Podejście „cel uświęca środki” jest niestety wszechobecne – JULIAN PEREZ

331
Wywiad
Podejście „cel uświęca środki” jest niestety wszechobecne – JULIAN PEREZ

Rozmawiamy z Julianem Perezem, szefem legendarnej wytwórni Fathers & Sons.

Julian Perez to szef legendarnego labelu Fathers & Sons, który jest znany ze swojej nietuzinkowej selekcji. Skupiony na jakości, cierpliwy, niesamowicie precyzyjny w swym działaniu, hiszpański DJ i producent udzielił wywiadu, który Wam prezentujemy. Poznajcie bliżej tę postać przed sobotnią imprezą.

JULIAN PEREZ – WYWIAD

W twojej biografii można przeczytać, że na początku swojej muzycznej drogi inspirowały cię brzmienia z UK oraz USA. Których artystów i które wytwórnie w szczególności podziwiałeś?

Głównie było to Detroit, czyli Derrick May, Carl Craig, Juan Atkins, Kevin Saunderson oraz ich wytwórnie: Transmat, Planet E, KMS, Metroplex. Zainspirowany byłem również labelami z Chicago: Relief Records, Cajual, Guidance od Spencera Kincy, Green Velvet, Derrick Carter. Jeżeli chodzi o UK to Peacefrog, Ferox, Force Inc były moją działką. W tamtym czasie działało także wiele świetnych wytwórni w Europie, ale jakoś na samym początku byłem zdecydowanie bardziej zainteresowany tymi, które wcześniej wymieniłem.

Jeżeli chodzi o produkcję muzyki, wielu artystów mówi o swoich rytuałach. Na przykład w studiu musi panować absolutny porządek lub produkcja odbywa się tylko nocą. Jakie są twoje rytuały, kiedy siadasz w swoim studiu?

Zgodzę się z tym, że pokój musi być czysty i uporządkowany, ale niezbyt siedzę w klimacie kadzideł i rytuałów. Kiedy inspiracja się pojawia, lepiej żebyś była w studio, gotowa do nagrywania. Jestem zdecydowanie bardziej produktywny kiedy jestem całkowicie wypoczęty, od rana do późnego wieczora. Może się jednak zdarzyć, że zanim stworzysz coś interesującego minie wiele godzin. Wtedy nie masz już wyjścia i siedzisz tak długo, dopóki nie zabrzmi to tak, jak powinno. Pójście spać oznaczałoby utratę flow. To, co na pewno mi pomaga to naturalne światło w studiu.

Poza wydawnictwami na innych labelach jesteś zawsze totalnie poświęcony dwóm własnym – Fathers and Sons Productions, który zamknąłeś swoim albumem i teraz Girada Unlimited. Jaki rozdział zamknąłeś i co jest przed nami jeżeli chodzi o twój nowy label?

Uważam, że życie składa się z rozdziałów, okresów, etapów, jak kto woli. Wierzę, że pewne kwestie trzeba zakończyć, żeby móc z nową energią wkroczyć w coś nowego. Jestem bardzo zadowolony i dumny z każdego etapu tej podróży. Nowy rozdział nie ma jeszcze zdefiniowanej ścieżki, jego historia jeszcze się tworzy. Girada Unlimited nadal rozwija swoje brzmienie, które jest bardzo obszerne w dzisiejszych czasach. Co będzie dalej? To jest zawsze nieznane i nieograniczone.

W jednym z wywiadów wspominałeś, że nie przygotowujesz setów jeżeli grasz gdzieś po raz pierwszy. Wolisz zaskoczyć publikę i sprawdzić co z tego wyjdzie. Gdzie podczas swoich debiutów doświadczyłeś najbardziej satysfakcjonującego odbioru ze strony ludzi? Gdzie według ciebie rozwijają się aktualnie obiecujące, lokalne sceny?

Jeżeli masz zagrać gdzieś po raz pierwszy, próba przygotowania seta wydaje się dość stresująca. Jedną z takich imprez był mój debiut w Cordobie, w Argentynie. Był to jeden z przystanków mojej trasy po kilku krajach i nie mogłem właściwie konkretnie wypełnić swojej torby z myślą o tym gigu. Co ciekawe, muzyka, którą miałem ze sobą okazała się idealna. Podejście i vibe ludzi był czymś z innej planety. To samo wydarzyło się kiedy pierwszy raz zagrałem w Rumunii i to uczucie towarzyszy mi do dziś, kiedy gram w tym kraju. To jest po prostu inny poziom, świetnie doinformowana publika, która sprawia, że czujesz się pewny i zrelaksowany, a co za tym idzie, zagrasz lepiej i będzie to świetne doświadczenie dla wszystkich.

Poza ogromnym doświadczeniem w muzyce elektronicznej, pracowałeś kiedyś w branży reklamowej. W jaki sposób przeskoczyłeś z jednego do drugiego?

Reklama od zawsze jest dla mnie ekscytująca, a jej kreatywna część ma zastosowanie w tym, co robię aktualnie. Chodziło o pogoń za moim marzeniem, które było moim hobby od czasów nastoletnich, więc kiedy doszło do tego, że musiałem zadecydować, w którą dziedzinę zaangażuję się na sto procent, wybrałem muzykę.

Reklama ma także duże znaczenie w muzyce elektronicznej, szczególnie teraz w erze social media. Słyszy się, że jeżeli pewna kultura stanie się biznesem, przemysłem, przestaje być już kulturą. Ja wierzę jednak w sinusoidę popularności w muzyce. Teraz obserwujemy peak, więc spadek powinien nastąpić wkrótce. Myślę też, że kultura nie przestaje być nigdy kulturą. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Nie da się ukryć, że dziś strategia jest ważna i każdy gra według swoich własnych zasad. Nie wierzę, że popularność zawsze oznacza sukces. Są jednak tacy, którzy w to wierzą i wierzyć będą tak długo, dopóki będą żyć z tego nowego biznesu, który jest daleko od tego, co nazywamy kulturą. Podejście „cel uświęca środki” czy też „fake it till you make it” są niestety aktualnie wszechobecne. Cokolwiek, byle było skutecznie, prawda? Kultura zawsze pozostanie kulturą i pozostanie tu gdzie jest. Jeżeli dobrze pogrzebiesz, znajdziesz ją.

Czy usłyszymy wkrótce twój live set?

Zawsze mnie to interesowało, ale jednocześnie uwielbiam grać z płyt, różnorodność którą to daje, w zależności od twojego nastroju, publiki i tak dalej. Live set musi być mniej lub bardziej zaplanowany, a kilka imprez z graniem live oznacza wyprodukowanie dużej ilości muzyki w celu utrzymania świeżości występu i materiału. Właściwie praca nad występem live z innym artystą wydaje się być bardziej interesująca i satysfakcjonująca. Dlaczego nie?

Rozmawiała: Karolina Jakubowska