Jimpster – Porchlight and Rockingchairs

1 575
Recenzje

Info

Data wydania:
2013/05/20
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
Siedem lat kazał czekać Jamie Odell na swój nowy album. Właściwie tak spektakularnie można by rozpocząć ten tekst, gdyby nie fakt, że w ciągu owych siedmiu lat wydał trochę EPek, rozkręcił działalność swojej drugiej wytwórni, Delusions Of Grandeur oraz nowe alterego – Franc Spangler. Nie jest to więc producent, który powraca z twórczego wygnania, ale z pewnością wszyscy oczekiwali nowego longplay’a Jimpstera. Początki nowej płyty sięgają powrotów z imprez, kiedy wyczekiwanie na lotniskach na samoloty powrotne owocowały pomysłami na kolejne tracki. I rzeczywiście – zamiast nagrać album do klubu, Odell wysunął na pierwszy plan bardziej chill outowe zainteresowania.
Generalnie to wydawnictwo, które zdecydowanie nadaje się do słuchania w domu, w samochodzie, na spacerze po mieście, do parku, nad rzekę i piknik ze znajomymi. Już pierwsze dźwięki otwierającego płytę ‘Jasmine Dragonkoją miękkimi klawiszami z wplecionymi gdzieś w cieniu samplami z wokalem i spokojnym, nieinwazyjnym bitem. Podobnie kolejne tracki, gdzie prym wiodą balearyczny motyw gitarowy i cyfrowe powykręcane dodatki (‘Dance Of The Pharoes’) albo rozedrgana, ale dynamiczna partia klawiszy z delikatnie śpiewanymi frazami (‘Hold My Hand’).
Bardziej taneczne wydają się choćby ‘Rollergirl’ czy tytułowy utwór, ale jednoczesne umieszczenie ich w melodyjnej deepowej stylistyce sprawia, że daleko im do bangerowych ‘Inside The Loop’ czy ‘Sleeper’. Tym samym lepiej nadają się do wplatania w popołudniowego seta pod chmurką niż o 1 w nocy na parkiecie. Wrażenie to wzmacnia zamykający całość znany już singiel ‘These Times’ przygotowany w specjalnej, albumowej wersji. Z dubowo podbitego klubowego kawałka powstała ładna poruszająca piosenka, pięknie podsumowująca album.
Jamie śmiało podejmuje wątki z ‘Amour ‘ wydanego w 2006 roku. Nie znaczy to, że stoi w miejscu, operując ogranymi patentami, bo numery składające się na ‘Porchlight and Rockingchairs’ brzmią świeżo. Ale trudno jest oprzeć się wrażeniu, że pomimo iż nowy album wpisuje się w modny slo-mo trend, to jednak sam Jimpster nie goni nurtu, a pozostając na uboczu, konsekwentnie tworzy muzykę, pozostając wiernym tym samym ideałom, które wyznawał wydając swoje płyty kilka lat temu. Innymi słowy nagrywa album relaksujący, skłaniający do spędzenia całego dnia na kanapie, ze słuchawkami i chłodnym drinkiem w ręce, tyle że w przypadku tej płyty nie są to puste, wycięte z tekstów promocyjnych frazesy, a faktyczna esencja tego, co Jimpster stworzył na ‘Porchlight…’. Taki chill z krwi i kości, o którym się trochę zapomina, bo za wszystkim trzeba gonić.
Romantyczne podejście Jimpstera jest naprawdę urzekające, tym bardziej, że pod względem produkcyjnym reprezentuje wysoki poziom. Szczerze mówiąc spodziewałem się zestawu deep house’owych kawałków wykutych na jedną modłę – ciekawych, jak to zwykle w przypadku Freerange, ale krótkoterminowych. Okazało się, że dostałem album, który z zamiłowaniem aplikuje sobie każdego dnia i który z radością umieszczam na trackliście „leniwa sobota”. Będzie jak znalazł na kolejne siedem lat.
Tekst: Paweł Wójcicki



Tracklista

01. Jasmine Dragon
02. Dance Of The Pharoes
03. Hold My Hand
04. Brought To Bare ft. Jonatan Bäckelie
05. High Wire
06. Rollergirl
07. Wanting You
08. Porchlight and Rockingchairs
09. Cracks In The Pavement
10. Towards The Seer
11. The Glowing Embers
12. These Times ft. Jinadu (LP Version)