Wooded Festival 2015 – RELACJA MUNO.PL

Relacja

"Odnoszę wrażenie, że wszystkie początkowe przeciwności losu tylko polepszyły finalny odbiór pierwszej edycji Wooded Festival" - pisze w swojej relacji z Wooded Festival Paweł Chałupa, redaktor Muno.pl

Zwieńczeniem doskonałego, historycznego wręcz sezonu klubowego we Wrocławiu był dwa tygodnie temu Wooded Festival. Do stolicy Dolnego Śląska w końcu powrócił rasowy elektroniczny plener – po kilkuletnim romansie z Creamfields pora przyszła na zupełnie nową inicjatywę z ogromnym potencjałem.
Marka Wooded od kilku lat systematycznie buduje zaufanie wśród Polskich fanów najlepszej jakościowo muzyki tanecznej – już pierwsza klubowa edycja tej imprezy była gigantycznym sukcesem (idea Wooded dopiero się rodziła), zdobywając zresztą nagrodę za najlepszy event w 2013 roku. Przepisem na sukces okazała się przede wszystkim kolaboracja naszych największych gwiazd na elektronicznym podwórku czyli Catz 'N Dogz z promotorem C&C Bookings. Z pomocą różnych ekip udało im się w klubowych przestrzeniach zorganizować doskonale przyjęte imprezy z Dixonem i Magdą – tym razem poprzeczka została podniesiona kilka poziomów wyżej. Czy podołali? Odpowiedź poniżej.

Teren Zamku Leśnica, na którym odbywało się całe zamieszanie, jeszcze przed jego rozpoczęciem można było uznać za strzał w dziesiątkę. Pod bramy Wooded można było dostać się pociągiem bądź bezpośrednio tramwajem z całego Wrocławia – pod względem logistyki Wooded był wygodny, zarówno dla wrocławian jak i przyjezdnych np. z Berlina, których zresztą nie brakowało na festiwalu. Już na początku dostaliśmy jasny komunikat od organizatorów, którzy za swój priorytet uznali komfort zabawy swoich gości.
Strefa wokół zamku to czysty popis kreatywności ludzi ją tworzących. Na każdym kroku dało się odczuć, że tutaj jest jakoś inaczej – przyzwyczajony jeszcze do Polskich standardów, gdzie przy okazji wielu festiwali do niedawna nie liczyło się za bardzo nic poza sceną, toi toiami, kiełbasą i piwem uśmiech nie mógł zejść mi z twarzy. Ewidentnie zauważalna była inspiracja zaczerpnięta z najlepszych open airów u naszych zachodnich sąsiadów –  charakter festiwalowi nadawały drewniane dekoracje, które tworząc tkankę Wooded rozproszono po całym obszarze – niby niewiele znaczący szczegół ale to przecież w nich jest największa siła, to dzięki nim festiwal zyskuje swoją autonomiczność i pozostaje zapamiętany na dłużej. Nie sposób nie wyróżnić tutaj głównego baru – to jedna z najładniejszych rzeczy jakie widziałem na Polskim festiwalu.
Ciekawą akcją była na pewno strefa Wooded Family, która zapraszała najmłodszych do wspólnych zabaw z artystami – widok dzieci robiących kawałek z An On Bast absolutnie bezcenny! W bezstresowej zabawie pomagała nam pozytywna, pomocna ochrona, kierunkowskazy ułatwiające komunikację, strefa chilloutu czy specjalna aplikacja Wooded.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Sceny muzyczne reprezentował fascynujący zestaw artystów – również na Wooded miała sprawdzić się forma znana z brytyjskich festiwali, gdzie w ciągu dnia można posłuchać mainstreamowych, elektroniczno-popowych zespołów zaś w nocy pierwszoplanowe role odgrywają  dj’e. Oak Stage prezentował się fenomenalnie – monumentalna drewniana konstrukcja wprawiała w osłupienie, głośno przełykałem ślinę wyobrażając sobie w takich okolicznościach, z majestatycznym zamkiem w tle roztańczone tłumy o wchodzie słońca. Dość kontrowersyjny wydawał się dancefloor – wzniesiony pod sporym kątem pagórek dobrze prezentował się do leniwego słuchania koncertów na kocu. Obawiam się, że taka opcja przy miazdze serwowanej przez Randomer nie sprawdziłaby się zupełnie – niestety nie było mi dane to sprawdzić… Druga scena, zrobiona po macoszemu nieco odstraszała na początku, na pomoc przyszła tutaj na szczęście najlepsza muzyka i atmosfera.

