Promotorzy i promotorki zabierają głos. Jaka będzie przyszłość clubbingu?

4 162
Artykuł
Promotorzy

Wszyscy pragniemy powrotu do normalności. Artyści nagrywają nową muzykę, kluby streamują sety... A co robią polscy promotorzy i promotorki? Jak radzą sobie w zaistniałej sytuacji? Zaprosiliśmy ich, by opowiedzieli o tym osobiście.

Kluby, artyści i promotorzy

W kontekście zaistniałej sytuacji pisaliśmy już o klubach czy artystach. Każdą z tych stron wysłuchaliśmy, a także staramy się wspierać. Jednak wśród lawiny komunikatów, którymi nadawcami są ulubione miejscówki czy muzycy, nierzadko pomija się innych, niemniej ważnych przedstawicieli branży klubowej. Prawdę pisząc, określenie “przedstawiciele” jest niedopowiedzeniem, gdyż osoby te tworzą kulturę w równie dużym stopniu.

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov

Promotorzy w najgorszej sytuacji?

Promotorki i promotorzy z całej Polski znaleźli się w podobnie tragicznym, o ile nie jeszcze gorszym położeniu. Artysta może nagrać nowy materiał, zaprojektować merch, spróbować sił w sprzedaży online. Kluby, choć zamknięte na cztery spusty, zaczęły organizować akcje crowdfundingowe czy streamy z możliwością donacji. Co mają zrobić ci, którym często zawdzięczamy świetne imprezy i ciekawe bookingi? Co z tymi, którzy są kuratorami życia klubowego i mają bezpośredni wpływ na jego kondycję i rozwój?

Promotorzy – nic się nie zacznie bez zajawki

Umówmy się, w dużej mierze polscy promotorzy i promotorki to nie królowie showbiznesu, przyjeżdżający do klubów w środku imprezy wypasioną furą i na wejściu zamawiający Moeta. To często Twoja kumpela czy kumpel, który od lat jest zajawkowiczem, sam coś tam próbuje grać, odłożył trochę kasy z regularnej roboty i raz czy drugi stara się ściągnąć ciut bardziej znanego artystę do Waszego ulubionego klubu.

Zanim miał pierwszy sold out, dokładał do interesu pięć, dziesięć, dwadzieścia razy. Jednak nie złamał się. Inwestował kasę, kombinował, często brał na siebie całą promocję i logistykę wydarzenia. W końcu się udało. Ludzi zaczęło przybywać, pojawiły się możliwości ściągnięcia coraz lepszych artystów i organizacji imprez w większych przestrzeniach. Jednak każdy, kto w choć niewielkim stopniu poznał jak wygląda to od środka wie, jak długa jest droga do momentu, gdy bycie promotorem przestaje być zajawką i hazardem w jednym, a staje pracą, z której da się żyć. Tak wygląda historia wielu osób, o których dziś mówimy “promotorzy”.

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov

Promotorzy i promotorki zabierają głos

Zaprosiliśmy polskich promotorów i promotorki z całego kraju, by zabrali głos. Chcemy usłyszeć czego najbardziej się obawiają, ale także jakie mają nadzieje. Jak teraz wygląda ich życie i co można zrobić, by pomóc im oraz całej kulturze klubowej. Zapraszamy do lektury wypowiedzi osób, które są odpowiedzialne za imprezy w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu czy Trójmieście.

Promotorzy i promotorki – Warszawa:

Adam Obrębski – współtwórca projektu Nie Bój się Elektroniki, rezydent warszawskiego klubu Luzztro.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Adam Obrębski (Luzztro): Najgorsze w zaistniałej sytuacji jest to, że jest dla nas całkowicie nowa i dopadła nas z zaskoczenia. Nie mieliśmy planu B na takie okoliczności. W ponad 16-letniej historii nie zdarzyło się, by klub był nieczynny przez tak długi okres czasu. Największą obawą dla mnie jest niewiedza. Jak długo to wszystko potrwa i czego możemy się jeszcze spodziewać? Pandemia spowodowała, że musieliśmy odwołać zarówno nasze plany lokalne, jak i te długoterminowe. Mowa tu chociażby o współpracy z naszymi kolegami z Londynu. Nie chciałbym stracić tak długo budowanych relacji.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Adam Obrębski (Luzztro): Tak, pracujemy nad utrzymaniem stałej relacji z naszą społecznością. Jako NBSE, budujemy naszą aktywność sukcesywnie od 4 lat. Mogę z dumą powiedzieć, że moment kryzysowy nastał po raz pierwszy. Nasz projekt to nie tylko imprezy. To również inne aktywności, w tym regularnie wydawany podcast „Kontakt”. Jego forma wydaje się być w tym czasie szczególnie trafiona. Szczególnie mocno zależy nam na pozostaniu w kontakcie w tych ciężkich momentach.

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Adam Obrębski (Luzztro): Jest to chwila próby dla obu stron. To, co cechuje zarówno mój projekt, jak i klub pod szyldem, którego działam, to silna społeczność wiernych sobie ludzi. Wierzę, że wzajemnie wsparcie oraz zrozumienie tej sytuacji może zdziałać cuda. W tym trudnym czasie, te wartości szczególnie zyskują na znaczeniu. Chcemy jak najszybciej wrócić do normalności, a do tego tanga trzeba dwojga.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Adam Obrębski (Luzztro): Jedno wiem na pewno. To, co się obecnie dzieje, z pewnością odciśnie piętno na całym klubowym i nie tylko świecie. Mam nadzieję, że cała branża mimo wszystko wyjdzie obronną ręką i nie doświadczymy fali zamkniętych klubów i artystów bez pracy. Pokładam duże nadzieje w ludziach, że wyciągną wnioski zaistniałej sytuacji i zaczniemy doceniać to, co mamy. Spojrzymy również bardziej łaskawym okiem na dręczące nas przywary i w świetle (miejmy nadzieję) mijających wydarzeń, w końcu się zjednoczmy i zadbamy o lepsze, wspólne jutro.

Fot. M.G. Baptiste

Fot. M.G. Baptiste

Ola Teks – Move Mózg/ Jasna 1 resident

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotorki – związane z zaistniałą sytuacją?

Ola Teks (Jasna 1): Najbardziej obawiam się o kluby, które z dnia na dzień musiały zawiesić swoją działalność. Dla nich co weekendowe wydarzenia to jedyny zarobek, natomiast koszty stałe, które mają nie zniknęły. Kluby to swego rodzaju rodzinny biznes – właściciele pomimo bardzo ciężkiej sytuacji nie chcą zostawiać na lodzie swoich pracowników – barmanów, szatniarzy czy akustyków i wspierają ich w tym okresie. Cieżko jest mi sobie wyobrazić, że po całej tej sytuacji, nie będę miała gdzie podzielić się swoją muzyką z publicznością.

Boję się również o małe biznesy – sklepy płytowe, wydawnictwa muzyczne, firmy nagłośnieniowe i oświetleniowe. One nie mają dużych zasobów finansowych, a nasz Rząd nie wyszedł z żadną sensowną pomocą dla nich. Cała sytuacja już ma bardzo negatywny wpływ na gospodarkę co odbije się na wszystkich sferach naszego życia.

Czy w tym okresie, jako promotorka starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Ola Teks (Jasna 1): Bycie promotorką i DJką nie jest moim jedynym zajęciem. Od lat pracuje również w branży modowej, w tym momencie w polskiej marce z odzieżą sustainable – NAGO, oraz od niedawna jestem odpowiedzialna za merch Jasnej 1. Zachęcam Was do wsparcia klubu Jasna 1, poprzez zakup naszych nowych koszulek!!!

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Ola Teks (Jasna 1): Już ruszyło sporo inicjatyw wpierających. Internetowe zrzutki, licytacje i bilety wsparcia. Mam nadzieje, ze w tym ciężkim dla kultury czasie, będziemy się jednoczyć i wspierać, a nie negować i podważać prośby o pomoc. Dla wielu moich znajomych, muzyka i kultura klubowa to duża cześć życia (jak dla mnie). Niekiedy jest to również jedyne zródło utrzymania wielu osób. Wiem, że w tym momencie jest wiele instytucji i osób w potrzebie, nie da się natomiast pomoc każdemu. Sami wybieramy gałąź, którą chcemy wesprzeć.

Oprócz pomocy finansowego ważne jest też wsparcie duchowe. Specjalne streamy setów, kwarantannowe playlisty na Spotify czy instagramowe łańcuszki z prezentacją swojej 7 płyty winylowej na regale, czy puszczanie niewydanych utworów, dają oddech normalności w tych ciężkich czasach i pozwalają choć na chwilę skupić uwagę na czymś innym.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Ola Teks (Jasna 1): Mam nadzieję, że ludzie zaczną bardziej doceniać to, co mają i małe „przyziemne sprawy”, które na co dzień wydają się normalne i zwyczajne. Żyjemy w wygodnych czasach, gdzie nie martwimy się o jedzenie czy dach nad głową. Ta sytuacja pokazuje, że w jednej chwili wszystko może się zmienić.

Promotorzy - Fot. Dima Pechurin

Fot. Dima Pechurin


Promotorzy i promotorki – Wrocław:

Kacper Kozłowski – Klub Ciało / Podróż / HeartBeats

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora- związane z zaistniałą sytuacją?

Kacper Kozłowski (Klub Ciało): Prowadząc klub czy promując imprezy lub koncerty, największą obawą jest niewątpliwie brak pewności. Pewności związanej z końcem panującej epidemii i kontynuowania założeń sprzed jej pojawienia się. Staram się wierzyć w pojawiające się analizy z tym związane, jednak patrząc na coraz większą liczbę zakażonych i zwiększające się ograniczenia życia codziennego na razie trudno jest się do tego przekonać.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Kacper Kozłowski (Klub Ciało): Przede wszystkim staram się trochę zatrzymać. Na co dzień zazwyczaj się gdzieś spieszę, więc w obecnej sytuacji znalazłem dużo spokoju, którego niewątpliwie mi brakowało. Zawodowo zajmuję się wyłącznie muzyką, więc dziś skupiam się przede wszystkim na słuchaniu, delikatnie szukając również pomysłów na czas po pandemii.

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Kacper Kozłowski (Klub Ciało): Rzesza klubów, promotorów jak i djów organizuje streamy ze swoich miejscówek czy domów [jak w naszym przypadku;)]. Myślę, że najlepszym wsparciem społeczności jest łączenie się razem z nimi w tych trudnych czasach. Nie można zapominać też o wszelkich zrzutkach, organizowanych przez kluby w celu utrzymania się na rynku. Tych, których obecna sytuacja nie dotknęła tak mocno, kierowałbym z pomocą w tę stronę.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Kacper Kozłowski (Klub Ciało): Nadzieje to obecnie nasze główne paliwo napędowe, więc jak najbardziej. Bardzo wierzę w to, że ludzie zmęczeni życiem w zamknięciu będą chętniej wychodzić po zakończeniu pandemii. Planowo w okolicy maja/czerwca mieliśmy rozpocząć drugi sezon ‘Podróży’, czyli letniej miejscówki naszego klubu. Liczę na to, że po zakończeniu epidemii czeka nas wyjątkowy sezon.

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov

Kamil Markisz aka kEczuP-  Event Manager, Transformator

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Kamil Markisz (Transformator): Główna obawa wiąże się z samą długością trwania pandemii. Każdy kolejny miesiąc to nawarstwiające się opłaty (przede wszystkim czynsz), których nie ma z czego spłacić – zarówno mój klub, jak i wiele innych ważnych miejsc. Boję się też, że gdy już to szaleństwo się skończy, ludzie będą w tak trudnej sytuacji finansowej, że nie będzie ich stać na rozrywkę. Nadzieją jest historia, która uczy, że w trudnych czasach ludzie lubią choć na chwilę zapomnieć o problemach i nie stronią od melanży. W tym wypadku dojdzie jeszcze pokwarantannowy głód – zarówno towarzystwa, jak i porządnych sound systemów.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach

Kamil Markisz (Transformator): Tak, choć stricte promotorskie czynności obecnie to przekładanie bookingów na wciąż niepewną przyszłość. Poza tym – głód grania oraz chęć odwdzięczenia się jakoś wspierającym nam ludziom, zmusiły naszą transformatorową rodzinę, by w końcu odpalić własny stream. Co prawda ja sam nigdy wielkim fanem transmisji nie byłem – ani „oglądania muzyki” w ogóle – ale w obecnych okolicznościach doceniam tego raka na bezrybiu jak nigdy.

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Kamil Markisz (Transformator): Jednym z ciekawych pomysłów jest wspólne organizowanie streamów przez kluby z różnych miast i nakręcanie sobie w ten sposób publiki (i ewentualnych supporterów) spoza swojej stałej grupy odbiorców. Sami prowadzimy obecnie takie rozmowy, knując wieloklubowy stream z przyjaciółmi z Poznania i Warszawy.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Kamil Markisz (Transformator): Na pewno trudna do powtórzenia będzie rozkosz, z jaką wszyscy powrócimy do naszych ulubionych miejsc, gdy w końcu znowu będzie można. Jak mawiał Konfuzjusz, „ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił”…

Fot. Dima Pechurin

Fot. Dima Pechurin


Promotorzy i promotorki – Trójmiasto:

Rafał Olejarczyk – współzałożyciel trójmiejskiego kolektywu Techenko, który przed okresem pandemii organizował eventy w całym kraju, pozostający bez czynnego zatrudnienia, patrzący z pewną dozą niepewności w przyszłość.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Rafał Olejarczyk: Najgorsza jest niepewność. Brak konkretnej daty lub informacji do kiedy TO potrwa. Przedłużanie o dwa tygodnie co dwa tygodnie powoduje, iż nie wiem jak dalej planować przyszłość. Wydarzenia w marcu i kwietniu, których jestem organizatorem, zostały odwołane, chociaż imprezy masowe i wydarzenia kulturalne były wstępnie zawieszone na dwa tygodnie, czyli do 27 marca.

Byłem zmuszony podjąć trudną, ale odpowiedzialną decyzję o rezygnacji z organizacji wydarzeń nieco w ciemno. W chwili obecnej kończy się marzec, a ja nadal nie wiem, co z wydarzeniami planowanymi na maj oraz czerwiec. Potwierdzać czy rezygnować? To moja największa obawa.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Rafał Olejarczyk: Jako Techenko, organizujemy własne streamy oraz pomagamy innym w ich transmisjach na żywo. DJ’e współtworzący nasz kolektyw najnormalniej w świecie tęsknią za swoją pasją – graniem. Osobiście jestem zaangażowany również w akcję mającą na celu ratowanie klubu Protokultura. Najpierw była akcja zrzutka, w której można było przekazać datek, teraz powstał kiermasz. Osoby związane z klubem przekazały najróżniejsze przedmioty (koszulki, płyty, obrazy), które zostały skatalogowane. Dochód z ich sprzedaży zasili kasę klubu tak, aby umożliwić spłatę zobowiązań w tym trudnym czasie (link do kiermaszu tutaj)

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Rafał Olejarczyk: W moim odczuciu trzeba zdać sobie sprawę z zagrożeń płynących z obecnej sytuacji. Zagrożone są kluby i ich płynność finansowa. Ważne jest porozumienie między klubami a promotorami, gdyż jest to działanie w symbiozie. Jedni działają dzięki drugim. Warto przyjrzeć się zachodnim sąsiadom, którzy w obliczu zagrożenia potrafili się zintegrować, zjednoczyć i wprowadzić w życie akcję UNITED WE STREAM.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Rafał Olejarczyk: Paradoksalnie jest to czas oczyszczenia.

Ostatnimi czasy można było zauważyć pewien trend.  Na „rynku” pojawiło się dużo, bardzo dużo „promotorów” i „organizatorów”, którzy zaczęli to robić, ponieważ stało się to modne. Osobiście zająłem się organizacją eventów, gdyż kocham muzykę elektroniczną i była to dla mnie szansa, by zacząć doświadczać jej z nowej perspektywy. Obecna sytuacja spowoduje spowolnienie branży rozrywkowej, czego konsekwencją będzie mniejsza ilość „sezonowych promotorów”, czego zaś efektem będzie wzrost jakości, gdyż zostaną najsilniejsi oraz najwytrwalsi.

Fot. M.G. Baptiste

Fot. M.G. Baptiste

Piotr Ryncarz aka Evius –  od ponad 10 lat organizuje wydarzenia w Trójmieście, przede wszystkim cykl Kosmos w klubie Sfinks700. Od ponad roku odpowiada za program artystyczny klubu Ziemia.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Piotr Ryncarz (Klub Ziemia): Dla mnie najgorsza jest niepewność co do terminów. Różne są teorie na temat tego, kiedy to się wszystko skończy. Dopiero wtedy, jako promotor i organizator imprez, będę mógł na spokojnie usiąść do zaplanowanych wydarzeń. Póki co, nawet terminy jesienne stoją pod znakiem zapytania, bo większe kluby muszą mieć możliwość przeniesienia już dawno zaplanowanych wydarzeń na daty po sezonie letnim. Rozumiem to, ale to także sprawia, że część moich wydarzeń będę zmuszony przesunąć na dalsze miesiące. Ciągłość imprez jest dla mnie bardzo ważna. Pozwala konsekwentnie budować określoną publikę i społeczność wokół określonych imprez.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Piotr Ryncarz (Klub Ziemia): Obecnie staram się przede wszystkim skupić na produkcji muzyki. Kończę dawno rozpoczęte projekty, ale tworzę także nowy materiał, bez konkretnego przywiązania do jednego określonego gatunku muzycznego. Do tego staram się realizować zlecenia muzyczne związane z udźwiękowieniem reklam, filmów i animacji. W obecnych warunkach to jedyne źródło dochodu niezaburzone przez epidemię. 

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Piotr Ryncarz (Klub Ziemia): Dla mnie ważne są pojęcia solidarności. Dlatego rozumiem np., że osoby, które miały zaplanowane w danym klubie swoje wydarzenia w okresie epidemii, powinny mieć pierwszeństwo przy planowaniu kalendarza klubowego po zakończonej kwarantannie. Komunikacja i wymiana informacji też się przydaje na tym poziomie. Jeżeli chodzi o społeczność klubową, to pokazuje ona swoją siłę angażując się w liczne zbiórki internetowe.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Piotr Ryncarz (Klub Ziemia): Doszukując się pozytywnych aspektów tej sytuacji to mam nadzieję, że społeczność klubowa stanie się bardziej zjednoczona. Ostatnie dni były dla mnie naprawdę wzruszające. Obserwując zbiórkę organizowaną przez klub Ziemia, zobaczyłem na liście wpłat przede wszystkim osoby, które naprawdę identyfikują się z tym miejscem. Osoby, które widzę na każdej prawie swojej imprezie. To udowodniło mi, że działania promotorów nie trafiają w próżnię i nie są tylko pretekstem do przesadnego zażywania przeróżnych używek. Dobrze przemyślane miejsca i imprezy tworzą mikrospołeczności, które łączą ludzi z naprawdę różnych środowisk i grup społecznych. To pokazuje, że kultura klubowa jest naprawdę potrzebna w dzisiejszej Polsce.

A druga moja nadzieja wiąże się z licznymi streamami, które teraz zalały teraz przestrzeń internetową. Pokazują one znacznie szersze spektrum muzyki elektronicznej niż tylko techno, które, umówmy się, dość średnio pasuje do słuchania przed ekranem komputera. Może naiwnie wierzę, że dzięki temu rozlaniu się różnorodności, także publika wróci z bardziej otwartą głową na szersze doznania i różnorodność muzyki w klubach.

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov


Promotorzy i promotorki – Kraków:

Maciej Poznański – manager klubu Prozak 2.0 i promotor serii wydarzeń MOJO.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Maciej Poznański (Prozak 2.0): Obaw jest naprawdę dużo. Ze względu na błyskawiczny rozwój sytuacji, nie mieliśmy szans realnie się na nią przygotować. Jednak najgorszą rzeczą, i to chyba dla nas wszystkich, jest niepewność. Nie wiemy jak długo jeszcze kluby nie będą mogły działać, nie wiemy jaki ostatecznie będzie miało to wpływ na nie oraz na naszych artystów. Nie wiemy czy na pewno każdy z nas będzie miał gdzie wrócić. A co wtedy?

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach

Maciej Poznański (Prozak 2.0): Olbrzymim (i chyba niestety jedynym) plusem tej sytuacji jest ilość czasu wolnego, który w końcu jest tylko dla mnie. Odkrywam, edukuję się, słucham mnóstwa wydawnictw, które ominęły mnie przez ostatnie miesiące. No i oczywiście to, co jest dla mnie najważniejsze –  kontakt z rodziną, którego przy życiu w nocy wyjątkowo mi brakowało. 

Jednocześnie przez cały czas staram się monitorować sytuację w Polsce i na świecie, planować kolejne wydarzenia i ani na chwilę nie zwalniać tempa. Nie poddawajmy się, nawet jak jest bardzo źle!

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Maciej Poznański (Prozak 2.0): Nie zapominajmy, aby wspierać siebie nawzajem. Oglądajmy transmisje na żywo, słuchajmy mixów, rozmawiajmy. Z tego miejsca chciałbym też serdecznie pozdrowić agencję Follow The Step, która zareagowała bardzo szybko i zainicjowała stworzenie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Branży Klubowej i Rozrywkowej, mającej na celu zabezpieczenie sytuacji klubów i innych lokali, walcząc o wsparcie dla nich przed polskim rządem. Myślę, że wszystkim nam brakowało tego rodzaju “wspólnoty”.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Maciej Poznański (Prozak 2.0): Mam nadzieję, że po zakończeniu tej kryzysowej sytuacji reprezentanci sceny muzycznej z różnych części polski pozostaną blisko siebie, trwale już zakopując topory wojenne i w końcu grając do jednej bramki. Pamiętajmy, że kiedyś nam wszystkim przyświecała ideologia PLUR! I tego właśnie życzę każdemu z nas, peace & love 🙂

Fot. M.G. Baptiste

Fot. M.G. Baptiste

Maciej Milczanowski – Stay High Agency, na rynku muzycznym obecny od ponad dekady. Twórca takich projektów jak Roof Party i this.place. Menadżer muzyczny oraz wydawca. Organizował trasy koncertowe w całej Europie i Azji. Od lat współpracuje z rządowymi a także miejskimi instytucjami kultury. Doświadczenie instrumentalisty w połączeniu z wiedzą zarządzania humanistycznego pozwala mu na spokojne poruszanie się w branży muzycznej.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora/promotorki – związane z zaistniałą sytuacją?

Maciej Milczanowski (Stay High Agency): Moją największą obawą jest to, że eventy, koncerty, imprezy masowe, cała branża MICE zostanie przywrócona do życia na samym końcu. Obawiam się, że ten stan może przesunąć się aż do 2021 roku. Może i będziemy mogli robić małe eventy na specjalnych zasadach, ale obecnie nikt nie da nam takiej gwarancji…

Kolejną obawą jest to, że organizacje będą musiały przystosować się do nowych warunków otoczenia jakie zastaniemy po epidemii. Oznacza to, że będziemy musieli na nowo zaprojektować swoje struktury i wykazać się jeszcze większą elastycznością.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Maciej Milczanowski (Stay High Agency): Tak, oczywiście. Cały pierwszy tydzień pandemii pracowałem nad tym, co mogę robić w czas epidemii. Nie ma nic gorszego jak zatrzymać się w miejscu i rozłożyć ręce. Wpadłem na pewien pomysł… Przez ostatnie dni pracowaliśmy nad nim, obecnie jest w fazie finalizacji. Za jakiś czas wdrożymy go w życie i zapewne poinformujemy o tym Muno. 🙂

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Maciej Milczanowski (Stay High Agency): Świetnie, że społeczność stara się wspierać kluby poprzez różnego rodzaju zbiórki. Jeśli ktoś w dzisiejszej sytuacji może pomóc swojemu ulubionemu miejscu czy organizacji to super. My się na taki krok nie zdecydowaliśmy, bo – choć sami nie zarabiamy – wiemy, że nasza publiczność jest w dużej mierze w takiej samej sytuacji jak my i szukamy po prostu innych rozwiązań.

Co do współpracy między promotorami, to obawiam się, że może być jeszcze gorzej niż przed epidemią. Przecież nigdy tej współpracy nie było, a jeżeli była to w minimalnym wydaniu. Żyjemy w kapitalizmie i konkurencji, która w momencie walki o życie tylko się raczej zaostrzy. Przetrwają najsilniejsi i najbardziej zaradni, którzy raczej nie będą podawać ręki konkurentom, wypadającym z rynku, bo to by oznaczało utrudnianie sobie sytuacji po epidemii, gdy trzeba będzie odrabiać straty. Jedyna chyba forma współpracy to jakieś zrzeszenie się i wspólna grupa nacisku na rząd, by wspierał przedsiębiorców i artystów. I tak powinniśmy dołączyć do innych, większych „stowarzyszeń”, bo sytuacja musi być ujęta w dużo szerszym spektrum niż tylko rynek klubowy i społeczność wokół niego.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Maciej Milczanowski (Stay High Agency): Mam nadzieje, że stawki za zagranicznych artystów pójdą w dół. To, co się działo przed epidemią przyprawiało o zawrót głowy. 🙂

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov


Promotorzy i promotorki – Poznań:

Tomek Nowakowski – właściciel agencji TBA music. Do niedawna promotor, manager, DJ. Dziś entuzjasta FIFY na Xboxa i F1 Managera.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Tomek Nowakowski (TBA music): Moje największe obawy związane z tą sytuacją nie tyczą się bezpośrednio tego, jak długo to potrwa, ale tego jakie konsekwencje będzie to miało później. Obawiam się o to, że niestety wiele ludzi straci pracę i oszczędności, a wydatki na clubbing i koncerty będą daleko na ich liście potrzeb, co odczujemy jeszcze przez dłuższy czas.

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Tomek Nowakowski (TBA music): Na co dzień jestem też współwłaścicielem małego koktajlbaru (Przelot w Poznaniu), więc można powiedzieć że oprócz ratowania TBA, ratuję jeszcze drugie miejsce.

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Tomek Nowakowski (TBA music): Myślę, że to pytanie jest o tyle ciężkie, że każdy z nas odczuje obecną sytuacje. Trudno zatem oczekiwać od kogoś dookoła pomocy. Natomiast jeżeli chodzi o pomoc rządu, to oni niestety przejedli i wykorzystali w głupi sposób czasy prosperity i wzrostu gospodarczego. Na ten moment nie potrafią, albo może nawet bardziej, nie mają z czego pomóc zwykłym szarym ludziom. Dlatego myślę, że na wsparcie sektora kultury tym bardziej nie ma co liczyć.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Tomek Nowakowski (TBA music): Ja bym po prostu chciał żeby jak najmniej osób ucierpiało na tym zarówno zdrowotnie, jak i psychicznie, bo myślę że wiele osób których wirus nie dotknie, mogą to odczuć na innych płaszczyznach. Serio. Chciałbym po prostu móc znów stanąć na scenie koło artysty, którego zaprosiłem i wzruszyć się na widok 1000 osób, którym wspólnie zapewniliśmy szczęście.

Fot. Daniel Ionn

Fot. Daniel Ionn

Michał Plis – współzałożyciel i promotor w BE Kolektiv, pasjonat muzyki i wszystkiego, co z nią związane.

Jakie są Twoje największe obawy – jako promotora – związane z zaistniałą sytuacją?

Michał Plis (BE Kolektiv): Obawy są trzy, kluczowe. 

Pierwsza z nich – jak ludzie zareagują na cały strach związany z wirusem? Kiedy to wszystko się skończy, czy będą dalej przychodzić na wydarzenia?

Kryzys wiąże się z kolejnym problemem. Czy będzie ich stać na wyjścia z domu? Czy nie przyzwyczają się do streamów? (śmiech).

No i ostatni – czy będzie gdzie robić eventy? Z autopsji wiem, że rentowność klubów jest znikoma, a chociażby samo utrzymanie lokali sporo kosztuje. Czy właściciele nie stracą nadziei i nie zamkną swoich biznesów? Oby nie!

Czy w tym okresie, jako promotor starasz się funkcjonować na innych płaszczyznach?

Michał Plis (BE Kolektiv): W oczekiwaniu na powrót do normalności, pracujemy nad agencją managementowo-bookingową, do której już dołączył Kapoor, Enigmatic, maryo oraz Sassafras Tree. Poza tym rozglądam się za ciekawymi lokalizacjami na wydarzenia i śledzę nurty muzyczne. Zawód, który wykonujemy, wymaga ciągłego śledzenia newsów, słuchania muzyki…

Nadrabiam filmy dokumentalne o muzyce, którą świadomie odkryłem jako pierwszą. Szczególnie polecam The Art of Organised Noize czy Ojciec Chrzestny Czarnej Muzyki. To bardzo inspirujące dokumenty o oddolnych ruchach, które zmieniły świat muzyki.

Staram się nie myśleć, że sytuacja może mnie zmusić do zmiany zawodu.

Ponadto działam w Lumen Art. To firma serwująca pokazy laserowe na różne okazje. Próbujemy się lekko przebranżowić na działalność nieeventową ale równie wizualną, tak w razie czego..

W jaki sposób promotorzy/promotorki i społeczność zgromadzona wokół kultury klubowej, mogliby ze sobą współpracować, by dać sobie możliwie jak największe wsparcie i szanse na przetrwanie tej sytuacji?

Michał Plis (BE Kolektiv): Jako absolwent ekonomii stwierdzam, że w dobie kryzysu (ale nie tylko!) każda próba konsolidacji i solidarności branży jest bardzo istotna i może pozwolić jej przetrwać. Przede wszystkim staram się uświadamiać społeczność klubową, że wszechobecne zbiórki na kluby, agencje czy firmy eventowe nie wynikają z chciwości ich właścicieli, a z desperacji zaistniałą sytuacją. Bardzo ważne jest zrozumienie tego problemu.

Czy prócz obaw, masz jakieś nadzieje związane z tym, co mogłoby się wydarzyć już po zakończeniu obecnej sytuacji?

Michał Plis (BE Kolektiv): Mam wielką nadzieje, że ludzie będą głodni eventów. Ja (i nie tylko) jestem głodny ich organizacji. To może być ciekawe combo 🙂 

Fot. Alexander Popov

Fot. Alexander Popov