‚Nachtdigital jest świętem przyjaźni’ – Steffen Bennemann WYWIAD

781
Wywiad
‚Nachtdigital jest świętem przyjaźni’ – Steffen Bennemann WYWIAD

O festiwalu Nachtdigital, projekcie Morskie Oko i występie w Szpitalnej 1 rozmawiamy ze Steffenem Bennemannem, kuratorem Nachtdigital, który w miniony weekend odwiedził Kraków.

Nachtdigital to niemiecki festiwal prezentujący niezależną muzykę elektroniczną, który działa już od ponad 20 lat. Odbywa się na kempingu w malowniczej miejscowości Olganiz. Co roku na początku sierpnia ponad 6 tysięcy osób rozbija namioty wokół jeziora, by nieprzerwanie przez 72 godziny cieszyć się muzyką i niepowtarzalną rodzinną atmosferą.
Festiwal organizowany jest przez grupę przyjaciół, którym przyświeca idea równości, otwartości i tolerancji. W miniony weekend w krakowskim klubie Szpitalna 1 ideały Nachtdigital przybliżył m.in. Steffen Bennemann, który przed imprezą odpowiedział na kilka pytań.

Steffen Bennemann (Nachtdigital) – wywiad

Jesteś jednym z kuratorów Nachtdigital. Jaka filozofia stoi za festiwalem? Czy możesz nam nam powiedzieć, jak to wszystko się zaczęło i dlaczego?
Nachtdigital jest przede wszystkim świętem przyjaźni. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się 20 lat temu i był to mały jednodniowy plener, organizowany przez grupę przyjaciół (wielu z nich nadal należy do głównej załogi organizującej festiwal). Naszym celem było pokazanie miejscowej ludności, że istnieje całe spektrum różnych gatunków muzycznych i ciekawych sposobów na spędzanie wspólnie czasu.
Nachtdigital sukcesywnie się powiększał, program stawał się coraz bardziej rozbudowany, trwał dłużej i zyskiwał na popularności. W końcu stał się pełnowymiarowym festiwalem z czterema scenami i gośćmi z całej Europy. Rozrósł się również muzycznie – od zawsze fundamentem Nachtdigital były Techno i House, ale z biegiem lat urozmaiciliśmy program, starając się wkomponować jak najwięcej różnych dźwięków. Zdaliśmy sobie sobie sprawę z tego, że nie można tego robić bez żadnych ograniczeń – w końcu to letni festiwal odbywający się na świeżym powietrzu na plaży, a nie konferencja akademicka. Nachtdigital jest czymś w rodzaju personifikacji Ying i Yang, hedonistycznej imprezy i ambitnych dźwięków – potrzebujemy obu stron, aby być szczęśliwymi.
W zeszłym roku Nachtdigital skończył 20 lat. Jaki występ z ostatnich lat był dla Ciebie najbardziej niezapomniany? Dlaczego?
Było ich bardzo dużo, trudno wybrać jednego faworyta. Ale mogę spróbować: James Holden wystąpił z niezapowiedzianymi setami aż dwa razy – ostatnio z zespołem. Podczas drugiego występu nad Olganiz nadciągnęła burza, musieliśmy przerwać występ i praktycznie wstrzymać festiwal. Sceneria była niesamowicie surrealistyczna: potworne chmury i błyskawice na niebie, a oni grają muzykę z albumu „Inheritors”. Zatrzymaliśmy się na godzinę, wszyscy musieli wracać do swoich namiotów czy samochodów, a kiedy mogliśmy już grać dalej, odczuliśmy to zdarzenie jak prawdziwy restart – taki peaktime w sobotni wieczór! Myślę, że każdy, kto tam wtedy był, nigdy nie zapomni tej edycji Nachtdigital.
W tym roku Nachtdigital znów ma bardzo dowcipny temat: „Flex”. Co wydarzy się we wrześniu w Olganiz?
Nasz motyw zawsze ilustruje myśl przewodnią Festiwalu – widoczny jest we wszystkich grafikach, które publikujemy, jak również przez dekoracje na samym festiwalu. Flex odnosi się do elastyczności, ale także do kunsztu. Pomyśl o aktywności sportowej, podczas której napinasz, zginasz i napinasz mięśnie. Niemieckie określenie szlifierki kątowej to również „Flex” – słowo nawiązujące do rzemiosła / prac ręcznych / majsterkowania. Myślę, że oba aspekty bardzo dobrze wpisują się w nasz festiwal: wszystkie sceny i dekoracje budujemy sami i oczywiście chcemy, aby ludzie potrząsali biodrami :).
Oprócz tego, że jesteś kuratorem festiwalu, jesteś także DJ-em i założycielem Holger Records. Jakiego rodzaju muzykę zazwyczaj grasz? Jaki gatunek jest najbliższy Twojemu sercu?
Przez wiele lat kupowałem płyty z różnych gatunków muzycznych, od Krautrocka przez Dubstep po afrykańskie brzmienia. W ostatnich latach zacząłem jednak skupiać się na dwóch dźwiękach: Techno (to są moje korzenie) i Ambientu. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie da się śledzić wszystkiego, więc zdecydowałem się skupić na tych dwóch dziedzinach, ponieważ są one ze sobą ściśle powiązane. Dla mnie obydwa są przeciwstawnymi końcami tego samego kontinuum. A teraz jestem o wiele szczęśliwszy, bo już nie mam FOMO  : )
Czy mógłbyś nam opowiedzieć więcej o swojej wytwórni Holger Records? Dlaczego zdecydowałeś się ją założyć i jaką muzykę mogą tam znaleźć słuchacze?
Zaczęliśmy, ponieważ mieliśmy dostęp do niesamowitej muzyki, czuliśmy, że świat potrzebuje ją usłyszeć. Po założeniu naszego labelu zaczęliśmy zapraszać do współpracy coraz więcej przyjaciół. Czuliśmy, że ich muzyka również zasługuje na wysłuchanie przez szersze gremium. Jak widać miłość do muzyki była więc zawsze to siłą napędową. Gatunek nie ma większego znaczenia. Jednak powiedziałbym, że muzycznie Holger Records zawsze był połączeniem muzyki eksperymentalnej / ambientu i techno.
Wspólnie z Olivią i Chino z krakowskiej ekipy Radar stworzyliście projekt „Morskie Oko”, jak narodził się ten pomysł?
Wszystko zaczęło się około dwa lata temu w dusznej i zadymionej piwnicy w Lipsku. Prowadziłem tam kiedyś cykl „Acid Haus”. Koncepcja polegała na pompowaniu do pomieszczenia jak największej ilości dymu i zabawie w zupełnej ciemności – z dwoma stroboskopami jako jedynymi źródłami światła w pomieszczeniu. To była bardzo wyzwalająca oprawa – bo niczego nie widać, nawet osoby tańczącej obok ciebie. To było jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu. Kiedy nie widzisz nikogo, nikt nie jest w stanie Ci przeszkodzić w tańcu, nie szukasz potwierdzenia bawienia się dobrze wśród osób tańczących obok ciebie. Czujesz tylko muzykę, wsłuchujesz się w nią i w siebie.
Chciałem podzielić się tym uczuciem z Arturem (Chino) i Olivią, więc zaprosiłem ich na jedną z tych nocy. Pod koniec imprezy wszyscy we trójkę zagraliśmy razem i zdaliśmy sobie sprawę, że wyszło nam to bardzo dobrze. To był początek Morskiego Oka. Nagraliśmy tę noc, można ją posłuchać od początku do końca tutaj:

Twój najnowszy podcast dla Szpitalnej 1 to rodzaj głębi, która stopniowo wchłania słuchaczy i wprowadza cię w błogi nastrój, jaką historię chciałeś podzielić się tym razem z słuchaczami? Co Cię zainspirowało?
Kilka tygodni temu zostałem zaproszony do stworzenia playlisty dla „No Lights No Lycra”. Koncepcja tego wydarzenia polega na tym, aby ludzie tańczyli w zupełnej ciemności, przez godzinę, w tzw. robocze popołudnie, kiedy wszyscy są trzeźwi . Powiedzieli mi, że publiczność zazwyczaj jest bardzo zróżnicowana, więc nie jest to zwykły klubowy tłum, ale wszyscy przychodzą po prostu potańczyć. Chciałem zapewnić im coś, co jest energiczne, ale też na tyle zróżnicowane, że przemówi do wielu różnych ludzi. Moja muzyka zawsze była nakierowana na podróż do wewnątrz siebie, więc połączenie tego wszystkiego było dość sporym wyzwaniem. Byłem bardzo zadowolony z wyniku, więc pomyślałem, że seria podcastów Szpitalnej 1 to doskonała okazja do podzielenia się tym z szerszym gremium.

W sobotę Nachtdigital odwiedziłeś Kraków właśnie na Szpitalnej 1. Dlaczego wybrałeś tę lokalizację?
Byłem w Krakowie co najmniej kilkanaście razy w ciągu ostatnich kilku lat, a Artur i Olivia stali się bardzo bliskimi przyjaciółmi. Zawsze chcieliśmy wspólnie zorganizować imprezę, więc kiedy Olivia zaczęła pracować w Szpitalnej, była to doskonała okazja, aby plany stały się rzeczywistością. Byłem na Szpitalnej 1 kilka razy i bardzo fajnie jest zobaczyć, jak bardzo rozwinęło się miejsce. Stało się jednym z najlepszych klubów w Polsce.
Nasza impreza Nachtdigital x Radar łączy w jedność przyjaciół i muzykę, z którą wszyscy czujemy się związani. Noce Nachtdigital to zawsze wspólne projekty, nigdy nie przychodzimy do klubu i nie robimy czegoś w rodzaju „przejęcia”. Wierzymy w siłę synergii, więc zawsze jest to połączenie lokalnych dźwięków i brzmienia Nachtdigital. To sprawia, że znalezienie właściwego składu jest nieco bardziej skomplikowane i często jest to długotrwały proces – ale zawsze jest warty wysiłku, zawsze się opłaca.
Rozmawiały: Paulina Artych i Paulina Żaczek
fot. Kacper Michalak