Taniec, emocje i samoświadomość. Bloo Crane z debiutem, który zapada w pamięć

221

Album Bloo Crane to popis umiejętności i talentu, który daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z jednym z najciekawszych i zarazem najbardziej świadomych debiutów ostatnich lat na polskiej scenie.

Bloo Crane. Prawie dekadę po debiucie The Dumplings

Na początku ubiegłej dekady, zarówno polska, jak i światowa scena przeżywała kolejny boom związany z elektropopem. To właśnie wtedy nad Wisłą zrobiło się głośno o takich zespołach jak xxanaxx, The Dumplings czy Rebeka. Chwilę później pojawiły się Rysy, Sonar i inni. Grupy przyjmujące najczęściej formę duetu, próbowały swoich sił z lepszym lub gorszym skutkiem. Część z nich to dziś czołowi przedstawiciele polskiego popu. Wobec tego, w elektropopowej niszy zrobiło się nieco miejsca, które zamierzają wypełnić Bloo Crane. Jednak krakowski duet ma na to swój pomysł i chce to zrobić na nieco innych warunkach niż pozostali.

Michał Polański i Krzysztof Kołodziejczyk połączyli siły pod szyldem Bloo Crane w 2016 roku. W zasadzie od razu mogli liczyć na przychylność słuchaczy i krytyków. Formacja dość szybko podzieliła się pierwszymi nagraniami. Już chwilę później muzycy zaczęli grać koncerty, w tym na poznańskim Spring Breaku, co jak na debiutantów jest sporym wyróżnieniem. Punktem zwrotnym był jednak rok 2018 i udział w projekcie My Name Is New autorstwa wytwórni Kayax.

Bloo Crane. Punkt zwrotny i długa prosta

Akcja największego w Polsce wydawnictwa zakłada wsparcie młodych twórców i zaprezentowanie ich twórczości szerszej publiczności. Pochodzące z tamtego okresu utwory, m.in. Come Closer, w pewny sposób podejmowały próbę zdefiniowania brzmienia Bloo Crane. Chwytliwy elektropop spotkał się z łagodniejszą odsłoną muzyki house, co wyszło lekko, przyjemnie i naturalnie. Zadanie, by pogodzić te dwa światy w taki sposób, by jeden nie przysłonił drugiego, nie należało do łatwych. Niby nie są to odległe bieguny, jednak w ostatnich latach niewielu muzykom w Polsce ten mariaż się udawał…

Pozytywne przyjęcie utworów zaprezentowanych w ramach akcji My Name Is New zaowocowało podpisaniem kontraktu między Bloo Crane i Kayaxem. Był to pierwszy krok na drodze do poważnej kariery Polańskiego i Kołodziejczyka. Tym samym stało się jasne, że lada moment krakowski duet rozpocznie prace nad długogrającym debiutem. Te zakończyły się dziś, wraz z premierą Bloo Feelings, pierwszego albumu w dorobku Bloo Crane.

Bloo Crane. Radiowe przeboje na parkietach świata

Na płytę składa się 10 utworów, które są przejażdżką po najświeższych trendach w światowej muzyce pop o nieco bardziej elektronicznym zabarwieniu. Znajdziemy tu zarówno inspiracje takimi zespołami jak Years & Years czy Odesza, jak i produkcjami Calvina Harrisa. Zresztą skojarzenie z pierwszą z wymienionych grup nie jest tu bez znaczenia. Maniera wokalna, jak i sama barwa Michała Polańskiego, niemal od razu przywodzi na myśl skojarzenie z osobą charyzmatycznego lidera Years & Years, Olly’ego Alexandra. Jednak warstwa dźwiękowa, za którą w największej mierze odpowiada Krzysztof Kołodziejczyk, to zwrot w zdecydowanie bardziej klubowe rejony.

To, co niemal od razu rzuca się w oczy uszy to niebywała chwytliwość piosenek, które znalazły się na debiucie Bloo Crane. Choć na single wybrano (całkiem słusznie) numery AttentionDancing, to tak naprawdę każda z dziesięciu kompozycji z Bloo Feelings bez trudu poradziłaby sobie w tej roli. Tym samym słychać tu ogromną pracę wykonaną nad aranżem utworów. Numery zdają się być niemal skrojone pod standardy radiowych przebojów. Na szczęście mają do zaoferowania sporo więcej.

Bloo Crane. Taniec bez chwili wytchnienia

Choć Bloo Crane konsekwentnie trzymają się elektropopowej stylistyki, to jednak z dużym wyczuciem żonglują klimatem swoich utworów. Wspomniane Attention Dancing to taneczne bangery, przy których nie sposób usiedzieć w miejscu. Podobnych momentów na Bloo Feelings jest więcej. Należy wymienić tu Head In The Sky czy The Sound Of My Heart. W drugim z wymienionych numerów usłyszeć można dość charakterystyczny patent, który pojawia się w kilku pozostałych piosenkach na płycie. Chodzi mianowicie o pocięty, wokalny sampling. Przypomina to nieco to, co na swoim debiutanckim zaproponowali panowie Łukasz Stachurko i Wojtek Urbański, tworzący razem jako Rysy.

Twórczość Bloo Crane doskonale wpisałaby się w klimat panujący na wielkich scenach letnich festiwali. Nawet bywalcy Audioriver Festival powinni odnaleźć się w propozycji, jaką Polański i Kołodziejczyk składają słuchaczom na Bloo Feelings. Zresztą takie kawałki jak Fallin aż proszą się o wzięcie na warsztat przez doświadczonego remiksera, by jeszcze bardziej podkręcić swój taneczny charakter.

Bloo Crane. Żonglowanie klimatem

W swoich utworach Bloo Crane rotują nie tylko klimatem. Krakowski duet woli czasem zwolnić. Takie numery jak Can We Go Back czy Together dają nieco oddechu po tanecznym szaleństwie zgotowanym przez pozostałe utwory. Zwłaszcza drugi z wymienionych kawałków zasługuje na szczególną uwagę. Fantastycznie poprowadzona partia wokalna eksponuje atuty głosu i techniki Michała Polańskiego. Przyjemna, pełna wyczucia maniera, a do tego niesamowity feeling, który sprawia, że emocje udzielają się każdemu. Polański operuje głosem w bardzo świadomy sposób. Z jednej strony zdaje się znać swoje możliwości i nie wchodzi na niedostępne dla siebie rejestry. Z drugiej doskonale wie kiedy przyspieszyć tempo lub podnieść ton.

Dokładając do tego dopieszczone kompozycje Krzysztofa Kołodziejczyka, ma się poczucie, że Bloo Feelings, choć w wydźwięku jest płytą lekką i niezobowiązującą, to jednak stanowi dopracowane w szczegółach dzieło. Kilka odsłuchów albumu na słuchawkach pozwala na wyłapanie nie tylko kilku niespodzianek, lecz również docenienie producenckiego kunsztu duetu. Bloo Feelings to krążek, w którym każdy dźwięk znalazł się w dokładnie tym miejscu, w którym powinien. Być może odbiera to płycie nieco elementu zaskoczenia (bo tego zbyt wiele tu nie ma), jednak na pewno nie ujmuje całościowego wydźwięku.

Bloo Crane. Przepis na sukces? Samoświadomość

Debiutanckie płyty często popełniają grzech, za sprawą którego muzycy chcą pokazać się z jak najlepszej, czytaj „z każdej” strony. Wachlarz stylistyk, za które się chwytają, nierzadko jest zbyt szeroko. To skutecznie utrudnia zdefiniowane brzmienia jakie reprezentuje ten czy inny artysta. A słuchacze lubią skojarzenia. Rozbiegane w różne strony albumy nie zapadają tak mocno w pamięć i przepadają. Bloo Crane podeszli do swojego długogrającego debiutu jak wytrwani gracze. Bloo Feelings to nie tylko jasne określenie kierunku, w jakim zmierzają Polański i Kołodziejczyk. To popis umiejętności i talentu, który daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z jednym z najciekawszych i zarazem najbardziej świadomych debiutów ostatnich lat na polskiej scenie.

Bloo Crane – Bloo Feelings. Posłuchaj płyty