Trickski – Unreality

Recenzje

Info

Data wydania:
2011/06/17
Ocena:
Wytwórnia:
Artysta:
O Trickski usłyszałem, kiedy wydali singiel 'Sweat’ dla cenionego wówczas Sonar Kollektiv. Kolejne własne wydawnictwa wraz z osiągnięciami innych producentów wydawali już we własnym Member Of The Trick – sublabelu Sonaru. Zaliczali równocześnie remixy dla takich sław jak Martin Solveig, Forss czy Solomun, nie przestając przy tym podbijać parkietu swoimi setami. Niemiecki duet  zdobył na tyle spore doświadczenie, że wreszcie zdecydował się na wydanie pełnowymiarowego longplay’a 'Unreality’, który w istocie jest ich debiutem na tym polu.
Już sam tytuł zdradza, z czym mamy do czynienia. Panowie starają się przenieść w stan rozmarzenia i weekendowego luzu, czego trudno nie zauważyć. Nie brak przy tym pierwiastka taneczności, który jest wyczuwalny, ale nie góruje nad całością. Nie od dziś bowiem wiadomo, że Trickski nie starają się podbijać klubowych parkietów tworzeniem muzyki katapultującej tańczących w kosmos i łupiącej agresywnym bitem. Zamiast tego wypracowali swój własny, charakterystyczny styl oscylujący wokół wolniejszego tempa i wysmakowanych (nomen omen) tricków, przyciągających wielbicieli bardziej obrazowej muzyki.
Na płytę Yannick Labbé i Daniel Becker skomponowali aż 17 utworów. Jest wśród nich kilka skitów, ale i tak pod względem ilości materiału jest bogato. Podobnie można powiedzieć o brzmieniu tej płyty. Krążek stanowi wędrówkę przez gatunki, którymi dotychczas inspirowali się niemieccy producenci. U podstaw wszystkiego leży rzecz jasna house, który jednak nie pozostaje bierny na wpływ slo-mo, deepu, nu jazzu, downtempo czy techno. 
Otwierające album numery ’Slowstens’, 'Beginning’ i pierwszy singiel ’Wilderness’ doskonale charakteryzuje sposób patrzenia duetu na muzykę. Prym wiodą spokojnie narastający bit, miarowe tempo definiowane przez handclapy i miękkie sample perkusyjne plus syntezatory na delayu, nadające całości łagodnego, płynącego klimatu. Rzecz jasna na płycie znajdują się też szybsze kawałki. ’Good Time To Pray’ z wokalnym udziałem Ernesto prze do przodu i trudno przy nim usiedzieć w miejscu. Podobnie jak przy ’Point 0′ z perfekcyjnie budowanym napięciem, które w drugiej połowie po wiele mówiącej frazie (’Welcome to point zero – your personal defeat’) nabiera dzięki gęstemu hi-hatowi i syntezatorom lekko surowego i kwaśnego charakteru.
Całkiem udanym posunięciem było zaproszenie na płytę trzech wokalistów. Słowa i melodie, które wyśpiewują dość szybko zagnieżdżają się w głowie i trudno się od nich uwolnić. Są także i słabsze momenty, ale na tle reszty szybko się o nich zapomina. Całość broni się dobrze i warto do tej płyty wracać. W moim przypadku rozczarowanie przy pierwszym odsłuchu rozwiało się przy kolejnym kontakcie z tym albumem. Wystarczy tylko wziąć głęboki oddech i poddać się nierealnemu brzmieniu.



Polub muno.pl na Facebooku:

Tracklista

 01. Slowstens
 02. Beginning
 03. Basic Tool
 04. Good Time to Pray feat. Ernesto
 05. Jazzmagazine
 06. Wilderness
 07. Can’t Get Through 
 08. The Dub Interlude
 09. Love’s A Beat feat. Irfane Khan-Acito
 10. Miami Face Interlude
 11. Love Song
 12. Point 0
 13. Nachtmusik
 14. Without You feat. Fritz Kalkbrenner
 15. PBK Interlude
 16. Unreality
 17. The Escape from Mallorca

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →