VTSS: Zdecydowanie czuję, jak wszystko się zmienia – wywiad

1 466
Wywiad
VTSS: Zdecydowanie czuję, jak wszystko się zmienia – wywiad

Tuż przed premierą nowej EP-ki na Repitch Recordings, rozmawiamy z VTSS o jej początkach w słuchaniu elektroniki, pracy nad stworzeniem unikalnego stylu grania, występach w Azji, diggingu, reakcjach słuchaczy i dyplomie z realizacji dźwięku.

VTSS, czyli Martyna Maja konsekwentnie rozwija się, nagrywając nowe płyty i podcasty, jej talent i praca dynamicznie popychają jej karierę do przodu. Rezydentka warszawskiego klubu Jasna 1 i członkini ekipy Brutażu występuje obecnie na scenach klubowych i festiwalowych całego świata.

Nagrała ostatnio świetny podcast dla magazynu Crack, a wcześniej iD oraz Reclaim Your City. Słynne Repitch Recordings opublikował jej najnowszą EP-kę, z której to utwór Devil May Care był wczorajszą premierą brytyjskiego Mixmaga.

VTSS – wywiad dla muno.pl

Artur Wojtczak: Oglądając Twój występ na londyńskiej edycji Boiler Roomu pomyślałem, że stoisz dosłownie o krok od osiągnięcia czegoś naprawdę wielkiego… Masz poczucie, że 2019 to rok wielkiego przełomu w Twojej karierze?

VTSS: Bardzo miło mi to słyszeć. Dużo się zmieniło ostatnio i ciągle się zmienia, ale szczerze mówiąc pracuje tak ciężko, ze nawet nie ma czasu na ‚overthinking’ i zastanawianie się. To jest czas żeby harować i ustabilizować swoje życie i swoją pozycję. W maju i czerwcu grałam po 3 razy w każdym tygodniu, zwykle w innym kraju / mieście i tylko raz w Berlinie, gdzie mieszkam. Ale zdecydowanie czuję, jak wszystko się zmienia – nawet nie przez jakieś wymierne wartości jak zaproszenia na grania, lajki czy wynagrodzenia, ale ile dostaję pozytywnych wiadomości od ludzi codziennie, którzy naprawdę wierzą w to co robię i mnie wspierają. Teraz miałam bardzo ciężki czas w życiu prywatnym i jakkolwiek ckliwie by to nie brzmiało to wsparcie obcych w internecie pomogło mi nie zwariować. To jest wartość nie do przecenienia.

Robert Babicz powiedział mi kiedyś w wywiadzie, że gdy po raz pierwszy usłyszał Acid Tracks Phuture  po prostu się popłakał, bo brzmienie acid-house odebrał wręcz jak objawienie. Pamiętasz ten pierwszy moment, gdy zetknęłaś się z muzyką elektroniczną? Jaka to była płyta? Czy od razu wiedziałaś, że „to jest to”?

VTSS: Pierwszy raz z muzyką elektroniczną nastąpił jak miałam około 13-14 lat i pojechałam wspierać koleżankę w turnieju tanecznym w Białymstoku i ktoś tańczył do tej „pokurwionej” piosenki, która wstrząsnęła moim poczuciem estetyki jak mało co wcześniej. Zapytałam o tytuł, był to Aphex Twin – to Cure a Weakling Child.

Wcześniejsze wspomnienie to obsesja mojego taty na punkcie Depeche Mode, a szczególnie jeden moment, gdy w nocy na działce za małolata włączyłam dvd z teledyskiem do „Strangelove”. Do dziś to jeden z moich ulubionych utworów.

Obecnie Twój kalendarz masz wypełniony po brzegi występami: wróciłaś z Berlina,  grałaś w  Paryżu, a także w Azji i miałaś kilka majowych występów w USA. Gdzie zagrasz niebawem i czekasz na ten występ ze szczególną ekscytacją?

VTSS: Bardzo się cieszę na Katharsis w Amsterdamie, całkiem ciężki event, w który – jak mówią wszyscy – wpasowuję się jak ulał. Do tego dużo znajomych gra lub odwiedza Dekmantel wcześniej tego dnia, wiec zapowiedziało się odwiedzić mnie, z czego bardzo się cieszę. Również Voltage Festival w Belgii brzmi ekstra. No i garść festiwali w Polsce, jak Audioriver gdzie (chyba jak wszyscy) stawiałam swoje raverskie pierwsze kroki, świetny OFF czy mój ulubiony festiwal ever – Unsound, gdzie zagram nowego live’a.

Wierzyłam, że jest sposób na połączenie wszystkich stylów, które lubię i postanowiłam, że nie spocznę dopóki tego nie wykombinuję.

Wydaje się, jakby twoja selekcja nagrań nie miała żadnych ograniczeń: miksujesz klasyczne techno z EBM, brzmieniami industrialnymi, rave oraz – jak to sama określasz – techno with a touch of hardcore.  Czy tak unikalny styl grania jest tajemnicą twojego sukcesu?

VTSS: Wydaje mi się, ze tajemnicą ‚sukcesu’ jest odnalezienie własnego głosu – co zajęło parę lat praktyki i poszukiwań – start w odpowiednim momencie, kiedy byłam gotowa i pewna oraz wiara w to, co robię. Kluczowym momentem dla mnie było też, gdy zaczęłam przyjaźnić się i gadać o muzyce z ludźmi spoza mojego kręgu stylistycznego, np. w czasie RBMA. Wtedy zdałam sobie sprawę, że przyszłość nie ma granic , w tym wypadku gatunkowych. Wierzyłam, że jest sposób na połączenie wszystkich stylów, które lubię i postanowiłam, że nie spocznę dopóki tego nie wykombinuję. (śmiech). Nie wiem czy już wykombinowałam, więc próbuję dalej i zdecydowanie – jak widać – nie spoczywam!

Przez spory okres wsparcie płynęło głównie z zagranicy, ale nic tak nie cieszy jak coraz więcej rodaków wspierających mnie, piszących słodkie wiadomości, mówiących że są dumni ze mnie albo przychodzących na imprezy, gdzie gram.

Zmieniasz myślenie o graniu techno w takim rozumieniu, w jakim funkcjonowało ono przez ostatnie lata. Pod twoim miksem dla Reclaim Your City pojawił się komentarz: Vocals, vocals everywhere! Czułaś, że takie granie, to bądź co bądź łamanie konwencji w muzyce przyniesie ci więcej fanów aniżeli hejterów?

VTSS: Chyba nikt nigdy niczego nie osiągnął ‚ponad przeciętnego’, będąc w strachu przed hejterami. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jaki jest Internet, szczególnie na naszym podwórku. Wiadomo, że jest tendencja do raczej komentowania w stylu: „ona jest przereklamowana, ja / mój ziomek zasługuję na to bardziej’ etc. aniżeli wspierania, że komuś się udało albo nawet po prostu „pozwalaniu żyć”.  To się zmienia powoli – przez spory okres wsparcie płynęło głównie z zagranicy, ale nic tak nie cieszy jak coraz więcej rodaków wspierających mnie, piszących słodkie wiadomości, mówiących że są dumni ze mnie (śmiech) albo przychodzących na imprezy, gdzie gram – w różnych zakątkach świata jak Serbia ostatnio.

Niedawno ukazała się Twoja EP-ka Self Control dla berlińskiego labelu Haven. Czy chciałaś by te numery pojawiły się koniecznie na winylu ze względu na ich brzmienie?

VTSS: Hmm, wydaje mi się, że niespecjalnie to było powodem, choć EP-ka ma trochę brudniejsze brzmienie. Sama zaczęłam grać z CDJ dopiero pewnie z rok temu, a zaczęłam z winyli i byłam vinyl-headem przez dłuższa chwilę, więc nie wyobrażam sobie wydawać muzyki nie na płycie (chyba ze jakieś charytatywne kompilacje etc.)

Sama chodzisz często na digging? Pochwal się swoją najfajniejszą do tej pory zdobyczą!

VTSS: Niespecjalnie, szczerze mówiąc. Nie mam gramofonów w Berlinie jeszcze i nie mam też stałego miejsca zamieszkania (ale to się zmieni bardzo niedługo), więc trochę tez odpuściłam kupowanie płyt, żeby nie utrudniać tych durnych przeprowadzek co 2 tygodnie. Ale moja ostatnia ‚zdobycz’ to Vengaboys Up&down RMXS w RS94109 w San Francisco – swoją droga mój ulubiony sklep z płytami. Puszczenie Vengaboys w klubie i zagranie tak żeby działało i nie było mało śmiesznym żartem – było na moim bucket list od dawna (śmiech) i udało się odhaczyć podczas imprezy w Buenos Aires.

Jesteś tuż przed premierą znakomitej EP-ki Identity Process dla słynnego Repitch Recordings. Jak doszło do tego wydania i jaki masz feedback ze sceny?

VTSS: Napisałabym, ze feedback jest świetny, ale chyba każdy tak odpowiada i niezależnie od rezultatów taka jest odpowiedź (śmiech). Niemniej jednak bardzo lubię te płytę i jestem bardzo z niej dumna. Repitch skontaktował się ze mną chwilę temu, bo w lipcu/sierpniu 2018 i znalezienie materiału i wyprodukowanie najlepszej możliwej płyty zajęło moment, wliczając to, że mimo walki z czasem odsyłałam do masteringu 5 razy, niemniej jednak cała drużyna Repitch – Ascion, D.Carbone i Shapednoise i ja jesteśmy totalnie zadowoleni. Jest to dla mnie zupełnie serio wyjątkowe wydawanie, sama uczyłam się grać na płytach Repitch – takich jak te autorstwa Sleeparchive czy Mike Parker – to były moje pierwsze poważne inspiracje, a sam label był bardzo ceniony zarówno przeze mnie jak i przez moich najlepszych kolegów Marka Nalikowskiego i Abu Zeinah  z Feral Rite. A Repitch o mnie dowiedział się od Hectora Oaksa, który dostał testpressing mojej pierwszej płyty od SPFDJ i wspiera mnie totalnie od tego momentu.

W paryskim Possession grałaś w absolutnym prime-time’ie, za chwilę występy na festiwalach  takich jak Katharsis w Amsterdamie czy Unsound obok najgorętszych nazwisk światowej sceny. Co czułaś, gdy napisano o Tobie per „the future of techno”?

VTSS: E tam! (śmiech)

Kiedyś rzuciłaś studia prawnicze, by zmierzać zawodowo w stronę tematyki muzycznej. Czy twoi rodzice uwierzyli już, że to „poważna praca”?

VTSS: Hahaha! Ostatnio coraz bardziej, szczególnie gdy widzą jak ciężko pracuję, podróżuję – szczególnie w dalekie miejsca i te podróże nie są za bardzo ‚glamorous’ ale i tak mama dzwoni co tydzień, czy napisałam maila do szkoły w sprawie obrony dyplomu z realizacji dźwięku, który odkładam od paru lat (śmiech).

Rok 2018 należał do Heleny Hauff. Kogo wytypowałabyś na ten rok?

VTSS: Moje odpowiedzi pewnie będą tendencyjne, ale mam przyjemność być otoczona wyjątkowo utalentowanymi ludźmi, w których wierzę. Dlatego dla mnie ten rok będzie należał do Hectora Oaksa czy mojej ukochanej SPFDJ.

Jakie 3 klubowe klasyki z przeszłości wymieniłabyś jako swoje ulubione, bo wciąż działają na parkiecie?

Lords od Acid – I Sit on Acid, Nitzer Ebb- Fun To Be Had New Balance – Up & Down.