Modifer: „Wiele osób aktywnych na scenie, nie chce głośno mówić, co myśli” [wywiad]

Wywiad
Modifer

O śmiałości Oscara Mulero i DVS1, wpływie social mediów na współczesne kariery, przerwanym "najmocniejszym sezonie". O tym, dlaczego postrzegany jest jako internetowy hejter, brzmieniu współczesnego techno, lewiatanie parytetu czy szansach Jana Błachowicza na zostanie mistrzem UFC. Zapraszamy na obszerny wywiad z Modiferem, głową kolektywu Module, jednym z najbardziej aktywnych i niebojących się kontrowersji artystów polskiej sceny techno.

Niejedno widział, z niejednego pieca chleb jadł. Paweł Ławniczak, jeden z najbardziej charyzmatycznych polskich artystów sceny techno, którego mniej lub bardziej możecie kojarzyć z imprez organizowanych przez autorski kolektyw Module, tudzież… internetową aktywnością, której w żaden sposób się nie wypiera.

Na scenie obecny od ponad dekady, współtwórca wielu projektów, w tym dobrze znany scenie duet The Effaith, który wraz z Michałem Aleksiewiczem (Szmer) rozsławił się na klubowych parkietach za sprawą wydawanych produkcji czy niezapomnianych imprez organizowanych w całym kraju. Szczery, niebojący się kontrowersji. Zapraszamy do lektury.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Fot. Wake&Rave

Modifer: „Muzyka i praca to dla mnie dwa osobne światy” – wywiad

Damian Badziąg: Czym na co dzień zajmuje się Paweł Ławniczak, gdy akurat nie działa pod aliasem Modifer?

Modifer: Na co dzień pomagam małym i średnim przedsiębiorstwom w kwestiach związanych z szeroko pojętymi projektami marketingowymi i informatycznymi. Otwarcie swojej działalności 4 lata temu było w pewnym sensie punktem zwrotnym w moim życiu, bo wtedy tak naprawdę musiałem podjąć decyzję, że nigdy nie zajmę się muzyką na pełen etat. Stąd też tak mało czasu poświęcam na pracę w studiu. Doba jest niestety za krótka. W wolnym czasie lubię się odprężać przy dobrej grze na konsoli czy po prostu słucham muzyki. Od paru lat jestem też wkręcony w sporty walki, głównie muay thai, a od niedawna w MMA. Polecam każdemu po ciężkim dniu.

Rozpoczęcie własnej działalności zbiegło się z zakończeniem Twojej kariery redaktorskiej, którą miałeś okazję przez pewien czas prowadzić m.in. na – nomem omen – Muno.pl. To właśnie w 2016 roku został opublikowany Twój ostatni wywiad, który przeprowadziłeś z Oxią.

Modifer: Nie nazwałbym tego też karierą, raczej epizodem. Miałem czasem okazję recenzować wydawnictwa z polskiego podwórka czy przeprowadzić kilka fajnych wywiadów – które w sumie spotkały się z bardzo dobrym feedbackiem, dlatego z chęcią jeszcze do tego wrócę, mam nawet na oku kilku artystów.

Zdarzyło się również, że przy okazji przeprowadzonego wywiadu supportowałeś danego artystę na organizowanej przez siebie imprezie. Którego z rozmówców najmilej wspominasz?

Modifer: Taki był też zamysł, aby publika mogła poznać artystę trochę z innej strony i usłyszeć go niedługo po wywiadzie, przy okazji fajnie napędza to promocję imprezy. Miło wspominam w sumie każdego z rozmówców, ale chyba najlepiej wyszedł wywiad z Oxią.

Modifer

Fot. Plawskiphoto / Mateusz Pławski

Modifer. O śmiałości DVS1 i Oscara Mulero

Z którym artystą najbardziej chciałbyś przeprowadzić wywiad i dlaczego?

Modifer: DVS1, bez dwóch zdań. Zak sporo wypowiada się na temat sceny, często bardzo obszernie i głośno mówi o tematach, których nie chcą podejmować inni artyści z obawy o swój dobry PR. Sam kiedyś zaznaczył, że dzięki swojej pozycji na scenie ma taką możliwość i nie boi się jej użyć.

Zapytałem o to nie przez przypadek. Na swoich social mediach kilkukrotnie udostępniłeś publikacje prasowe dotyczące spraw bieżących, o których zawsze chętnie wypowiada się właśnie DVS1. Drugim i chyba najbliższym Tobie producentem, którego muzyką chętnie się dzielisz i umieszczasz praktycznie za każdym razem w swoich setach, jest nie kto inny, jak Oscar Mulero. Skąd ta śmiałość do Hiszpana?

Modifer: To prawda, nie sposób się nie zgadzać z poglądami Zaka. To człowiek o wielkiej wiedzy popartej latami spędzonymi na budowaniu sceny. Podobnie zresztą jak Dave Clarke, który ostatnio też stał się mocno aktywny. Warto zwrócić uwagę na to, co obaj panowie mają do powiedzenia.

Oscar Mulero jest dla mnie jednym z tych artystów, z którego twórczością nie rozstaję się w zasadzie od początku mojej przygody z muzyką techno, czyli jakieś 13 lat. Jest genialnym DJem, świetnym producentem, który sięga po wielu zakątkach elektroniki. Od zawsze miał ogromny wpływ na mój gust i styl.

Modifer. Vertical Spectrum – hiszpański temperament z rodzimego podwórka

Na rodzimym podwórku mamy w pewnym sensie swojego Oscara Mulero, który nie wiedzieć czemu, nie odgrywa tak znaczącej roli, jak mogłoby się wydawać, chociażby przez pryzmat wydawanych publikacji w Pole Group, labelu należącym do Hiszpana. Zapewne wiesz o kim mówię?

Modifer: Porównanie do Oscara Mulero nie jest do końca trafione, ale tak, wiem o kim mowa. Vertical Spectrum to świetny producent o iście hiszpańskim temperamencie, którego produkcje gram bardzo często. Docenił go również zachodni rynek, co widać po dyskografii. Osobiście dobrze się znamy. Kamil gościł już dwukrotnie na naszych eventach i z pewnością zaprosimy go jeszcze nie raz. Jako artysta skupia się tylko i wyłącznie na muzyce, a w czasach Instagrama i bylejakości, nie gra ona niestety już tak ważnej roli. Wśród promotorów też często mówi się, że nie da się w Polsce zrobić imprezy sygnowanej Pole Group nie wtapiając przy tym sporej ilości kasy i chyba coś w tym jest. Gusta mainstremowej publiki zmierzają od paru lat w zupełnie inną stronę.

HEX Transmission #036 – Vertical Spectrum
 

Modifer. Social media – siła napędowa współczesnych artystów

Czy fakt dość sporej anonimowości w social mediach może robić za jeden z czynników marginalizujący dokonania produkcyjne Kamila w Polsce, gdy weźmie się pod uwagę ilość jego występów w naszym kraju? Masa producentów marzy o tym, by móc wydawać swoje produkcje w Pole Group. Na światowej scenie nie brak artystów, którzy „nie świecą” na co dzień swoja twarzą na Facebooku, a jednak ich rola nie odbiega znacząco od tych, którzy nie kryją się ze swoją prywatnością.

Modifer: Wydaje mi się, że jest to chyba dużo bardziej złożona kwestia, a na sukces w tej grze składa się wiele czynników. Nie da się ukryć, że media społecznościowe mają ogromny wpływ na rozwój kariery, a artystów, o których mówisz, można policzyć na palcach jednej ręki i to tylko dlatego, że stoi za nimi ogromny wkład w scenę i po wielu latach ciężkiej pracy osiągnęli status niemal legendy jak np. Regis czy Surgeon. Wielu natomiast bardzo szybko weryfikowała rzeczywistość. Ø [Phase] i Ansome deklarowali, że znikają z Facebooka. Sleeparchive rezygnował kilkukrotnie, a James Ruskin po prostu skasował swój profil.

Wszyscy jednak finalnie wrócili, co tylko udowadnia, jak dużą siłę mają social media. Dla jednych artystów to po prostu kanał komunikacji z fanami, a dla innych miejsce do kreowania rzeczywistości wokół siebie. Z jednej strony mamy niedocenionych, świetnych artystów i producentów, a z drugiej charyzmatyczne średniaki, spędzające dziesiątki godzin na nagrywaniu Instastories. Takie czasy.

Ramówka Module

Modifer. Mocny kop w twarz

Niedługo przed pandemią miały odbyć się głośne imprezy Twojego kolektywu – Module: z Somewhenem w Ciele oraz P.E.A.R.L i Scalameriyą w 999. Co prawda, pierwsza z nich ma termin, ale czy się odbędzie? Trudno przewidzieć. W obliczu wielu niewiadomych, a zwłaszcza tego, kiedy kluby będą mogły w pełni legalnie organizować imprezy, pewnie nasuwa Ci się na myśl wiele kwestii związanych z naszą sceną. Tym bardziej w obliczu eventów, które pomimo nałożonych limitów, i tak odbywają się w klubach. 

Modifer: Nadejście pandemii w pierwszej chwili zadziałało na mnie trochę jak mocny kop na twarz. Dużo z Kamilem i ekipami zaprzyjaźnionych klubów pracowaliśmy nad sezonem 2020. Można w sumie powiedzieć, że w cały proces zaangażowanych było co najmniej kilka osób aby dograć artystów, pasujące daty, design grafik czy loty. Bycie promotorem to wbrew pozorom dość angażujące zajęcie, a tegoroczny kalendarz był pod tym kątem bardzo wymagający, tym bardziej, że nawet nie zdążyliśmy ogłosić wszystkich zaplanowanych wydarzeń.

Frustracja była o tyle mocna, że nie tak dawno musieliśmy odwołać pierwszą imprezą ze Scalameriyą i liczyliśmy na mocną powtórkę. Z perspektywy DJa w sumie było podobnie, bo szykował mi się chyba najmocniejszy dotąd sezon i występy na Revive Festival, Smolna z Dax J czy wizyta w Sfinks700. Niemniej w życiu staram się być optymistą i zawsze szukać tych pozytywnych aspektów. Koniec końców, w zasadzie wszystkie wydarzenia mają już nowe daty, łącznie z eventami Module, które wkrótce zaczniemy ogłaszać. Przez lockdown miałem chwilę, aby odpocząć od imprez i przekalkulować życiowe wartości, chcąc czy nie chcąc zrobił tak chyba każdy i wyciągnął z tego jakieś wnioski dla siebie.

Skupiłem się przede wszystkim na pracy i bliskich, sporo czasu, którego zawsze mi brakowało, postanowiłem też poświecić na produkcję. Co do samej sceny, to wydaje mi się, że wydarzyło się dość sporo, imprezy przeniosły się do Internetu, cześć artystów wykorzystała ten czas w studio, a inni na głośniejszym krzyczeniu o atencje w social mediach, kluby walczą o przetrwanie, a ludzie zaczęli zajmować się istotniejszymi rzeczami niż to, gdzie pójdą w melanż w weekend. Mam w sumie nadzieję, że po tym wszystkim biznes zje swój ogon i będziemy bardziej doceniać miejscówki i artystów z pasją i nikt nie będzie oczekiwał headlinera za kilka tysięcy euro aby łaskawie przyjść do klubu, a z drugiej jaki klub będzie na to stać?

Fot. Plawskiphoto / Mateusz Pławski

Modifer. Branża muzyczna a finanse w czasie pandemii

Masz nadzieję, ale czy faktycznie i obiektywnie będzie to miało realne odzwierciedlenie w poczynaniach klubów, agencji czy promotorów? Wielokrotnie czytałem wypowiedzi ludzi z branży, którzy mówili, że ta bańka kiedyś pęknie i jeśli sytuacja z pandemią nie była znakiem ostrzegawczym, to co w takim razie mogłoby nim być?

Modifer: W zasadzie nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja jest mocno dynamiczna i chyba nikt na ten moment nie wie co wydarzy się jutro. Kluby i promotorzy ogłaszają już wrześniowe eventy, ale tak naprawdę nikt nie ma 100% pewności, że się odbędą. Kalkulując tak zupełnie na chłodno – branża bardzo mocno ucierpiała finansowo, więc mało kto w takiej sytuacji pozwoli sobie na ryzyko organizowania nowych, kosztownych i dużych wydarzeń, co może dać pole do organizacji mniejszych, ale dopracowanych pod kątem oprawy i dźwięku eventów klubom i promotorom. Jeśli jesteśmy już przy finansach, to nie oszukujmy się, prócz samej organizacji i kosztów sprzętu, to spory kawałek stanowią headlinerzy i tutaj też zaczną się oszczędności. Fajnie gdyby to przełożyło się na możliwość pokazania się mniej znanym artystom z naszego podwórka czy zza granicy.

Efektem domina mniejsza ilość requestów tych drugich może odbić się na spadek stawek. Kolejna sprawa to wyposzczona publika, która tłumnie ruszy do klubów. Ostatnie, co można zauważyć już na zachodzie, to powrót undergroundu, nielegali i inicjatyw pozaklubowych, przyciągających raczej bardziej świadomą publikę. Oczywiście jest to raczej utopijna wizja, a każdy z tych punktów ma swoje negatywne skrajności. Hegemoni dalej mogą utrzymać swoją pozycję bez obawy o straty finansowe. Skrajne oszczędności spowodują obstawiane line upów ziomkami za trzy piwka i dojazd, a ludzie jednak postanowią zostać w domu w obawie o drugą falę zarażeń. Czas pokaże.

Modifer. Aktywność internetowa

Wiele aspektów z życia klubowo-rozrywkowego (ale i nie tylko), o których wspominasz, niejednokrotnie przewijało się na Twoim Facebooku. Idzie zaobserwować Twoją wzmożoną aktywność pod wieloma dyskusjami, często przypominające walkę z wiatrakami. Nie da się ukryć, że na tym polu stałeś się w pewnym sensie mężem opatrznościowym sceny i… hejterem, bo i takie sformułowania zapewne do Ciebie trafiały. Lubisz dorzucić do pieca, prawda?

Modifer: Czułem, że takie pytanie wisi w powietrzu. Możesz mi wierzyć, że kiedy się jeszcze nie znaliśmy, byłem dużo bardziej aktywny. Z perspektywy czasu uważam, że nie było to najlepsze rozwiązanie, przez co zraziłem do siebie niektóre osoby. Nie każdy w końcu musi podzielać takie same poglądy czy znosić sarkazm i cięty język. Obecnie, kiedy już wdaje się w jakąś dyskusję na polu muzycznym, to mimo wszystko stawiam na rzeczową rozmowę. Co do hejtera, to jest to dość zabawna kwestia. Faktycznie, już kilka razy zdarzyło mi się, że jadąc gdzieś grać, zanim się z kimś spotkałem, to znał mnie już z Internetu. Praktycznie w każdym takim przypadku okazywało się, że w wielu kwestiach mamy bardzo podobne zdanie.

Niestety, wiele osób aktywnych na scenie nie chce głośno mówić co myśli i woli przemilczeć czy przymknąć oko na wiele rzeczy z uwagi na „dobry PR” czy relacje czysto biznesowe, które jak by nie patrzeć, są kluczowe jeśli chcesz związać swoje utrzymanie z tej branży. Znam też takich, którzy powiedzieli za dużo, co też nie jest dobre. U mnie muzyka i praca to dwa osobne światy, więc mogę na wszystko patrzeć z większym dystansem. Koniec końców staram się otaczać fajnymi ludźmi o podobnych poglądach, przy tym odcinać fałszywe znajomości i chyba póki co, mi to wychodzi. Wbrew pozorom, to tych drugich osób, wydaje się być więcej na naszym podwórku.

Abaddon Podcast 124 X Modifer

Modifer. Renesans szybkiego techno

Na scenie jesteś od ponad dekady. Swoje przeżyłeś i doświadczyłeś. Na bieżąco obserwujesz poczynania i drogę jaką przechodzi muzyka i scena techno. Włącznie ze zmieniającymi się trendami, upodobaniami czy stylami, których twist implikowany w produkcje jeszcze nigdy nie był na tak złożonym poziomie, jak obecnie. Sam jesteś producentem, więc wiesz o czym mówię. Ile Twoim zdaniem jest obecnie techno w techno?

Modifer: Z techno jest trochę jak z modą i lubi zatoczyć koło. Obecnie możemy doświadczyć powrotu szybkiego grania, które królowało na parkietach z początkiem lat 2000. Nie sposób w obecnych produkcjach nie wyczuć inspiracji hard trance, hard techno czy nawet jumpstyle, okraszonych melodyjnymi, często kiczowatymi breakdownami, a wielu DJów i DJek również chętniej sięga po produkcje z tamtych lat. Subiektywnie, nie mogę powiedzieć, że podoba mi się ten styl, łącznie z wrzucaniem wszystkiego do jednego worka pod nazwą techno. Pewnie takie samo zdanie podzielą ci, którzy już to przerabiali i wyrośli z tamtych lat.

Trzeba mieć jednak świadomość, że osoby urodzone w latach 80. to obecnie promil publiki, która się po prostu przetasowała. Stara gwardia po kilkunastu latach melanżów zajmuje się teraz pracą i rodziną, a młodsze pokolenie nie miało okazji zetknąć się z klimatem tamtych czasów, a spora część z nich dopiero rozpoczyna swoją przygodę w klubowym środowisku. Niewątpliwie taka prosta i melodyjna forma muzyki idealnie wpasowuje się w młode gusta. Wielu topowych artystów jak np. Shlomo, jest tego świadomych i aby trafić do większego grona odbiorców wybiera taki, a nie inny styl. Mimo to muzyka elektroniczna przechodzi obecnie prawdziwy rozkwit i jeśli ktoś pokopie głębiej, nie ograniczając się do mainstreamu czy popularnych kanałów na Youtube, to znajdzie naprawdę ogrom dobrych wydawnictw. Wystarczy spojrzeć na takich producentów jak Eric Fetcher, Benales, Orbe czy ostatnie poczynania chłopaków z rodzimego podwórka, Szmera i Michała Jabłońskiego.

Suburban Mix 105 – The Effaith

Modifer. The Effaith i Module

Ze Szmerem współtworzyłeś duet The Effaith. Zdążyliście wydać EPki: Circus w hiszpańskim labetu Induxtriall Records czy Klapz w rodzimym DRVMS, należącym do Concept of Thrilla. Niedługo po tym Wasze drogi z Michałem się rozeszły i każdy rozpoczął solową działalność. Michał od razu postawił na produkcję. Ty, jak stwierdziłeś,  dopiero niedawno ruszyłeś w tym kierunku. Dlaczego podobnie jak Szmer nie chciałeś iść za ciosem i po pierwszych produkcjach stworzyć kolejne, tym razem jako Modifer?

Modifer: Z Michałem tworzyliśmy ten projekt przeszło 5 lat, ale zanim się poznaliśmy, miałem już trochę doświadczenia w kwestiach organizacyjno-promotorskich na koncie jeszcze z czasów działalności w PHATT Sounds z Tomkiem Gudowskim, a następnie z chłopakami z The Same, kiedy próbowaliśmy reaktywować label w 2011 roku. To zawsze takie projekty napędzały mnie to działania i sprawiały największą frajdę. Ze wszystkich aktywności to jednak produkcja muzyki była zawsze gdzieś na dole listy w przeciwieństwie do Michała, który mógłby godzinami przesiadywać w studiu. W tej kwestii to on był motorem napędowym wydawnictw The Effaith i on odpowiadał w głównej mierze za kwestie techniczne tamtych utworów. Kiedy dołączyliśmy do Module, ja miałem ponownie pole do działań promotorskich, gdzie działaliśmy głównie z Capo i po pewnym czasie zdaliśmy sobie sprawie, że wspólna wizja projektu zaczyna się rozjeżdżać, bo każdy miał inny pomysł na siebie. Michał postawił na solowe wydawnictwa, a ja na projekt Module.

Module – projekt na chwilę obecną Tobie najbliższy, w którym pokładasz sporego pokładu nadzieje. Na przestrzeni lat zaprosiliście wielu artystów o uznanej marce, a znając Wasz zmysł i preferencje muzyczne, lista potencjalnych bookingów jest bardzo długa. Wystarczy przytoczyć przykład Scalameryi, który miał wystąpić u Waszego boku drugi raz. Ponownie w 999.

Modifer: Lista jest o tyle długa, że praktycznie nigdy nie zapraszamy dwa razy tego samego artysty zza granicy na nasze eventy. Scalameriya to super gość, polubiliśmy się od razu podczas pierwszej wizyty w klubie 999, która została przerwana niespodziewanie przez zalanie klubu w trakcie jego występu. Czuliśmy straszny niedosyt, bo już od pierwszych minut jego seta wiedzieliśmy, że to jest to. Chcieliśmy jak najszybciej zrekompensować to klubowiczom, niestety tym razem plany pokrzyżowała nam pandemia. Trzecie podejście jest tylko kwestią czasu. Niemniej, bardzo się cieszę, że dzięki nam udało się ściągnąć tak wiele postaci, tym bardziej, że sporo z nich świętowało u nas swoje debiuty jak chociażby UVB, P.E.A.R.L, Setaoc Mass, Remco Beekwilder czy ostatnio D.Dan. Zależy nam, aby wizja projektu była spójna od samego początku, a artyści prezentowali odpowiednią jakość, a nie pojawiali się na naszych eventach w wyniku mody czy hype’u.

Modifer – Fot. Helena Majewska

Modifer. Pierwsza impreza po lockdownie

Długo wzbraniałeś się z pomysłem organizacji imprezy po przerwie spowodowanej pandemią?

Modifer: W przypadku odwołanych wydarzeń nie było za bardzo czasu na rozważania. Mieliśmy świadomość, że kalendarze wszystkich klubów planowane są na długo do przodu. Wydarzenia wiosenne zostaną przesunięte na jesień, a ilość weekendów niestety magicznie nie wzrośnie. Podobnie zresztą w przypadku artystów. Trzeba było działać szybko, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku, a mimo to dalej nie mamy pewności czy to się uda. Pandemia ciągle trwa i wszyscy muszą sobie jakoś radzić. Zaczęliśmy dopiero niedawno spontanicznym, kameralnym eventem w Katowicach. Mam jednak wrażenie , że nie wszyscy mają świadomość ryzyka, czego najlepszym przykład mieliśmy niedawno w Gdyni. Niestety, takie działania szkodzą całej branży i z pewnością nie pomogą w luzowaniu obostrzeń. Z perspektywy klubowicza natomiast, jeśli już bierzesz udział w jakimś wydarzeniu, to musisz brać takie ryzyko na klatę.

Brałeś pod uwagę ewentualny scenariusz podobnej sytuacji z Big Boat na Twojej imprezie? Wyraźnie widać, że nie da się wszystkiego skontrolować w stu procentach. Najnowsze wytyczne co do obostrzeń ponownie nie mówią nic o klubach i koncertach, ale gdy w świat idzie informacja o zarażonych w trakcie imprezy, to jest się czemu dziwić?

Modifer: Oczywiście, za każdym razem niezależnie od tego czy akurat odpowiadam za organizację czy występuję. Na barkach organizatora spoczywa ewentualna odpowiedzialność i na końcu to on odpowiada przed swoim sumieniem czy nie sprzedał zbyt dużej ilości biletów, czy miejscówka nie była zbyt mała aby tych ludzi pomieścić, tym bardziej jeśli nie łamie prawa. Nie oszukujmy się, ale poza social distancing, wszystkie inne kwestie sanitarne jak maseczki czy dezynfekcja rąk na imprezie to mit.

