Twój event jest lepszy niż mój

7 865
Artykuł
Big Boat Party 2020

Parafrazując w tytule artykułu słowa piosenki Kazika, zwracamy się do ogólnopolskich mediów, które w ostatniej nagonce na "Big Boat Party" po raz kolejny udowodniły, że szukanie sensacji i manipulowanie rzeczywistością są ważniejsze niż społeczny interes. Interes nas wszystkich.

Eventy muzyczne na celowniku mediów

Przypomnijmy – na Zatoce Gdańskiej odbył się imprezowy rejs katamaranem Big Boat Party, w którym uczestniczyło ok. 200 osób. U kilku z nich potwierdzono zakażenie koronawirusem. Obecnie gdyński sanepid kontaktuje się z uczestnikami eventu i straszy, że złoży zawiadomienie do prokuratury. Media głównego nurtu wykorzystały tę okazję do zmasowanej nagonki na organizatorów zabawy, których oskarżają o nieodpowiedzialność, ryzykowanie życiem uczestników oraz po prostu o działania o charakterze przestępczym.

Mówimy o tych samych mediach, które jeszcze przed chwilą cieszyły się z powodu otwieranych dla publiczności stadionów piłkarskich, gdzie może wejść na mecz kilkanaście tysięcy osób. Dziennikarze tych samych mediów z przymrużeniem oka i nonszalanckim uśmieszkiem donosili o tym, że na masowych wiecach wyborczych Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego prawie nikt nie nosi maseczek, a miejscowości turystyczne wprost pękają w szwach.

pim-myten-m41k1lTzjVM-unsplash

Czy słyszeliście, żeby któreś media potępiały ogromną kolejkę do Morskiego Oka? Albo ostro reagowały na wesela, na których również dochodziło do zarażenia koronawirusem? Oczywiście, że nie. Za to wpiszcie sobie do Google hasło „Big Boat Party koronawirus”, linków z nacechowanymi negatywnie artykułami znajdziecie tam całe multum. Ta hipokryzja aż bije po oczach. Czy eventy aprobowane przez media są lepsze od pozostałych?

Organizatorzy eventów pozostawieni samym sobie

Wygląda na to, że branża koncertowo-imprezowa stała się dla TVN-u, Polsatu, Onetu i innych dużych graczy medialnych idealnym chłopcem do bicia. Co z tego, że organizatorzy imprez od miesięcy domagają się od rządu dokładnych wytycznych odnośnie organizacji eventów i równego traktowania względem pozostałych podmiotów? Co z tego, że ruszyła akcja #razemtańczymyrazemwalczymy czy #otwieramykoncerty, które miały na celu to, aby premier Morawiecki i jego ministrowie zaczęli traktować branżę artystyczną poważnie, jako istotny element gospodarki?

Co z tego, że branża właściwie od wybuchu pandemii nawołuje do finansowego wsparcia swojej działalności przez państwo na wzór Niemiec czy Wielkiej Brytanii? Wszystkie te działania nie robią na nikim większego wrażenia. Pozostawieni zupełnie samym sobie organizatorzy koncertów, imprez i zabaw muszą działać niemal po omacku. Czy popełniają błędy? Oczywiście, że tak. Kto by ich nie popełniał w obecnej, wciąż kryzysowej sytuacji.

Koronawirus znikł całkowicie z orbity zainteresowań mainstreamowych mediów na czas wyborów. Wszyscy woleli przeprowadzać śledztwo w sprawie projektanta Christiana Paula lub rozpływać się nad tym, jak jeden z kandydatów na prezydenta świetnie mówi po francusku. Sprawy nie ułatwiały z pewnością stwierdzenia padające z ust najważniejszych oficjeli o tym, że Covid-19 to „taka inna grypa” czy „pokonaliśmy tego wirusa” w celu zmobilizowania starszego elektoratu do pójścia na wybory.

Regularne przypominanie o dystansie społecznym, obowiązku noszenia maseczek i o tym, że pandemia wciąż trwa, stało się passe. Teraz gdy wyborczy kurz opadł i trzeba szukać nowych tematów, które będą się dobrze klikać, na Big Boat Party rzucono się, jak na nową cenną zdobycz. To dość przykre, że wciąż trzeba  przypominać o tym, że na mediach ciąży społeczna odpowiedzialność.

Nikt tak bardzo jak one nie kreuje społecznych zachowań. Dlatego narracja sącząca się z telewizji, radia i gazet o tym, jak to bardzo winni całemu koronawirusowemu złu są organizatorzy imprez i ogólnie cała branża eventowa jest nie do zaakceptowania. Także uczestnicy wydarzeń muzycznych traktowani są przez media, jak średnio rozgarnięci ludzie, którzy za wszelką cenę chcą się zabawić w weekend, najlepiej przy zmrożonej wódeczce. Praktycznie żaden z dziennikarzy nie zauważa, że muzyka to dla wielu z nas dosłownie sposób na życie, wchodzenie w interakcje ze światem i innymi. Nie ma naszej zgody na takie krzywdzące upraszczanie spraw.

Co na to sami zainteresowani?

Ze sporym odzewem spotkał się post Kacpra Ponichtery (reprezentant dwóch warszawskich klubów: Jasna i Luzztro) na jego profilu w mediach społecznościowych. Całość możecie przeczytać poniżej. Komentujący odpowiedzieli na post m.in. w taki oto sposób:

Powodzenia, Kacprze! myślę, ze sensownym długofalowym krokiem byłoby zorganizowanie struktury która mogłaby interesy klubów, agencji, festiwali reprezentować na poziomie lokalnego samorządu. nie ma co liczyć na jakiekolwiek zainteresowanie tematem polityków na szczeblu krajowym; ale jestem 100% pewna ze w lokalnych strukturach znaleźliby się partnerzy do rozmowy.

 

Było to do przewidzenia. Przedwyborcze rozluźnienie miało dać poczucie tego ze jest git i rządzący ogarniają koronaburdel.

 

W punkt!  Dodam jeszcze brak klarownych jednorodnych zasad dla wszystkich, wynikający przede wszystkim z braku rzetelnej informacji. W okresie pandemicznym poruszamy się jak dzieci we mgle – tak to na pewno wyglądać nie powinno 

 

(Dużo czytania)Doskonale widzę jaki nagły zwrot w przekazie nastąpił w ogólnokrajowych mediach, a koszulkę lidera w…

Gepostet von Kacper Ponichtera am Freitag, 24. Juli 2020

 

Jako redakcja Muno.pl popieramy słowa Kacpra Ponichtery i apelujemy do mediów głównego nurtu o odpowiedzialność i rozsądek.

fot. Wojtek Rojek