Wspominamy wrocławski sylwester z Watergate – RELACJA

Relacja

Choć Wrocław to nie Berlin, a Sala Gotycka to nie Watergate, to jednak cząstka tamtejszego klimatu udzieliła się zgromadzonym na Watergate Records Showcase - New Years Eve. Jak było? Dowiesz się z naszej relacji!

Odkąd pamiętam, kierunkowskaz w naszym kraju z najlepsza imprezą sylwestrową wskazuje na Berlin. To tam w ciągu kilku dni odbywają się najgrubsze melanże z zawodnikami najwyższej półki, którzy ściągają w ten czas tysiące turystów z całego świata. Sam pewnie wybrałbym tę drogę, tym bardziej, iż grali moi faworyci: Väth, Liebing, Villalobos, Beyer no i cała śmietanka Ostgut Ton, rzecz jasna. Żal jednak zostawiać w tym wyjątkowym czasie swoich najlepszych ziomków, którzy nie koniecznie marzą o sylwestrze u naszych zachodnich sąsiadów. Wrocławska ekipa Suck My Bass doskonale rozkminiła temat – skoro nie każdego stać na wypad do Berlina, to niech jakaś jego cząstka przyjedzie do nas. Proste? Proste. Tym sposobem mogliśmy cieszyć się wszyscy z fantastycznego balu sygnowanego marką Watergate.

ZOBACZ FOTORELACJĘ

Ciężko przychodzi mi czytanie opisów polskich imprez z berlińskimi dj’ami, które zapewniają, że przywiozą oni ze sobą to co najlepsze w ich mieście. Nie. Wrocław nigdy nie będzie Berlinem, Sala Gotycka to nie Watergate, a tutejsi klubowicze muszą się jeszcze dużo uczyć od tamtejszych. Nie spodziewałem się ani przez chwilę wibracji na parkiecie rodem z Watergate, gdyż owe są jedyne na świecie – kto był, ten wie o czym pisze. Sam klub to również wyjątkowe miejsce, nie ma szans, żebym gdziekolwiek indziej zapalił jointa na ogródku postawionym na rzece Spree z widokiem na wspaniałą panoramę Berlina. Jest jednak szansa, aby liznąć nieco tamtego klimatu dzięki muzyce – sprowadzenie do Wrocławia głównych rezydentów Watergate rozbudziło we mnie nadzieję na doskonały, muzyczny trip.
Całe zamieszanie odbyło się w murach Sali Gotyckiej, jednej z najciekawszych miejscówek we Wrocławiu, w których mają miejsca najlepsze kulturalne wydarzenia w mieście. To tutaj każdego roku odbywa się coraz bardziej znany na świecie Industrial Festival – Sala Gotycka doskonale sprawdza się przy ciężkiej, mrocznej i eksperymentalnej muzyce. Niewiele ma to wspólnego z charakterystyką tkanki tworzącej Watergate, jednak ekipa SMB, odpowiedzialna od kilku lat za najgrubsze elektroniczne sylwestry we Wrocławiu, opanowała do perfekcji organizację tej wyjątkowej nocy. Charakterystyczną, maskową aurę dało się wyczuc głównie na pierwszej sali – to tutaj można było w spokoju wypić lampkę szampana i złapać drugi oddech. Organizatorzy zadbali o każdy szczegół, instalując na tym poziomie telebim z wizją i odsłuchem tego co dzieje się na main stage – rewelacyjne rozwiązanie, szkoda, że tak rzadko stosowane na innych eventach.
Główna scena to już popis dwóch aktorów – muzyki i nagłośnienia. Za to drugie odpowiedzialna była ekipa SLAP – do kwestii soundsystemu na imprezach podchodzę wyjątkowo krytycznie, zwłaszcza, że ciągle u nas obok pierwszorzędnego bookingu  zupełnie zapomina się o dźwięku – najważniejszym elemencie całej układanki. Bas miażdżył, zaś wybrzmiana dynamika każdego utworu odkrywała przede mną jego nowe walory – sam Hagelstein był pod wielkim wrażeniem tego, na czym przyszło mu zagrać seta.
Muzycznie to była perfekcyjnie poprowadzona noc, każdy występujący dj doskonale wiedział po kim i przed kim będzie mu dane zagrać. Senthia urzekła mnie swoją wrażliwością i mądrą selekcją, technicznie bezbłędny, przyjemnie wprowadzający w imprezę set – to nie mogło się nie spodobać, no i ten uśmiech Eweliny…
Lee Jones i Ruede Hagelstein to już 4-godzinny zestaw, z którego słyną kompilacje Watergate – deep-housowe sztosy, dużo pięknych wokali, wszystko podszyte mega luzem i widoczną, ogromną frajdą z grania przed wrocławską, rozentuzjazmowaną publiką.  Panowie nie żałowali sobie szampana, a Lee Jones wziął się nawet za wystrzeliwywanie konfetti podczas swojego seta (sprawdźcie na filmiku poniźej). Łukasz Napora zaprezentował ciekawy kolaż złożony z różnych terenów muzycznych. Najgłośniej po imprezie było jednak o secie Rafała Rodziewicza, występującego pod aliasem myself – wybuchowy zestaw tłustych, tech housowych bomb z rąk wrocławskiego dj’a, promotora i dziennikarza radiowego przyjęty został z największa euforią tej nocy. Michał Macewicz postawił wyjątkowo na nieco lżejszą stopę niż mogliśmy się do tego przyzwyczaić – osobiście miałem wrażenie, że dzięki temu jego set tylko przybrał na swojej mocy. Ostatnie chwile sylwestra to już przejażdżka rollercoasterem z Kretem i HLSB – każdy kolejny track wydawał się mocniej nas wbijać w parkiet, co rzecz jasna przyjęte zostało z uśmiechem i rave’m w najczystszej postaci.
Kolejna edycja sylwestrowego balu Behind The Mask Wrocławskiej ekipy Suck My Bass okazała się sporym sukcesem – ciężko było o negatywne komentarze po jego zakończeniu, zaś gwiazdy wieczoru musieli przełozyć o kilka godzin swój play-time 1 stycznia w Watergate. Oby przywitanie kolejnego roku było równie piękne, bez potrzeby wyjazdu do Berlina.
Tekst: Paweł Chałupa
Zdjęcia: Kasia Lisiecka

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →