Audioriver, Audioriver i po Audioriver…

7 054
Relacja
Audioriver, Audioriver i po Audioriver…

W zeszłym tygodniu szesnaście tysięcy osób uczestniczyło w najważniejszej imprezie z muzyką elektroniczną w naszym kraju. Dziś dzielimy się z wami wspomnieniami z tej wspaniałej imprezy.

Wyczuwam w powietrzu niezły melanż – stwierdził mój znajomy, gdy siedzieliśmy na skarpie na wprost Main Stage, na którym od kilku chwil rozgrzewał się dOP. Była sobota, tuż nieco po północy. Mogli akurat grać „Horny” albo „Les Fils du Calvaire”, a publiczność była oczarowana niegasnącą energią Jonathana Illela. W tym samym czasie w Circus Tent grzmiał Tommy For Seven, a w Hybrid grasował Danger. Przed chwilą znakomity występ zakończył Guillaume Coutu Dumonts plus The Side Effects. Większość z szesnastotysięcznego tłumu klubowiczów zdecydowała już gdzie chce spędzić najbliższe kwadranse, pozostali nadal poszukiwali idealnego dźwięku na tu i teraz. Wspaniale obserwowało się ich z nadwiślańskiej skarpy, ale jeszcze przyjemniej było poddać się magii festiwalowego zgiełku na płockiej plaży znikając pod kolejnymi scenami.
Tuż przed wyjazdem na festiwal przeczytałam gdzieś, że u człowieka występuje silniejsza potrzeba tańca niż słuchania muzyki. Potwierdzenie tej teorii znaleźliśmy wszyscy podczas Audioriver i kilkunastogodzinnej hulanki, która przetoczyła się przez niemal wszystkie taneczne brzmienia muzyki elektronicznej, od francuskiego electro, przez drum&bass do techno i tech-housów. Artyści bynajmniej ani przez chwilę nie mieli zamiaru oszczędzać publiczności. Grali na sto procent, doskonale wiedzieli co czynią i dokąd zmierzają. A nam się to bardzo podobało.
Podczas zeszłorocznej infosesji RBMA z Modeselektor, Gernot Bronsert zapytamy o plany duetu odpowiedział: założyliśmy nowy zespół razem z dwoma kolegami- Marcelem Dettmanem i Shedem z Ostgut Ton. Nazywa się Atol. Rok później płocka publiczność doznała zaszczytu usłyszenia nowego projektu na żywo. Zaszczytu, bo był to występ nadzwyczajny, a właściwie porządna muzyczna lekcja udzielona przez artystów, których kariery rozkręcały się na początku lat 90-tych w Berlinie tętniącym muzyką techno. I zważywszy na to, że jest to początek działalności bandu, który dopiero zdobywa doświadczenie wspólnego grania, występ zasługuje tym bardziej na pochwałę.
Grający po nich Gabriel Ananda musiał zmierzyć się z podwójnym wyzwaniem. Nie tylko musiał dorównać ATOLowi, ale i zatrzymać publiczność, która odpływała wodzona ciekawością występu gwiazdorskiego Royksopp. Czy jednak występ był gwiazdorski?
Anegdota mówi, że Atol przyjął zaproszenie na tegoroczny Audioriver pod warunkiem, że w line-upie pojawi się ponownie Modeselektor. I tym sposobem godzinę później Bronsert i Szary pojawili się na Main Stage ze swym livem. Plan był taki żeby zobaczyć, jak radzi sobie Nathan Fake i Hobo, ale przy pierwszych dźwiękach wydanych przez twórców Monkeytown, plan runął. Wydawało się, że czas się zatrzymał, a tymczasem ze sceny płynęły „Blue Clouds”, „Black Block”…, a pod sceną szalała wniebowzięta publika. Za rok życzymy sobie jeszcze obecności Moderata;)
Dzisiaj zagram live. Będzie to zwięzły, godzinny występ złożony wyłącznie z mojej własnej muzyki. Nie będę używać cudzych sampli czy utworów. Tylko moje własne kawałki i ich różne bardziej taneczne wersje. Będzie to coś w rodzaju wersji VIP mojej muzyki. – powiedział Martyn tuż przed swoim występem. Rzeczywiście, było ekskluzywnie i doskonale. W oddali migotał Circus Tent z Marco Carolą w roli wodzireja, a przy Wide Stage odgrywała się wyrafinowana uczta pełna technicznych przysmaków.
Artyści grający na Audioriver nie oszczędzali publiczności. Poza tym odnosili się do niej z ogromnym szacunkiem przygotowując się do swoich występów. Czy to wspomniany wyżej Martyn, czy grający tuż po nim Carl Craig. Ta legenda z Detroit gra co weekend w najlepszych klubach i festiwalach świata. A jednak artysta dał odczuć płockiej publiczności, że jest wyjątkowa i zasługuje na najlepszą muzykę. Nie tylko rozłożył nas na łopatki swoim świetnym setem, ale powiedział nam również kilka ciepłych słów.
Było w okolicach 6.30 rano w niedzielę kiedy Anja Schneider zagrała „Unknown” Saschienne. Teoretycznie występ artystki dobiegał końca, a przepiękny głos Julienne Dessagne hipnotyzował najbardziej wytrwałych festiwalowiczów zebranych w Circus Tent. Na szczęście, godzinę później impreza trwała nadal i nie zakończył jej nawet „Muppet Anthem” Rodrigueza Jr., czy Tiga ze swoim „Mind Dimension”. Uśmiechnięta Anja i uśmiechnięta publiczność były dowodem na to, że do historii właśnie przechodzi kolejna rewelacyjna edycja jed(y)nego rewelacyjnego festiwalu.
Nie zapominajmy jednak, że i piątek/sobota miał swojego finałowego bohatera- Ricardo Villalobosa. Ostatnimi czasy wokół tego artysty zaczęły krążyć pytania, czy rzeczywiście jest on nadal tak znakomitym djem i producentem, czy jedynie odcina kupony od dorobku wypracowanego wiele lat temu. I choć płocka publiczność po jego występie udzielała różnych odpowiedzi, dla mnie osobiście Villalobos zagrał wyśmienicie. Zdobył mnie już na samym początku swoją energią, rozkochał przy „I feel love” i rozpieszczał do samego końca produkcjami zaprojektowanymi po to by słuchać je we wczesnych godzinach rannych.
Oklaski dla Villalobosa wcale nie oznaczały końca imprezy. Za kilka chwil bowiem rozkręcała się granda na płockim rynku. Garlic Man i Eltron John nie pozwalali zasnąć przy śniadaniu, a pogawędka z Deadbeatem w ramach Infosesji RBMA trzymała w imprezowym nastroju aż do pory obiadowej. Z godziny na godzinę na rynku działo się coraz więcej, przybywali coraz to nowi festiwalowicze zwabieni zarówno orzeźwiającą fontanną, jak i atrakcjami przygotowanymi przez wystawców i targowiczów. Wielu z nich chillowało się również później w pobliżu Muno namiotu, w którym ekipa redakcyjna przepytywała artystów występujących podczas Audioriver.
Byli festiwalowicze, którzy przyjechali do Płocka z jasno określoną misją zobaczenia konkretnych artystów i tacy, których kierowała niczym nieskrępowana chęć odkrywania elektronicznych brzmień, a po terenie festiwalu wodziła ich jedynie intuicja. Byli tzw. zdobywcy, którzy chcąc zobaczyć i usłyszeć jak najwięcej, co chwilę znikali pod inną sceną. Byli i tacy, którym wystarczyły trzy, ale pełne występy aby poczuć imprezowe spełnienie. Każdy z uczestników mianował swoich bohaterów Audioriver 2012. Zachęcamy was do dzielenia się swoimi faworytami, którzy wystąpili na Main Stage, Wide Stage, Circus Tent, Hybrid Tent i Slow More….