50. urodziny Svena Vatha – RELACJA MUNO.PL

Relacja

"Ta impreza to prawdopodobnie moja najlepsza wyjazdowa decyzja w życiu" napisał nasz redaktor o imprezie z okazji 50. urodzin Svena Vatha. Takiej urodzinowej fiesty nie miał jeszcze żaden DJ na świecie!

Imprezy z okazji 50. urodzin mojej mamy i mojego taty pamiętam jako naprawdę grube biby. To były wyjątkowe okazje, aby naprawdę zaszaleć w rodzinnej atmosferze. A udzielała się ona nie tylko mi. Starsi członkowie rodziny, którzy z fotelem bujanym już raczej się nie rozstają, wychodzili na „parkiet” i pod wpływem koniaczku naprawdę rządzili. Pod koniec października swoją pięćdziesiątkę obchodził jeden z moich ulubionych dj’skich zawodników – Sven Väth. Maimarkthalle, miejscówka kojarzona przede wszystkim z inaugurującym sezon festiwalowy Time Warp, tym razem zamieniła się w jedną wielką prywatkę z okazji urodzin naszego Papy. Jadąc do Mannheim pamiętałem o imprezie z okazji urodzin Liebinga kilka lat temu w nieistniejącym już Cocoon Club, gdzie wyjątkowość wydarzenia dało się wyczuć już przed samą bramą do klubu. Nie da się jednak tego porównać do emocji, które miały miejsce na urodzinach Svena. Ta impreza to prawdopodobnie moja najlepsza wyjazdowa decyzja w życiu. Legendarnie, epicko, najlepiej – taka noc nie ma prawa więcej się powtórzyć.
Sven Väth to bez wątpienia jedna z najważniejszych postaci w moim życiu. Należy on do bardzo wąskiej grupy artystów, odpowiedzialnych za obrany przeze mnie do dzisiaj kierunek muzyczny. Każdy z nas pamięta swoje pierwsze wrażenie wyniesione z katowickiego Spodka. Rozdziewiczające odsłonięcie czerwonej kurtyny na Mayday w 2008 roku to w moim wypadku wpadnięcie na set nieco starszego gościa z charakterystycznym zaczesem, trzymającego winyl w ręce. Nieznany mi jeszcze wtedy bliżej dj, zaczynający od „Symphony for the apocalypse” Jonsona przedstawił mi alternatywę, o której nie miałem wcześniej pojęcia. Ta wielowątkowa podróż i charakterystyczna wrażliwość wyraźnie odcisnęły piętno na spostrzeganiu przeze mnie całego gatunku. To było coś zupełnie innego.
Kiedy Cosmopop poinformowało o organizacji eventu dla swojego najbliższego współpracownika (Sven jest jedynym artystą, który pojawia się na wszystkich imprezach tej agencji), wiedziałem, że muszę być częścią tego zamieszania. Najwięcej było niewiadomych, wspólnie ze znajomymi väthyszystami zastanawialiśmy się nad koncepcją tego co ma się wydarzyć. Czy Sven zagra all night long, ile będzie scen, o jaki czas przedłuży się impreza, którzy przyjaciele wpadną supportowac Vätha, czy będzie osobny set z klasykami itp. Na początku dostaliśmy informację o gościach – nie mogło być inaczej, Sven zaprosił swoich najlepszych kumpli z wojska, z którymi najbardziej lubi dać w palnik. Richie Hawtin i Luciano to artyści blisko związani z Cocoon, tylko oni wiedzą ile wspólnych afterów przeżyli z Papą. Małym zaskoczeniem było pojawienie się w składzie DJ Koze, a już na pewno Alexa Azary, o którego istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia.
Kiedy dostaliśmy mail z presspackiem wiedzieliśmy, że nadchodzi coś wielkiego. W wyjątkowo rozbudowanym akapicie dotyczącym scenografii otrzymaliśmy news, który informował o zainstalowanym wystroju specjalnie pod tą okazję przez Tobiasa Rehberger – to bliski przyjaciel Svena, swoją drogą dyrektor znanego na całym świecie muzeum Städel we Frankfurcie.
Wiedzieliśmy na pewno, że Sven będzie w formie. Closing Cocoon na Ibizie wraz z kilkunastogodzinnym setem Svena to moment, po którym Väth pasuje z bookingami na kilka tygodni. To okres kiedy m.in. zamyka się w klinice w Szwajcarii, celem pełnej detoksykacji po wyczerpującym z różnych względów okresie wakacyjnym.
Nie pozostało nic innego jak wpakować się w busa i przejechać kilkaset kilometrów, aby wspólnie celebrować urodziny prawdopodobnie najważniejszego dj’a w historii muzyki techno. Standardowo przed halą napotkaliśmy na euforyczną fetę wyznawców Svena z całego globu razem z całą armią niemieckiej policji. Po wejściu do hali okazało się, że floor 1 i floor 2 z Time Warp zostały połączony w jedną całość – nie przypominam sobie, żebym wcześniej znalazł się na tak monstrualnym dancefloorze. Główny podmiot dekoracji polegał na zawieszonych nad nami olbrzymich kolistych (z pewnością nawiązanie do winyla) plansz, na których portugalski kolektyw vj’ski Dub Video Conncetion dosłownie demolował swoimi minimalistycznymi wizualami. Nagłośnienie tradycyjnie najlepsze z możliwych – daje sobie ucho uciąć, że tak czystego i krystalicznego basu na próżno szukać gdzieś indziej.
Przygodę rozpoczęliśmy z weteranem niemieckiej sceny DJ Koze. Stylówka Steffana jest nie do podrobienia, wyjątkowy zestaw utworów w połączeniu z jego oryginalnym sposobem miksowania sprawia, że sety Koze zapadają w pamięci na bardzo długo. W połowie występu rozpoczęło się wielkie odliczanie do godziny zerowej, które zwiastowało oficjalne rozpoczęcie największej urodzinowej fiesty w historii techno. Koze wyciszył muzykę, zegar dobił do 00:00, na scenie pojawił się Sven Väth a razem z nim aplauz 10.000 fanatyków, którzy pojawili się w tym miejscu tylko dla tego człowieka. Wyśpiewane kilkakrotnie ‘happy birthday dear Sven’, krótkie przemówienie naszego solenizanta i już nic nie było w stanie zatrzymać rozjuszonej rave’ującej machiny. Znany obrazek z closing setów Hawtina na Time Warp, czyli przepełniony ludźmi stage na którym gra, utrzymywał się tutaj od początku do końca. Byli wszyscy – rodzice, brat, żona, przyjaciele, artyści i tancerki Cocoon, pojawiła się też najważniejsza postać Białej Wyspy, tamtejszy szaman, który opasał Svenowi czoło szalem mocy…
To grzech przerywać dj’owi jego występ, jednak tej nocy nie miało to żadnego znaczenia dla Koze – wszyscy i wszystko było tutaj z myślą o Svenie, jedyne co mógł zrobić to podziękować, że dostąpił zaszczytu zagrania na urodzinach króla. Druga połowa seta upłynęła błyskawicznie, wypełniona po brzegi hala wyczekiwała już tylko na pierwszy winyl Vätha. Koze podziękował i usunał się w cień, oddając dowodzenie kapitanowi. Zanim jednak Papa zaczął czarować, doświadczyliśmy blisko 20-minutowego, monumentalnego intra. Przejmujący prolog nagrany przez Svena to jedna z najbardziej poruszających opowieści jaką usłyszałem w życiu. Historia człowieka, który na swój sposób zdefiniował szczęście, miłość i pasję.
Na początku podziękowania złożył swoim rodzicom, obecnym zresztą przez większość nocy na scenie. Zaraz po tym usłyszeliśmy szczere wyznania o kolejnych szczeblach kariery, ktore doprowadziły go do punktu, w którym znajduje się obecnie. Wspomniał rodziców jako oddanych tancerzy, ktorzy potrafili jego oraz Mike’a zbudzić w środku nocy, aby zaprezentowac przed nimi gorący rock’n’rollowy performance.  Jako przełom w życiu wymienia klub disco, założony przez jego ojca… Nic jednak nie równa się pierwszej wizycie na Ibize, na którą Sven poleciał mając 16 lat. W tym momencie ukazała się na planszach w całej hali fotografia młodego Svena, któremu towarzyszył dziki ryk publiki. Magia wyspy, ludzie, muzyka – to ukształtowało naszego bohatera.
Nie sposób wymienić tutaj wszystkiego o czym opowiada Sven, tym bardziej, iż całości towarzyszył niezmierzony ładunek emocjonalny. Każdy reagował inaczej, w zależności od poziomu identyfikacji z poszczególnymi momentami życia naszego bohatera. Dorian Grey, U60311, kilkudniowy closing Omen Club. Niezapomniany moment kiedy puścił „Nights of the Jaguar” przed milionową publiką w trakcie Love Parade w Berlinie. Machina Cocoon, agencja bookingowa, wytwórnia płytowa oraz pierwsze imprezy w Amnesii. Legendarny, futurystyczny Cocoon Club, w którym ze swoimi przyjaciółmi przeżywał szalone noce. Miłośc do winyla, natury i swoich synów. Kompletny obraz człowieka wierzącego w niezwykłą moc muzyki elektronicznej – gatunku, jak żaden inny zbliżający do siebie ludzi.
Historyczne intro zakończyło się wielkim „Are you ready?!” i zaproszeniem na wspólny rave, tak, jakby miało nie być jutra. Faktycznie – od tej pory rozpoczęła się najbardziej euforyczna fiesta z jaką spotkałem się w życiu. Pierwszy set Svena to w dużej mierze kawałki z kompilacji podsumowującej 15. sezon Svena na Ibizie. Doskonały balans między proibizowymi hiciorami, techno killerami i uniosłymi, pięknymi utworami to znak rozpoznawczy Svena – nie znam drugiego dj’a, który w tak mistrzowski sposób żongluje emocjami w swoich setach. Występy Luciano i Hawtina to standardowo techniczna perfekcja, panowie jak mało kto opanowali umiejętność kierowania wielotysięcznym tłumem. Väth w trakcie setów swoich najbliższych kompanów zdążył mocno uczcić swoje święto, znajdując się na głośniku, konsolecie no i wskakując w tłum – rzecz jasna. Performance vol.2 Papy to już powrót do przeszłości – nieśmiertelne kawałki były tutaj wiesienką na torcie tej historycznej imprezy. Sven znany ze składania hołdu swoim muzycznym bohaterom (wielkie momenty przy „Thriller” Jacksona na Love Family Park czy „I wanna dance with somebody” na Time Warp) nie mógł zapomniec o LFO – kiedy pod koniec imprezy w wątpliwym stanie położył na gramofon „Freak”, wiedziałem, że w tym szaleństwie jest metoda. Finał to już tylko zaproszenie na 10-godzinnego seta Svena w Das Zimmer. After tam trwał do porannych godzin poniedziałkowych… Bajka się skończyła.
Dj, artysta, showman, tancerz, biznesman, freak. Sven nokautuje swoją charyzmą, definiując przy okazji sztukę dj’ingu. „We are all one” znane z koszulki Papy doskonale obrazuje przesłanie jakie niesie ze sobą Väth – muzyka, on i my jesteśmy tak samo ważni na imprezie z jego udziałem. „You give us religion” to słowa Svena z finalnych momentów jego urodzin. Komu jeszcze sylwetka Svena nie jest bliżej znana, polecam całym sercem sesję z królem. Swoją drogą – który inny pięćdziesięciolatek grający wyłącznie z winyli gości w najlepszych klubach i festiwalach na świecie? Oby jak najdłużej, Sven.
Tekst: Paweł Chałupa
Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →