Truant: Szukanie wspólnych płaszczyzn, zamiast hejtu i polaryzacji środowiska

873
Wywiad
Truant

Truant aka Patryk Szulc to szalenie dynamiczna postać sceny, na której gra od 15 lat. Występuje w stołecznych klubach Luzztro, Smolna czy w 999, ale również we wrocławskim Transformatorze czy Ciele. Grywa sety techno, ale i drum ‘n bass. Remiksuje i produkuje – właśnie pracuje nad swoim pierwszym albumem. W wywiadzie przeprowadzonym z okazji kolejnej edycji jego autorskiego cyklu Equalized – tym razem w klubie 999 i Transformator z reprezentacją kultowego londyńskiego FOLD, Truant opowiada o różnicach pomiędzy klubowaniem na przestrzeni lat, duchu undergroundu, energii i specyfice warehouse’owego klubu z Londynu, wspólnocie i zgodzie na polskiej scenie oraz marzeniu o niedzielnych rave’ach.

Artur Wojtczak: Rozmawiamy z okazji kolejnej imprezy w twoim cyklu EQUALIZED, który odbędzie się 8 lutego w klubie 999. Ale zacznijmy od twoich didżejskich początków: czy pamiętasz w jakim klubie zagrałeś jako debiutant?

Truant: Tak, to był klub Paragraf 51. Tej nocy poszedłem de facto na imprezę hiphopową „Piątki w Punkcie”. Zaproszenie na imprezę wręczył mi w ciągu dnia DJ 600V, który wówczas był rezydentem klubu. Będąc wtedy 14-latkiem wchodziłem jakimś cudem do klubów, bowiem ochroniarze to byli często nasi sąsiedzi z osiedla. Tamtego wieczoru koledzy wyciągnęli mnie z Punktu wprost na imprezę techno. Doświadczyłem tam iście srogiego rave’u i wyszedłem rano tak zafascynowany tą muzyką, że myślałem tylko o tym, jak przyśpieszyć czas do kolejnego weekendu. To był pewnie 2003 rok. I odtąd każdy weekend wyglądał już tak samo.

Potem trafiłem m.in. do Przestrzeni Graffenberga. I wtedy podjąłem decyzję by jechać na Podwale i nabyć gramofony oraz pierwsze płyty. Potem była m.in. Lokomotywa i Instytut, gdzie gwiazdą był Adam Beyer.

Truant

Truant

Truant: Kiedyś ludzie przychodzili na imprezę głównie dla muzyki i tańca

Patrząc wstecz: jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy sceną klubową w latach 90. czy na początku 00., patrząc chociażby na Warszawę, w której grywasz najwięcej?

Teraz różnica jest kolosalna. Ludzie są bardziej świadomi muzyki, mogą wybrać spośród dziesiątek imprez. Kiedyś czekałeś na tę jedną wielką imprezę z headlinerem w Lokomotywie i jadąc w kierunku ulicy Kolejowej, widziałeś wielką kolejkę aż po stację benzynową. Nikt na to nie narzekał ani na fakt, że bilet kosztował 60 złotych! Kiedyś o imprezach dowiadywałeś się z ulotek rozdawanych przed Rotundą. Teraz sprawdzasz eventy na Facebooku, klikasz w profil artysty, jeśli chcesz się o nim czegoś dowiedzieć. Ale zasadniczą różnica w mojej opinii jest to, że kiedyś ludzie przychodzili na imprezę głównie dla muzyki i tańca.

Londyńska gorączka rave

Oprócz Warszawy, istotnym miastem, które cię ukształtowało, jest Londyn. Jeździłeś tam zarówno jako dziecko, jak i podczas „gorączki rave”. Jaki to był czas?

Ta gorączka tam cały czas trwa, mocniej lub ciut słabiej. Zacząłem wyjeżdżać do Londynu z rodzicami już jako dziecko. Podobały mi się plakaty imprezowe, flyery, czułem, że to może być coś dla mnie. I raz udało mi się po znajomości wejść do klubu The Cross, pomimo dużych restrykcji, grała wtedy Sonique, a ja byłem przecież niepełnoletni. Byłem też na Brixton, w klubie Plan B., i tam zetknąłem się z drum and bassem i dubstepem.

Hołd dla The Prodigy

Wtedy też stałeś się fanem The ProdigyPamiętasz prorocze słowa z intro albumu Music For The Jilted Generation : So, I’ve decided to take my work back underground to stop it falling into the wrong hands. Jak mają się do roku 2020?

Te słowa pasują idealnie nawet po tylu latach. Choć wszystko zależy od chęci producenta, który zadba, by muzyka trafiła do właściwej publiczności. Trzeba wkładać więcej pracy, by muzyka trafiała do świadomych jej ludzi. A jak jest z klubami, gdzie przychodzą przypadkowi ludzie, nieżyjący kulturą klubową, a chcący się jedynie pokazać w modnym miejscu? To zjawisko występowało chyba zawsze. Ale jestem zdania, że to też od nas – DJ-ów, dziennikarzy, producentów i promotorów – zależy, w którą stronę pójdą ci ludzie. Czy złapią bakcyla tej muzyki, czy ją należycie poczują.

Przypomnijmy też, że w ubiegłym roku stworzyłeś specjalny edit w hołdzie dla zmarłego Keitha Flinta.

Czasem wracają do mnie jakieś duchy przeszłości i odpalam sobie stare płyty przypominając wydarzenia, jakie mi się z nią kojarzą. The Prodigy zdecydowanie mnie ukształtowało. A ja znalazłem jakąś paczkę sampli z ich numerów – m.in. Out Of Space, pociąłem je dość mocno i zrobiłem taki tribute-track.

Odniesienie do legendarnego FOLD

Do nowej edycji EQUALIZED zaprosiłeś reprezentantów niesamowitego miejsca w Londynie – klubu FOLD, który chyba najlepiej oddaje estetykę undergroundu i prawdziwego ducha kultury techno….

To ciekawa historia. Otóż w 2017 roku grałem w londyńskim klubie EGG. I na tej imprezie poznałem Bena, który był tam dźwiękowcem i ten kontakt nam pozostał. Podczas niedawnych odwiedzin w Londynie mojego kumpla Slope Unita, zwiedzaliśmy kolejne miejscówki, m.in. imprezę drum’n’bassową. I ku mojemu zdziwieniu Maciek zaproponował pojechanie na after o 9 rano w niedzielę. Nie sądziłem, że coś wtedy działa. Jechaliśmy taksówką ponad 40 minut, dojechaliśmy na jakieś odludzie. Zobaczyłem tory kolejowe, fabryki i hangar pośrodku tego wszystkiego. Impreza miała zaczynać się o 10 rano. Klub był pełen ludzi i to każdego rodzaju: kolorowych, poprzebieranych, w strojach BDSM… Coś takiego widziałem tylko w Berghain. Ale tutaj widziałem ludzi za dnia. W klubie znajdowały się żaluzje, przez które wpadały promienie słońca. Imprezę tej niedzieli grał Hector Oaks, ale nie był headlinerem, bo FOLD nie klasyfikuje i nie wartościuje artystów. Przed nim granie live’a kończył poznany przez mnie w Egg – Ben, który występował pod pseudonimem 7XINS.

Truant: Szukanie wspólnych płaszczyzn, zamiast hejtu i polaryzacji środowiska

Oglądając film o FOLD, od razu widziałem wspólne mianowniki wspomniane przez MaLa w niedawnym tekście o berlińskiej inicjatywie Staub. Też tak to widzisz?

Absolutnie! Mamy z MaLem zbieżne poglądy, graliśmy ostatnio świetny B2B po imprezie benefitowej dla Australii. Staub i Equalized to dwa cykle, które mają wyedukować ludzi, pokazać im, że można pobawić się w niesamowity sposób bez epatowania wyłącznie wielkim nazwiskiem „Superstar-DJ”. Chcemy też pokazać, że oprócz nocnej części, clubbingem jest też coś więcej. I to coś warto wyeksplorować.

U nas na razie nie wszystkie kluby mają tak skonstruowanie licencje, by móc działać za dnia… Nawiązując raz jeszcze do zazębiania się tych naszych idei, to właśnie MaL pokazywał ostatnio wywiad z Iraklim – twórcą berlińskiego Staub, który to wywiad był przeprowadzony właśnie w klubie FOLD! Zresztą chwilę potem wzajemnie zapromowaliśmy swoje imprezy, bowiem współdziałanie jest bardzo ważne.

Po wydarzeniach z ostatniego roku, związanych m.in. z odwołaniem pewnego festiwalu i polaryzacją środowisk, zauważyłem, że i DJ-e, i promotorzy, i klubowicze mają tego dość. Szukamy teraz wspólnych płaszczyzn, zgody, współdziałania. Energia, jaką kiedyś poświęcaliśmy na czytanie komentarzy, na sprawdzanie komu poszło lepiej, powinna być teraz spożytkowana o wiele lepiej.


Robert Babicz powiedział mi 2 lata temu, że z pewnością o wielu więcej polskich artystów byłoby znanych na świecie, gdyby Polacy współdziałali razem, zamiast się nawzajem zwalczać…

Pełna zgoda! W ubiegłym roku ludzie hejtujący się nawzajem przejęli kontrolę. I to o tyle dziwne, że pojawiały się złośliwe komentarze, dużo zła, a w weekend wszyscy przybijaliśmy sobie piątki…

Niedziela, Dzień Ravera?

Niedzielne imprezy pod nazwą UNFOLD to euforia w powietrzu, pełen parkiet. Czy Anglicy kochają bawić się w nieoczywistych terminach i godzinach dnia? MaL twierdzi, że dla odmiany Polacy wstydzą się tańczyć w dzień…

Impreza niedzielna potrafi przyciągnąć masę ludzi, ale generalnie Polacy faktycznie zaczynają tańczyć dopiero, gdy się ściemnia.

Niedzielne eventy udawały się chyba jak dotąd tylko w Nowej Jerozolimie?

Tak, imprezy w NJ na patio to legenda! Choć ostatnio pojawiły się imprezy Nowosada i NuCasy jako Splot Słoneczny i też fajnie wpisały się w warszawską scenę. A moim wyborem jest zapraszać na imprezy Equalized (póki co jeszcze nie niedzielne) ludzi, którzy mają coś do zaoferowania, coś więcej. I u nas też nie ma de facto headlinera, nie dokooptowujemy polskich artystów do tych z Londynu.

Truant: Różni ludzie, różna muzyka, jedna społeczność

Początek i koniec londyńskiego dokumentu wieńczą słowa: „Kluby, w których chcę być, są anonimowymi przestrzeniami. Nie istnieje tam żadna dominująca kultura czy narzucony sposób zachowania poza byciem tam. Czuję się niezdefiniowany i mogę skoncentrować się na dźwięku”. Czy takie luźne i duchowe pojmowanie clubbingu to również twoja opinia?

To są moje oczekiwania wobec clubbingu w 2020 roku. Film, o którym mówisz, nakręciła Rebecca Salvadori i naprawdę jest to bardzo krótki, ale treściwy materiał. Sposób montażu, przekaz tego filmu sprawiły, że miałem ochotę znowu się spakować i tam wyjechać. Zatęskniłem błyskawicznie za tym, czego tam doświadczyłem. Ludzie bez telefonów, patrzący na siebie w świetle słońca. Na tarasie w lipcowych promieniach widziałem wszystkich: punków, gejów, lesbijki, skinheadów – pełną galerię osobliwości. I ci ludzie się do siebie uśmiechali, dyskutowali i tańczyli do późnego niedzielnego wieczora w akompaniamencie najlepszego techno, rave’u, jungle i electro.

Czego jeszcze spodziewać się po twoim cyklu Equalized, który gościł już m.in. w Warszawie czy wrocławskim Transformatorze?

Transformator to moje miejsce na ziemi! Od miejsca, przez ludzi, którzy to prowadzą, aż po wystrój: w środku masz skejtowego bowla, gdzie w środku imprezy goście potrafią wywijać tricki na deskorolkach. Klub jest rewelacyjny. Polecam też wrocławskie Ciało, również dobre miejsce. Dlatego chłopaków z Londynu zabrałem do Wrocławia, by poznali community zebrane wokół tego klubu. I właśnie tam są imprezy przeciągnięte aż do niedzieli. A korzyść jest obopólna, bo to przecież edukowanie publiczności. Cieszę się, że w tym wszystkim są moi znajomi, bo coraz więcej DJ-ów robi swoja autorskie rzeczy. Wymieńmy też cykl SEPTa DUEL. Wszystko to, poszło tak naturalnie: mamy warunki, ludzi, którzy chcą w tym uczestniczyć.

Truant

Truant

Trendy na rok 2020

Jaki będzie najważniejszy klubowy trend na 2020?

Muzyka zawsze zatacza koła i wraca w jakichś zmienionych wariacjach. W 2018 muzyka przyspieszyła do 130-134 bpm, a teraz obserwujemy granie nawet powyżej 140 bpm. Będzie dużo szybkiego, energicznego grania. Do tego trochę połamanych bitów i na dobre wróci elektro. Ja osobiście odszedłbym od mieszania wiksiarskich transów z techno. (śmiech)

Tańcz za dnia

A jest szansa, że już w tym roku zakorzeni się trend tańczenia za dnia?

Bardzo bym chciał! Trzymam kciuki, że to się wydarzy i to nie tylko latem. Imprezy od 12 do 24 byłyby moim marzeniem na ten rok. Imprezowanie nocne już sprawdziliśmy i dobrze znamy. Otwórzmy się na coś nowego. Mnie imprezy niedzielne nastrajają świetnie na cały tydzień, one dają dobry vibe. Niedziela jest zakończeniem tego całego procesu! (śmiech) Zbieranie energii z tych wszystkich pozytywnych ludzi jest niesamowitym uczuciem!