Terence Fixmer – WYWIAD DLA MUNO.PL

2 169
Wywiad
Terence Fixmer – WYWIAD DLA MUNO.PL

"Laptop to wygodne narzędzie, dzięki któremu możesz okłamać publiczność" - stwierdza legenda francuskiej sceny techno - Terence Fixmer - w wywiadzie dla Muno.pl.

Terence Fixmer związał się z muzyką elektroniczną w 1994 roku, kiedy to wydał swoją pierwszą płytę winylową. Od tego czasu eksperymentował z techno i wydał cztery albumy, nakładem takich wytwórni jak m.in. Electric Deluxe czy International Deejay Gigolo Records. Ostatnio nawiązał bliższą współpracę z wytwórnią Chrisa Liebinga CLR, której nakładem ukaże się następny krążek Francuza – Depth Charged.
Przeczytajcie nasz wywiad z artystą, w którym opowiada o nachodzącym krążku i o swoim zamiłowaniu do starych analogowych maszyn. Podczas lektury, posłuchajcie preview albumu Terence’a Fixmera w Muno.FM!

WYWIAD: TERENCE FIXMER (PLANETE ROUGE/CLR)

Twój kolejny album ‚Depth Charged” jest gotowy. Określasz ten LP jako swoje najbardziej refleksyjne dzieło. Możesz nam coś o nim opowiedzieć?
Ten album jest dla mnie naprawdę wyjątkowy, bo w pewnym momencie myślałem, że już nigdy nie nagram długogrającego krążka. Nie odnajdywałem w tym już nic ważnego, bo w cyfrowych czasach ludzie po prostu wybierają pojedyncze numery i nie zwracają uwagi na to, że album to pewien koncept. Kiedy zacząłem pracować nad ‚Depth Charged’, nie miałem planu czy pomysłu. Zdałem się na własną intuicję i byłem bardzo egoistyczny. Tworzyłem album dla siebie, nie dla publiczności. Wykorzystałem dźwięki i atmosferę, którą kocham, nie poddając się żadnym wpływom.

Mocno wsparłeś karierę Alexeya Volkova, wydając jego numery techno nakładem Twojej wytwórni – Planete Rogue. Czy mógłbyś polecić nam inne świeże nazwiska, warte śledzenia w 2015 roku?
Tak, zdecydowanie stawiam i promuje Volkova. Moim zdaniem ma wielki talent, ale nie należy do tych artystów, którzy unoszą się tylko na fali swojego ‚hype’. Jest dobry w tym co robi, ma swój pomysł na siebie i własne brzmienie, które jest wręcz chirurgicznie precyzyjne. Nie sposób wymienić kliku artystów, dzisiejsza scena techno jest pełna młodych talentów.
Twoja pierwsza EP-ka to „Back to Hell”, wydana pod aliasem Scanner. Ukazała się w 1994 roku nakładem legendarnego Bonzai Records. Stylistyka tej 12″ jest całkiem inna od Twoich późniejszych nagrań. Czym się wtedy inspirowałeś?
To wydawnictwo powstało w 1994 roku, więc możesz sobie wyobrazić, że scena techno była wtedy zupełnie inna, a ja byłem bardzo młody. Z technicznego punktu widzenia, było wtedy o wiele trudniej wyprodukować numer. Nie było wtyczek, tylko syntezatory i inny hardware. Kiedy słucham tej EP nadal uważam, że to fajne wydawnictwo! Oczywiście przez te wszystkie lata rozwinąłem się technicznie i nauczyłem lepiej wyrażać siebie.
Inspirowałem się wtedy New Beatem czy EBM, zespołami takimi jak Front 242, Nitzer EBB, DAF, a dopiero potem techno, więc była to mikstura tego wszystkiego we mnie, mikstura czystego, surowego, elektronicznego brzmienia z ciężką atmosferą.
Produkcja muzyki w latach 90 to głównie hardware. Czy Twoje dzisiejsze studio jest pełne starych maszyn?
Korzystam z dobrodziejstw obu światów, cyfrowego i analogowego. Oczywiście produkując od tylu lat, mam mnóstwo analogowego sprzętu, przerzucam się także powoli na modularne systemy. Używam też cyfrowych rzeczy, chociażby wtyczek efektowych. Dla mnie każdy dźwięk jest dobry, nie ważne czy jest cyfrowy czy analogowy. Istotny jest efekt końcowy, czy brzmienie cię satysfakcjonuje, czy udało ci się osiągnąć to co chciałeś, a nie jak to zrobiłeś.
Chcę powiedzieć, że najważniejszym sprzętem jest twój mózg i kreatywność 😉

Co sądzisz o artystach, którzy grają „live” z jednego kontrolera i laptopa? Chodzi o ‚vibe’ czy o umiejętności techniczne?
Kiedy zaczynałem występować live w 1998 roku, grałem wyłącznie przy użyciu analogowego sprzętu. Technika się rozwinęła i zacząłem używać komputera, a potem dodałem do tego kontroler midi. Po latach występów i oglądania innych live actów, doszedłem do wniosku, że to wcale nie odbywało się na żywo. Po prostu wciskasz play, czasem korzystasz z reverbu czy deley’a za pomocą kontrolera, a cała muzyka jest już zaaranżowana na laptopie. Czułem się rozczarowany. Laptop to wygodne narzędzie, dzięki któremu możesz ‚okłamać’ publiczność. To frustrujące że wielu ludzi nie rozumie czym ‚live act’ powinien być.
Wtedy postanowiłem wrócić do korzystania wyłącznie z maszyn podczas grania na żywo, bez laptopa. Czuje się teraz o wiele lepiej. Występy na żywo to niespodziewane aranżacje, ale czasem też błędy w miksowaniu. To czyni występ bardziej ludzkim.
Słyszałem plotki że już wkrótce będziemy mieli okazję usłyszeć Cie w Polsce. Jakie są pierwsze trzy rzeczy, które przychodzą do Twojej głowy kiedy słyszysz słowo Polska?
Wybrać tylko trzy będzie bardzo trudno! Ale wymienił bym Joanę, moją przyjaciółkę i djkę z waszego kraju. Potem przychodzi mi do głowy Warszawa, bo to pierwsze miasto jakie odwiedziłem w Polsce, a na końcu Maria Walewska, kochanka Napoleona 🙂

Rozmawiał: Mariusz ‚Zariush’ Zych