Trick or Beat – relacja z największej elektronicznej imprezy halloweenowej

fot. materiały prasowe
Relacja
Trick or Beat

Za nami pierwsza edycja największej halloweenowej imprezy z muzyką elektroniczną w tle w naszym kraju. Jak poradził sobie Trick or Beat w swoim festiwalowym debiucie? Czy skala, na którą rzucili się organizatorzy, nie przerosła ich samych? W końcu – jak wypadły występy artystów mających niebagatelny wpływ na rozwój muzyki elektronicznej? Zapraszamy do lektury.

Trick or Beat. Albo grubo, albo wcale

Nie będę ukrywać, że to wszystko wydało mi się zbyt piękne, aby mogło zakończyć się sukcesem. Jeff Mills headlinerem imprezy w Hali Stulecia? Szaleństwo! Z jednej strony absolutna podjarka – facet wymieniany w jednym rzędzie obok Kraftwerk, najważniejsze postaci dla światowej elektroniki, zagra w moim mieście. Do tego na obiekcie, gdzie stawiałem swoje pierwsze eventowe kroki. Na takie akcje we Wrocławiu czekałem przecież całe życie. Z drugiej strony dziwna niepewność – jakim cudem Mills na czele miałby zapełnić kilkutysięczną Halę Stulecia? Pachniało mi pustkami, lekką farsą i zbyt idealistyczną wizją całego przedsięwzięcia.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe


Na papierze Trick or Beat wyglądał znakomicie, jednak coś do samego końca nie dawało mi wiary w jego frekwencyjny sukces. Hala Stulecia owszem, wypełniała się w przeszłości syto przy okazji imprez z muzyką taneczną, ale były to raczej odległe czasy, w latach świetlności trance’u. Tiesto, Armin van Buuren czy Sensation White – ówczesna Hala Ludowa pękała w szwach. Czy Meyer, Slater i Catz N’ Dogz należą do osób, które mogłyby wypełnić halę po brzegi? Śmiem wątpić.

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Niecałe dwa tygodnie temu w przestrzeni Halu Stulecia odbyła się konferencja prasowa Loud Production, organizatorów 3-dniowego przedsięwzięcia z rozpoczynającym ich weekendowy maraton Trick or Beat. Już wtedy było jasne, że event pełen „undergroundowych” artystów ma mieć charakter jak najbardziej komercyjny, w zamyśle trafiający do jak największej liczby osób. Nie tylko tych mocno wkręconych w muzykę elektroniczną. Fun fact – obecny wiceprezydent Wrocławia, zapytany, za co przebierze się na Halloween, odparł, iż wolałby porozmawiać o wczesnej dyskografii Jeffa Millsa. Swój człowiek.

Trick or Beat. Petarda na papierze

Na chwilę musiałem przeprosić się ze swoimi ulubionymi preferencjami, w których najchętniej słuchałbym jednego DJ-a w formule all night long. Najlepiej w niewielkim klubie z potężnym soundsystemem. Hala Stulecia, ponad 30 DJ-ów na trzech muzycznych scenach, technologia na najwyższym poziomie – taki zestaw celował w pobudzenie wyobraźni i po frekwencji widać było, że znalazł swoich odbiorców. Organizatorzy z pewnością celowali nieco wyżej – w mojej opinii było bardzo solidnie. Nie wiało pustkami na żadnej ze scen, natomiast przemieszczanie się po całej przestrzeni zagospodarowanej dla Trick or Beat odbywało się na większym luzie. Już wiemy, że nie był to okazjonalny jednostrzałowiec. Właśnie pojawiła się data i wydarzenie na przyszłoroczną edycję. Wniosek? Musiało się udać.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Fenomenalnie wypadło wystrojenie wszystkich dostępnych stref na użytek Trick or Beat. Ogrom pracy widoczny był na każdym kroku – ewidentnie ktoś się tu mocno napocił. Ustalmy – ciężko zagospodarować tak potężną przestrzeń. Osoby odpowiedzialne za dekosy i scenografię odwaliły w tym miejscu kawał porządnej roboty. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak oprawa świetlna, choć sam jestem wyznawcą less is more.

W szczególności scena zlokalizowana w podziemiach Hali Stulecia, której gospodarzem był kolektyw z Amsterdamu – Vault Session – wypadła obłędnie dobrze. Tak powinien wyglądać rasowy techno floor – najeb*ne dymem i focus na pojedynczych kolorach rozświetlających miejsce całego zamieszania. W tym miejscu ukłony należą się dla Tomka Gawrońskiego z Tvins Stage Design. Jeden z czołowych VJ-ów w naszym kraju opanował swój fach do perfekcji. Doskonałe wyczucie muzyki pozwala mu przekuć grę świateł na bezbłędną synchronizację z dźwiękiem. Wizualna uczta.

Czytaj także: Jeff Mills nie wie, co to nuda i wydaje dwa albumy w ciągu miesiąca


Zanim poruszę kwestie muzyczne, warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy tym, co działo się wokół niej. Main stage wyglądał rewelacyjnie – umiejętna gra świateł i czysty, krystaliczny dźwięk zaspokoiły moje wcześniejsze obawy. Najlepszy soundsystem na wielkich parkietach uznaje za taki, kiedy nie mam wrażenia, że jest za cicho, przy czym mogę swobodnie rozmawiać z innymi. Tak tutaj było. Nieco gorzej wypadła scena od Vault Session – nagłośnieniowiec nie miał tam łatwego zadania. Ciężka do zaadaptowania ogromna przestrzeń z niskimi sufitami okazała się dość niewdzięczna, ewidentnie zabrakło jej basowego kicku.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Za długo nie zabawiłem na stage’u obstawianym przez berlińską ekipę Rebellion der Träumer. Z krótkiego pobytu uznaję, że spełniła swoją rolę – wypełniony parkiecik wydawał się strzałem w dziesiątkę dla fanów lżejszej muzyki tanecznej. Złoto w kwestii techniki ląduje w stronę ogromnego ekranu na głównej scenie. Moje kinofilskie zapędy otrzymały wspaniały prezent – możliwość podglądania na wielkim ekranie ikony techno było wspaniałym przeżyciem.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Muzyczne manewry rozpocząłem od rarytasu w postaci występów naszych czołowych performerów – An On Bast, Jurka Przezdzieckiego i Kuby Sojki. Nie miałem okazji usłyszeć ich wcześniej, ale wygląda na to, że tercet wziął sobie do serca klimat, jaki panował na scenie pod batutą jednej z mocniejszych techno ekip na świecie. Było mocno, szybko, entuzjastycznie i niezwykle satysfakcjonująco.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Po występie zostałem na parkiecie na kolejne dwie godziny – w oddali widziałem już Luke’a Slatera, gotowego przejąć stery w oczekiwaniu na spuszczenie nam wirtuozerskiego, technicznego łomotu. Set skręcony z hipnotycznych loopów o szorstkim tonie spełnił moje oczekiwania w stosunku do ikony techno. Potęga brzmienia, szkoda tylko, że zabrakło odpowiedniej mocy z głośników.

Trick or Beat. Produkcja najwyższych lotów

Jak zwykle elegancki i niezwykle skupiony Jeff Mills zagrał koncertowo, choć nie każdym taka stylówka musi przypaść do gustu. Żałuję, że kamera nie pokazywała z bliska popisów Amerykanina. Wyglądało to jednak na hybrydę łączącą granie z CD w asyście ze znakiem rozpoznawczym Millsa – automatu perkusyjnego TR-909. Zdarzały mu się potknięcia, z których bardzo szybko wychodził obronną ręką – one same miały w sobie coś pięknie rdzennego. Nie mogło zabraknąć The Bells, które zostało przywitane salwą radości.

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Wspaniały booking w legendarnym miejscu, wszystko super fajnie, tylko do licha, kto wpadł na pomysł, aby uatrakcyjnić jego występ tancerkami kręcącymi się przed jego nosem? Miało wyjść show na styl Cocoon Svena Vatha – mnie osobiście dotknęły ciarki żenady i uważam ten ruch za błąd w sztuce. Mills i jego publika nie potrzebują dodatkowych fajerwerków. A może ja już zdziadziałem?

Trick or Beat - relacja z największej elektronicznej imprezy Halloweenowej
Trick or Beat / fot materiały prasowe

Ostatnie chwile spędziliśmy na portugalskiej techno przejażdżce z Temudo i Cravo. Nowoczesne techno, jakie panowie prezentują, to miód na moje serce – programowo cała scena Vault Session pozamiatała. W tym miejscu należą się ukłony w stronę agencji bookingowej C&C Bookings – sprowadzić Millsa i czołowe kolektywy z Berlina i Amsterdamu to nie lada wyzwanie. Z Hali Stulecia wyszedłem spełniony. Występy Slatera i Millsa dały mi dużo radości, super było spotkać starą gwardię, jaka przyszła posłuchać wielkiego mistrza z Detroit. Trick or Beat to solidny produkcyjniak, którego pierwszą edycję należy uznać za niezwykle udaną. Do zobaczenia za rok!

Wiemy, gdzie są najlepsze imprezy. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN

Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →