A po sobocie chodziliśmy na Sun/Day – relacja z Audioriver Festival 2019

1 484
Relacja
A po sobocie chodziliśmy na Sun/Day – relacja z Audioriver Festival 2019

Audioriver Festival 2019 to 30 tysięcy uczestników, nowe sceny, line-up naszpikowany gwiazdami oraz tradycyjny już sold-out. Coroczne święto muzyki elektronicznej w Płocku za nami. Przeczytajcie, jak było na tegorocznej edycji!

Audioriver Festival, czyli muzyka jest wszędzie

ZOBACZ – FOTORELACJA Z AUDIORIVER FESTIVAL – CZĘŚĆ I

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Wiele jest lokalizacji festiwalowych na świecie – od opuszczonych fabryk, przez hale targowe, a na ogromnych parkach kończąc. Mało gdzie można jednak spotkać taką atmosferę jak w Płocku, bo właściwie całe to miasto można uznać za jedno wielkie miejsce elektronicznej fiesty.

Muzykę słychać, widać i czuć było właściwie wszędzie, począwszy od czwartkowego wieczoru. Co bardziej wytrwali już wtedy atakowali Audiopole, bary przy Starym Rynku czy też rozpoczynali własne imprezy na polach namiotowych. Ten klimat jest dla mnie porównywalny jedynie z Amsterdam Dance Event, co już samo w sobie oddaje, jakim wydarzeniem jest Audioriver.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Formalnie rozpoczęliśmy od piątkowego popołudnia  – na Starym Rynku ruszyły targi muzyczne, na których odwiedzić można było m. in. stoiska Smolnej / Fest Festivalu, TAMY czy Instytutu. Gratka dla łowców gadżetów, a także możliwość zamienienia kilku zdań nt. jesiennego programu z przedstawicielami klubów.

W powietrzu wyczuwalny był coraz większy głód muzyki i gdy tylko Nowosad, a potem Vidno pojawili się na scenie, rynek wypełnił się festiwalowiczami. Zapału nie ostudziło pierwsze z kilku tego weekendu zerwanie chmury. Muzyczną ucztę czas było rozpocząć.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Udałem się zatem się ku bramom Audioriver Festival, gdzie zastałem już prawdziwe tłumy, co niestety wiązało się z długim oczekiwaniem na wejście. Kolejki były ogromne, na co na bieżąco zwracano uwagę m. in. na stronie wydarzenia. Być może wcześniejsze otwarcie punktu wymiany opasek trochę rozwiązałoby problem – nie da się jednak ukryć, że największa fala przybyłych przypadała właśnie na około godzinę 21-22 i poniekąd należało się tego spodziewać.

Audioriver Festival – co się zmieniło?

Audioriver Festival fot. Zofia Paśnik

Audioriver Festival fot. Zofia Paśnik

Po wejściu czym prędzej udałem się na tradycyjny obchód całego terenu, aby zapoznać się z tegorocznymi nowościami oraz zobaczyć jak bawi się festiwalowa brać. Pierwszy przystanek – Hybrid Tent i prawdopodobnie najlepszy od lat skład artystów.

Opis przebiegu wydarzeń na tej scenie pozostawiam specjalistom gatunku, znajdziecie go tu. Mogę jednak powiedzieć, że zabawa i energia robiła niesamowite wrażenie i śmiało można byłoby zrobić z Hybrid osobne wydarzenie.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

W okolicy natknąłem się na punkt z wcześniej ogłaszaną darmową wodą pitną, gdzie już gromadziły się kolejki, które tego wieczora tylko rosły. Wydaje mi się, że dostęp w stosunku do liczby uczestników był zdecydowanie zbyt ograniczony. Co więcej, wielu z nich po prostu nie umiało do niego trafić. Warto jednak docenić tę inicjatywę organizatorów – liczę, że od tej pory stanie się to na Audioriver Festival standardem.

Z festiwalowych nowości – na pewno strzałem w dziesiątkę okazała się scena Chillout, gdzie dźwięki bardziej kojącej elektroniki do rana wybrzmiewały z głośników. Bardzo dużym, pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie True Music Stage – kryty parkiet z świetnie umiejscowioną didżejką był niemałą konkurencją dla pozostałych scen.

Audioriver Festival – piątkowa mieszanka dźwięków

ZOBACZ – FOTORELACJA Z AUDIORIVER FESTIVAL – CZĘŚĆ II

Audioriver Festival fot. Zofia Paśnik

Audioriver Festival fot. Zofia Paśnik

Przechodząc już do tego, co interesowało nas wszystkich najbardziej, czyli do występów. Jedno trzeba jasno powiedzieć – wszyscy artyści „dali radę”. Dawno nie widziałem tylu różnych kombinacji topowych aktów wymienianych przez festiwalowiczów, co tylko dowodzi, że moja ocena także jest czysto subiektywna.

Rozpocząłem od Circus Tent i ARTBAT. Osobiście rekomendowałem występ chłopaków na naszym portalu jako obowiązkowy do zaliczenia i nie zawiodłem się. Artur i Batish nie wyróżniają się może niepowtarzalną techniką miksowania, ani zaskakującą selekcją, ale czy to ważne?

Ich rewelacyjne produkcje, takie jak Element, Apollo 11 czy remix Return To Oz wywoływały niesamowitą euforię u publiki i jak dla mnie zaprezentowali jeden z najlepszych setów wieczoru. Aż trudno uwierzyć, że Ukraińcy na poważnie produkują elektronikę dopiero od czterech lat, gdyż zdołali wypracować naprawdę unikatowy styl muzyczny.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

W międzyczasie zahaczyłem na chwilę o scenę True Music, gdzie publikę rozgrzewał GiGi. Oprócz niego tego weekendu na scenie pojawili się m. in. DUSS, Ricardo & Tenes, LuLu Malina czy projekt didżejski KAMP!Beskres.

Tym ostatnim personalnie mocno kibicuję, bo uważam, że wciąż mało mamy na scenie przedstawicieli tych bardziej melodyjnych dźwięków i fajnie, że mogłem je usłyszeć w tak dobrej formie. Wyłapałem wiele świetnych numerów, które z powodzeniem mogłyby się znaleźć w setach czołówki artystów z Afterlife.

Audioriver Festival – rodzima reprezentacja w formie

Niezależnie od gatunków, muszę przyznać jedno – reprezentanci naszej rodzimej sceny na Audioriver naprawdę nie odbiegali jakością zagranicznym artystom. Odczuwacie pustkę po Audio? Jedźcie na Wisłoujście!

Następnie przyszedł czas na występ Recondite wraz z Marcusem Worgullem. Uczciwie powiem, że o wiele bardziej trafia do mnie występ samego Lorenza w formule live. Zderzenie z nieco bardziej melancholijnymi dźwiękami rodem z labelu Innervisions nie do końca zdało tym razem egzamin, choć na parkiecie nie brakowało entuzjastów akurat takiej formy. Trochę większą uwagę poświęciłem zatem oprawie wizualnej Cyrku. Duże wrażenie robiły ekrany, które śledziły ruch didżejów, a także pokaz umiejętności kolektywu .wju. Jak zawsze na najwyższym poziomie!

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Zdecydowanie mniej czasu spędziłem tej nocy w odmienionym Kosmosie, natomiast zgodnie z oczekiwaniami zarówno SHDW & Obscure Shape, jak i FJAAK prezentowali to, co potrafią najlepiej. Swoją drogą, ciekawe są opinie o samej scenie – jedni docenili trzeszczący w rytm muzyki parkiet, drudzy trochę tęsknili za ciemnym, pełnym zaduchu żółtym namiotem.

Audioriver Festival – różne oblicze muzyki house

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Catz ‘n Dogz kolejny raz dowiedli, że na muzyce house znają się jak mało kto i właściwie całkowicie dali zapomnieć o nieobecnej The Black Madonna. Wojtek i Grzegorz stale pokazują, że są naszym świetnym towarem eksportowym i inwestycja paru godzin w ich set to zawsze gwarancja dobrej zabawy. Trochę ubożej niż w zeszłym roku wypadła wizualnie w moich oczach sama scena Burn, choć wystrzeliwane w kluczowych momentach potężne konfetti robiło wrażenie.

Closing należał tego poranka do Mall Graba, który zagrał zdecydowanie mocniej i szybciej niż dotychczas mnie przyzwyczaił, m. in. takimi produkcjami jak Sweetness czy Feel Good House. Nastawiałem się na nieco więcej utworów właśnie w takim klimacie, który zapamiętałem choćby z Festiwalu Tauron przed dwoma laty. Obiektywnie jednak patrząc – ostatecznie taka eklektyczna mieszanka techno i house była dobrym wyborem na tę porę.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Sporo czasu spędziłem na secie Enrico Sangiuliano w Cyrku – jak zawsze z dużą przyjemnością przysłuchiwałem się utworom z rewelacyjnego albumu Biomorph Włocha. Według mnie znalazł on w swojej twórczości złoty środek pomiędzy szybkimi, imprezowymi tonami Drumcode a bardziej wyrafinowaną linią melodyczną. Z wytęsknieniem oczekuję kolejnego releasu Enrico!

Świetny closing zaprezentował duet Blooma. Wydawnictwa Deasa i AGIMa m. in. w Suarze są potwierdzeniem ich dobrej formy i z wielkim zadowoleniem przyjąłem fakt, że to właśnie do nich należeć miał obowiązek zamknięcia cyrku. Setup wykorzystywany przez obu panów robi wrażenie, a każdy kolejny dźwięk był dla mnie dowodem na to, że znają oni swoje „zabawki” na wylot.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Miłą odmianą był dla mnie występ Monolinka wraz ze swoim zespołem – niesamowity talent posiada Niemiec, a jego muzyka była prawdziwym ukojeniem dla nerwów i dobrą okazją do małego odpoczynku.

Ten został jednak szybko zakończony przez set Dangera. Cała aparycja i moc, z jaką grał Francuz, wywarła na mnie chyba największe wrażenie spośród wszystkich występów. Miałem przez chwilę wrażenie, że celowo lub nie, ale głośniki umiejscowione na scenie Main za chwilę wręcz spadną komuś na głowę. Dźwięki rodem z gier komputerowych, którymi inspiruje się ten artysta były czymś zdecydowanie nieszablonowym, ale tworzyły świetną, spójną całość.

Audioriver Festival – faworyci nie zawodzą w sobotę

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Po zdecydowanie za krótkim czasie na sen i wysłuchaniu kilku ciekawych paneli na Audioriver Sobótka przyszedł czas na drugą rundę przeglądu muzycznego. A w nim –  m. in. świetny występ live Ae:thera. Artysta nie bez powodu przykuł uwagę tak potężnych labeli jak Afterlife czy Crosstown Rebels.

Takie utwory jak Raven czy remix All I Need To Get High, okraszone dodatkowymi efektami, idealnie trafiały w moje gusta muzyczne. Podczas krótkiej rozmowy z samym zainteresowanym dowiedziałem się, że borykał się on z niemałymi problemami zdrowotnymi i stresem – tym bardziej należą mu się brawa za to, co pokazał.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Jednym z highlightów weekendu był dla mnie występ Wilkinsona na Main Stage. Rewelacyjny, pełen energii live act wprowadził słuchaczy w taką ekstazę, że nie została ona zakłócona nawet przez ogromną ulewę. Od razu przypomniał mi się niemniej spektakularny występ duetu Sigma przed laty.

Audioriver Festival – zwycięzcy i pretendenci

Zwycięzcą sobotniego cyrku został dla mnie, może dość nieoczekiwanie, Oliver Huntemann. Popis najwyższej technicznej jakości, pełnego elegancji techno, przy którym następny w kolejce Kolsch wypadł dla mnie jedynie dobrze.

Reakcja na słynne Grey niemal uniosła namiot w powietrze, natomiast w najmniejszym stopniu nie zaskoczył mnie występ Duńczyka – bardzo podobny set słyszałem miesiąc temu na Awakenings.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Pozostałą część nocy postanowiłem spędzić tym razem lawirując pomiędzy Burnem a Kosmosem. W tym drugim ciężko mi kogoś wyróżnić – wszystkie występy były po prostu bardzo dobre. Najlepszym potwierdzeniem jest to, że przez całą noc mogłem bez problemu znaleźć swoich niektórych kompanów w dokładnie tym sam miejscu na parkiecie.

Na pewno w pamięci zapadł mi duet Abstract Division – panowie pokazali, że na scenie spędzili już trochę lat i przywołali garść zapomnianych już trochę utworów rodem z berlińskich parkietów. Za najmocniejszego zawodnika całej nocy zgodnie uznaliśmy z kolei Blawana.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Burn był tego dnia zdecydowanie mniej eklektyczny – była to jedna wielka podróż w melodyjnym, orientalnym wręcz klimacie, podkreślonym zwłaszcza przez mistrzów gatunku – Bedouin. Najlepiej bawiłem się na występie Olivera Koletzkiego, który po mistrzowsku zamknął tę część festiwalu, stawiając z kolei na nieco bardziej progresywny styl.

Ale trudno się dziwić. Szef wytwórni Stil Vor Talent ma do dyspozycji działa w postaci duetów Moonwalk, Township Rebellion czy Hidden Empire, których twórczość jest na najwyższym poziomie i wciąż nie otrzymuje w moim mniemaniu tyle uwagi, na ile zasługuje.

Sun/Day, czyli niepowtarzalna niedziela

A po sobocie poszliśmy na… Sun/Day. Zdecydowanie za mało uwagi poświęca się tej części festiwalu. Są na świecie eventy z silniejszym line-upem, potężniejszym nagłośnieniem czy lepszą produkcją. Tak bajkowej scenerii i klimatu nie widziałem jednak do tej pory nigdzie.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Nie samym aspektem wizualnym odznaczyła się ta niedziela. Dwie sceny, w tym jedna z drum and bass, pozwoliły kontynuować niezmordowanym festiwalowiczom zabawę. Świetnie wypadła w moich oczach ulubienica Damiana LazarusaBrina Knauss, która zdołała wpasować nieco mocniejsze dźwięki w iście sielankową atmosferę. Na występ samego Damiana czekałem chyba najbardziej.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Jak dobrze było go zobaczyć po rocznej nieobecności! Rewelacyjna selekcja, genialne tracki, tj. Skywalking Mathame czy też edit Depeche Mode Timo Maasa – Anglik czuje się w Płocku jak u siebie i stał się dla mnie nieodłączoną częścią festiwalu.

Koniec Audioriver Festival 2019 stał się jednocześnie początkiem odliczania do kolejnej edycji. Organizatorzy ustanowili event o światowej renomie, a każde kolejne zmiany wydają się być tylko na plus. Z wytęsknieniem czekamy zatem festiwalu w 2020, tym bardziej, że ma on się odbyć w jeszcze bardziej zmienionej formie. Ale o tym przekonamy się za rok.

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki

Na koniec – ogromne ukłony dla liderów w naszej aplikacji Tango. Ponad 200 tysięcy kroków – jak widać artyści Audioriver Festival nie dali za wiele okazji do odpoczynku!

Audioriver Festival - fot. Artur AEN Nowicki

Audioriver Festival – fot. Artur AEN Nowicki