Grupowe Zachwyty, czyli autorski ranking najlepszych polskich płyt z elektroniką

Materiały własne
News
Hubert Grupa

Ostrzeżenie jest już w tytule, niżej będzie argumentacja. Pełny subiektywizm, zero ogólników. Przed Wami autorski ranking polskich płyt wydanych w roku 2022. Dodajmy - płyt elektronicznych, choć jest to elektronika o dość sprecyzowanych ramach stylistycznych.

Nie da się ukryć – to był znakomity rok dla polskiej elektroniki. Wydaje się, że rodzime podwórko rośnie w siłę, zwłaszcza pod kątem wydawniczym. Krajowe labele chwalą się kolejnymi pozycjami w swoich katalogach, jednak to, co najważniejsze, ich poczynania spotykają się z aprobatą lokalnych i zagranicznych odbiorców, w tym mediów czy artystów. Dzieła rodaków i rodaczek podbijające rankingi Beatporta, listy Traxsource czy zestawienia Bandcampa to coraz częstszy i zawsze miły widok. Na tym kończą się obiektywne opinie w tym artykule.

Gdybym miał ograniczać się głównie do stricte klubowej estetyki to nie zliczyłbym ile EPek autorstwa polskich producentów czy producentek zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Niemal co miesiąc otrzymywaliśmy satysfakcjonujące wydawnictwo, które z powodzeniem hulało po krajowych i zagranicznych parkietach. Jednak z racji, iż jest to autorskie podsumowanie, skupię się na rzeczach mi najbliższych.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Kto dziś nagrywa/słucha/wydaje płyty?

A będą to rzeczy uwarunkowane dwoma czynnikami. Po pierwsze: albumy. Tak, nadal ich słucham i nadal doceniam ilość pracy włożonej w nagranie dłuższego materiału, wydanie go i co więcej, próbę zbudowania za jego pomocą większej całości, opartej na pewnym punkcie spójnym. Żeby nie było – szanuję EP-ki, słucham ich cały ogrom, lecz lwia część z nich nadal powstaje nie z zamysłu, by dać odbiorcy komplementarne wydawnictwo. Zdecydowanie częściej chodzi o wydanie za jednym zamachem paru utworów, które niekoniecznie muszą posiadać wspólny mianownik, a na tym mianowniku, jak mogliście przeczytać wyżej, bardzo mi zależy.

Wolniej

Drugi czynnik to estetyka i tutaj znów – nie jestem koneserem techno czy szeroko rozumianej muzyki basowej i nie uważam, że muszę być. Lubię, słucham, potrafię docenić. Jednak z racji, iż jest to autorskie podsumowanie, skupię się na tym, co mi najbliższe i w czym mam największe kompetencje, by należycie (d)oceniać twórców i twórczynie krążące wokół określonej stylistyki. Tym samym skupiłem się głównie na okolicach elektropopu, ciut wolniejszej odsłony muzyki house, disco czy trip-hopu.

W tym przedziale gatunkowym nie zabrakło nowości, lecz co najważniejsze, nie zabrakło powodów do zachwytów. Kto był autorem/autorką tych największych? Sprawdźcie poniżej. Kolejność przypadkowa.

Uwaga – na końcu wzmianek o każdej z płyt znajdziecie odtwarzacz Bandcampa, dzięki któremu z łatwością przeklikacie się do tego serwisu i będziecie mogli zakupić opisywany album z jak największą korzyścią dla jego autora/autorki. Tam, gdzie nie było to możliwe (album nie został umieszczony na Bandcamp), zastosowaliśmy rozwiązanie alternatywne.

Jazxing – Pearls Of The Baltic Sea

Jazxing – fot. Izabella Izes Sawicka

Nie będę ukrywać – jeśli chodzi o polskie płyty, Pearls Of The Baltic Sea jest dla mnie ścisłą czołówką. Trójmiejski duet Jazxing od lat rozpalał apetyt słuchaczy i w końcu go zaspokoił z nawiązką. Ich pierwszy w dorobku longplay to dopracowany, wysmakowany album o niebywałej spójności i charakterze, bez karkołomnej próby usilnego nacechowania go elementami polskiej duchologii. Zaryzykuję stwierdzenie, że Jazxing nadali swojemu albumowi autonomiczną osobowość – ten krążek wwierca się w tył głowy, skąd następnie rozpływa się po całym ciele falą przyjemnego ciała.

Jazxing – W Uścisku

Pearls Of The Baltic Sea to wspaniałe puszczenie oka w stronę estetyki lat 80. i 90., gdzieś na przecięciu popu i elektroniki, z pobłyskującymi tu i ówdzie refleksami jazzu, krautrocka i innych stylistyk. Jeśli nadal wspominacie Przelot Ptaków, to Jakub Sautycz i Mateusz Filipuk mają dla Was propozycję nie do odrzucenia.


Pepe. – Escapism

Pepe. – fot. Jakub Olachowski

Lata mijają a Piotr Rajski jest wierny swojej wizji elektroniki, w której wyraźnie słyszalne brytyjskie wpływy spotykają się z quasi-hip-hopową zajawką oraz instrumentalnym zacięciem. Escapism to wspaniały następca świetnie przyjętego Afterimages, ale – co więcej – także Gonna Be Fine Szatta. Skąd to skojarzenie? Właśnie stąd, iż Pepe. z niebywałą łatwością łączy elementy tanecznej elektroniki z miejskim, hip-hopowym vibem.

Pepe. – Siedem feat. Paulina Przybysz

Jednocześnie Rajski nie zapomina o tym, co najmocniej odciska ślad na pamięci słuchacza – o piosenkach. Wszystkie utwory, do których Pepe. zaprosił wokalistów i wokalistki (m.in. Paulinę Przybysz i Baascha), są diamentami w koronie jego tegorocznej płyty. Escapism jest albumem bogatym, dającym poczucie satysfakcji i nasycenia, który bez trudu mógłby wylądować w katalogu Brainfeedera.


Jaromir Kaminski – Polot

Jaromir Kaminski

Głównodowodzący Polena Recordings to uznana marka, po której nie sposób spodziewać się zawodów. Podobnie jest w przypadku najnowszego wydawnictwa Jaromira Kaminskiego zatytułowanego Polot. Niespieszny, płynący swoim tempem album zatacza szerokie kręgi wokół rozmiatych gatunków, lecz to, co jest tu ważniejsze od stylistyki, to klimat. Polot to odprężający soundtrack najgorętszych dni w roku, gdy udaje nam się znaleźć ulgę w zacienionym miejscu.

Jaromir Kaminski – Ukwial

Na krążku nie brakuje momentów, w których Jaromir skręca w stronę bardziej bitowej, soft trip-hopowej elektroniki, lecz brzmienie płyty nadal pozostaje jasne, słoneczne i przyjemne. Jeśli potrzebujecie trochę ciepła, by przetrwać najbliższe mroźne i szare tygodnie, to Polot jest najlepszym rozwiązaniem.


Pol Rax – Pol Rax 2000-2010

Można byłoby dyskutować czy ten album powinien znaleźć się w zestawieniu płytowym za rok 2022, lecz autor zestawienia jest tylko jeden, więc dyskusji nie będzie. “Dzieła zebrane” projektu Pol Rax, które pod tytułem Pol Rax (2000-2010) wydały wspólnie labele The Very Polish Cut OutsSuperkasety Records, stanowią pozycję, obok której nie da się przejść obojętnie. Jeśli kochacie syntezatorową elektronikę spod znaku Krystal Kleara, Prinsa Thomas aczy Todda Terje, to musicie znać ten album i go docenić.

Pol Rax – Dla Ciebie

W niedawnym wywiadzie, Maciej Zambon podkreślał jak niesamowite jest to, iż produkcje Pola Raxa w ogóle się nie zestarzały. Pójdę krok dalej – słuchając Rock Your Video czy Full Of Shame łapię się za głowę nie mogąc wyjść z podziwu nad tym, jak świeżo i znakomicie (pod kątem kompozycyjnym) brzmią te numery.


Dyyune – Wyydma

Michał Zakrzewski aka Dyyune

Wrocławski producent i DJ związany z The Very Polish Cut Outs nareszcie zdecydował się na nagranie autorskiego materiału, który znakomicie wpisał się w stylistykę wydającego go labelu. Co jednak warte zauważenia, Michał Zakrzewski nie skorzystał z klucza łatwych skojarzeń. Na swoim długogrającym debiucie, zamiast drogi na skróty Dyyune orbituje między wieloma gatunkami, a unoszący się nad wszystkim duch TVPCO pełni tu jedynie rolę skromnego wspólnego mianownika.

