T A K A: Zrozumiałam, że potrzebuję chwili oddechu, by zastanowić się, co dalej – wywiad

3 801
Wywiad
T A K A: Zrozumiałam, że potrzebuję chwili oddechu, by zastanowić się, co dalej – wywiad

O ograniczeniu występów, współczesnej scenie, depresji, odejściu ojca, nagrywaniu na odległość, miłości, wsparciu i normalnym życiu w małym mieście. T A K A udzieliła nam wywiadu mówiąc o rzeczach, za które jesteśmy jej ogromnie wdzięczni.

Jeśli mielibyśmy wskazać polską artystkę, której kariera w ostatnich dwóch latach nabrała niesamowitego rozpędu, to bez dwóch zdań będzie to T A K A. Występy na największych festiwalach w Polsce, obsadzone „prime time’y” cotygodniowych imprez czy najnowsza epka nie zwiastowały nadchodzących problemów.

Niestety. Dwa miesiące temu na swoim facebook’owym profilu Joanna umieściła post, w którym obwieściła zawieszenie dalszych występów. W bardzo emocjonalnym, szczerym i obszernym wywiadzie, mieszkająca na co dzień w Ciechanowie, opowiedziała o swoich problemach ze zdrowiem, śmierci taty której „nie przerobiła” oraz o związku, który „poskromił bujającą w obłokach sprzeczność”. Zapraszamy Was do lektury, dzięki której dowiecie się o projekcie Based On Lies, znajomości z Dax J i Blawanem czy rezydenturze w klubie 999.

Mówisz T A K A – myślisz perkusja

Instrumentem, który od wczesnych lat dzieciństwa towarzyszył Joannie w domu, była perkusja. Miłością do niej zaraził ją tata, co w późniejszych latach zaowocowało nietypową obsesją na punkcie energii przenoszonej za pomocą rytmiki. Nie sposób nie dostrzec tego na scenie podczas jej występów.

Based On Lies – wspólny projekt ze Slope Unit

Kluczowa w późniejszej karierze T A K I okazała się znajomość z Maciejem aka Slope Unit. To właśnie u boku mieszkającego na co dzień w Londynie producenta w 2015 r. miał miejsce jej sceniczny debiut. Dzięki przyjaźni i wielu godzinach spędzonych przy produkcji zrodził się projekt Based On Lies, który swój ostatni występ święcił w trakcie ostatniej edycji Revive Festival. Od tego czasu obydwoje występują solo.

T A K A – przełomowe wydawnictwo w Mord Records

Punktem zwrotnym w karierze 29-latki okazał się utwór Clenched Fists, który w lutym 2018 roku znalazł się na jednej ze składanek legendarnego labelu Mord Records. Efekt kuli śnieżnej zadziałał w tym przypadku podręcznikowo. W późniejszych miesiącach przełożyło się to na kolejno wydawane produkcje w innych wytwórniach ldnWHT, Civil Disobedience i Behind The Stage.

Występy na największych festiwalach w Polsce, jak i zagraniczne wojaże po klubach Starego Kontynentu potwierdziły tylko wielki talent polskiej producentki. Warto przypomnieć, iż w zeszłorocznym plebiscycie Munoludy2018  w kategorii dj/live Techno bohaterka niniejszego wywiadu zajęła zaszczytne 3. miejsce.

T A K A. Bycie obok rzeczywistości – wywiad

Damian Badziąg: Dwa tygodnie temu napisałaś na swoim Facebooku, że w najbliższym czasie – nie licząc pojedynczych występów – robisz sobie przerwę od grania. Co sprawiło, że podjęłaś taką decyzję?

T A K A: Wiele powodów, ale głównym było po prostu zdrowie. Przez ostatnich kilka lat towarzyszył mi spory stres, który niestety odbił się na moim zdrowiu. Zarwane noce i życie w chaosie nie wyszło na dobre. Zrozumiałam, że potrzebuję chwili oddechu i spokoju, a przede wszystkim czasu, by zastanowić się co dalej. Zdałam sobie sprawę, że tryb życia jaki prowadzę, to trochę jak bycie „obok rzeczywistości”. A przecież posiadamy więcej niż kluby, Facebook. Posiadamy więcej etapów w życiu niż tylko ten, w którym się właśnie znajdowałam.

Chcę znaleźć równowagę miedzy dalszym rozwojem, a graniem. Nie można mieć wszystkiego, dlatego by otworzyć się na kolejne schematy, muszę również coś ograniczyć. Miłość i ciepło, którym obdarzył mnie mój związek pokazał mi, że nie chcę już więcej uciekać w świat muzyki, albowiem tylko w tym świecie czułam się bezpieczna. Pokazał mi też, że nie chcę już myśleć tylko o sobie. To takie oczywiste, a jak ciężko zrozumieć, że to, co najważniejsze to zdrowie, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Nie miałam przez długi czas nic z rzeczy, które wymieniłam, dlatego doszłam do wniosku, że czas na zmiany.

Trudno było napisać Tobie o tym, co Tobie dolega?

Długo się do tego zbierałam, ale nie dlatego, że było to dla mnie trudne. Bardziej bałam się wykonać ten pierwszy ruch, by zmiany, o których tylko myślałam, rzeczywiście się ziściły.

Zawsze starałam się być szczera ze swoimi odbiorcami i kiedy pewnego dnia przed graniem rozpłakałam się czując bezsilność, doszło do mnie, że ich oszukuję. Przecież graniem oddaję swoją energię, muzyką wyrażam siebie, a tu nagle nie chcę iść i grać. Ale ludzie często zapominają, że spotykają nas różne tragedie, czy problemy z którymi musimy się mierzyć jednocześnie uśmiechając się i nie pokazując tego będąc na scenie. Bałam się, że zawiodę wszystkich, którzy we mnie wierzyli. Bałam się, że może nawet stracę to, co tak kocham. Musiałam przyznać się do tego, że przede wszystkim oszukuję siebie. Życie artysty może wydawać się znakomite, ale ja mimo, iż byłam otoczona ludźmi, czułam się samotna. Samotna w klubie, w hotelu, w podróży. W swoim własnym życiu.  

T A K A. Dostrzec niezauważalne

Nie boisz się, że przez ten czas na tyle będzie brakowało Tobie grania, że będziesz chciała czym prędzej wrócić?

Nie boję się ponieważ okazało się, że oprócz muzyki mam w życiu o wiele więcej. Tak jak wspominałam, posiadamy różne etapy i teraz jest czas na kolejny. Ja nie rezygnuję z muzyki, a z chaotycznego życia na walizkach i każdego weekendu w klubie.  Zdecydowałam, że rozpocznę studia i zadbam o rzeczy, które kiedyś nie były tak istotne. Chcę myśleć o przyszłości nie tylko w aspekcie muzyka, ale również w aspekcie rodziny. To nie jest tak, że ja już nigdy nie wyjdę na scenę.

Ograniczyłam moje bookingi, by zadbać o zdrowie, swój stan psychiczny, mój związek i przyszłość. Zostałam rezydentką 999 i chciałabym również tam robić swoje eventy. Przekazać to, czego sama się nauczyłam, dać szansę wspaniałym artystom, by teraz oni mogli rozwinąć swoje skrzydła. Myślę, że teraz patrzę na wszystko z pewną dojrzałością i dystansem. Depresja, z którą się zmagałam, była bardzo trudnym momentem, ale to właśnie ona pozwoliła mi dostrzec to, co kiedyś było dla mnie niezauważalne.

Warto też chyba powiedzieć, że inaczej teraz czuję się w całym klubowym techno świecie. I niestety, co raz częściej czuję, że to już nie moje miejsce. Kiedyś wszyscy ważni dla mnie artyści, szczególnie polscy, byli dla mnie inspiracją, a kultura klubowa, jak i muzyczna mi  imponowała. Teraz jest przesyt wszystkiego i niestety, ale w moich oczach traci to na wartości. Ja nie chce jednak być „wszędzie”. Chcę mieć swoje miejsce. Nie chcę kierować się Facebookiem, a jakością. Nie chcę promować i sponsorować tego, co robię tylko by moja muzyka niosła się sama. Spełniłam moje marzenie, udało mi się, ale teraz wiem, że bardziej cenię sobie prywatność i spokój.

