K-Wax – z pasji do elektroniki, winyli i ludzi. Wywiad z twórcami

968
Wywiad
K-Wax – z pasji do elektroniki, winyli i ludzi. Wywiad z twórcami

Sprzedawać ludziom winyle, ciasta i kawę. Brzmi jak idealny plan na życie, prawda? Choć czy łatwy? Porozmawialiśmy z twórcami K-Wax, nowego miejsca w Poznaniu.

K-Wax. Poznańska miejscówka ze światowym rodowodem

W Poznaniu powstało miejsce, w którego harmonijnym wnętrzu widoczne są wpływy Berlina, Londynu i Tokio. Ponadto wszystko łączy w sobie pasję do muzyki w wielu jej materiach. Zarówno tej czysto dźwiękowej, jak i fizycznej. Materie te zamykają się w jednej formie. W płycie winylowej.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Renesans płyty winylowej był pewnikiem. Choć żyjemy w czasach, gdy maksymalnie upraszczamy swoje życie dzięki technologii, to z coraz większą estymą podchodzimy do rzeczy materialnych. Możliwość fizycznego obcowania z muzyką, jaką daje winylowy nośnik, nie bez powodu obrosła do miana rytuału czy sakramentu. Cała wytworzona wokół czarnego krążka kultura, niezliczona ilość grup dyskusyjnych, stron czy publikacji traktująca o jego fenomenie, nie wzięła się z przypadku. W dobie streamingu zatęskniliśmy za cielesnym kontaktem z muzyką.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Winyl to nie tylko nośnik i idące za nim określone brzmienie. To także towarzysząca mu oprawa wizualna w postaci okładki, dodatkowego dzieła sztuki żyjącego w symbiozie z muzyką. To integralna, a zarazem autonomiczna forma artystycznej ekspresji. Razem dają odbiorcy coś, co stało się czymś kultowym na całym świecie. W tym we włoskim Palermo, gdzie w pewny sposób historia zatytułowana K-Wax bierze swój początek.

K-Wax, czyli dzielić pasję

Łukasz Tomaszewski, znany jako Elvira, to ceniony w Poznaniu didżej i animator kultury klubowej. Jego charakterystyczny styl, wyszukana selekcja i nietuzinkowy warsztat wyrobiły mu markę wykraczającą poza Wielkopolskę. Elvira poszedł o krok dalej. Prócz spełnienia się w roli didżeja, zapragnął mieć swoje miejsce, gdzie będzie mógł dzielić się pasją z innymi, zarażać nią i edukować. Angażując do tego swoją dziewczynę, Izabelę Sitarską, utalentowaną artystkę z kręgu sztuk wizualnych, oraz grono przyjaciół, dał Poznaniowi nowe, absolutnie unikatowe miejsce. K-Wax.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

W kamienicznej piwnicy znajdującej się u zbiegu ulic Święty Marcin i Ratajczaka, znajdziemy miejsce nieoczywiste. Z jednej strony sklep z płytami winylowymi, z drugiej kawiarnię, a z trzeciej otwartą przestrzeń dla pracy twórczej. K-Wax przyciąga swoją nienachalnością, a zarazem pasją, która bija z każdego kąta niewielkiego lokalu. Znajdujące się tu zbiory to esencja starannej selekcji pomysłodawcy. Żadna płyta nie trafiła na półkę z przypadku. Czuć to od pierwszej chwili spędzonej w K-Wax. Czuć także przyjazne podejście wszystkich, którzy tu zaglądają. Jakby łączyła ich niewidzialna nić wspólnych zamiłowań.

K-Wax znaczy charakter

Na półkach znajdziemy elektronikę w wielu odcieniach. Od minimalu, techno, przez rumuńską nową falę i lo-fi, aż po orientalny house czy cloud rap. Zbiory K-Wax to wizytówka tego miejsca, tworząca jego wyrazisty charakter. Jednak Łukasz i Izabela nie zapominają o tym, skąd pochodzą. Znajdziemy tu płyty polskich twórców.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Włodarze K-Waxa na każdym kroku zaznaczają swoją otwartość dla innych dziedzin sztuki i dla ludzi. Warsztaty didżejskie, showroomy, wystawy – to tylko wycinek z ich obecnej i przyszłej działalności.

Co jednak stoi za K-Waxem? Jak tworzy się i prowadzi tak bardzo autorskie miejsce w Polsce? W dodatku w dziedzinie z jednej strony niszowej, a z drugiej ogromnie popularnej w określonych kręgach. O tym wszystkim porozmawiałem przy świetnej kawie i muzyce.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – wywiad z pomysłodawcami miejsca

Hubert Grupa: Po raz pierwszy o K-Wax rozmawialiśmy w kwietniu. Tymczasem przyznaliście przed chwilą, że pomysł na to miejsce narodził się już pięć lat temu. Zgodnie z tym, co sami umieściliście w opisie na swoim profilu na Facebooku, K-Wax to efekt zebranych doświadczeń i inspiracji. Co zatem popchnęło Was do ostatecznego stworzenia tego miejsca właśnie teraz? Perfekcyjny, choć spontanicznie wybrany moment czy szczęśliwy finał szeregu procesów?

Łukasz Tomaszewski aka Elvira: Pomysł na to miejsce wzrastał we mnie przez cały ten czas. Tak jak wspomniałeś, sporo podróżowałem i odwiedzałem podobne miejsca zbierając doświadczenia. Dzięki temu do pomysłu, który zakiełkował wcześniej, dokładałem potrzebną wiedzę.

Przełomowym momentem były wakacje w Palermo. Trafiliśmy tam na sklep, o którym informację znalazłem w internecie…

Izabela Sitarska: …tak, ten sklep był otwarty w bardzo dziwnych godzinach z racji na włoski tryb pracy. Miejsce rozpoczynało swoje życia tak naprawdę o godzinie osiemnastej. W miejscach, gdzie powinny znajdować się okna, wsadzone były gigantyczne tektury zasłaniające wnętrze. W chwili otwarcia, tektury znikały, ale właściciele wynosili przez framugi stoliki i krzesła…

Łukasz: …właśnie. To, co urzekło nas najbardziej to magia tego miejsca, która jednocześnie budowała magię tego miasta. Skoro w takim Palermo, które nie wydawało mi się miastem, by tego typu sklep mógł istnieć ze względu na włoską mentalność, to pomyślałem, że naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć coś podobnego w Poznaniu.

To miejsce przyciągało ludzi podobnych do nas. Budowało swój charakter, a jednocześnie integrowało ze sobą określoną grupę osób. Wszystko to pokazało nam, jacy ludzie budują klimat tego miasta właśnie dzięki temu, że mają miejsce, by się spotkać, poznać i porozmawiać ze sobą.

Izabela: Oczywiście weźmy pod uwagę, iż K-Wax ogromnie różni się od wspomnianego przez nas miejsca, podobnie jak Poznań różni się od Palermo. Pewnych rzeczy nie sposób przełożyć w stosunku jeden do jednego, co nie jest niczym złym.

Łukasz: Tak, ale jedno jest wspólne. Chodzi o to, by stworzyć miejsce, do którego chcesz wejść i w którym możesz się totalnie zanurzyć i nie przejmować się czymkolwiek.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Wywołaliście pewny wątek, o który siłą rzeczy musiałem zapytać. Łukasz, jesteś członkiem kultury klubowej, częścią społeczności ją tworzącej tu, w Poznaniu. Czy Twoim zdaniem, nastąpił już ten moment, gdy zainteresowanie muzyką elektroniczną rzeczywiście znaczy coś więcej niż tylko chodzenie na imprezy i słuchanie setów w domowym zaciszu? Mowa tu o potrzebie identyfikacji z innymi, o integracji środowiska czy obcowaniu z muzyką w takich miejscach jak K-Wax.

Łukasz: Bardzo chcę wierzyć, że to już ten moment, jednak by to zweryfikować i pomóc wydarzyć się takim rzeczom, potrzebne są właśnie takie miejsca jak nasze. Od lat brakuje takich miejsc czy to w Poznaniu, czy to w ogóle w Polsce.

Owszem, zdarzają się miejsca, gdzie można doświadczyć muzyki w inny sposób niż podczas imprezy w klubie. Sam miałem takie doświadczenia. Przyjeżdżałem do różnych miast, wchodziłem do takich miejsc, diggowałem, znajdowałem jakąś płytę i w ten sposób poznawałem nie tylko nowych twórców czy gatunki, ale pewny charakter miejsca. To dla mnie jeden z głównych czynników, na które chcę postawić nacisk w K-Wax – promocja muzyki klubowej poza klubem, w przestrzeni miejskiej, by była to zintegrowana część pewnego stylu życia.

Izabela: Pojawia się tu pewny wątek socjologiczny. W miejscach, w których dotychczas mogłeś diggować w płytach, zazwyczaj robiłeś to w samotności i w ciszy. Chodzi mi o duże sieci sklepów, do których trafiają setki lub tysiące płyt, i gdzie pracują osoby, które nie mają wpływu na to, co znajduje się na półkach, przez co nic nie wiedzą o tej muzyce. Tutaj jeden z gramofonów znajduje się w naszym oknie wystawowym. Idąc ulicą możesz zobaczyć, że ktoś gra muzykę, usłyszeć ją, wejść do środka…

Łukasz: …tak, wielokrotnie ktoś wchodzi tu “z ulicy”, widząc, że ktoś się tu kręci, słucha płyt, szpera w nich…

Izabela: …a następnie okazuje się, że trafiłeś do miejsca, gdzie możesz także napić się kawy czy zjeść ciasto, a co najważniejsze, porozmawiać z ludźmi o muzyce. Na dodatek z ludźmi, którzy wiedzą, jakiej muzyki można tu posłuchać, bo mają na to absolutny wpływ. W pewny sposób budujemy profil gatunkowy muzyki, z którą można się tu spotkać, przez co zawsze jesteśmy gotowi do rozmowy, nie tylko jeśli chodzi o wymianę wrażeń, ale też jakąś pomoc czy edukację. Tego typu rozmów w klubie raczej nie doświadczysz. (śmiech)

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax, czyli kto dziś kupuje winyle?

W takim razie odpowiedzcie na pytanie – kto przychodzi do K-Wax? Łukasz, czy są to osoby znane Ci z klubów, czy może kompletnie anonimowe? A może takie, które mają ogromną wiedzę lub warsztat w obszarze muzyki elektronicznej, lecz nie czują potrzeby chodzenia do klubów i uczestniczenia w imprezach?

Łukasz: Akurat w tej kwestii jestem mocno zaskoczony. Byłem przekonany, że w dużej mierze bywalcami tego miejsca będą lokalni didżeje, których, umówmy się, w Poznaniu mamy sporo. Tymczasem większość osób, które tu trafiają, są mi kompletnie obce, pierwszy raz widzę tych ludzi na oczy. Wiesz, wchodzą, patrzą na płyty i mówią: – “to mam, to mam… o, tego nie mam, kupuję!”. Na co ja odpowiadam: – “Stary, kim Ty jesteś? Zupełnie Cię nie kojarzę…”. (śmiech) Przez co poznajemy ludzi, którzy okazują się wprawionymi słuchaczami, didżejami czy nawet twórcami, ale nie chodzą na imprezy. Co także mnie zaskakuje, przychodzi tu sporo bardzo młodych ludzi

Izabela: …ale też starszych. Przychodzą tu ludzie, których śmiało można nazwać koneserami muzyki. Szukają nowych rzeczy po gatunkach, odkrywają je. Siadają sobie przy gramofonie i w spokoju podchodzą do poznawania czegoś dla siebie dotąd obcego. Często podkreślają, że takie okoliczności są dla nich bardzo przyjemnie.

Łukasz: Sporo osób, które tu zaglądają, to osoby z zagranicy. Naszym pierwszym gościem był pan z Islandii. Za namową znajomych zajrzał tutaj jeszcze przed oficjalnym otwarciem K-Waxa, pogadał z nami i kupił pierwszy winyl. Wówczas w środku prawie nic nie mieliśmy, prócz jednego blatu. (śmiech)

Wrócę jednak do młodych ludzi, którzy tu wpadają. Mam tu na myśli osoby urodzone po roku 2000, które dopiero odkrywają fizyczny kontakt z muzyką przez nośnik jakim jest winyl. Widać, że to dla nich cenne doświadczenie, bo mogą także poznać brzmienia, które są starsze od nich.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Właśnie. Doskonale pamiętamy czasy kaset, później płyt CD, teraz przeżywamy renesans winyli. Od dziecka wiedzieliśmy czym jest fizyczny kontakt z muzyką. Tymczasem dla wielu osób, wizyta w K-Wax może być pierwszym zetknięciem się z muzyką w innej formie niż pliki mp3 czy streaming. Sam mam sporo młodszą siostrę i widzę, jak cenne jest dla niej nabywanie muzyki w fizycznej formie. To także forma identyfikacji z artystą, bo przecież za każdy fizyczny nośnik trzeba zapłacić. To nie abonament za dostęp do setek tysięcy utworów jednocześnie, którego na dodatek nie postawimy sobie na półce.

Łukasz: Tak, pełna zgoda. Mam w głowie mojego 3-letniego siostrzeńca. Gdy w okresie świąt spotykamy się w rodzinnym gronie, zawsze zabieram ze sobą płyty winylowe. Za każdym razem, gdy “młody” widzi te płyty, to pyta się kiedy znów się zobaczymy i czy zabiorę ze sobą kolejne, bo “on za nimi tęskni”, kiedy znów będziemy “didżejować”. (śmiech)

To coś ponadczasowego, bo posiadając coś fizycznie budujemy do tego jakieś przywiązanie. Nie poczujemy tego samego w stosunku do aplikacji w telefonie. Dlatego idzie się w to wszystko łatwo wkręcić.

Izabela: Przychodzi tu także wielu ludzi z kręgu sztuk wizualnych, między innymi dlatego, iż sama się tym zajmuję. Zabawne jest to, iż takie osoby w pierwszej kolejności zwracają uwagę na to, jak zaprojektowane są okładki. Wchodzą tu, patrzą i mówią: – “o boże, jak pięknie zaprojektowana okładka!” i chcą kupić tę płytę nie mając nawet gramofonu. (śmiech) Tutaj występuje właśnie to wspomniane przez Łukasza przywiązanie do przedmiotu przez jego fizyczność, lecz jest zupełnie inne.

Trzeba zwrócić też uwagę na to, jak ludzie obcują z winylem, jak duży mają szacunek do tego nośnika. Nie rzucają płytami, obchodzą się z nimi niemal jak z jajkiem. To miły widok.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Winylowa kultura, winylowa turystyka…

Będąc członkiem kilku grup na Facebooku, gdzie lądują ogłoszenia sprzedaży lub zakupu płyt winylowych, zaobserwowałem zjawisko, które mogę śmiało określić jako “turystyka winylowa”. Podam przykład – ktoś leci na wakacje z rodziną na drugi koniec świata i pyta innych, czy ktoś wie cokolwiek na temat znajdujących się tam sklepów z winylami czy nawet prywatnych kolekcji. Niektóre opowieści bywają niesamowite. Wiele osób traktuje takie płyty jak pamiątki przywiezione z określonych miejsc.

