Weikum powraca do Simma Black z „Love & Sunshine”!

853

Bohaterem kolejnego odcinka z serii Cóż tam, panie, w muzyce? jest Weikum, z którym rozmawiamy przy okazji jego najnowszego releasu dla Simma Black. Love & Sunshine przypomina, że, niezależnie od okoliczności, lato za pasem!

Weikum. Powrót na wyspy

Simma Black to londyńska wytwórnia prowadzona przez Low Steppa – jedną z najaktywniejsze postaci tamtejszej sceny house, która stale figuruje w line-upach eventów słynnego Defected. To nie pierwsza współpraca Weikuma z Simma – w ubiegłych latach wydał tam m. in. EP-ki Move Your Soul oraz What Did You Do?.

Z twórczością i dokonaniami Sebastiana mogliście zapoznać się przy okazji styczniowej selekcji, której mieliśmy przyjemność posłuchać na łamach Muno.pl. Od tamtego momentu warszawski producent bynajmniej nie próżnował – zaliczył świetny release w Downtown Underground, a kolekcja niewydanego materiału poszerza się z dnia na dzień!

Weikum – Love & Sunshine

Najnowszy release nieco różni się od „tradycyjnej” twórczości, do jakiej przyzwyczaił nas Weikum. Zamiast mocnego, tech-housowego brzmienia, dostajemy iście wakacyjną produkcję, przywołującą na myśl plażowe czy outdoorowe imprezy. Chwytliwy wokal, dominujące pianino i subtelny disco vibe – czy taka kombinacja mogła zawieść?

Pozostaje liczyć, że wkrótce będzie nam dane usłyszeć te i inne, liczne numery Sebastiana na żywo, w jak najlepszych okolicznościach. Tymczasem, o samym wydawnictwie i kilku innych rzeczach rozmawiamy poniżej!

Wielbiciel całego spektrum tech-house

Wiktor Zdzienicki: Sebastian, Love & Sunshine właśnie ujrzał światło dzienne – muszę przyznać, że nogi nie potrafią ustać w miejscu. Patrząc na to, w jakim tempie opracowujesz ostatnio nowy materiał, to chyba można powiedzieć, że pod tym kątem izolacja Ci “służy?”

Weikum: Dziękuję, z Love & Sunshine faktycznie mierzyłem w okres przedwakacyjny, bo taka jest natura tejże produkcji. Natomiast nie spodziewałem się, a właściwie nikt się nie spodziewał tego, jak te nasze ”wakacje” będą wyglądać… Zatem panująca sytuacja niejako zmusiła mnie, żebym cały zyskany, dodatkowy czas wolny poświęcił na produkcję muzyki. Efektem jest 6 nowych numerów, z którymi będę się sukcesywnie wyłaniał.

weikum

Z tego, co mi wiadomo, to skupiasz się przede wszystkim konkretnie na tech-house. Rzeczony numer jest jednak iście wakacyjny, można by wręcz powiedzieć, że to taki “klasyczny” house.  Czy to celowy zabieg i chciałeś na chwilę odejść od swojego głównego kierunku?

Weikum: Tak, zdecydowanie moim ukochanym gatunkiem jest szerokiej maści tech-house. Mówię tutaj zarówno o mocniejszym, „pompującym” house od Riva Starr czy tribalowych smaczkach proponowanych przez moich ulubionych południowców – Chus & Ceballos. Ale także o deep-tech’owym odłamie, który gości w takich wytwórniach jak 8Bit czy Knee Deep in Sound należącej do Hot Since 82.

Każda impreza jest inna i potrzebowałem kawałka, który mógłbym zaserwować słuchaczom trochę mniej wtajemniczonym w głębsze podgatunki muzyki house. Chciałem stworzyć coś lżejszego, ale czego nie powstydzę się zagrać. Coś, co będzie dobre, taneczne i moje 😉

Inspiracja czai się wszędzie!

To Twoje kolejne wydawnictwo w znanym w środowisku labelu – Simma Black. Przez ostatnie, bardzo owocne miesiące, zaliczyłeś także m. in. Downtown Underground i chyba przede wszystkim – Glasgow Underground. Jak udało Ci się nawiązać współpracę z samym Kevinem McKay’em? Dostać się do jego stajni z pewnością nie jest najłatwiej.

Weikum: Faktycznie, do dzisiaj przeglądam z przejęciem katalog artystów tam wydających i nadal coś mi tu nie gra. Chyba wciąż do mnie nie dociera, że mnie tam wpuścili haha.

Pierwszy krok ku współpracy z Glasgow Underground zawdzięczam Panu, który nazywa Simon Mattson. Tak, tak, nasz utalentowany wspólny kolega najprościej w świecie skontaktował mnie z jednym z managerów w. w. wytwórni. Potem wysłałem im kilka propozycji, no i zaiskrzyło.

Kilka miesięcy później, już po pierwszym moim wydawnictwie pod szyldem GU, spotkaliśmy się w Amsterdamie z Kevin’em McKay’em oraz całą załogą Glasgow Underground.  Po całonocnej imprezie było dla mnie jasne, że chcę zostać w ekipie na dłużej. Oprócz wysokich standardów współpracy i wsparcia, są jednymi z najfajniejszych osób, jakie spotkałem w tym biznesie.

Chodzą słuchy, że gdyby nie film Parasite, to Twój umieszczony na Facebooku dokument o tym, jak stworzyłeś Coffee On The Go, byłby murowanym zwycięzcą tegorocznych Oscarów. A tak na poważnie – czy faktycznie często wpadasz na pomysł numerów dosłownie wychodząc z klubu lub innych losowych okolicznościach?

Weikum: Haha, tak, faktycznie siadło to Coffee! Rzeczywiście, inspirację odnajduję podczas prawie każdej dobrej imprezy, a umówmy się – w Warszawie ich nie brakuje. Zainspirować może nawet jeden głupi dźwięk, kawałek wokalu, czy już w ogóle track, który włączę sobie na chill po głośnej nocy. Wszyscy musimy być czujni, wena jest na ulicy, w klubie, w grze i na YouTube. 🙂

Każda produkcja warta uwagi, bo inaczej – what’s the point?

Chyba niewielu Polskich artystów występowało w zeszłym roku u boku tylu sław świata house, co Ty. Gorgon City, Mark Knight, Claptone, Riva Starr, The Shapeshifters.. Który występ i event najbardziej zapadły Ci w pamięci?

Weikum: Nie niewielu, tylko nikt, Wiktorze! A tak na poważnie – to był zwariowany rok, który będę wspominać przez długie lata i zabijcie mnie, ale nie śmiałbym wybierać, która impreza była dla mnie najlepsza. Każda z nich sprawiała, że chciałem jeszcze więcej i jeszcze lepiej, dużo się nauczyłem i jestem wdzięczny za każdą sekundę obok tych wyśmienitych artystów.

Na koniec, jak mawia klasyk, “dokonujemy zwrotu o 360 stopni” i patrzymy w przyszłość. Czego możemy spodziewać się od Ciebie w 2020 roku? Toolroom, Defected, Knee Deep In Sound? Wszystko wydaje się być na wyciągnięcie ręki!

Weikum: 2020 ma to do siebie, jak już wszyscy zresztą zauważyli, że wydarzyć może się dosłownie wszystko. Możecie się spodziewać bardzo ciężkiej pracy z mojej strony. Zależy mi, żeby każda moja produkcja była warta pochylenia się nad nią chociaż na chwilę, bo inaczej – what’s the point? Jeśli gwiazdy dobrze przyświecą, a mi wystarczy determinacji, żadna z tych wytwórni, które wymieniłeś nie powinna stanowić problemu w przyszłości.

Kup voucher na dowolny koncert

Biletomat.pl
50-500 PLN

Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.