Na nic zdały się obietnice organizatorów dotyczące perfekcyjnych warunków pogodowych – pod wieczór festiwal niemal się nie wywrócił z powodu wielkiej ulewy z burzami. Kiedy muzyka ucichła na dobre, ciężko było o optymizm – nad Leśnicą pojawiły się czarne chmury a przed festiwalem wyzwanie ponownego go wskrzeszenia. Wooded odrodził się bardzo szybko – z jednej strony ogarnięci, zdeterminowani gospodarze, którzy jak się robi gorąco nie umywają rąk od odpowiedzialności tylko wspólnymi siłami próbują znaleźć najkorzystniejsze rozwiązanie z beznadziejnej sytuacji. Z drugiej zaś nieprawdopodobna energia ludzi którzy przyszli tutaj z nastawieniem ostrego imprezowania przez całą noc – każdy chciał jakoś pomóc, nikt się nie krzywił z powodu jakiejś tam czasowej obsuwy, nawet odwołane koncerty nie mogły popsuć humorów. Wszyscy chcieli po prostu gdzieś tańczyć. Takich akcji się nie zapomina.
Odważnym ale i pięknym gestem było otwarcie zamku na jakiś czas dla wszystkich, w środku można było się ogarnąć i wyczekiwać na rozwój sytuacji. Postawiono tam na szybko mały soundsystem ale trudno bawić się w piaskownicy kiedy kupiło się bilet na rollercoastera. Sporo było roszad w time-table, na szczęście wszystkim zagranicznym gwiazdom udało się zagrać – dobrze mieć Facebooka, który był tam jedynym źródłem z aktualizowaną informacją na temat wszelakich zmian. Oak Stage, który zamknięto ze względów bezpieczeństwa, przeniesiono na patio zamku, ładnie to wyglądało lecz nagłośnienie pozostawiało w tym miejscu wiele do życzenia.

Muzycznie nie mógł zawieść Mathew Jonson, którego produkcje to wizytówki współczesnej muzyki elektronicznej – Kanadyjczyk równie dobrze radzi sobie na żywo, jego wielobarwny live-act to jedno z najciekawszych wydarzeń muzycznych we Wrocławiu w tym roku. Muzyczny Wooded Festival zdefiniowały dla mnie jednak poranne sety artystów z małej sceny. W trakcie miazgi serwowanej od Randomer już nikt nie pamiętał o problemach dnia zeszłego. Występujący po nim Nick Höppner , legendarna postać wytwórni Ostgut Ton, która w największym stopniu odpowiedzialna jest za każde kolejne jej wydawnictwo wygrała tą imprezę. Techniczne bomby, których na próżno szukać w case’ach innych dj’i odbierane były z najdzikszą euforią – po raz kolejny niszowy booking O-Ton we Wrocławiu okazuje się strzałem w dziesiątkę. Ostatnie słoneczne chwile na festiwalu to już magia z rąk Marka Henninga, który zabrał nas w inny, lepszy świat – nie miałbym nic przeciwko, gdyby pan ten został porannym rezydentem małej sceny. What a trip!

Odnoszę wrażenie, że wszystkie początkowe przeciwności losu tylko polepszyły finalny odbiór pierwszej edycji Wooded Festival. Ciężko było znaleźć negatywne opinie, choć mogły być same takie – i miałyby one konstruktywną podstawę do ich wystawienia. Chylę czoła organizatorom, oni powinni przed nami jeszcze bardziej – oboje mogliśmy się w pewnym momencie obrazić, ale nic by z tego wtedy nie było. Solidarni i zjednoczeni w katastrofie z wielką pasją do techno – nic nas nie mogło zatrzymać. Piękne to było :)!
Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →