‚Miałem to szczęście, że bardzo szybko zostałem zapoznany z gramofonami’ – Subb-an WYWIAD

1 177
Wywiad

Już w ten weekend Subb-an odwiedzi Polskę przy okazji re-openingu wrocławskiego klubu Świdnicka 12. Zanim do tego dojdzie, poznajcie go bliżej.

Subb-an czyli Ashique Subhan to jedna z najjaśniejszych gwiazd muzyki tech house na świecie. Zaczynał słuchając hip-hopu i kolekcjonując płyty na czarnym wosku aż trafił do muzyki tanecznej w której automatycznie się uzależnił. Wydawał w największych wytwórniach, od Cocoon po Crosstown Rebels, a swoimi numerami podbija parkiety na całym świecie.

Subb-an – WYWIAD

Zanim zająłeś się muzyką studiowałeś inżynierię dźwięku. W którym momencie zorientowałeś się, że chcesz zostać djem?
Obsesja fanatycznego zbierania płyt przyszła dość wcześnie. Miałem to szczęście, że bardzo szybko zostałem zapoznany z gramofonami – kiedy byłem jeszcze nastolatkiem kupiłem sobie swoje pierwsze gramofony. Mój dobry kolega ze szkoły również je miał, jego ojciec pochodził z USA i posiadał imponującą kolekcję płyt z hip-hopem. Wtedy też zacząłem wchodzić głębiej w muzykę elektroniczną/taneczną – to było jak uzależnienie. To było naprawdę dziwne, nie miałem zielonego pojęcia o scenie, nigdy w życiu nie widziałem żadnego dja w akcji – byłem jeszcze zbyt młody na chodzenie do klubów. Zbierałem te płyty i szukałem muzyki przez radio. Nie było tak łatwo jak dzisiaj, SoundCloud i YouTube jeszcze nie istniały. Do tego wszystkiego byłem kiepski w piłkę nożną, tak więc skupiałem się wyłącznie na swojej kolekcji płyt.

Mógłbyś wymienić kogoś na kim się wzorowałeś na początku Twojej kariery? Kto kształtował Twój gust muzyczny, skąd czerpałeś inspiracje?
Często jestem o to pytany i zawsze wracam do tej samej osoby – Craig Richards zawsze niesamowicie mnie inspirował. Pierwszy raz usłyszałem jego set jak miałem 15 lat, tak więc można to nazwać 15-letnią niesłabnącą inspiracją, którą czerpię od tego gościa. On po prostu nie zawodzi, od początku mojego clubbingu chodziłem słuchać go do Fabric – zawsze wychodziłem z klubu o wiele bogatszy.

W Polsce znamy dość dobrze berlińską scenę muzyczną ze względu na jej bliskie położenie. Jak mógłbyś opisać to, co dzieje się w Birmingham, miejsca z którego pochodzisz?
Birmingham przeszedł bardzo długą drogą, aż zakorzeniła się w nim undergroundowa, dobra muzyka. Było tutaj bardzo dużo basowej muzyki, inny sound wprowadził dopiero Adam Shelton oraz Lee Mcdonald otwierając legendarną oficynę Below. To był kamień milowy w muzycznej edukacji ludzi, którzy teraz robią naprawdę świetne eventy w mieście. Trzeba wspomnieć o niezapomnianych nocach Evole, Social Underground oraz Cloak’n’Dagger – wszystkie odbywały się w podziemiu, to była prawdziwa jazda. Od 5 lat mieszkam w Berlinie, jednak znajomi na bieżąco informują mnie o tym co dzieje się w Birmingham.

Mieszkasz obecnie w Berlinie – jakie zauważasz największe różnice między clubbingiem w UK a tym w stolicy Niemiec?
Najbardziej rzucająca się w oczy różnica to publika. Oba miasta znane są ze swoich imprezowych walorów na najwyższym poziomie, jednak mam wrażenie, że Berlińczycy podchodzą do tego nieco bardziej subtelnie – w UK to prawie zawsze czyste szaleństwo. Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o licencje imprez i ich limit godzinowy – w Berlinie często imprezy trwają od piątku do poniedziałku. W Wielkiej Brytanii to niemożliwe, dlatego mając te 7-8 godzin publika wydaje się wyciskać z nich tyle, ile się da. To widać na parkiecie.

Czy przypominasz sobie swoją pierwszą wydaną Epkę? Co to było, gdzie ją wydałeś i czy zdarza Ci się ją jeszcze grać na imprezach?
Moje pierwsze wydawnictwo pochodziło z Leftroom lub Immigrant – to było dawno temu, jestem tylko pewien, że to była któraś z tych dwóch wytwórni. Wydaje mi się, że w sublabelu Immigrant ukazała się moja unknown EP bez nazwiska – spotkała się z mega supportem od Richie Hawtina – chwilę później podpisana już była jako Subb-an.

Wydawałeś w wielu znakomitych wytwórniach. Współpracę z którą wspominasz najlepiej?
Jest to naturalnie kolaboracja z Danielem Paulem oraz moje wydawnictwo w Cabinet Records. Ten label wywarł na mnie ogromną inspirację wiele lat temu, w znaczący sposób wpłynęli na moją karierę. To była czysta przyjemność współpracować z tymi ludźmi, nie zapomnę tego do końca życia. Nie mogę nie wspomnieć także o współpracy z moim dobrym kolegą Beckfordem i wydaniu jednej z moich wcześniejszych Ep’ek w Spectral Sounds.

Życie w ciągłej trasie – co najbardziej lubisz, a co najmniej?
Najlepsze jest spotykanie tych wszystkich niesamowitych ludzi i zatracanie się z nimi w chwili – znajduje to na całym świecie. To uzdrowicielskie uczucie, kiedy widzisz, że jest w tym coś głębszego niż tylko zabawa. Ogromny bonus to także zobaczenia tego, co do zaoferowania ma nam nasza planeta. Najgorsze są zdecydowanie odwołane loty, przez co muszę odwołać swój występ.

Czego można spodziewać się po Twojej wizycie we Wrocławiu?
Nie mogę doczekać się przyjazdu i zagrania tam. Przyjadę z masą nowej muzyki. Właśnie słucham najnowszego materiału od Andy Catana, kto wie, może go zagram 🙂

Plany na najbliższą przyszłość?
Wydajemy za niedługo Epkę w One Records. Będą to kawałki moje i Adama Sheltona (mojego partnera z naszej wytwórni) zremixowane przez Akufena i Thomasa Melchiora. To wielki krok dla nas w definiowaniu jakim chcemy być labelem. Nie możemy się doczekać!
Przed końcem roku wydam także „Infuse” i „Pleasure Zone” w Fuse we współpracy z Enzo Siraguzo i Archie Hamiltonem. Początek przyszłego roku to już nowy projekt z Adamem Sheltonem. Bądź czujny, będzie się działo!
Rozmawiał: Paweł Chałupa