Dyyune – Czasu Coraz Mniej

W tym wypadku wokalne sample pochodzące z dawnym piosenek czy nagrań to tylko dodatek, który nie ma kluczowego wpływu na kształt płyty. Jest dla niej swego rodzaju “przyprawą”, a nie elementem determinującym charakter wydawnictwa. A wspomniany charakter jest co najmniej skomplikowany. Nie nastawiajcie się na easy-listening – Wyydma to album wymagający, lecz oferujący w zamian ogrom wrażeń. To krążek, który należy odtworzyć wielokrotnie, a i tak nie gwarantuje to wyłapania wszystkich smaczków. Może na tym polega jego fenomen? Każde spotkanie z materiałem przygotowanym przez Zakrzewskiego obfiituje w nowe doświadczenia – na Wyydmie dzieje się tak dużo, że nie sposób zaspokoić się jednorazowym seansem, za co autorowi należą się słowa uznania.


Tropiki – Panorama

Michał Urban aka Tropiki

Michał Urban konsekwentnie rozwija swój styl, który z biegiem czasu staje się coraz bardziej skonkretyzowany. Na minialbumie zatytułowanym Panorama, utalentowany producent zbiera wszystkie dotychczasowe zajawki i układa je z pewną dozą powściągliwości. Bo choć tegoroczne wydawnictwo Tropików mieni się wieloma gatunkowymi barwami, to jednak mocno oscyluje głównie wokół nu-disco i beatowej elektroniki.

Tropiki – Francuski Łącznik

Oczywiście nie brakuje momentów, w których Michał pozwala sobie na odrobinę szaleństwa i puszczenie wodzy fantazji – zabawa z tempem w numerze Podróż Powrotna czy acidowe muśnięcie w All Night dodają smaczku i tak już całkiem pysznej pozycji. Niewątpliwym atutem Panoramy są także remiksy – wszystkie trzy edity, których autorami są kolejno Jazxing, Patryk Niedziela i TVB zasługują na najwyższe uznanie. Tym samym jeszcze większy ukłon należy się samemu Michałowi Urbanowi za to, jak spójny, a jednocześnie ciekawy koncept udało mu się przygotować i wdrożyć w życie.


Das Komplex – Pillow Stories

Das Komplex – fot. Paulina Świnka

Nudne staje się to, że Marcin Łukaszewicz wciąż krąży wokół tych samych schematów. Nudne jest to, że nie przestaje znajdować sposobów na to, by łączyć je w taki sposób, by nudno nie było i by prezentować kolejne, znakomite wydawnictwa. Jednak tym razem Das Komplex nieco przyspiesza – Pillow Stories, jego tegoroczny album, eksploruje brzmienia bliższe syntezatorowemu disco house spod znaku Bjørna Torske czy wspomnianego już tutaj Prinsa Thomasa, któremu twórczość polskiego producenta szczególnie przypadła do gustu.

Das Komplex – By The Hand

Łukaszewicz zabiera nas na parkiet, na którym dzieją się cuda – każda z pozycji na Pillow Stories stanowi potężny oręż w dyskotekowym arsenale. Jednak spokojnie, nie wszystko naraz. Na krążku bez trudu znajdziecie idealne pozycje na warm-up, peak time i closing, lecz uważajcie – słuchając Pillow Stories nikt nie będzie nawet próbować zejść z parkietu.


Moogy Coast – Koherencja

Marcin Łukaszewicz aka Das Komplex aka Moogy Coast

I znowu on. Tym razem Marcin Łukaszewicz przyjmuje alias Moogy Coast, by zaproponować nam zgoła inne brzmienie niż to, które wylądowało na Pillow Stories. Owszem, nadal jest klimatycznie i “das komplexowo”, na swój sposób sensualnie i intymnie, lecz zdecydowanie bardziej lounge’owo.

Moogy Coast – Czasami Jestem Ciekaw

Łukaszewicz zbliansował parkietowy potencjał, a zamiast tanecznych szaleństw postanowił stworzyć materiał o przestrzennym i zarazem głębokim brzmieniu. Oczywiście nikt nikomu bawić się nie zabrania, a słuchając More czy Czasami Jestem Ciekaw trudno usiedzieć w miejscu. Jeśli miałbym jednak wskazać faworyta to padłoby na U&ME Outro Remix, kawałek ocierający się o przepięknie smutne, niespieszne italo. To ten utwór, który jeszcze zanim dobiegnie końca, to już macie ochotę go zapętlić wciskając przycisk “repeat”.


Skalpel – Origins

Skalpel - Fot. Bartosz Hołoszkiewicz
Skalpel – Fot. Bartosz Hołoszkiewicz

Na Origins Skalpel uprawiają dekonstrukcję doskonale znanych schematów, które z chirurgiczną precyzją rozkładają na części pierwsze, a następnie – dokładając aktualne fascynacje i mistrzowski warsztat producencki – składają na nowo, dając słuchaczom wydawnictwo błyskotliwe i niebywale satysfakcjonujące w odbiorze.

Skalpel – White Label

Marcin Cichy i Igor Pudło zgrabnie lawirują między własną core’ową twórczością (Past and Future, White Label, Fog), nawiązaniami do elektroniki przełomu lat 90./00. (Why Not Jungle, Form, Bass Tent) a współczesnymi dokonaniami takich postaci jak Floating Points, Joy Orbison, a nawet Burial (Night, Momentum, Drive). Skojarzenia są tu jednak zaledwie próbą wyznaczenia umownej ścieżki rozkodowania Origins, co ostatecznie… nie jest potrzebne. Wielkość tego albumu należy definiować poprzez misternie zbudowany i utrzymany od początku do końca klimat. Niezależnie od tego, na jakie gatunki trafimy po drodze i jakie inspiracje przyjdą nam na myśl, jedno jest najważniejsze – to wydawnictwo duetu Skalpel, co już po pierwszym odsłuchu staje się oczywiste i fascynujące zarazem.


Ania Leon – Łezki

Ania Leon - fot. Piotr Porębski
Ania Leon – fot. Piotr Porębski

Na koniec dwie nieoczywiste pozycje. Ania Leon jest tą artystką, która jedną nogą stoi na scenie alternatywno-popowej, lecz drugą pewnie wchodzi do zaciemnionego klubu, o czym wspominała w wywiadzie. Łezki, jej debiutancki album wydany nakładem Kayaxu, jest powiewem świeżości jeśli chodzi o krajowy elektropop i nie tylko. Niemal radiowa nośność materiału zderza się z jego klubowym DNA – Ania Leon i towarzyszący jej producenci nie zamierzali bawić się w kompromisy, czego efektem jest charakterna i złożona w swojej różnorodności płyta.

Ania Leon – Łezki

Pozwolę przypomnieć własne słowa napisane przy okazji wspomnianego już wywiadu z artystką:

Dlatego ogromnie doceniam takie zjawiska jak ta debiutancka płyta, która – choć wydana w czołowej, mainstreamowej wytwórni w kraju – nie startuje z pole position w wyścigu po sukces. Ba, zdaje się, że została wydana właśnie po to, by udowodnić, że własny charakter, jego pokazanie i kształtowanie się, są ważniejsze od sprawdzonego schematu, który na starcie daje większe szanse na powodzenie. (…) A to uznanie zwyczajnie się należy, bo połączyć na debiucie wczesną Banks, muśnięcie FKA Twigs i Kerelą z okresu Hallucinogen, a do tego napisać sobie mnóstwo chwytliwych piosenek, które następnie wrzuca się w estetykę Kelly Lee Owens to nie lada wyzwanie. Jeśli dodamy do tego wspominane przez nią w wywiadach inspiracje Jamesem Blakiem oraz – uwaga, spoiler – fascynację takimi twórcami sceny klubowej, jak Flume, Moderat czy Gesaffelstein, to wszystko zacznie układać nam się w spójną, arcyciekawą całość. Całość, którą by stworzyć i następnie przekonać do niej ludzi, trzeba mieć zajebistą konsekwencję, odwagę i prawdę.


Wishlake – Drowning

Wishlake – fot. Marek Zimakiewicz

Trudno powiedzieć, by ta płyta jednoznacznie wpisywała się w paradygmat muzyki elektronicznej, lecz skoro w jej obrębie zahaczamy o takich artystów jak RY X, Oneohtrix Point Never czy James Blake, to wypada docenić także Kamila Zawiślaka. Drowning to przejmujący (by nie napisać “żarliwy”, dla niektórych może przesadnie) album, na którym Wishlake nie narzuca sobie stylistycznych ograniczeń, lecz zgrabnie lawiruje po elektropopowej osi. A to raz bliżej mu do wspomnianego Jamesa Blake’a, a to innym razem do How To Dress Well czy Perfume Genius.

Wishlake – I Could Be Yours

Krążek utalentowanego wokalisty, instrumentalisty i kompozytora ma zdecydowanie nieszablonowy charakter – raz rozbuchany pop (kinematograficzno-orkiestrowe wtręty w MWLWIT czy też pompatyczne Beyond i I Could Be Yours), raz intymne Drowning (Wy też słyszycie echa Neon Indian?), raz radiowe Love War. Niezależnie od pomysłu na utwór, Wishlake daje się z siebie maksimum w zakresie samej produkcji, dbałości o harmonię i pełnych zaangażowania partii wokalnych.

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →