Unsound Festival 2022 – intensywna sobota [relacja]
Przedostatni dzień krakowskiego festiwalu Unsound obfitował w wiele występów zarówno artystów sceny eksperymentalnej i hip-hopowej, jak i eklektycznych scen klubowych.
RIPPLE – niespodzianki na before’a
Wieczór rozpoczął się od koncertu RIPPLE w Centrum Kongresowym ICE Kraków, gdzie czekały nas trzy premierowe koncerty.
Jako pierwszy zagrał włoski artysta Heith, który pojawił się na scenie w towarzystwie perkusisty Jacopo Battaglia z zespołu Zu oraz multiinstrumentalisty Leonardo Rubboli. Myślę, że gdyby Robert Piernikowski stworzył projekt postrockowy, to brzmiałby i wyglądał on podobnie. Muzyka, jaką zaprezentowało trio była niepokojącym, rytualistycznym i hipnotyzującym crossoverem ambientalnej elektroniki, industrialu i minimalistycznego rocka – jeśli pamiętacie polski Lonker See, doskonale wiecie, o co chodzi. To tak jakby 65daysofstatic tworzyli mroczniejsze i bardziej eksplorujące folk kawałki. Dodatkowego smaczku dodawały wizualizacje studia Declino. Po tak ciekawym występie czekamy na premierę płyty, która już niebawem ukaże się nakładem berlińskiego wydawnictwa PAN.
Kolejnym artystą na scenie był Robin Fox, wraz ze swoim minimalistycznym Tryptychem inspirowanym postacią pioniera sztuki laserowej Stanisława Ostoji-Kotkowskiego. Muzyka, która była dość prosta i surowa, nabrała jeszcze większego efektu dzięki fantastycznemu pokazowi zsynchronizowanych ze sobą projektorów RGB, które wręcz tańczyły (mówiąc żartobliwie „robiły fikołki”) do połamanych rytmów Foxa. Brzmienie przypominało mi występ Andy’ego Stotta na Unsound: Niespodziance w 2014, tylko właśnie te kolorowe gamy i przestrzenie, które kreowały lasery, zupełnie zmieniały percepcje słuchacza.
Wieczór w budynku krakowskiego Centrum Kongresowego zakończył najbardziej wyczekiwany występ projektu Osmium. Skład kwartetu był pełen gwiazd – począwszy od laureatki Oscara Hildur Guðnadóttir, zdobywcy Grammy Sama Slatera, Jamesa Ginzburga z industrialno-eksperymentalnego duetu Emptyset, kończąc na Rullym Shabarym, wokaliście indonezyjskiego zespołu Senyawa. Taka supergrupa musiała być pewniakiem tego line-upu – co mogło pójść nie tak? Myślę, że występ Osmium mógłbym spokojnie porównać do energii i surowości, jaką dało mi kiedyś Swans, jednak koncert trwał niewiele ponad… pół godziny, także czuję niedosyt.
Koniecznie sprawdź: Jeszcze więcej bassu. Środa na Unsound Festival 2022
SPLASH – to była noc Kode9
Następnie szybko udaliśmy się na Kamienną 12. To tam o 22 rozpoczynała się ostatnia duża impreza w ramach tegorocznego Unsoundu. Na dwóch scenach rozmieszczonych na terenie byłych magazynów, które niedawno ochrzczono jako „nowe Dolnych Młynów”, wystąpiło mnóstwo artystów reprezentujących przeróżne style – od hip-hopu po eksperymentalne techno, południowo-afrykańskie amapiona czy jungle. Mam wrażenie, że SPLASH było jednym z najbardziej obleganych wydarzeń tegorocznej edycji festiwalu przez polską publiczność, która na większości wydarzeń stanowiła zdecydowaną mniejszość. Noc zainaugurował 1988 ze składem TONFA, którzy mają za sobą fantastyczny sezon pełen koncertów na największych polskich festiwalach m.in. pod egidą projektu Ruleta. Następnie wystąpiła popularna ukraińska raperka Alyona Alyona i to właśnie wtedy teren Kamiennej wypełnił się po brzegi festiwalowiczami.
Bohaterem wieczoru bez wątpienia został Kode9. Szkocki producent i założyciel sztandarowej oficyny Hyperdub wystąpił dwa razy – na początku zaprezentował publiczności swój najnowszy projekt Escapology, o którym pisaliśmy kilka miesięcy temu. O ile byłem sceptyczny co do tego materiału po jego odsłuchu, tak na żywo prezentował się fantastycznie, jakby artysta jeszcze dodał pazura do swoich nowych kawałków. Oczywiście robotę robiły wyjątkowe wizualizacje nawiązujące do konceptu inspirowanego gatunkiem sonic fiction.
Kode9 ponownie pojawił się na scenie niespełna 2 godziny później w towarzystwie Tima Reapera, z którym zaraz po tanecznym, eklektycznym występie DJ Narciso zaprezentowali kapitalny junglowy set, który przypomniał mi złote czasy spędzone w katowickim inq. Pod sceną doszło nawet do… pogo.
Koniec imprezy należał do mocnego seta Nkisi oraz troszeczkę lżejszego i bardziej eklektycznego występu OK Williams. I tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy sezon festiwalowy.