Jakość, trwałość i styl w Białymstoku – Up To Date 2016 RELACJA

7 571
Relacja
Jakość, trwałość i styl w Białymstoku – Up To Date 2016 RELACJA

I z technowcem, i z rapowcem? I na grzyby, i na ryby? Zapraszamy na wspomnienia z tegorocznej edycji białostockiego festiwalu spisane "w rytm" tekstów Pana Stanisława z filmu "Bagaż Życia".

UP TO DATE FESTIVAL 2016 – RELACJA

Dobry charakter, nie cwaniak

Zanim tegoroczny Up To Date rozhulał się na dobre, na ich fanpage’u pojawił się post przedstawiający ekipę, która „poświęciła swój czas, energię i serca”, aby „odpalić siódmy festiwal Up To Date, zbudowany nie pieniędzmi, ale miłością do kultury, siłą wsparcia i przysług ludzi dobrej woli„. To czuć w powietrzu. Wszyscy tu się znają, wszyscy się przyjaźnią. Ekipa robi ten festiwal własnymi rękami przy kilkukrotnie mniejszym budżecie niż inne polskie festiwale. A jednak, jakości, trwałości i stylu tam nie brakuje.


Fot. facebook.com/UpToDateFestival

Jakość, trwałość i styl

Czy tylko ja miałem wrażenie, że powinienem być jakoś ładniej ubrany w Pałacu Branickich? Festiwal na dzień dobry odesłał nas do bardzo prestiżowej lokacji. Aula Magna tego dnia była pełna poduszek, a ty bezkarnie mogłeś wyciągnąć nogi na pałacowym dywanie. To było jednak tylko tło do występów Michała Wolskiego, Dana Vicente (Acronym) i Noordwiijka. Drugiego dnia w Operze i Filharmonii Podlaskiej zafundowano nam nieco inny trip. Wygłuszona sala z jednokolorową iluminacją sprzyjała zamknięciu oczu i oddaniu się w pełni tylko zmysłowi słuchu i muzyce od New Rome, Antona Irsarriego i Markusa Guentera. Trzy godziny w skupieniu i ciszy resetowały duszę, ale jednak też nieco odpychały imprezowy nastrój. Potrzeba było chwili, aby być gotowym na krzyki, tłumy i głośną muzykę.

Łącznikiem między spokojem i ładem w głowie, a totalną dziczą były czekające autobusy pod ambientowymi lokacjami. Stadion Miejski, a dokładnie jego parking, to szara, betonowa i pełna rur masa idealnie pasująca do klimatu techno i na tyle uniwersalna, aby zapewnić tam ciekawą oprawę koncertów. Scena Technosoul była dodatkowo wytłumiona, przed imprezą cisza dzwoniła tam w uszach. Martwiło mnie, że sceny dzieli tylko ściana, ale o zlewaniu się dźwięku nie było mowy. Line-up wydarzenia też nie zlewał się z wszech obecnymi odgrzewanymi kotletami na polskiej klubowej scenie czy bookingami-wabikami z dużych festiwali.

I na grzyby, i na ryby

Nie wiem jak przełożyć ryby na festiwalowe wrażenia, ale jedno jest pewne – „grzybowych melodii” nie brakowało. Na scenie Technosoul hipnotyzowali Legowelt z kwaśno-brejkowym materiałem, Umwelt z nowymi electro sztosami z nadchodzącej płyty, The Gods Planet ze swoim nieprzyzwoicie rozciągniętym i rozmaślonym livem w włoskim stylu, Annanan czarowali brudnym, duszącym brzmieniem i wokalem niczym z zaświatów, wreszcie niezwykle młody, ale cholernie zdolny Acronym, którego występ przez wielu był uznany za hajlajt festiwalu. Nie raz, nie dwa, wszyscy na parkiecie zamiast tańczyć wili się jak węże.

Z transu i butów wyrwali przede wszystkim nie dawający pardonu Reeko, Rommek wyciągający ze swojej torby same winyle z „nowoczesnym techno”, Phase Fatale, prezentujący mroczno-cmetarne 4×4 z punkowym zadziorem, no i w końcu Vatican Shadow, który wkroczył na scenę z niesamowitą pewnością siebie – wiedział, że wszyscy na niego czekają. Nie zawiódł. Kiedy pod koniec występu grał spokojnie pod 135 bpm, rejwerzy pod barierkami niemalże zaczęli tańczyć pogo – Dominic stosował na scenie headbanging już od początku.

Na uwagę na pewno zasługuję też time-table. I-F przed Legoweltem? Phase Fatale przed Vatican Shadow? Porno!

Podobna energia kipiała w kontenerze Red Bulla za piątkowego panowania WIXAPOL S.A.. Dj Torrentz.eu za didżejką tańczył jak na tych starych filmikach o rave w Holandii, co to je oglądasz po nocach na YouTube, żeby się dowiedzieć jak było kiedyś, bo masz w końcu tylko dwadzieściakilka lat.

Nikt gorszy, nikt lepszy

Czy Pan Stanisław jest fanem Hemp Gru, czy to przypadek, że ten tekst pada w filmie promocyjnym? Nie wiadomo, ale jedno jest pewne – w ten weekend mogłeś go spotkać w tłumie bawiących się ramię w ramię „ziomków”, fanów techno w co najmniej dwóch wariantach (tj. „mam na sobie cztery odcienie czarnego z Zary” i „neo ludzie lasu„) czy przedstawicieli jednego z ostatnich wysoce-ortalionowych trendów. Na Salonach Ambientu mogłeś zamknąć oczy i „obudzić się” obok Dtekka, jednego z organizatorów, na parkiecie zbić piątkę z Rommkiem, który w rozmowie popisywał się znajomością takich polskich słów jak „Zdzichu” czy „dziadzio”. Luz jak w hip hopie, żadnych sztucznych podziałów na ważniejszych czy fajniejszych.

I z technowcem, i z rapowcem

Niezwykle trudno było się oderwać od piątkowych rozkoszy „Pozdro Electro” czy sobotniego święta fanów industrialu i nowej fali w techno, ale jednak na scenę Electronic Beats trafiłem razy kilka. W pamięci na pewno zapadł mi wąsaty Tommy €A$H, który mieszał gabberowe potworki z połamanymi bitami i rapem, zmusił ludzi do kucania czy „światełka do nieba” i FFF, który w sobotę po prostu zniszczył breakcorem ostatnich festiwalowiczów na parkiecie. Jaskinia Technosoul nie wypuściła mnie na Mesa i Pezeta z live bandami, ale nasłałem na nich naszą fotografkę.

Taka fantazja tylko w Białymstoku

Chyba na próżno szukać na całym świecie festiwalu, który do filmu promocyjnego angażuje ojca jednego z organizatorów, wpuszcza twoją mamę i tatę za darmo, czy zaprasza na scenę ulicznego akordeonistę po wariacjach Tommy’iego €A$Ha, dawał drugie życie oldschoolowym ciuchom, odświeżając je swoim brandem czy wyposażając okoliczne sklepy Społem w siaty do zakupów z napisem „Pozdro Techno”.

Bagaż Życia

Festiwal zakończył się niezwykle wzniośle, symbolicznym setem w wykonaniu didżejskiej ekipy Technosoul. Essence kuglarsko bawił się formą, skacząc po odłamach techno, nikt chyba na całym festiwalu nie zagrał tak mocno i energetycznie jak Gem, a Dtekk w ostatnich 40 minutach stworzył pełną historię, z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Kiedy nastała 7:00, a z głośników przestał lać się dźwięk, trudno było tak po prostu odejść. Na scenie wszystkim cisnęły się łzy do oczu, każdy się przytulał i klepał po ramieniu. Nic dziwnego, w końcu stworzyli to wszystko własnym uporem i miłością do idei jaką jest Up To Date.

Miałem szczęście podejrzeć też to wszystko zza kulis, a dwa dni przygotowań i dwa dni festiwalu pokaźnie wzbogaciły mój Bagaż Życia.

Sprawdźcie koniecznie naszą pełną fotorelację autorstwa Moniki Sadłos oraz reportaż z ostatnich przygotowań do tegorocznej edycji festiwalu.

Tekst: Mariusz „Zariush” Zych
Zdjęcia: Monika Sadłos