Sam parę lat temu trafiłem do niewielkiego miasta na północy Francji i sprawdziłem w internecie, czy znajdują się w nim sklepy z winylami. Znalazłem dwa, a w jednym z nich rozmawiałem z właścicielem, który na wiadomość o tym, że jestem z Polski, zareagował pytaniem o to, jakie płyty polskich artystów powinien mieć na półkach.

Łukasz: Mam dokładnie tak samo. Jeśli jestem gdzieś poza Polską, szukam takich miejsc, a kupione tam płyty traktuję jak pocztówki. Później wracam do kraju, słucham tych płyt i mam w głowie projekcję tego miejsca, ludzi, atmosfery. To działa nawet po latach. Wystarczy, że puszczę jakąś płytę i po chwili przypominam sobie “aha, tę płytę mam z Palermo, tę z Tuluzy, tę z Tel Awiwu”.

Tego typu ludzie także do nas trafiają. Przychodzą i bardzo pytają o płyty polskich autorów, a nawet autorów bezpośrednio z Poznania. Dlatego przygotowałem tu specjalną półkę, gdzie leżą np. płyty Józefa (Bunchajzera – przyp. red.) i jak widzisz, wszystkie mi zeszły. (śmiech) Zadzwoniłem do niego i mówię: – “Stary, tłocz te płyty, potrzebuję dostawy, bo ostatnia sztuka poszła do Japonii, przedostatnia do Francji”. To samo z płytami Michała Ratajczaka, znanego jako Richu M. Też wszystkie zeszły.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Być może za 20 lat okaże się, że w Japonii, gdzie trafiła płyta Józka, jego muzyka stanie się kultowa w pewnych kręgach, a Józek zostanie “polskim Sugar Manem”, którego płytę ktoś kiedyś tu przywiózł z Poznania i zrobiła furorę, i wszyscy będą zastanawiać się przez lata co to za typ ją nagrał. (śmiech)

Izabela: Absolutnie nie zdziwię się, jeśli tak będzie. (śmiech)

Przejdźmy do wątku zarezerwowanego dla geeków. W jaki sposób wybieracie “towar” do swojego sklepu?

Łukasz: To moja działka. Na początku, gdy sprowadzałem tu pierwszą dostawę płyt, to bazowałem na swoim guście. Ostatnio gram sporo minimalu, house’u, ale też cały czas techno. Miałem zatem w głowie pewną koncepcję tego, co chcę tu sprowadzić, co wydawało mi się – biorąc pod uwagę jedynie mój gust – czymś atrakcyjnym. To rozwiązanie stało się pewną podstawą w zakresie tego, jaką muzykę tu mamy.

Z kolei teraz obserwuję o co ludzie pytają, czego słuchają, co im się podoba, a co nie. Na podstawie tego filtruję to przez siebie, dokonuję jakiejś selekcji i sprowadzam kolejne dostawy. Wybór płyt był z początku tylko subiektywny, a teraz zaczyna się zmieniać i rozszerzać o nowe rzeczy, których sam wcześniej nie znałem, a dzięki bywalcom tego miejsca już znam.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Nie ma jednak obaw, że zaczniesz ściągać tu płyty ogólnodostępne i popularne?

Łukasz: Absolutnie nie. Zależy mi na tym, by wszystko zostało w niszy, miało jakąś spójność i było dobrze wyselekcjonowane. Co prawda, sam sobie wprowadzam coraz bardziej otwarte zasady, ale mam świadomość, że w niektórych dziedzinach nie zostanę ekspertem, np. od rapu. Jeśli ktoś o to pyta, to oczywiście sprawdzę to i jeśli uznam, że “ok, nie moja działka, ale pasuje do tego miejsca” to ściągnę to tutaj. Jednak pewnie będą to pojedyncze przypadki.

Dominantą pozostaje muzyka elektroniczna i to się nie zmieni. Część zbiorów to płyty nowe, które ściągam bezpośrednio od dostawców, a część to płyty używane, gdzie pozwalam sobie trochę poszaleć i ściągnąć naprawdę dziwne rzeczy. (śmiech)

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax. Coś więcej niż sklep i kawiarnia

Nie zamykacie się na działalność w zakresie sklep z winylami/kawiarnia. Gościł już u Was Plug.In, rozpoczęliście warsztaty vinyl only dla didżejów. Co jeszcze macie w zanadrzu?

Izabela: Prócz muzyki, skupiamy się również na innych formach sztuki. Robię np. torby z recyklingu, poduszki na krzesła, itd. Wynika to z indywidualnego podejścia do każdej osoby zaglądającej do nas.

Weźmy np. te wspomniane torby. Robię je ze starych zasłony, ale każdy projekt jest indywidualny, szyty ręcznie. Nie ma możliwości, by pojawiły się dwie takie same torby. Jedną taką torbę robię przez cały dzień, a więc to także spore zaangażowanie, które spotyka się z docenieniem.

Wspomniane przeze mnie indywidualne podejście do każdej osoby to także taki nasz kompromis między muzyką, a sztuką użytkową. Nawet te poduchy różnią się od siebie tak, jak różnią się osoby tu przychodzące.

Dotąd brakowało mi płaszczyzny, na której obie te dziedziny się spotykają, a tymczasem płyta winylowa jest właśnie taką idealną formą tego spotkania. To również płaszczyzna spotkania między mną, a Łukaszem, czyli artystami reprezentującymi sztuki wizualne i muzykę. Choć Łukasz przeciąga mnie na swoją stronę i ostatnio wspólnymi siłami wymyśliliśmy mi pseudonim didżejski: Sitra – Japanese Techno. (śmiech) Jednak to, co za tym idzie to właśnie stworzenie pewnego wcielenia o określonych cechach, za pomocą którego chcemy pokazać, iż każdy może zacząć swoją przygodę z odkrywaniem muzyki i graniem jej.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

A wracając do warsztatów didżejskich. Kto na nie przychodzi? W dobie prostych kontrolerów, które można kupić za niewielkie pieniądze, podłączyć do komputera i zacząć grać, sztuka grania z winyli dla jednych stała się snobistycznym anachronizmem, a dla innych mistycyzmem dla wybranych.

Łukasz: Mamy za sobą już kilka edycji warsztatów i jestem zaskoczony ilością osób, które tu przychodzą. Za każdym razem K-Wax jest wypełniony po brzegi, co wymaga od nas modyfikacji przestrzeni. Przychodzą tu ludzie będący bardziej kolekcjonerami, którzy po prostu chcą się nauczyć grać z płyt w inny sposób niż ma to miejsce na posiadanym przez nich sprzęcie, w domowym zaciszu. Tutaj mają przygotowane systemy i mogą spróbować swoich sił.

Ostatnio przyszła też dziewczyna, która gdzieś już sobie grywa, głównie z CDJów. Po prostu chciała zobaczyć jak to jest grać z winyli. To bardzo budujące doświadczenie widzieć tych wszystkich ludzi chcących obcować z tym nośnikiem.

Izabela: Tak, Łukasz wraca nawet po wielu godzinach do domu i pełny ekscytacji opowiada mi kto dziś przyszedł na warsztaty.

Łukasz: Sam pamiętam swoje początki z graniem z winyli. Pokazał mi to mój kolega, któremu jest za to bardzo wdzięczny. Dziś mogę tę wiedzę przekazywać dalej i poznawać nowych ludzi.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Przywrócić blask Świętemu Marcinowi

Wiele osób może pozazdrościć Wam miejsca. Centrum miasta, skrzyżowanie dwóch kluczowych ulic, na dodatek świeżo po rewitalizacji Świętego Marcina. Jak udało Wam się tu trafić?

Łukasz: Tak, to był złoty strzał. Zobaczyłem to miejsce w listopadzie ubiegłego roku. Stało wolne…

Izabela: …i gdy mi o tym powiedział, to zaczęłam mieć wątpliwości. A że remont Świętego Marcina, że w sumie trochę piwnica, że wszystko trzeba będzie ogarnąć w środku… Wracaliśmy tu kilka razy, a w międzyczasie szukaliśmy innych miejsc…

Łukasz: …tak, zaglądaliśmy do innych miejsc, ale cały czas właśnie to miejsce miałem w głowie. W końcu stwierdziłem, iż nie znajdziemy nic lepszego w stosunku powierzchni do lokalizacji i potencjału tej okolicy. Dziś jesteśmy ogromnie zadowoleni z naszej decyzji.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Właśnie, takie miejsca jak K-Wax mają szansę przywrócić blask Świętemu Marcinowi, który przed remontem kojarzył się z zapomnianym, ociekającym tandetą zakątkiem, a teraz na nowo buduje swój charakter…

Izabela: Tak, a co do tandety – wcześniej znajdował się tu secondhand, na którego wystawie były… ogromne tygrysy. (śmiech) Stwierdziliśmy, że pozostawimy po tym pamiątkę i tym samym na ścianie wisi trójwymiarowy obraz tygrysów.

Gdy przeprowadziłam się do Poznania osiem lat temu, nie spodziewałam się, że będę mieć “swoje miejsce” w znaczeniu czegoś poza domem. Wiesz, miejsca, w którym siedzę, tworzę, pracuję.

Potencjał naszego zaangażowania w to miejsce również rozkłada się w ciekawy sposób. Całą przestrzeń projektował nam Tadzio, czyli Tadeusz Rzewuski. Zaprojektował ją tak, że nikt nie czuje się tu przytłoczony, choć jest intymnie.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska

Kto jeszcze przyłożył swoje trzy grosze do powstania K-Waxa? Czuć, że to projekt powstały dzięki zaangażowaniu wielu osób.

Łukasz: Pełna zgoda. Osoby zaangażowane w to miejsce to nasi przyjaciele. Stały skład, który jest tu codzienny to ja, Iza oraz Timur Oryeh. Do tego dochodzi grono osób, które pomagają nam na rozmaitych płaszczyznach. Np. wspomniany przez Izę Tadzio Rzewuski, który zaprojektował tę przestrzeń, czy Mateusz Pascal Łotocki, właściciel Nami Studio, gdzie tworzy piękną ceramikę, z której możemy tu korzystać.

Izabela: Od czasu do czasu pomaga nam także Elka Kosek, która lubi wpaść za ladę i zmieniać trochę wystrój K-Waxa.

Łukasz: A propos lady i blatów. Blaty dostaliśmy od “Betonowego Wojtka”. To nasz kolega, który nagle się tu pojawił i zaproponował właśnie takie piękne, betonowe blaty do stołów.

Od początku pojawiło się tu wiele życzliwych osób, które same z siebie oferowały nam pomóc lub coś nam podarowały. Każda z tych osób ma swój wkład w to miejsce i cieszę się, że to czuć wchodząc tutaj.

Izabela: Oczywiście sami jesteśmy otwarci na nowych ludzi i pomaganie im. Chcemy organizować tu wystawy, wernisaże i mnóstwo innych akcji, dzięki którym inni artyści mogą zaprezentować swoją twórczość, w tym osoby z bliskiej mi dziedziny, czyli sztuki wizualnej. Niebawem pojawi się wystawa fotografii, showroomy, itd.

Choć jesteśmy sklepem z winylami to nasza przestrzeń to przestrzeń otwarta dla wszystkich, którzy chcą coś do niej wnieść, a tym samym wnieść do codzienności innych osób.

K-Wax - Fot. Katarzyna Mieszawska

K-Wax – Fot. Katarzyna Mieszawska