Tych płyt i artystów słuchaliśmy. Flashback: sierpień 2019

327
Artykuł
Tych płyt i artystów słuchaliśmy. Flashback: sierpień 2019

Choć w sierpniu sezon letnich festiwali trwał w najlepsze, to artyści i ich wydawcy nie próżnowali. Sprawdźcie, co wpadło nam w ucho w ubiegłym miesiącu.

Shura – forevher

Shura - forevher

Shura – forevher

Niesamowicie udany powrót Brytyjski po trzech latach od debiutanckiego krążka, Nothing’s Real. Tym razem podrasowane elektroniką pościelowe ballady ustąpiły miejsca eksperymentom. Na forevher nie brakuje popowych hymnów, gdzie prym wiodą partie klawiszowe i słodki głos Alexandry Lilah Denton. Drugi album w karierze Brytyjki może nie jest żadnym przełomem, ani pozycją, która znajdzie się w czołówkach rocznych podsumowań. Nie da się jednak odmówić tego, że Shura stworzyła album nieznośnie przyjemny, wpadający w ucho i umilający każdą chwilę spędzoną na odsłuchu. Jeśli będzie brakować Wam pozytywnej energii w deszczowe, jesienne popołudnie, sięgnijcie po forevher.

Friendly Fires – Inflorescent

Friendly Fires - Inflorescent

Friendly Fires – Inflorescent

Tak, jak pisałem wcześniej tutaj, Inflorescent to dla mnie najmocniejsza pozycja jeśli chodzi o letnie albumy. Friendly Fires nie zawiedli oczekiwań, których w czasie trwającej osiem lat ciszy wydawniczej, pojawiło się mnóstwo. Niemal powerpopowe bangery takie jak Heaven Let Me In czy Can’t Wait Forever były ścieżką dźwiękową niejednego wypadu na wakacje. Elektronika i indie znów mają się dobrze, a my życzymy Edowi McFarlane’owi i jego kolegom, by na obecnej scenie znalazło się dla nich miejsce. W pełni na to zasługują.

Ross From Friends – Ephiphany

Ross From Friends - Ephiphany

Ross From Friends – Ephiphany

Na najnowszej EPce Felix Clary Weatherall pokazuje, że lubi bawić się elektroniką w nieszablonowy sposób i łamać konwencje. Ephiphany to materiał trudny do zaszufladkowania, przez co wciągający niemal do poziomu uzależnienia. Każdy z trzech utworów przedstawia inne inspiracje i nie stroni od niespodzianek. To, czego brakuje nowemu materiałowi od Ross From Friends, to z całą pewnością przewidywalności. Na tym polega urok Ephihany, EPki wysublimowanej, choć bezczelnie tanecznej.

Toro y Moi – smartbeats

Toro u moi - smartbeats

Toro u moi – smartbeats

Jestem absolutnym ultrasem wszystkiego, co tworzy Chaz Bear, niegdyś znany jako Chazwick Bundick. Niezależnie od tego, jakie obecnie nosi imię i nazwisko, Toro y Moi może liczyć na zainteresowanie ze strony słuchaczy i krytyków. Jednak smartbeats, najnowszą pozycję w jego katalogu, zdaje się omijać uwaga, a tym bardziej słowa zachwytu. Jest to przykre i prawdziwe zarazem.

Toro y Moi zebrał na płycie absolutnie fenomenalnych gości po to, by nagrać z nimi… ambient. W dodatku nieszczególnie udany. Nosaj Thing, Empress Off, Washed Out i Madeline Kenney to artyści, którzy zasługują na to, by potencjał ich talentów i warsztatów wykorzystać w lepszy sposób. To mocno subiektywna ocena, zwłaszcza, iż samemu wydawnictwu przyświecał pewny cel. smartbeats w założeniu miało być materiałem inspirowanym nauką, soundtrackiem do medytacji. Chciałoby się powiedzieć „Wszystko spoko Chaz, ale po cholerę mieszać w to takie postacie?”. Najnowszą EPkę Toro y Moi umieszczam tu bardziej w formie przestrogi. A jeśli już chcecie posłuchać interesującego elektronicznego minimalu to…

Mister Lies – Mister Lies

Mister Lies - Mister Lies

Mister Lies – Mister Lies

…koniecznie sprawdźcie najnowszy album Mister Lies. Ładnych parę lat temu, Nick Zanca zawojował YouTube’owe kanały w stylu Majestic Casual, tworząc minimalną, arcynastrojową elektronikę. Mowgli Shadow, dwie pierwsze płyty w dorobku Nowojorczyka, spotkały się ze świetnym przyjęciem. Po pięciu latach od premiery ostatniego krążka, Mister Lies zdecydował się na wydawniczy powrót.

Odważnie zatytułowany album Mister Lies może być uznany za próbę zdefiniowania własnego stylu lub twróczych horyzontów, po których przemieszcza się Zanca. Znajdziemy tu zarówno ambientowo-balearyczne miniatury, jak i bardziej złożone pozycje, w których nie brakuje perkusjonaliów czy basu. Ba, na upartego doszukamy się nawet numeru z radiowym potencjałem (Need A Moment).

Najnowszy materiał Mister Lies nie odbiega daleko od tego, co poznaliśmy wcześniej. Nie da się jednak ukryć, że album jest niesamowicie dopracowany, pełen smaczków. Płyta najwięcej zyskuje w czasie samotnego odsłuchu w domowym zaciszu, gdzie każdy detal dodaje barw muzyce Amerykanina. A jeśli też uznajecie, że często „mniej znaczy więcej” to musicie poznać…

Salami Rose Joe Louis – Zdenka 2080

Salami Rose Joe Louis - Zdenka 2080

Salami Rose Joe Louis – Zdenka 2080

…nową protegowaną Flying Lotusa. O Salami Rose Joe Louis pisałem już wcześniej i od tamtej pory z wypiekami na twarzy czekałem na premierę jej debiutu w stajni Brainfeeder. Koncept-album, o którego idei przeczytacie tutaj, stanowił zagadkę dla wszystkich, w tym tych, którzy jakimś cudem już wcześniej zetknęli się z muzyką Amerykanki. Na szczęście nie ma mowy o zawodzie.

Dostaliśmy wysmakowany krążek będący dźwiękową opowieścią sciene-fiction. Zdenka 2080 przenosi nas w przyszłość nie tylko za sprawą przedstawianej historii. Być może właśnie tak będzie wyglądać minimalistyczna elektronika w 2080 roku? Kto wie! Jeśli szukacie pozycji eterycznej, ale jednocześnie nieprzekombinowanej i zapadającej w pamięć, to Salami Rose Joe Louis służy pomocą.

Moo Latte – North

Moo Latte - North

Moo Latte – North

Równie wysublimowaną, co przystępną propozycję ma dla nas Moo Latte. Brian Massaka, polski kompozytor rezydujący na co dzień w Kopenhadze, już na poprzednich płytach udowadniał, że muzyczny świat nie ma dla niego granic. Łączenie hip-hopu, jazzu, afrykańskiego bluesa czy folku wychodzi mu niesłychanie łatwo. Co więcej, Moo Latte potrafi nawet najbardziej wyszukane inspiracje zamknąć w ramach niebywale chwytliwych numerów. Takich nie zabrakło na jego najnowszym albumie zatytułowanym North.

Po ubiegłorocznym Syd, Moo Latte zwrócił się mocniej w stronę future funku i hip-hopu, w którym pobłyskują chilloutowe wpływy. Oczywiście nie mogło zabraknąć elementów afrykańskich, głównie za sprawą opanowanego do perfekcji samplingu. Warto pamiętać, że Massaka to przede wszystkim utalentowany instrumentalista, z którego talentu i warsztatu korzysta m.in. Bitamina. Dlatego prócz syntetycznego brzmienia i doskonale poukładanych muzycznych puzzli, na North znajdziemy precyzyjnie wkomponowane w całość partie instrumentalne.

Najnowszy album Moo Latte to brzmienie wysokiej próby, w ramach którego Massaka powyciągał to, co najlepsze z tych wszystkich szuflad, do jakich próbuje się wsadzić jego twórczość.

Jaromir Kaminski – Powoli

Jaromir Kaminski - Powoli

Jaromir Kaminski – Powoli

Na koniec zostawiłem to, co najlepsze. Po zbiorowym zachwycie nad ubiegłorocznym arcydziełem, jakim bezsprzecznie był album Ostatni Dzień Lata autorstwa Bartosza Kruczyńskiego aka Pejzaż, druga połowa duetu Ptaki podzieliła się ze słuchaczami długogrającym debiutem. Jaromir Kaminski, bo to o nim mowa, zaproponował płytę tak niebywałą, jak jej okładka.

Jak informowała Polena Recordings, której nakładem ukazał się krążek, autor połączył na nim downtempo, trip-hop i instrumentalny hip-hop. Jednak nie o gatunki tu chodzi, a o klimat jaki udało się zbudować. Powoli to doskonała korespondencja z Ostatnim Dniem Lata i piękna kontynuacja sentymentu, jakim wielu słuchaczy twórczość duetu Ptaki. Jego członkowie pokazują, jak bliskie ich sercu było ciepłe, niespieszne brzmienie, nad którym unosi się duch przeszłości. Powoli nie szczędzi nawiązań do disco czy tropical house’u. Mocno zaznaczony jest polski rodowód materiału. Nie brakuje flashbacków to rodzimej elektroniki z przełomu lat 80. i 90.

Powoli to album tyle wyrazisty, co po prostu elegancki. Dźwięki wydają się zostać idealnie skrojone, nic nie zostało pozostawione przypadkowi. Jaromir Kaminski zaproponował płytę, do której będzie się wracać równie często, co do Ostatniego Dnia Lata od Pejzaża, czy do Przelotu Ptaków. Jeśli obaj panowie będą tak genialnie dbać o pamięć o swoim wspólnym tworze, to status kultowego wydawnictwa będzie coraz bliższy. No chyba, że duet Kaminski-Kruczynski zdecyduje się na powrót do współpracy, czego sobie i Wam bardzo życzę.

Tego słuchaliśmy. Flashback: sierpień 2019 – playlista Muno.pl