować nad ulubionym kawałkiem. Był taki moment w mojej karierze, kiedy brałem się za numery Depeche Mode czy Pet Shop Boys, pojawiał się wówczas dreszczyk emocji, ale przychodzi taki moment, kiedy osiąga się tą dojrzałość muzyczną, wtedy już tak bardzo nie rozglądasz się wokół tego co tworzysz.
Jesteś autorem takich hitów jak „Shoes” czy „Sunglasses at Night”, które doczekały się dziesiątek remiksów. Słuchasz ich? Masz swoją ulubioną wersję?
Jak najbardziej, muszę przyznać, że bardzo lubię być remiksowany, bo czasami naprawdę ludzie robią to dobrze. I tak w przypadku „Shoes” lubię wszystkie remiksy, sam często je gram. „Gentle Giant” w różnych remiksach, m.in. Martyna, był też remix „Overtime” wykonany przez Motor City Drum Essemble, który naprawdę lubię. Ostatni remix to ten mojego nowego kawałka „Let’s Go Dancing”, wykonany przez Solomuna, jest naprawdę dobry.
Nie słyszałem go, czy on już został wydany?
Nie, zostanie wydany w okolicach 11 listopada.
Z kim najbardziej chciałbyś współpracować? Z jakim producentem, piosenkarzem lub zespołem?
Chciałbym nagrać kawałek z Jamie XX, lubię jego podejście, muzykę, jaką tworzy, jest fantastyczna. Chciałbym również nagrywać np. z Aphex Twin, ale to się nie wydarzy. Są ludzie, którzy nie mają na swoim koncie zbyt wielu kolaboracji, ale fajnie byłoby z nimi popracować. Są też wspaniali wokaliści, uwielbiam obu z The xx. Chciałbym również współpracować z Jai Paulem, jest świetny.
Czy mógłbyś wymienić swoich ulubionych współczesnych didżejów lub artystów muzyki elektronicznej. Skupmy się na 2 lub 3 artystach…
Skupmy się zatem na teraźniejszości, bo przeszłość jest zbyt długa. Należy przede wszystkim rozróżnić 2 prądy didżejskie. Z jednej strony mamy kogoś takiego jak Diplo, który jest w pewnym sensie bohaterem, jego imprezy są niesamowite, jest zabawny, ale i otwarty. Wszystko, co robi, wszystkie jego projekty są niesamowite. Nawet jeśli to nie jest do końca mój typ muzyki, to i tak go podziwiam. Z drugiej strony uwielbiam Bena Klocka. Jego muzyka to prawdziwe techno, jest prawdziwym DJ-em. Tak więc są tu dwa ekstrema, które ludzie wrzucają do jednej kategorii.
Jestem osobą, którą inspirują różne rzeczy i codziennie znajduję nową ulubioną piosenkę, skaczę po różnych rodzajach muzyki. Kocham muzykę, książki i wszystko to, co w danym momencie może być dla mnie źródłem inspiracji.
Czego słuchałeś, kiedy pracowałeś nad swoim nowym albumem? Czy słuchanie muzyki w trakcie jej tworzenia inspiruje Cię i sprawia, że się rozwijasz?
Jestem bardziej DJ-em niż producentem i wydaje mi się, że do słowniczka DJ-a zaliczają się właśnie utwory. Za każdym razem, kiedy idę do studia, mam przy sobie stertę nagrań, które chcę samplować. Dlatego dla DJ-ów, korzystanie z utworów innych artystów jest wielką inspiracją. Prawda jest taka, że możesz cały czas kopiować wszystko, ale koniec końców powstaje zupełnie nowe brzmienie. Muszę przyznać, że nie jestem dobrym muzykiem, bo jeśli chciałbym ciebie skopiować, to wychodzi na to, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby cię naprawdę skopiować. I to jest ta piękna różnica pomiędzy mną a innymi – jeśli ktoś inny cie skopiuje to ta kopia będzie brzmiała jak ty, jeśli ja ciebie skopiuję to będzie miała moje brzmienie.
Jeśli chodzi o inspiracje, czy śledzisz rynek muzyczny? Odwiedzasz strony i serwisy muzyczne? W jaki sposób znajdujesz nowe kawałki?
To dość skomplikowane. Nie lubię siedzieć całymi dniami przed komputerem, ale najwyraźniej muszę, bo wszystko, czego potrzebuję jest właśnie tam. Sporo rzeczy znajduję w biurze Turbo Recordings, razem z bratem i resztą ekipy wymieniamy się tym, co każdy z nas ostatnio usłyszał. Poza tym robię zakupy online na takich portalach jak Beatport. Rzadko odwiedzam sklepy muzyczne, jestem na to za leniwy. Wiem, że jest to najlepsza forma robienia zakupów muzycznych, ale nie robię tego często. Czytam również magazyny muzyczne, ale mimo wszystko większość informacji, która do mnie dociera to ta od przyjaciół, również tych z branży. Mam znajomych, którzy nie są DJ-ami, ale mają pokaźną kolekcję muzyki, ponieważ mają czas na to by szukać, szperać. Zapewne ich kolekcja jest lepsza od mojej. Dzisiaj wszystko jest dostępne w sieci, ale dla mnie wielką sztuką jest przefiltrować wszystko to, co jest dostępne i znaleźć to, co jest naprawdę dobre.
Jak myślisz, jak będzie wyglądała twoja muzyka za 10 lat? Twoje największe hity zaliczały się do gatunku electroclash, które stopniowo przeszły w minimalistyczny dźwięk. Dokąd nas zabierze Twoja muzyka w przyszłości?
Nie wiem, naprawdę tego nie wiem. Gdyby wiedział to byłbym ze złota. Przez ostatnich pięć lat wielki wpływ miała na mnie elektroniczna muzyka taneczna, urodziła się wówczas dziecięca, rave’owa energia i zazwyczaj po tym okresie te „dzieci” zaczynają dorastać i powstaje potrzeba na coś wolniejszego, subtelniejszego. Kiedyś muzyka była dominującą siłą dla dzieciaków, nie sądzę żeby w dzisiejszych czasach było tak samo, jest wielka rywalizacja na rynku. Jest coś takiego w niektórych kawałkach, jak np. w przypadku The Smiths, że wciąż nieprzerwalnie chce się tego słuchać i jest się z tego dumnym, ale jak to powinno brzmieć, tego nie wiem…
Twoje ulubione miejsca występów to…
Zawsze lubiłem Barcelonę, Berlin jest klasycznym miejscem, polubiłem też Tel Aviv. Moje ostatnie dwa występy w Warszawie były wspaniałe, podobało mi się również bardzo w Argentynie. Z tymi miejscami jest jak z zauroczeniem, w niektórych zakochujesz się od razu, w innych nie ma tej chemii.
Czy podczas podróży służbowych, znajdujesz czas na zwiedzanie wspomnianych miejsc?
Czasem zdarza się, że ma się na tyle dużo szczęścia, że można pozwiedzać. Na przykład teraz mam 2 dni wolnego, co daje mi możliwość zobaczenia Tel Avivu. Czasem wiele zależy również od przyjaciół, którzy mieszkają w danym mieście i od lokalnych mieszkańców. Dla przykładu, w Polsce byłem 4-5 razy, hotel opuściłem tylko raz. Wszystko zależy od stylu życia, ja żyję szybko i najczęściej nie mam czasu na zwiedzanie.
Czy chciałbyś coś przekazać przed koncertem swojej warszawskiej publiczności?
Na poprzedniej imprezie w 1500m2 energia była niesamowita, został osiągnięty wysoki poziom szaleństwa, oczywiście tego pozytywnego. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby publiczność mi ufała, i była gotowa na to, co dla nich przygotowałem. Doceniam to, kiedy nie czekają by ich zabawić, ale ufają i są gotowi do eksperymentowania z różnymi gatunkami. Tak więc Warszawo – spokojnie!
Rozmawiali: Marek Cisek, Michał Brzozowski
Tłumaczenie: Daria Budziosz