MUNO.TV: Nicolas Jaar – WYWIAD!

4 848
Wywiad
MUNO.TV: Nicolas Jaar – WYWIAD!

Zapraszamy na wywiad z jednym z najgorętszych nazwisk w świecie muzyki elektronicznej, czyli Nicolasem Jaarem.

Nie ma wielu artystów takich, jak Nicolas Jaar. Urodzony w styczniu 1990 (tak, 1990) roku, swoją karierę wydawniczą rozpoczął na nowojorskim labelu Wolf + Lamb mając zaledwie 17 lat.

Od tego czasu zdążył nagrać całkiem pokaźną serię znanych na parkietach od Tokio, po Los Angelos hitów, z których największy rozgłoś zdobył „Time For Us”. Ma na koncie również rewelacyjny, wydany nakładem Circus Company w lutym tego roku album, „Space Is Only Noise”.

Kim więc jest ten młody człowiek, o którym praktycznie każdy opowiada z pewną dozą zachwytu? Czym się inspiruje? Czym dokładnie w życiu się zajmuje prócz produkowania muzyki? Wszystkie odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w Naszym dwuczęściowym (w tym jednym wideo) wywiadzie z Nicolasem Jaarem.

WYWIAD: NICOLAS JAAR (Nowy York/ USA)

CD…

Muno: Jaka była pierwsza płyta, którą Sobie kupiłeś? Masz ją wciąż?

NJ: Trudne pytanie, bo nie mam pojęcia. Pamiętam jednak, że jak byłem bardzo młody, to miałem płytę Queen, którą matka mi kupiła, bo byłem na tyle młody, że nie miałem własnej kasy. Tak swoją drogą, to do dnia dzisiejszego uwielbiam twórczość Queen.

Jak poznałeś chłopaków z Wolf + Lamb?

Zaczęło się tak, że usłyszałem jakieś ich wydawnictwo. Nie powiem w tej chwili które to dokładnie było, ale po usłyszeniu owego numeru, postanowiłem skontaktować się z Gadim, czyli połową Wolf + Lamb. W sumie to tylko napisałem mu, że bardzo mi się podoba to, co robią i dodałem do maila jeden swój numer. Było to jakieś 3-4 lata temu. Poczekaj, wówczas miałem 17 lat, tak więc było to cztery lata temu. Odpisał, że spodobał mu się mój numer i tak patrząc z perspektywy czasu, to cała ta sytuacja to taka typowa wysyłka demo. Można by powiedzieć, że wszystko odbyło się w bardzo tradycyjny sposób. I od tamtego czasu wszyscy razem się rozwijamy i idziemy do przodu, co mnie bardzo cieszy.

Jesteś studentem jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w Stanach, Brown University. W jaki sposób udaje ci godzić obowiązki na uczelni z produkcją muzyki?

Czasem jest to dość problematyczne, ale sam fakt, że ciężko te dwie rzeczy godzić sprawia, że staje się to wszystko zdecydowanie ciekawsze. Choć muszę powiedzieć, że w obecnej sytuacji szkoła zdecydowanie bardziej wpływa na moją muzykę, niż powinna. Muzyka również wpływa w zbyt dużym stopniu na szkołę momentami. Jednak koniec końców, to wszystko staje się bardziej interesujące, niż by było, gdyby taka sytuacja w ogóle nie miała miejsce.

Myślisz o rzuceniu szkoły na rzecz muzyki, albo muzyki na rzecz szkoły?

Absolutnie nie. I tak szczerze, to gdy skończę obecny etap mojego kształcenia, to pewnie pójdę o krok dalej w stronę doktoratu. Bardzo mnie interesuje to, co obecnie studiuje…

A co dokładnie studiujesz?

Literaturę porównawczą, czyli jak sama nazwa wskazuje mam dużo do czynienia z literaturą. Tyle, że muszę też dużo wiedzieć o samej teorii literatury, filozofiach, oraz trzeba również sporo porównywać teksty.

Masz jakiegoś ulubionego filozofa? A może jakąś swoją filozofie życiową?

Chyba nie mam swojego ulubionego filozofa i póki co, nie mam też jakieś filozofii życiowej. Powiem tylko tyle, że bardzo mi się podoba w życiu to, że pomysły ewoluują i rzeczy się zmieniają. Pomysły nieustannie się zmieniają, i niesamowity jest fakt, że idee związane ściśle z kulturą nigdy nie pozostają takie same na zawsze. Ma to wszystko też wpływ na moją muzykę. I to właśnie mi się w tym wszystkim najbardziej podoba.

Mieszkasz w Providence w stanie Rohde Island. Jak się tam żyje?

W Stanach mamy taki serial, który nazywa się „Family Guy”. Jeśli chcesz wiedzieć, jak się mieszka w Providence, to wystarczy obejrzeć jeden odcinek, bo wszystko jest dokładnie takie same, jak w owym serialu.

Nagrałeś album dla Circus Company.  Czy zmierzenie się z pełnometrażowym albumem było dla Ciebie wyzwaniem?

Przez jakieś cztery lata pracowałem nad tym albumem w swojej głowie. Dlatego też niektóre kawałki na „Space Is Only Noise” mają właśnie tyle lat. Dla przykładu, pierwszy i ostatni kawałek na krążku nagrałem mając 17 lat, może nawet 16. W każdym razie, byłem bardzo młody. Trzymałem je na uboczu do teraz, bo chciałem, żeby znalazły się na albumie, ponieważ jestem z nimi w jakiś sposób silnie związany emocjonalnie. Reszta – z kolei – jest zdecydowanie nowsza, a jeden zrobiłem dosłownie kilka godzin przed ostatecznym terminem oddania albumu, bo czułem, że właśnie takiego czegoś na tym albumie brakowało. I nie, nie powiem Ci który dokładnie, bo nie chce zepsuć Twojego odbioru całości. Tak więc płyta to tak naprawdę mieszanka bardzo starych rzeczy, z zdecydowanie świeższym materiałem. Chciałem ogólnie pokazać, w jaki sposób się rozwijałem przez te kilka ostatnich lat, ponieważ robiłem zarówno rzeczy taneczne, jak i zdecydowanie bardziej eksperymentalne.

Skąd czerpałeś inspiracje gdy pracowałeś nad albumem? Czy może Nicolas Jaar jest samowystarczalny pod tym względem?

Samowystarczalność nie istnieje. Ja też nie istnieje. Nie, no, nie wierze w to, że coś, co ja tworzę, pochodzi całkowicie ode mnie. W przeciągu ostatniego roku słuchałem dużo Madliba, J Dilla, oraz sporo instrumentalnego hip hopu, tak więc takową twórczość słychać najbardziej na „Space Is Only Noise”.  Etiopską muzykę też usłyszycie momentami, tak samo, jak całą muzykę elektroniczną, którą kiedykolwiek usłyszałem. Dla mnie, najbardziej ekscytującym momentem tworzenia muzyki jest wtedy, gdy mam całą masę inspiracji muzycznym z tyłu głowy przed procesem twórczym, a w trakcie wychodzą one w mało oczywisty sposób. Bo jeśli wychodzą w sposób oczywisty, to tak naprawdę komu jest to potrzebne? Aphex Twin robi to, co robi dobrze, tak więc po co komu kolejny taki artysta? Zdecydowanie wolę, gdy inspiracje się mieszają i wychodzi z tego coś zupełnie nowego.

Czy w studiu kiedykolwiek używasz żywych instrumentów, czy raczej korzystasz z dobroci komputerów?

Tak, jest sporo żywych instrumentów w mojej muzyce. Najczęściej używam mikrofonu podczas produkcji. Wiele dźwięków, które usłyszysz w mojej muzyce, to tak naprawdę nagrane dźwięki, które tworzę uderzając ręką w różne przedmioty. Dla mnie to bardzo ciekawa sprawa, gdy zamienia się nagranie mojej ręki uderzając w stół w olbrzymią stopę basu za pomocą EQ-a, choć tak naprawdę można zawsze użyć do tego 808-ki. Uwielbiam 808-kę, nie zrozum mnie źle, wolę jednak sam takie coś zrobić. Ogólnie rzecz biorąc, to na albumie jest tego mnóstwo przykładów. Tak naprawdę, to możesz nagrać cokolwiek i przerobić to za pomocą częstotliwości i tworzyć coś całkowicie nowego przy okazji. Gram też na pianinie. I na akordeonie. Naprawdę. Wiem, to śmieszne. No i wszystkie wokale, które usłyszycie w moich numerach są moje. No, może za wyjątkiem tego damskiego wokalu w drugim numerze na albumie.

Jakie to uczucie być na okładce Groove’a mając tyle lat, co ty? No i jak radzisz Sobie z całym hypem wokół twojej osoby?

Zacznę od tego, że to dla mnie wielki zaszczyt być na tej okładce. Zaś jeśli chodzi o kwestie hype’u, powiem tylko, że przemysł muzyczny to pewnego rodzaju gra. Ludzie bardzo lubią przyczepiać się do pewnych wzorów, co tak naprawdę nie jest niczym złym, bo działa to zarówno pod kątem biznesowym i kulturalnym, jak i pod tym, w którym nasze mózgi zostały uformowane przez kapitalizm. Myślę więc, że machina hype’owa to bardziej fikcyjna machina, niż coś, co naprawdę istnieje.  Jakbym miał sam w to wszystko wpaść i jarać się tym wszystkim, co się dokoła mnie dzieje…Wiesz, ta okładka Groove’a jest wielkim zaszczytem, ale jeśli miałbym się przejmować w jakikolwiek sposób hypem, to bym po prostu przestał tworzyć muzykę. A to akurat jest niemożliwe.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

W najbliższej przyszłości ukaże się remiks, który skończyłem jakiś już czas temu. Będzie to remiks zespołu, mój drugi dotychczasowy w sumie. Wcześniejszy zrobiłem dla The Bees, i muszę powiedzieć, że wielką frajdę sprawiają mi tego typu projekty, bo lubię bawić się studyjnym materiałem zespołów. Najczęściej wyrzucam większość, nie będę przecież korzystał z ich perkusji, bo to mija się z celem. Tak więc ukaże się remiks kawałka z kręgów indie w najbliższym czasie. Nieco później ukaże się również kompilacja mojego autorstwa, która powinna być dostępna w sklepach na jesień tego roku. Jest również w trakcie trasy ze swoim zespołem. Powiem ci, że chyba przestanę w przyszłości grać na żywo sam. I to nie dlatego, że tego nie lubię, tylko dlatego, że znalazłem odpowiednich ludzi do współpracy i odkryłem wreszcie sposób na współpracę z muzykami, który faktycznie daje jakieś dobre efekty w kontekście koncertowym. Wciąż jednak mam komputer, ponieważ chcę korzystać zarówno z dobrodziejstw żywych instrumentów, jak i komputerów. No i nie zamierzam udawać „prawdziwego” muzyka, grając tylko i wyłącznie na gitarze, bo o to mi w ogóle nie chodzi. Mi bardziej chodzi o to, żeby wciąż mieć elektroniczne elementy w tych występach. Zespół nie ma basisty, tak więc ja się tym zajmuje. W zespole mam za to saksofonistę, klawiszowca, gitarzystę, oraz perkusistę. Można by powiedzieć, że jest to mieszanka wszystkich zalet muzyki elektronicznej z żywymi elementami, które dają niesamowity efekt na ludziach, bo to taka żywa otoczka, w której możliwe są błędy i jest miejsce na sporą ilość improwizacji. Na koniec dodam jeszcze, że mam wielką nadzieję, że z czasem owy projekt stanie się czymś naprawdę wyjątkowym…

Zobacz materiał MUNO.TV z jedynej wizyty Nicolasa Jaara w Polsce: