Unsound – to jak, lubisz niespodzianki? RELACJA

2 876
Relacja
Unsound – to jak, lubisz niespodzianki? RELACJA

"Unsound puścił do nas oczko. Fakt, że pozwolili sobie na trzymanie w tajemnicy takich nazwisk jak Xosar, Hawtin czy SHXCXCHCXSH, a karnety i tak wyprzedały się w ciemno (...) świadczy tylko o tym, że mamy na naszym podwórku gracza ligi światowej" - zapraszamy do lektury relacji z Unsound 2015.

Tegoroczna edycja krakowskiego festiwalu Unsound, którego renoma wykracza daleko poza granice naszego kraju odbyła się pod znakiem niespodzianek i tajemnic. Unsound: Surprise miał na celu odejście od utartych przekonań i wyobrażeń na temat muzycznego festiwalu czy w ogóle wyjścia na koncert. Niektóre z nazwisk zostały skrzętnie ukryte, aż do momentu pojawienia się artystów na scenie. Domysłom i zakładom nie było końca i choć nie udało mi się pojechać do Krakowa na cały tydzień, piątek i sobotę spędziłam na odkrywaniu festiwalowych niespodzianek.

Zobacz też: 5 największych niespodzianek Unsound Festival

Current 93 i Receptor

Owiany skandalem, przeniesiony z Kościoła św. Katarzyny koncert ekipy Davida Tibeta odbył się ostatecznie w Muzeum Inżynierii Miejskiej i okazał się być przejmującym i niezwykle emocjonalnym spektaklem. W mojej pamięci na długo pozostaną gitarowe motywy oraz charyzma Tibeta, który wprawił mnie w osłupienie swoją ekspresyjną gestykulacją i wczuciem. Mimo ogromnego podziwu jaki wzbudzili we mnie muzycy, twórczość Current 93 nie do końca do mnie przemówiła.

Zobacz też: Unsound odpiera zarzuty dotyczące propagowania satanizmu

Tym bardziej niecierpliwie czekałam na kolejne wydarzenie, w ramach którego wystąpić miał suport niespodzianka oraz amerykański, noiserockowy zespół Health.  Szybki bit, pokręcone dźwięki i zasłonięte twarze –  moją pierwszą unsoundową niespodzianką zostali RSS Boys, którzy wydają swoje produkcje dla labelu mik musik prowadzonego przez Wojciecha Kucharczyka. Panowie solidnie rozkręcili publikę przed mrocznym i bardzo nastrojowym koncertem amerykańskiej ekipy. Muzyka, której znaczącym elementem jest nadzieranie ryja, nie była nigdy obiektem mojego szczególnego zainteresowania, aż do momentu, w którym chłopaki z Health pojawili się na scenie. Z pewnością nieraz wrócę do kawałków z płyty „Death Magic”, które prezentowali podczas koncertu.

 


RSS Boys

Convergence

Przekraczając próg Hotelu Forum pomyślałam, że byłoby świetnie gdyby nigdy nikt nie wpadł na pomysł remontowania tego obiektu i przekształcenia go w nowoczesne cokolwiek. Spowity ciemnościami oraz kłębami dymu na potrzeby idei tegorocznej edycji festiwalu, obiekt wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Nie pamiętam czy kiedykolwiek wcześniej miałam okazje tańczyć na dywanie w pokoju z napisem „Sala Balowa” przy drzwiach. Początkowo zadomowiłam się na pierwszej, największej scenie (Room1) czekając na występ Schackletona z gitarzystką i perkusistką japońskiej formacji Nisennenmondai. Kolejnymi  nieujawnionymi wcześniej artystami okazała się eksperymentalna grupa T’ien Lai, która z zasłoniętymi twarzami, lecz odkrytymi torsami zaprezentowała swój intensywny live pełen energicznych uderzeń w perkusyjne talerze oraz bębny.


T’ien Lai

Występujący po polskiej ekipie Schackleton w towarzystwie instrumentalistek zaczął ciekawie, ale ostatecznie nie wypadłam z butów. W międzyczasie na scenie numer trzy Dj Tiger serwował solidną dawkę hardstyle, a Roomem 2 zawładnął bas z różnych zakątków świata. Ciepła kolorystyka świateł, masa dymu, dancehallowe rytmy i zlani potem ludzie bawiący się jakby jutra miało nie być. Po powrocie do Room 1 miałam okazję być świadkiem jednego z najdziwniejszych występów jakie kiedykolwiek widziałam.  To co zaprezentował Marcus Schmickler przyprawiało o dosłowny ból ucha, a jednocześnie trudno było stamtąd uciec za sprawą doskonałej gry świateł, za którą odpowiadał Carsten Goetz.

W końcu stery przejął amerykański dj i producent Levon Vincent zaczynając swoją wycieczkę po techno i house od nagrania głosowego, w którym słyszeliśmy: „The biggest obstacle of progres is question!”, które stanowiło klamrę dla setu artysty, ponieważ także pojawiło się pod koniec jego występu. „Anti Corporate Music” czy „Launch Ramp In The Sky” z albumu Levona wywołały lawiną euforycznych krzyków z cyklu  “Boże, jakie to k*rwa piękne”.  W międzyczasie Room 3 przejmował szkocki duet znany z eklektycznej selekcji.  JD Twitch i JG Wilkes czyli Optimo trzęśli całą sceną miksując… wszystko? Dj’e z Glasgow mocno postawili na połamane brzmienia, ale estetyki house i disco (w tej odsłonie zdecydowanie bardziej do mnie przemawiają) także nie brakowało. Warto dodać, że był to ich pierwszy występ w Polsce, co tylko świadczy o renomie krakowskiego festiwalu. Dalej było już tylko coraz bardziej tanecznie i coraz bardziej 4/4. Uśmiechnięci Zenker Brothers ze swoim techno live’m oraz finisz w wykonaniu acidowej królowej Heleny Hauff oraz Koehlera w formie back to back wykończyły moje nogi do tego stopnia, że musiałam usiąść ze zmęczenia. Hauff i Koehler zrzucali na unsoundową publikę acidowe bomby, przeplatając je z cholernie seksownymi numerami okraszonymi męskim gadaniem, które wprost uwielbiam. Odsłaniając jedną z kotar, blokującą dopływ światła dziennego do Room’u 1 zdałam sobie sprawę, że jest co najmniej siódma rano. Opuszczając Forum odniosłam wrażenie, że wyżej wspomniani nie planują prędko skończyć.

 

Night Vision

Sobotę rozpoczęłam od bardzo pozytywnej niespodzianki, którą okazał się zamaskowany duet SHXCXCHCXSH związany z labelem Avian. Zakapturzone postacie zaprezentowały premierowy audiowizualny show wypełniony ambientowymi dźwiękami przez co wprowadzili mnie w klimat wręcz magiczny. Oczywiście nie brakowało mocniejszego uderzenia stanowiącego tło dla bliżej nieokreślonych tanecznych figur. W tym samym czasie Room 2 z przytupem otwierał Michał Wolski ze swoim live i muszę przyznać, że energia niewielkiej Sali balowej utrzymywana była na tym samym poziomie, aż do rana. Po Michale, za stery wkroczył Galcher Lustwerk ze swoim dj setem, który zakończył obłędnymi deep house’owymi numerami samodzielnie do nich śpiewając. Dalej, producentka z Brooklynu, Aurora Halal, swoją galaktyczna, pełną syntezatorowego brzmienia muzyka doprowadziła publikę do wrzenia. Jakby jeszcze było mało, kolejną niespodzianką okazała się Xosar, która przechwyciła emocje, które nie zdążyły jeszcze opaść po występie Halal i spotęgowała je maksymalnie swoim agresywnym live’m. Chciałoby się rzec: Kobiety za syntezatory! Romans czyli Tin Man oraz Gunnar Haslam, którzy poznali się na jednej z nowojorskich edycji Unsoundu wypełnili naszpikowany energią pokój brzmieniem Rolanda TB-303.

Po tej acidowej wycieczce, wielu z zapartym tchem wyczekiwało kolejnej niespodzianki. Jak wielkie było zdziwienie chyba wszystkich uczestników festiwalu, gdy na scenie pojawiła się ubrana na czarno szczupła postać w charakterystycznej blond fryzurze. Richie Hawtin zaprezentował audiowizualny show „Closer”, który nie zaskoczył mnie niczym specjalnie innowacyjnym czy odkrywczym, ale obyło się bez „pompki” z białej wyspy, dlatego z parkietu, a raczej z dywanu nie schodziłam.  Założyciel M_nusa wzbudza w muzycznych zapaleńcach raczej skrajne odczucia, jednak nie da się ukryć, że ani śledzący każdy ruch Hawtina na Ibizie, zagorzali fani, ani zniesmaczeni jego gwiazdorstwem, tęskniący za Plastikmanem sceptycy nie spodziewali pojawienia się kanadyjskiego producenta na Unsoundzie. Wierzcie lub nie, w pierwszej chwili co druga osoba stała w Room 2 z szeroko otwartą ze zdziwienia buzią. Drugi pokój zamykał bezbłędny jak zawsze Jacek Sienkiewicz, a w tym samym czasie na głównej scenie bicie serca słuchaczy przyspieszała inna legendarna postać – Dj Bone. Mimo zbliżającego się nieubłaganie zakończenia festiwalowej soboty, weteran z Detroit nie zwalniał tempa. Cisza, która w końcu nastała była nie do zniesienia.

Po festiwalu pojawiło się wiele pytań czy formuła niespodzianki stanowi w ogóle dobry pomysł. Dało się słyszeć głosy zawiedzionych, którzy liczyli na coś więcej w ramach Surprise. O wyjeździe na Unsound zdecydowały odkryte wcześniej nazwiska i bardzo wiele ciepłych słów na temat tego wydarzenia. Nie liczyłam na cuda w ramach czarnych pasków na line upie. Właściwie, tych niespodzianek w ogóle mogłoby nie być, a satysfakcja pofestiwalowa nie byłaby mniejsza.  Jednakże, poprzez aurę tajemnicy Unsound puścił do nas oczko. Fakt, że pozwolili sobie na trzymanie w tajemnicy takich nazwisk jak Xosar, Hawtin czy SHXCXCHCXSH, a  karnety i tak wyprzedały się w ciemno, a o bilety na poszczególne dni ludzie się zabijali świadczy tylko o tym, że mamy na naszym podwórku gracza ligi światowej.