MaL: STAUB stał się kultowy ze względu na swoją wyjątkowość i prawdziwość

1 119
Wywiad
MaL

MaL – DJ i promotor reprezentujący warszawską scenę, na której aktywny jest od 2008 roku. W stolicy związany jest głównie z klubem Luzztro, ale grywa też w Jasnej 1, 999 czy Smolnej. Jest kuratorem cyklu COM. Po rocznym pobycie w Berlinie, opowiada nam m.in. w jakiej materii zainspirowało go to miasto, czego możemy się spodziewać po inauguracyjnej imprezie kultowego STAUB w stołecznym 999 oraz czy Warszawa ma szansę na bycie europejską destynacją imprezową.

STAUB. Berlińska anonimowość i egalitaryzm

Artur Wojtczak: Wróciłeś niedawno z Berlina i właśnie zapraszasz do Warszawy bardzo ciekawą, berlińską inicjatywę, czyli STAUB, który wystartuje cykl COM w klubie 999 już 24 stycznia.

MAL: Tak, po rocznym pobycie wracam z Berlina, gdzie się sporo naoglądałem, nasłuchałem i zainspirowałem. Ruszam z moim cyklem COM wychodząc poza mury klubu Luzztro. Pierwszym bohaterem cyklu będzie właśnie inicjatywa STAUB. Nie wyobrażałem sobie innego początku. Głównie ze względu na spójność wizji i wartości jakie za sobą niesie. Zacznę teraz konsumować to, co dał mi Berlin. Próbować zaszczepić tutaj wszystkie te fajne rzeczy, których tam miałem okazję doświadczyć.

Anonimowość i prawdziwość

STAUB od kilku lat jest bardzo istotną alternatywą dla tradycyjnego imprezowania. Anonimowość bookingów, brak wyróżniania  headlinerów, dowolność kolejności występowania DJ-ów bez żadnej hierarchii. Co jeszcze charakteryzuje ten projekt?

Poza wspomnianymi, ogromną wyjątkowością tego cyklu jest też fakt, że impreza zaczyna się o 10 rano i kończy o 22. Taki był też pierwotny pomysł na polską wersję, ale na razie pozostajemy przy koncepcie nocnym. Może latem wystartujemy z imprezami za dnia? Staub robi imprezy w ://about blank. To wyjątkowa lokalizacja. Tam nawet scena ogrodowa funkcjonuje zimą, tyle że pod namiotem. Na Staub raczej nie przychodzą techno-turyści, tylko ci, którzy wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Przybywają dla muzyki.  To jest to samo przesłanie, jakie niesie np. DVS1, który ukrywa DJ-ów za soundsystemem. Staub stał się cyklem, który jak burza zaczął zdobywać wielką popularność ze względu na swą „prawdziwość”. Keeping it real choć nie od samego początku. Często na imprezy przychodzą ludzie starsi niż w Polsce, u nas tzw. stara gwardia. To zresztą w Berlinie w lepszych klubach jest normalne.

Duża część ludzi w Polsce przestała chodzić do klubów, ponieważ jest duża randomizacja publiczności. Na imprezy przychodzą osoby nie do końca wychodzące poza jeden schemat muzyczny i wybierające kluby ze względu na duże nazwiska DJ-ów. Imprezowanie kojarzy się z domeną ludzi młodych, bo nie ma w tym wartości kulturalnej dla nich.  Ja chcę wyciągnąć z domów tych, którzy się tym zniechęcili, chcą posłuchać troszkę innej muzyki, mniej znanych artystów i skupiają się na innych rzeczach. Chcieliby budować społeczność skupioną głównie wokół walorów artystycznych: muzyka, oprawa wizualna. Wartości takie jak różnorodność i tolerancja, ale i sztuka bardzo szeroko pojęta. Tego brakuje na teraz w Warszawie moim zdaniem.

 

Clubbing w wersji offline

Cykl STAUB został określony jako techno-komunizm z egalitaryzmem płacowym i równym traktowaniem artystów, bez względu na ich doświadczenie czy dorobek. Płyty wydawane przez label Staub nie wskazują autorów tracków…

Tak, można się jedynie domyślać kto jest autorem muzyki. Taka anonimowość i równość to łącznik ze starymi czasami, wspominanymi trochę melancholijnie. Czasów, gdy na parkiecie nie było telefonów komórkowych, a ludzi łączył taneczny vibe. Gdzie „branża” techno nie była rozwinięta do teraźniejszej wielkości i zasad działania, co do których de facto była w kontrze.   Zresztą w Berlinie niemal wszędzie w dobrym tonie jest nie pokazywać się na parkiecie z telefonem, nawet gdy nie ma oficjalnego zakazu. Super by było, gdyby to zaczęło u nas funkcjonować na nowo.

Didżejskie cykle imprezowe. COM

Mówi się, że najbardziej pozytywnym efektem tych imprez jest skupianie wokół nich wiernej publiczności, która przychodzi dla muzyki. Podobnie jest z Twoim cyklem COM. Zresztą teraz wielu DJ-ów tworzy swoje cykle imprez, ale one najczęściej niczym się nie wyróżniają. Chodzi tylko puszczanie płyt…  Jak to jest z Tobą?

Tak, zdecydowanie chcę stworzyć coś więcej chociaż samo puszczanie płyt jest już magiczne samo w sobie, ważne jakich płyt. (śmiech) Od zawsze, w moim odczuciu zapraszałem na COM bardzo dobrych selektorów. I to reprezentujących różne odcienie muzyki tanecznej: od ambientu i elektro, po techno.  Moje imprezy też zawsze otwierają się ambientami, które potem przechodzą w bardzo wolne techno 110-120 BPM, aż po regularne łupanie. Ta impreza ma płynnie nabierać tempa, a nie od razu otwierać się szybkim graniem.

Od dość dawna eksperymentuję też z formułą b2b all night long, która swoją premierę na moim cyklu miała wraz zaproszeniem Spectribe kilka lat temu, moim zdaniem topowego DJ-a techno w Polsce. Lubię też zapraszać młode osoby, które mają pasję i swój własny styl oraz starych wyjadaczy, trochę zapomnianych przez scenę. Wiele lat temu miałem przyjemność gościć na moim cyklu np. VTSS, która była już znana na warszawskiej scenie, ale mimo wszystko gdzieś bliżej początku swojej kariery. Super jest widzieć w jakim miejscu jest teraz.

MaLContent w Radio Kapitał

Zacząłeś właśnie swoją audycję w Radio Kapitał pt. MaLContent. Co będziesz chciał w niej prezentować? Do kogo jest adresowana?

Audycja jest w co drugi piątek, o 20:00, i trwa godzinę. Jedną z najważniejszych wartości, jakie chciałbym przekazywać, jest różnorodność. I tu będzie warm-up, czyli zaczynanie ambientem i powolne podążanie w kierunku szybszych brzmień, aż po regularne techno. Będę zapraszał gości czujących muzykę: dziennikarzy, live-performerów, djów i melomanów.

Audycja jest weekendowa, więc będę wspominał o tym, co się dzieje na mieście, nie tylko w Warszawie. Kierowana jest do każdego, kto chce posłuchać dobrej elektroniki w odcieniu bardziej klubowym i nastroić się na weekend. Zapraszam więc promotorów, do kontaktu ze mną, by zajawić Waszą imprezę na antenie

Doświadczenia berlińskie inspiracją dla Warszawy

Jakie były Twoje inne, najciekawsze wrażenia z kilkumiesięcznego pobytu w stolicy europejskiego techno? Co chciałbyś przeszczepić na nasz grunt?

Tego jest bardzo dużo i niewiele będę mógł zdradzić, bo zwyczajnie chcę spróbować te inicjatywy tutaj zaimplementować jako pierwszy. Nie jest też tak, że to wszystko będzie kopia. Z zachowań, jakie tam bardzo mi się podobały i chciałbym je widzieć tu, to zdecydowanie świadome przychodzenie do klubu dla muzyki. Z czym moim zdaniem jest już coraz lepiej! Jako punkt drugi: tańczenie w ciągu dnia – Polacy wciąż się tego wstydzą. I fajnie, gdyby ludzie nie używali telefonów, zwłaszcza na parkiecie, płynęli w rytm muzyki będąc w trybie offline.

Polska / Warszawa jako destynacja imprezowa

Tym samym płynnie powracamy do naszego wywiadu z 2016 roku, gdy Ty i Kuba Sobczak tworzyliście cykl InterCity, który odbywał się w Nowej Jerozolimie. Mottem rozmowy była teza, że klubowa Warszawa zostanie niebawem odkryta. Jak dziś widzisz nasze miasto w kontekście techno-turystyki?

Na przestrzeni lat Warszawa zrobiła wielkie kroki do przodu. Klubowo stoimy znacznie wyżej niż 3 lata temu. Mamy kluby takie jak 999, Jasna 1, Smolna i Luzztro. Wtedy nawet bym nie marzył, że w naszym mieście będą się odbywały regularne bardziej lub mniej techniczne imprezy w tylu miejscach w jeden weekend!

W ubiegły tygodniu obszedłem te kluby robiąc mały rekonesans w ciągu dwóch nocy. Zróżnicowana muzyka, niemal pełne sale. W 2016 roku poczytywałbym taką perspektywę jako science-fiction. Byłem naprawdę miło zaskoczony! Dodatkowo sporo polskich DJ-ów występuje za granicą i robi naszej scenie czy miastu dobrą reklamę. Warszawa ma inny potencjał, jakiego nie ma Berlin. Wciąż brak jest takiej ilości turystów chodzących do klubów, więc jest w jakimś sensie intymnie. Zjawisko clubbingu jest wciąż dziewicze w porównaniu do Berlina, co ma swoją świeżość. Oprawa muzyczna i świetlna potrafi być na światowym poziomie. Warszawskie festiwale takie jak Instytut czy Revive nie ustępują globalnym festiwalom pod względem programu muzycznego przyciągając coraz większe rzesze ludzi z zagranicy. Zresztą właśnie w Modlinie słyszałem bardzo dużo obcojęzycznych raverów i poznałem masę ludzi, którzy specjalnie przylecieli na ten festiwal z innej części Europy.

Imprezy u nas mają to coś, tę słowiańską duszę zabawy. Również to doceniają zagraniczni raverzy, a nawet artyści. Poza tym Warszawa jest super odbierana za granicą. W dzień oferując masę kulturalnych atrakcji poza samym clubbingiem. Miasto ma super klimat!

Warszawski clubbing. Zmiany na drodze rozwoju

Jaka jest pierwsza rzecz do zmiany w warszawskim clubbingu?

Większy szacunek dla lokalnych artystów. Kluby za mało promują lokalsów, całe światło jest kierowane w Polsce na headlinera. Nie ma „opowiedzianej historii”, dlaczego akurat ten support jest dobrany pod ”gwiazdę”. Supporty często są nieadekwatne w stosunku do headlinera.

Nie można zapominać, że lokalnym DJ-om wciąż się chce grać, podczas gdy gwiazdy – często zmęczone życiem w trasie – tracą duszę tego wszystkiego. Pietą achillesową jest też u nas wytracenie umiejętności grania warm-upów, zwłaszcza na imprezach techno. Ta sztuka rozgrzewania publiki praktycznie zanikła.

Co będzie najważniejszym elementem imprezowania w 2020 roku: nurt muzyczny, trendy, zachowania?

Oby tym elementem była zawsze muzyka! Poza tym mam wrażenie, że utrzyma się zjawisko wchodzenia techno w coraz szybsze tempo i w kontr efekcie wyodrębnienie imprez z jego wolniejszym brzmieniem oraz na powrót pojawienie się lżejszych gatunków w warszawskiej ofercie imprezowej, co ma już powoli miejsce. Dla przykładu: elektro i minimal-house. Wspomniane bardzo nabierają na sile, mając swoich przedstawicieli na dedykowanych imprezach coraz częściej na wyłączność.