Burn Selector Festival – RELACJA MUNO.PL

Relacja

Na początku czerwca Burn Selector Festival przyciągnął na krakowskie Błonia tysiące fanów dobrej muzyki i sielskiej festiwalowej atmosfery z całej Polski. Oczywiście na tym wydarzeniu nie mogło zabraknąć Muno.pl!

Selector Festival już kilka lat temu został ochrzczony jako ten pierwszy, rozpoczynający letni sezon festiwalowy, a chętnych by odwiedzić miasteczko festiwalowe z każdym rokiem przybywa. Miło, że gdy chodzi o muzykę stanowi ona priorytet, reszta to tylko dodatki. Podobnie jak w zeszłym roku miasteczko festiwalowe stanęło na Błoniach. Nie było powtórki sprzed dwóch lat kiedy pogoda pokrzyżowała plany organizatorom i siłą wyższą festiwal odbył się na terenie Muzeum Lotnictwa ku uciesze środowisk religijnych.

DZIEŃ 1

Uczestnicy podczas dwudniowego maratonu do dyspozycji mieli 3 sceny: Cyan, Magenta i Yellow Dome. Nic nowego, ale tyle wystarczyło, żeby w pełni oddać się szaleństwu przy akompaniamencie muzyki prezentowanej przez artystów. Piątkowe podrygi na Cyan Stage rozpoczął Com Truise, całkiem świeży nabytek wytwórni Ghostly International. Galaktyczne dźwięki rodem z matplanety lat ’80 to dla niego chleb powszedni, nie było zatem zaskoczenia. Na trzecim miejscu Cyan podium znalazł się zespół Neon Indian na czele z frontmanem Alanem Palomo. Pół-Meksykanin i pół-Amerykanin to bardzo żywiołowe połączenie. Transformacja jednoosobowego projektu w pełen zespół nie było łatwym zadaniem, szczególnie, że pierwsze plany młodego artysty w ogóle nie brały pod uwagę grania na żywo. Ile można było stracić gdyby projekt nie wszedł w życie, przekonać się było można stojąc pod sceną. Nie zabrakło „Polish Girl” (która jak przyznawał muzyk w jednym z wywiadów naprawdę istnieje) czy „Psychic Charms”, z pierwszego długogrającego albumu Neon Indian o tym samym tytule, który zresztą znalazł się w pierwszej 15 top albumów 2009 roku Pitchforka – muzycznej wyroczni dla wielu.
Ale najlepsze miało dopiero nadejść. Ostatnie dwie pozycje piątkowego lineupu na Cyan Stage nie pozostawiły na uczestnikach festiwalu suchej nitki. Import prosto z Londynu w postaci Chase & Status jako jednego z headlinerów imprezy. Blisko 10-cio letnia obecność muzyków na scenie to istna ewolucja stylu i jakości wystąpień przed publiką. Nadszedł czas kiedy ich pozycja zyskała całkiem solidny grunt – występują na najważniejszych europejskich wydarzeniach muzycznych jak Glastonbury, Sziget czy Melt, a popularność stylu, w którym się poruszają rośnie z dnia na dzień. Chase & Status stali się jednymi z najgłośniejszych artystów w UK w 2011 roku sprzedając ponad milion singli tylko w Wielkiej Brytanii. Podczas tegorocznej edycji Brit Awards zespół był nominowany w kategorii British Group wśród takich sław jak Arctic Monkeys, Kasabian czy Elbow. Organizatorzy festiwalu nie mieli więc wątpliwości, że duet powinien pojawić się na krakowskich błoniach w wersji live. Brzmienie muzyków w Krakowie nie zawiodło. Bezwzględne uderzenie
z pogranicza d’n’b i dubstepu rodem z piekła stanowiło jedną z najbardziej tanecznych pozycji piątkowego lineupu, przy którym nie sposób było ustać w miejscu. „No problem”, „Let you go”, kultowe już „Bling faith” oraz „End credit” (który zresztą przedostał się do europejskiego mainstreamu) – to tylko kilka z must play pozycji tej formacji podczas ponad godzinnego występu.
Na zakończenie zagrali Hadouken! z sukcesem łączący muzykę rave z indie i grimem. Najlepszym potwierdzeniem klasy formacji mogą być dwa niepodważalne fakty: zyskali uznanie paryskiego labetu Kitsune oraz radia BBC 1. Więcej mówić nie trzeba. W Krakowie Hadouken! byli jednym z zespołów, którego brzmienie, albo się kocha albo przechodzi obok obojętnie. Nie ma nic pomiędzy. Znakomite show dla duszy i ciała zakończyło podwoje Cyan Stage.
Piątkowy lineup na Magenta Stage rozpoczął Blossom zapomnianym nieco brzmieniem downtempo. Drugi w kolejce był duet Rebeka związany obecnie mocnymi więziami z portugalskim labetem Discotexas. Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny znani są polskiej publice dość dobrze. Duet przygotowuje się obecnie do wydania albumu, który ukaże się już na jesieni. W Krakowie zaprezentowali singlowy materiał i chyba wrodzoną żywiołowość.
Podium piątkowego lineupu to Redihno, Stay + oraz Totally Enormous Extinct Dinosaurs. Ten pierwszy zadebiutował Epką wydaną nakładem wytwórni Numbers. Londyński producent poruszał się w klimatach IDMu, które podczas występu w Krakowie okraszał wokalnymi uniesieniami. Redihno to zasłużone trzecie miejsce na podium na Magenta Stage. Kolejny duet Selectora to Stay +. Eksperymentalna elektronika z brudnymi wstawkami stanowiła dobre uspokojenie pomiędzy Chase & Status a Hadouken!. Uwiecznieniem piątkowego wieczoru na scenie Magenta był wyczekiwany przez wielu TEED czyli Totally Enourmous Extinct Dinosaurs. Artysta zabookowany na występy podczas festiwali na kilka kolejnych miesięcy to klasa sama w sobie. Dwa lata działalności to kilkanaście wydawnictw m.in. dla berlińsko-londyńskiego labetu Greco-Roman. Największy sukces przyniósła młodemu artyście wersja instrumentalna świetnego „Garden” i stała się podkładem w reklamie jednej z popularnych marek telefonów. Kto by pomyślał, że występujący w przebraniu dinozaura dwudziestokilkulatek zatrzęsie krakowską sceną. Niezwykle taneczny występ TEED, wokalne uniesienia artysty oraz tancerki na scenie – wszystko to stanowiło jedno z najciekawszych wystąpień piątkowego lineupu.
Scena Yellow Dome cały wieczór należała do polskich artystów. Zagrali Axmusique, Eltron John, duet Chmara Winter i SLG. Klubowej publiczności są oni znakomicie znani, a w połączeniu z klimatem namiotu stanowili odskocznię dla pozostałych dwóch scen festiwalowych. Sześć rzutników składających wizualizacje na górnej, wewnętrznej części namiotu to świetne uzupełnienie klubowych klimatów muzycznych.

DZIEŃ 2

Drugi dzień miał być nieco ciekawszy. Kiedy wrota festiwalu zostały otwarte na oścież, pojawili się pierwsi festiwalowicze. Na Magenta Stage sobotni lineup należał do młodych artystów. Rozoczęli We call it a sound – czwórka przyjaciół pochodzących z Wolsztyna. Potem Sinusoidal –  elektroniczne duo, które bez wątpienia może stać się naszym kolejnym muzycznym towarem eksportowym. Niezwykle charyzmatyczna wokalistka i autorka tekstów Adrianna Strycz, pozwala znów uwierzyć w downtempo i triphop, które mam wrażenie zostały ostatnimi latami zapomniane. W 2012 duo było oficjalnym supportem podczas trasy Little Dragon co staje się kartą przetargową rzutującą na ich korzyść podczas zastanowień „czy warto”. Z pełnym przekonaniem mówię warto. Wulkan na koncertach, w słuchawkach trochę mniej.
Grubo po wieczorynce na scenie pojawiła się kolejna propozycja agencji Alter Alt – jakże by inaczej – duet skrywający się pod nazwą The KDMS. Max Skiba – Sosnowiec, Kathy Diamond – Londyn. Gdy pomyślę sobie o tym występie od razu uśmiech ciśnie się na usta. O jak bardzo mylili się ci, którzy przyjęli, że naładuje on akumulatory pomiędzy Buraka Som Sistema i Mikke Snow na Cyan Stage. Nie pojęte byłoby zobaczyć tę dwójkę z przytupem nóżki na scenicznym placu boju, przeciwnie energia polsko-brytyjska od czasu występów duetu zyskała nowe oblicze. Pomimo studenckiego kwadransu opóźnienia nie mogło zabraknąć takich utworów jak „Wonderman“ czy „Never stop believen“. The KDMS w pełnej krasie.
Energia brytyjska nie opuściła tej sceny do końca wieczoru. Na występie Disclosure mocno trzeba było się trzymać, żeby nie upaść z wrażenia. Subiektywny numer 1 tego wieczoru na Magenta Stage to niewątpliwie występ braci Lawrence. Niesamowity vibe po sam sufit. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wiek. Muzyczny kunszt pokroju Disclosure w wieku 17 i 20 lat, zakrawa o uznanie ich niebywałego, wrodzonego talentu do tworzenia muzyki. Ostatnia, tegoroczna czerwcowa produkcja w postaci EPki „The Face“ ukazała się nakładem labelu Greco-Roman (tej od TEED). Mimo krótkiego stażu na scenie remixowali już nagrania Crystal Fighters oraz Everything Everything. Strach się bać okresu dojrzewania braci Lawrence. Końcówka występów na Magenta Stage to dj set Subfocusa spod znaku d’n’b i dubstepowego szaleństwa w dosłownym tego słowa znaczeniu. Spektakularny trans w jaki wprowadził publikę zgromadzoną w namiocie pozwala z czystym sumieniem umieścić ten występ pod znakiem must see.
Cyan stage tego wieczoru rozpoczęła istnienie występem Niki & the Dove – tria ze Sztokholmu. Pierwszym singlem wydanym dwa lata temu nakładem Moshi Moshi była produkcja „Dj, Ease My Mind”. Obecnie wznowienie singla poprzedziło wydanie debiutu „Instinct”. Na Selectorze zapowiadani jako ci, którzy mogą wypełnić lukę po rodzeństwie Dreijerów z duetu The Knife. Medialna niepoprawność ustawiła zespołowi poprzeczkę niezwykle wysoko. Na laurach The Knife jeszcze wielu artystów może się przejechać, każdy następny będzie w hierarchii którymś z kolei. Był sztokholmski Zeigeist – stare czasy, teraz Niki and the Dove. Pastisz stylu wokalistki do mnie nie przemówił. Pomijam zakłócenia dźwięku wynikające z problemów technicznych podczas ich występu. Hawajskie kwiaty we włosach, pompony i różowe rękawiczki – to nie może wróżyć nic dobrego. O ile producencko było całkiem dobrze, iście skandynawsko i tajemniczo to nie kupuję tego w 100%.