Miałaś wcześniej tego typu problemy, które nie pozwalały się Tobie skupić na muzyce?

Hmm. To ciekawe, ale tak naprawdę to właśnie problemy pozwalały mi skupić się na muzyce. Czasami były momenty kiedy czułam, że to właśnie tylko muzyka mi zostaje. Każdą frustrację, smutek, złość przelewałam na dźwięki, które czyniły mnie silniejszą.

Tu chodzi o ujście emocji i muzyka czy malarstwo były dla mnie terapią. Ale wiem również, że zamykanie się ze swoją złością w muzyce było nie raz błędem. Mimo wszystko o emocjach też trzeba mówić, bo jeśli nie, te złe gdzieś tam będą się tlić aż wybuchną.

T A K A Fot. Łukasz Laskowski

T A K A Fot. Łukasz Laskowski

T A K A. Twarzą w twarz z depresją

Nie chcę bawić się tutaj w autoreklamę, ale po wywiadzie z Piotrem Klejmentem rzuciło mi się w oczy, że umieściłaś u siebie na profilu naszą rozmowę. Wywiad z Piotrkiem wywarł na Tobie dodatkową motywację do tego, by w podobny sposób podzielić się swoimi odczuciami względem samej siebie?

Może nie tyle co wywarł na mnie dodatkową motywację, ale gdy zobaczyłam fragment o depresji i o tym, że jest ona czymś naturalnym, z czym się spotykamy, to stwierdziłam, że trzeba o tym mówić. Poczułam się zrozumiana. Darzę Piotrka ogromną sympatią i on sam wie, że trzymam za niego kciuki. Moje przyznanie się na forum o zredukowaniu grań obróciło się jednak w zastrzyk prawdziwego wsparcia i miłości. Tyle wiadomości, komentarzy, telefonów, tyle ciepłych słów. To było dla mnie wzruszające, ale mówię o tym serio, poleciały mi łzy. Zdałam sobie chyba po raz pierwszy sprawę, że jestem dla tych ludzi ważna, że tak jak kiedyś mnie, tak teraz ja kogoś inspirowałam. Przy tej okazji pragnę podziękować wszystkim tym którzy skierowali swoją pozytywną energie ku mnie. Naprawdę wasze wsparcie było dla mnie czymś wyjątkowym. 

Zastanawiałaś się kiedyś na tym, gdzie byś była gdyby nie muzyka?

To jest bardzo dobre pytanie. Od zawsze lubiłam kontakt z dziećmi i od zawsze chciałam uczyć w szkole, ale moja rozbujana osobowość nie pozwalała wybrać mi uporządkowanego życia. Poszłam za chaosem, bo sama nim kiedyś byłam. Dopiero teraz czuję się gotowa by rozpocząć ponownie studia i wypuścić na zewnątrz to, co tkwiło we mnie latami. Pragnę nauczać. Pragnę być nauczycielką. Rozmawiać z tymi młodymi umysłami, inspirować je, dostrzegać w nich to czego inni nie widzą i przekazać to wszystko czego sama doświadczyłam. Nigdy nie jest za późno by zmieniać obrany kierunek. W naszym życiu mamy więcej dróg niż jedna. Latami dorastamy i poznajemy siebie samych. Najważniejsze to nie oszukiwać siebie, słuchać tego co w nas siedzi. Gdy przyjmiemy to, co daje nam życie i przestaniemy iść pod prąd, życie zacznie się układać. My zaczynamy się układać. Chyba w życiu chodzi o to żeby być szczęśliwym, tak? 

T A K A. Miłość, spokój i normalne życie w małym mieście

To, że Twój partner nie siedzi tak mocno w muzyce jak Ty pomaga Tobie to na co dzień?

Nie jest muzykiem i nie gra po klubach, ale potrafi muzyki słuchać posiadając tę wrażliwość, dzięki której muzykę się rozumie. Pierwsze wspólne wieczory to słuchanie cudownych utworów, leżenie na dywanie i długie rozmowy. I właśnie to, że nie jest bezpośrednio ze świata klubowego pomogło mi również dostrzec, jak ogromną wartość mają inne czynności, momenty, czy miejsca. Pokazał mi drugą stronę życia, której nigdy wcześniej nie miałam.

Poczucie bezpieczeństwa okazało się tu kluczowe. Kocham niedzielne obiady z dziećmi czy spacery do parku, uwielbiam wieczory w domu, bo posiadam wówczas ten spokój, który mnie koi. Mój partner bardzo mi pomógł w tym ciężkim dla mnie okresie, towarzyszył mi i wspierał. Dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy, gdy uzupełnia Cię ta „druga połowa”, jak bardzo jest to prawdziwe. I może zabrzmi to niepokornie, ale żaden event w klubie i znajomi tam nie zastąpią tej bliskości i poczucia spełnienia, że wszystko jest tak, jak być powinno. 

Uzupełnił bowiem wszystko, to czego w życiu mi brakowało. Dlatego też jestem teraz gotowa, by zadbać o pewną równowagę i balans między moją miłością do muzyki, a resztą życia. Tak więc mocno stąpający po ziemi realista poskromił tą bujającą w obłokach chodzącą sprzeczność. Mieszkamy w małym mieście i mamy całkiem normalne spokojne życie.

Planowałaś osiedlić się w większym mieście?

Miałam wiele planów gdzie chciałabym zamieszkać. Zdecydowana nawet byłam na wyjazd do mojej ukochanej Szkocji. Jednakże czułam, że nie powinnam wyjeżdżać.

Po śmierci taty zdałam sobie sprawę, jak ważna jest rodzina i nie chciałam zostawiać mamy ani moich siostrzenic. Żałuję każdego nieodebranego Skype’a, gdy tata dzwonił i nie chciałam już więcej, by mnie i moją bliską rodzinę dzieliły kilometry. Dodatkowo na mojej drodze pojawił się właśnie Lukas. Mimo, iż nie byliśmy wtedy w związku wiedziałam, że jeśli wyjadę stracę coś niepowtarzalnego. Wniosek z tego jest jeden – słuchajmy swojej intuicji. Zawsze.

T A K A. Dla taty. Oczyszczenie

 „Zaczęłam znów czuć się silna, w momencie gdy tworzyłam tę muzykę”. Tak ubrałaś w słowa pracę skupioną wokół Twojej najnowszej epki 1610 wydanej dla Civil Disobedience, która stanowi niejako hołd dla Twojego taty. Długo przyszło Tobie podejmowanie decyzji o tym, by w ogóle zabrać się za jej produkcję?


Po śmierci taty miałam dość chłodny okres, w trakcie którego dużo produkowałam muzyki nie stricte techno, którą mam nadzieję niedługo wydać. Po zebraniu kilku utworów wysłałam je do wytwórni, po czym ostatecznie wybrano te, które de facto zrobiłam w ciągu 2-3 dni tj.: Cry Cry i Sunday Morning. Wtedy też podjęłam decyzję, że to właśnie te utwory mają być na cześć mojego taty. To był ten moment, kiedy zaczęłam się oczyszczać z tego wszystkiego. Poczułam, że pierwszy raz wylałam z siebie pewne emocje. Zaczęłam się z tym mierzyć. 

Śmierć taty Ciebie zmieniła?

Myślę, że śmierć rodzica zmienia każdego. Była ze mnie trochę córeczka tatusia pomimo, że nie mieliśmy jakoś super bliskiego kontaktu. Były wzloty, upadki, chwile dobre i złe, jednak co mogę powiedzieć…  cholernie mi go brakuje. To tak, jakbym nagle zrozumiała, że już nie jestem dzieckiem. To dziwne ale dopiero teraz czuję, że jestem z nim bliżej niż kiedykolwiek. I owszem, produkcja tych utworów pomogła ukoić ból, ale niestety po długim czasie wyszło, że nie przerobiłam śmierci Taty.

To właśnie w tym okresie moja kariera zaczęła rozkwitać. Dostałam propozycję by zagrać na Instytut Festival oraz Audioriver. Musiałam robić sesje zdjęciowe, udzielać wywiadów, być uśmiechnięta i wesoła w klubie, rozmawiać z tymi wszystkimi ludźmi, chodzić do pracy. Natomiast w nocy, gdy w końcu byłam sama w łóżku, godzinami płakałam, a tygodniami nie spałam. Ludzie postrzegają mnie za silną osobę i chyba takie wrażenie też chcę sprawiać. Ale to był trudny czas oraz trudne do przerobienia emocje. Właśnie przez to, że udawałam, że przecież sobie radzę i nie ma czasu na słabości, mój organizm po dwóch latach odpowiedział. To emocje nami kierują i to one na nas wpływają, dlatego czasami gdy siedzą w nas zbyt długo, działają jak trucizna. 

Zaprosiłaś tatę na jedną z imprez, na których grałaś?

Niestety tata nie miał okazji usłyszeć mnie na żywo. Mieliśmy w planach zagrać razem. Tata na perkusji, a ja miałam tworzyć na syntezatorach. Nie udało nam się tego zrealizować. Ale dołożył swoje trzy grosze do mojego muzycznego rozwoju. Zawsze gdy przychodziłam pokazać mój nowy projekt mówił, że muszę więcej pracować nad perkusją, co chyba jest teraz moim znakiem rozpoznawczym. „Perki” w moich utworach z pewnością nie brakuje. Zabrałam za to moją mamę na festiwal do Niemiec. Chciałam chociaż jej pokazać jak wygląd mój muzyczny świat.

T A K A Fot. Łukasz Laskowski

T A K A Fot. Łukasz Laskowski

T A K A. Co dalej z Based On Lies?

W wywiadzie udzielonym Technologii kultury wspomniałaś o ważnej roli w Twoim życiu, jaką jest Piotr Bejnar. Nie trudno szukać innego artysty, który na Twoją karierę miał bardzo znaczący wpływ. Mam tu na myśli Maćka aka Slope Unit, z którym przez blisko 4 lata współtworzyłaś Based On Lies. Jak nawiązała się Wasza znajomość?

Połączyła nas muzyka. Maciek wiele mi pokazał i konsekwentnie przekazywał mi swoją muzyczną wiedzę. On to po prostu czuje i kocha, dlatego właśnie ta jego szczerość w słuchaniu muzyki najbardziej mnie zaintrygowała. Znamy się wiele lat i mimo, iż mieszkamy w dwóch różnych miejscach, to bardzo się przyjaźnimy. Jesteśmy bardzo podobni do siebie i jednocześnie zupełnie inni, co pozwala nam dostrzegać różne strony, ale i rozumieć siebie nawzajem. Muzycznie uzupełniamy się w sposób znakomity, dlatego gdy będziemy mieli okazje i sposobność BOL nagra płytę. By zrobić to dobrze, trzeba poświęcić wiele energii i czasu. Jednak póki co, mieszkamy zbyt daleko od siebie. 

Mieliście dwuletnią przerwę od występów. Dlaczego?

Ponieważ zdecydowałam się wyjechać z Londynu. Londyn był bardzo ważnym okresem w moim życiu, ukształtował mnie pod wieloma względami. Dał mi także grono wspaniałych przyjaciół. Ale wiedziałam, że muszę rozwijać się dalej i to Dax J był pierwszą osobą, która powiedziała bym przeniosła się do Berlina. Długo kiedyś o tym rozmawialiśmy i po namyśle doszłam do wniosku, że to czas by postawić na Berlin. Z Maćkiem podejmowaliśmy próby grania razem, ale tak jak wspominałam wcześniej, nie da się tworzyć wspólnego live’a żyjąc na odległość.

Zanim Wasze oficjalnie wydane produkcje ujrzały światło dzienne, to jak dużo czasu poświęcaliście na produkowanie muzyki? 

Chyba nie potrafię odpowiedzieć Ci dokładnie na to pytanie, ale ujmę to w skrócie – cały swój wolny czas. Pamiętam przygotowania do naszego pierwszego grania. Na dworze była piękna pogoda, słońce, a zapach lata unosił się w powietrzu. My całymi dniami siedzieliśmy w dusznym, nagrzanym pokoju pracując tylko na dwóch Korgach. Wiesz co było najlepsze? Że wcale nie postrzegaliśmy tego jako poświęcenie czy przymus. To było naturalne, oczywiste, że lepiej robić muzykę. Dawało nam to ogromną  frajdę i poczucie spełnienia. 

Nie chcieliście iść z tym do któregoś z labeli?

Pewnie, że chcieliśmy ale sądzę, że brakowało nam w tych projektach pewnej dojrzałości. Muzyka doskonale nas wyraża i sądzę, że dopiero teraz, po wielu zmianach w nas samych nagramy dojrzały, pewny, ułożony materiał, który rzeczywiście zabrzmi jak BOL. Z doświadczenia wiem, że to czas pełni kluczową rolę. 

Powrót do grania i od razu Revive Festival. Już wtedy wiedzieliście, że będzie to Wasz ostatni występ?

Nie sądzę, że w ogóle o tym w ten sposób myśleliśmy. Tak jak mówię odległość, która nas dzieli, była jedyną przyczyną wstrzymania naszego grania. Ale ja jestem na stałe w Polsce, Maciek również myśli o powrocie. Kto wie jak potoczą się nasze losy.

T A K A. Hip-hop. Chłopczyca, deskorolka i t-shirt Wu-Tang Clanu

Końcówka Waszego live actu na wspomnianym Revive Festival to utwór „Jeszcze będzie czas” autorstwa WWO. Co stało za tym, by puścić akurat ten numer?

Nasza wspólna miłość do muzyki. Nie tylko elektronicznej. Maciek tak samo jak i ja dorastał słuchając hip-hopu. To ważny etap, który kształtuje Ciebie i Twój słuch. Tworzymy techno, gramy elektronikę ale nie znaczy to, że inne gatunki są nam obojętne.

Zdarza się Tobie chodzić na koncerty hip-hopowe?

Teraz bardzo sporadycznie, ale kiedyś to był mój cały świat. Można powiedzieć, że polski rap w pewien sposób mnie ukształtował. Potrafiłam naprawdę wiele wyciągnąć z tych tekstów, a nie raz też utożsamiałam się z pewnymi raperami. Ale nie tylko polski rap był dla mnie ważny, ale cała kultura hip-hopu. Ten beat, luz, flow, które posiadali artyści. Ja to po prostu czułam i kochałam.

Nie wiem czy wiesz, ale jako dziecko byłam prawdziwą chłopczycą z podwórka (haha). Deskorolka i szerokie spodnie. Pamiętam to jak dziś, gdy uprosiłam mamę, by kupiła mi t-shirt Wu-Tang Clan, ale w sklepie była ostatnia sztuka w rozmiarze XXL. Ja miałam jakieś 7 lat, a koszulka autentycznie sięgała mi do kostek. Nosiłam się w niej na podwórku z dumą jak paw. Jest jeszcze jeden album, który idealnie potrafi wyrazić moją miłość do polskiej, jak i zagranicznej twórczość rapu – Sztuka Walki Wojownika. Majstersztyk, którego słucham po dziś dzień. 

T A K A. Pierwsze spotkania z elektroniką

Jak wspominasz swoje pierwsze zetknięcie z muzyką elektroniczną?

Pierwsze zetknięcie było jak podkradałam mojej starszej siostrze płyty haha. Ale doskonale pamiętam moment w którym pojęłam, że chcę grać. To było w jakże świetnym klubie 1500m2. Na czarnej sali grała Marta Stachera, której jeszcze wtedy nie znałam. Patrzyłam na jej uśmiech, patrzyłam na ludzi czując tę energię. Zrozumiałam, że to jest to. Właśnie to chcę robić, a wręcz rzekłam sobie – muszę! 

I tak stanęło na live actach.

Początkowo uczyłam się miksowania, ale średnio mi to szło. Trochę nie mogłam tego zrozumieć, bo wydawało mi się, że mam znakomite wyczucie rytmu i słuchu. Znalazłam jednak swój sposób, który pozwala mi wyrażać siebie. Nie każdy dj jest super producentem i nie każdy producent djem. A swoją drogą kto mi będzie mówił jak mam żyć! Każdy powinien szukać swojej drogi i odpowiedniej dla siebie formy.

Kiedyś zwracałam uwagę czy ktoś gra z winyli, „robi” na maszynach czy używa komputera. Teraz myślę, że w większości nie ma to znaczenia. Jak jesteś w czymś dobry, to znajdziesz sposób by się wyrazić. Niektórzy mówili, że nie da się zagrać live’a na dwóch Korgach bez komputera. A jednak! Ja osobiście uważam, że im mniej tym lepiej. Talent jest w Tobie i nie potrzebujesz miliona maszyn, komputerów by go wykorzystać. Szukaj takiej drogi, która będzie odpowiednia dla Ciebie nie sugerując się setupem kolegów. Bądź indywidualistą i czuj się komfortowo ze swoją sztuką albowiem jest ona właśnie Tobą.

T A K A. Poznać Daxa J i Blawana

Wspomniałaś wcześniej o Dax J. W jakich okolicznościach się poznaliście?

Daxa poznałam, gdy jeszcze robiliśmy event pod nazwą PROCES. Robiliśmy ETG i zaprosiliśmy Clerica, Daxa i Garetha. Po przeprowadzce do Londynu widywałam się z nim, ponieważ mieliśmy wspólnych znajomych. Napisał do mnie kiedyś, czy mogłabym mu wysłać jakieś swoje utwory. Tak też się stało. Następnego dnia słyszałam swój projekt na Jaded, a tydzień później w słynnym Berghain. Wow! Ależ to było przeżycie!

Dax J wydał mój utwór Ivona na LndWHT. Tym oto sposobem się zaprzyjaźniliśmy. Wspólne granie w Beirucie było ważnym momentem, bo spędziliśmy tam dużo czasu i przegadaliśmy wiele rzeczy. Złapaliśmy to flow. Dax to cudowny, serdeczny człowiek i on, jak i jego twórczość wywarły na mnie ogromny wpływ. Jego dobre słowa odnośnie mojego grania, nasz kontakt dało mi wiele wiary w siebie.

Nie jest tajemnicą, że również Blawan dołożył cegiełkę do Twojej kariery.

Blawana poznałam kiedyś na festiwalu w Niemczech. To było wiele lat temu i – uwaga, serio  – popłakałam się jak z nim rozmawiałam. Normalnie łzy w oczach, trzęsąca broda i wiele emocji (haha). To było to dla mnie niesamowite przeżycie mówiąc mu jak ważna jest dla mnie jego muzyka. Niedawno graliśmy razem na Smolnej. Sama chciałabym zobaczyć własną minę gdy zorientowałam się, że wstawił na Instagrama zdjęcie ze mną chwaląc mój występ. Chyba nie ma nic piękniejszego dla artysty, niż uznanie człowieka, który był i jest dla Ciebie wzorem i inspiracją. Szczęście w czystej postaci.

T A K A. Plany i cele

Masz jakieś cele w związku ze sceną, o których zawsze marzyłaś, które chciałaś zrealizować?

Nie wiem, czy można nazwać to celami, ale z pewnością chciałabym przekazywać moją wiedzę dając tym samym szansę młodym, utalentowanym artystom. Może nie teraz, ale kiedyś chciałyśmy z moją przyjaciółką Renatą mieć wytwórnię. Wtedy mogłabym się spełniać szukając nowej muzyki. Chciałabym wyszukiwać perełki i motywować do działania i pracy. Cieszę się na rezydenturę w 999, bo da mi to możliwość zrobienia kilku bookingów, które od dawna chciałam zorganizować. Teraz potrzebuję wyciszenia i skupienia się  na innych sprawach, ale gdy pojawi się w mojej głowie pomysł wart spełnienia, to z pewnością  go zrealizuję.

Bardzo dziękuję Asiu za poświęcony czas. Wszystkiego dobrego!

Również dziękuje! Życzę powodzenia w rozwoju dziennikarskiej kariery!