Guest Mix 160: Modifer

Modifer. Parytety i równouprawnienie

O, widzisz, mity. Dobrze ze o nich wspominasz. W lutym tego roku pod jednym z artykułów autorstwa Pawła Klimczaka z poptown.eu rozpętała się prawdziwa burza. Zdaniem autora powstało wiele „mitów, uprzedzeń i zwykłego jadu”, które kładą cień na równouprawnienie kobiet w świecie muzyki elektronicznej. A wszystko w obliczu ogłoszonego line-upu poznańskiej Tamy, która wg autora na marcowe wydarzenia nie uwzględniła żadnej przedstawicielki płci pięknej w swoich wydarzeniach(co z resztą okazało się nieprawdą – patrząc choćby na pierwszą z brzegu datę 14.03 Anja Schneider i Joana).

Modifer: Faktycznie, wpis Pawła wywołał burzliwą dyskusję. O ile problem dyskryminacji kobiet istnieje i nazwanie go mitem byłoby skandalicznym nadużyciem, tak nie potrafię zrozumieć idei wymuszania i narzucania komuś swoich poglądów i zasad w imię równouprawnienia. Taka metoda na pewno nie pomaga samym zainteresowanym. Uważam, że artykuł był niesprawiedliwy w kontekście właścicieli poznańskiego klubu, którzy niejednokrotnie podkreślali rolę kobiet na scenie.

Jak uważasz, skoro większość głosów pod artykułem (tych nieskasowanych) nie poparła autora, to „lewiatan parytetu pożerający polskie techno” faktycznie ma racje bytu?

Modifer: Klub odniósł się, ale nie pamiętam czy oficjalnie. Na pewno osoby odpowiedzialne za Tamę brały udział w dyskusji i wyraziły swoją opinię na ten temat. Jak dla mnie to mocno naciągana metafora i wątpię czy jakikolwiek promotor kieruje się wyborem artysty poprzez płeć, no może poza imprezami ze stricke kobiecymi line-upami. Mimo wszystko uważam, że to świetna inicjatywa i bardzo się cieszę, że kobiety, które są w zdecydowanej mniejszości na scenie, są w taki sposób wspierane. Ważne jednak by wychodziło to w sposób naturalny, wspólny, a nie przez narzucane z góry decyzję czy presję.

Modifer. MMA i Jan Błachowicz

Wspomniałeś na samym początku o nowym zainteresowaniu – MMA. Czemu akurat mieszane sztuki walki?

Modifer: To akurat nie do końca moja decyzja. W moim w mieście nie ma zbyt dużo klubów, a ten w którym trenowałem do tej pory zakończył działalność. Postanowiłem, że spróbuję swoich sił w nowej formule. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się jakim wyzwaniem będą zapasy i mata, szczególnie kiedy w życiu się tego nie robiło, a zaczyna po 30-ce. Mimo wszystko, wracam obolały po każdym wtorkowym treningu z uśmiechem na gębie i wyczekuję tych w stójce. Polecam każdemu, świetny sport.

Jak myślisz, Jan Błachowicz będzie pierwszym mistrzem UFC? Czy aż tak bardzo nie siedzisz w MMA? Obecny mistrz, Jon Jones, sam do końca nie wie czego chce, co może trochę irytować naszego rodaka.

Modifer: Mam taką nadzieję, kibicuje mu od początku, ale zwycięstwo z Jonesem nie będzie łatwe, o ile dostanie tę walkę. Jones kombinuje, bo walczy o podwyżkę, ale też doskonale widzi co dzieje się w dywizji i mimo wszystko nie chciał by oddać pasa, a co raz więcej wskazuje na to, że przy kolejnej walce tak się może stać.

Życzę Tobie byś i Ty mógł podjąć rękawice o pas mistrzowski. A w czym to już wybierz sam. Dziękuję, Paweł, za wyczerpującą rozmowę!

Modifer: Dzięki, mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca haha!

Zdjęcie główne: Nowotniak

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →