Szatt: „Izolacja sprawiła, że byłem bardziej produktywny” [wywiad]

236
Wywiad
Szatt

Jeśli zastanawiacie się, jakie najciekawsze płyty elektroniczne ukazały się na rynku w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to mamy dla was małą podpowiedź, a brzmi ona -  Gonna Be Fine. Taki tytuł nosi krążek, który w maju wypuścił Szatt. Jest to jego trzeci solowy krążek, i prawdopodobnie najlepszy. I to właśnie o tym wydawnictwie oraz życiu w czasach zarazy, wymarzonych line-upach festiwalowych i  zbliżającej się II turze wyborów prezydenckich porozmawialiśmy z mieszkającym na stałe w Warszawie muzykiem.

Łukasz Palkiewicz, znany szerzej jako Szatt to współtwórca nieszablonowego kolektywu Zaburzenia. Mistrz Polski beatmakerów w kategorii Live act w roku 2013. W tym samym roku wydał własnym sumptem instrumentalny album Future Voices. Zwiedził wiele polskich miast, prezentując swoją muzykę w formie Live actu (występ m.in. na Open’er Festival 2015). Jego muzyczne początki osadzone były w hiphopowej stylistyce, jednak na dzień dzisiejszy znacznie od tego odbiega, kreując brzmienie szeroko rozumianej muzyki elektronicznej. Dowodem na to są jego dwa ostatnie albumy: Bloom (2015) oraz Gonna Be Fine (2020). Szatt współdzielił scenę z takimi artystami jak: Lapalux, Taylor McFerrin, Sun Glitters, NOON, Envee, Kixnare, Iza Lach, Paulina Przybysz oraz wielu innych.

Szatt – wywiad

Zapraszamy do lektury!

Szatt

Szatt (fot. Dawid Schindler)

Jak przyjąłeś informację o tym, że w kolejnym etapie odmrażania gospodarki powiedziano „nie” klubom muzycznym? Prawdopodobnie pozostaną one zamknięte jeszcze przez długi czas. Przy tym galerie handlowe, obiekty sportowe czy kościoły funkcjonują już niemal na normalnych zasadach.

Szatt: Absurdalna decyzje władzy i brak logicznego uzasadnienia wzbudza w wielu ludziach złość. Sam patrzę na to, co się dzieje z niedowierzaniem i mam nadzieję, że już niebawem wszystko wróci do normy.

Jak sądzisz – czy akcje typu Otwieramy Koncerty mogą zmusić władze do zmiany zdania i większego zainteresowania branżą rozrywkowo-muzyczną? Każda słuszna inicjatywa jest dobra, niezależnie od tego, jak bardzo jest skuteczna.

Szatt: Trudno mi ocenić, czy „OK” ma realny wpływ na decyzje rządu, jednak warto w to wierzyć i działać, nie pozostając biernym.

A w jaki sposób Ty, jako artysta, odczułeś skutki pandemii? Czy szalejący po świecie koronawirus miał jakiś bezpośredni wpływ na twoje życie – oprócz tego, że nie mogłeś występować na żywo?

Szatt: Mój tryb życia nie zmienił się znacząco, bo „Home Office” mam odkąd pamiętam. Projekty komercyjne, które wykonuję na zlecenie niestety zostały odroczone, co stanowiło główną zmianę w czasie pandemii. Jednak starałem się wykorzystać ten czas kreatywnie, skupiając energię na autorskich projektach. Kilka rzeczy udało mi się zrobić zdalnie, np. utwór z Odet – Rising. Izolacja sprawiła, że byłem bardziej produktywny i poświęciłem większość czasu na rozwój solowego projektu.

W maju wyszedł twój nowy album Gonna Be Fine. Wierzysz, że świat będzie miał się dobrze, kiedy zwyciężymy już ostatecznie COVID-19? Jesteś optymistą w tej kwestii?

Szatt: COVID-19 to nie jest nasz jedyny problem. Mam nadzieję, że niedługo wróci na tapetę temat globalnego ocieplenia. To nie żart. A czy będzie dobrze, nie wiem. Ja po prostu chcę, by tak było.

Nie bałeś się wydawać płyty w czasie pandemii? Chodzi mi o to, że wielu ludzi mogło się nią nie zainteresować w związku z trwającą wtedy napiętą sytuacją.

Szatt: Razem z chłopakami z Dig a Pony Records, podjęliśmy decyzję o tym, by tym razem nie zwlekać. Mówiąc żartobliwie – zwlekałem pięć lat, bo Bloom miał premierę w 2015 roku. Szkoda wielka, że nie mogliśmy zorganizować premierowego koncertu, wspólnego odsłuchu, czy w końcu trasy, która jednak liczę, że jest po prostu przede mną.

Na okładce Gonna Be Fine umieściłeś uśmiechniętą twarz klauna. Skąd ten pomysł?

Szatt: To swego rodzaju maska, doklejony uśmiech, przerysowany optymizm. To odbicie w lustrze, symbol rozmowy z samym sobą. Zanim powstał projekt okładki, rozmawialiśmy o tym wielokrotnie ze Zgonowiczem (Kamil Lach) – bo to on jest odpowiedzialny za oprawę graficzną Gonna Be Fine.

No właśnie, całą bogatą oprawę wizualną do płyty przygotował właśnie Kamil Lach. Jak doszło do waszej współpracy na tym polu?

Szatt: Poznaliśmy się jakieś 8 lat temu w nieistniejącym już wrocławskim klubie Puzzle, w którym nota bene wystąpiłem na żywo ze swoim materiałem pierwszy raz w życiu.  To już nasza trzecia wspólna płyta – jednocześnie mój trzeci solowy album. Cieszę się z naszej konsekwencji. Zawsze opowiadam mu o płycie, emocjach, okolicznościach. On sam słucha też albumu i po kilku rozmowach znajdujemy kierunek, w którym Kamil podąża przy projektowaniu.

Mam wrażenie, że album ma bardzo refleksyjny charakter i jest mniej „rozrywkowy” niż twoje poprzednie wydawnictwa. Zgodziłbyś się z taką opinią?

Szatt: Myślę, że moja twórczość na ogół jest mało ‘rozrywkowa’ i zupełnie mi to nie przeszkadza. Każda muzyka powinna spełniać swoją funkcję, poza tym każdy odczuwa ją na swój sposób. Ja często jestem skłonny do refleksji, przy tym albumie szczególnie. Jeśli uda mi się skłonić kogoś jeszcze – dla mnie sukces.

Na swoim Facebooku napisałeś „Długo kazałem na siebie czekać, bo aż 5 lat. To nie była przerwa od muzyki, bo po drodze wydarzyło się naprawdę wiele projektów”. Możesz opowiedzieć nieco o tych projektach?

Szatt: Ciężko wymienić wszystko, co działo się na przestrzeni tych lat, jednak najbardziej angażujący okazał się projekt, który tworzymy z Kubą Goleniewskim i Pawłem Stachowiakiem. Jako Kroki wydaliśmy dwie płyty (Stairs i Controlled Chaos), zagraliśmy naprawdę ogrom koncertów. Poza tym spróbowałem swoich sił w muzyce filmowej, przygotowując soundtrack do filmu dokumentalnego Ruch Lodu (reż. Kuba Witek).

W przeszłości byłeś dyrektorem artystycznym świdnickiego festiwalu muzycznego Posłuchane. Jak odnalazłeś się w tej roli? Jakie są plusy i minusy takiego „stanowiska”?

Szatt: To duża odpowiedzialność i niecodzienne wyzwanie. Ciężko mi szerzej opowiedzieć o tym epizodzie. Najtrudniejsze w tej roli jest pogodzenie prywatnych upodobań z próbą dotarcia do odbiorców, bo przecież tworzymy to dla ludzi i chcemy zainteresować jak największą grupę. Posłuchane jest przede wszystkim formą muzycznej edukacji, poszerzania horyzontów (poza koncertami odbywały się też warsztaty muzyczne).

Gdybyś mógł ułożyć bez żadnych ograniczeń line-up dużego festiwalu, to jakich wykonawców byś do niego wpisał?

Szatt: Björk, Efterklang and Happy Hopeless Orchestra, Aphex Twin, Anderson .Paak, Jameszoo, Corbin, FKA twigs, Nils Frahm, Bon Iver, Nick Murphy. Ta krótka lista to artyści, którzy wpadli mi od razu do głowy i osobiście czułbym się totalnie nasycony po takich propozycjach muzycznych.

Rozmawiamy na chwilę przed II turą wyborów prezydenckich. Planujesz iść głosować? Wybory są dla ciebie świętem demokracji, czy masz raczej do nich obojętny stosunek?

Szatt: Idę. Wy też idźcie. To ważne.

Szatt

Szatt (fot. Dawid Schindler)

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50-500 PLN

Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.