Następni w kolejce do Cyan Stage stanęli Buraka Som Sistema czyli kolektyw znany polskiej publiczności z gdyńskiego Open’era. Portugalska dzikość serca na krakowskim festiwalu zaraziła festiwalowiczów swoją żywiołowością. Taneczna elektronika w połączeniu z raperskimi ekscesami zespołu to coś czego nie można było przegapić. Członkowie BSS bez wątpienia wiedzą jak zagonić publikę do roboty, znakomity kontakt z publicznością owocował  niebywałą ekspresją uczestnikow festiwalu. Promocja w świecie stylistyki kuduro pochodzącej z Angoli nie mogła zyskać lepszego odpowiednika niż Buraka Som Sistema. Były  muzyczne sztosy jak „We stay up All Night” i „Kalemba”, była i publika na scenie.
To wszystko prawda.
Zupełnie odmienny biegun zaprezentował kolejny skandynawski zespół Miike Snow. I znów pojawia się Sztokholm, ale w innym wydaniu. Pierwszy album z 2009 roku przysporzył zespołowi sławy za sprawą kawałków „Black & Blue” czy „Animal”. Te numery pojawiły się też w Krakowie. Mam wrażenie, że momentami podczas krakowskiego festiwalu trzej panowie Christian Karlsson, Pontus Winnberg i Andrew Wyatt bardziej zadbali o muzykę niż efekty wizualne. Szkoda. Mogło być artystyczne stereo było tylko mono. Występ Szwedów był tajemniczy, wielkie maszyny obsługiwane na scenie przez trio w maskach wzbudzały respekt. Były i numery z nowej płyty wydanej w marcu 2012 roku: „Devil’s Work”, „Pretender”, „Paddling out” czy uspokajający „Bawarian #1”. Ostatnia płyta pokazuje, że Miike Snow nie są gwiazdą jednego numeru.
Na dobranoc na Cyan Stage pojawiło się kolejne trio, na których wielu czekało od momentu rozpoczęcia festiwalu – Magnetic Man. Solowe poczynania Skreama, Bengi i Arkworka pozwalały utwierdzić się w przekonaniu, że kolektyw tych producentów nie przejdzie bez echa na dubstepowej scenie muzycznej. Wydany nakładem Columbia Records w 2010 roku album „Magnetic Man” dotarł do piątego miejsca w UK TOP 40. W Krakowie nie było zaskoczenia. Od początku Magnetic Man prezentowali wysoki poziom muzycznego show, zarówno w sferze wizualnej jak i muzycznej. Utwory, które przyniosły producentom największą popularność – „I need air”, „Perfect Stranger” i „Getting nowhere”, nagranym zresztą wspólnie Johnym Legendem, wyzwalały jednoznaczną reakcję publiczności. Klasa sama w sobie! Tym samym Magnetic Man kończyli lineup na Cyan Stage.
Na Yellow Dome Stage podobnie jak dzień wcześniej królowali polscy wykonawcy – Viadrina, The Phantom, Bueno Bros i Pol_on. Nie ma się czego wstydzić poza granicami kraju. Nasz rodzimy towar z kraju znad Wisły pokazał co potrafi. Klubowe podrygi na Yellow Dome Stage, na której do końca bawili się licznie festiwalowicze zakończyły kolejną edycję festiwalu Selector, który mimo zagrożeń ze strony krakowskiego magistratu długo przed czerwcem (z powodu cięć budżetowych), odbył się ponownie w Krakowie.
Nic nowego w temacie organizacji. Alter Alt to spece w swoim fachu. Warto zwrócić uwagę również na wydarzenia około muzyczne, które wzbogacały program festiwalu jak park multimedialny z instalacjami dla małych i dużych. Oprócz tego można było odwiedzić część kinową, w której prezentowane były filmy krótkometrażowe z cyklu World Shorts i jednominutowe formy filmowe z festiwalu Theoneminutes. Choć frekwencja mogła niepokoić to podczas tej rangi imprezy chodzi o specyficzną, wyselekcjonowaną publiczność. Dla Alter Alt sprowadzenie mainstreamowej gwiazdy, która ściągnęła by do Krakowa tłumy to nie problem. To jednak zadanie dla innych markowych produktów spod szyldu agencji Alter Alt.
Tekst: Natalia 'Milk’ Wójcik


Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →