Streaming muzyki nie zatrzymał piractwa. Wręcz przeciwnie…

News

Kilka lat temu uważano, że oferowanie muzyki na żądanie mocno ograniczy piractwo, a z biegiem czasu wręcz zepchnie je na margines. Coś jednak poszło nie tak.

Streaming muzyki miał być skutecznym rozwiązaniem problemu piractwa w branży fonograficznej, bo po co ściągać albumy i pojedyncze empetrójki z Internetu, skoro za niewielką miesięczną opłatą (lub w zamian za słuchanie reklam) mamy dostęp do ogromnej bazy muzyki, w dodatku z prawie każdego urządzenia podłączonego do sieci? Artyści będą dostawać swoją działkę za każde odtworzenie, a muzyka będzie tak łatwo dostępna, że szkoda zachodu na szukanie jej do pobrania na podejrzanych stronach. Cóż mogło pójść nie tak?
Serwisy oferujące muzykę na żądanie chwalą się coraz większą ilością użytkowników, jednak równocześnie rośnie odsetek osób, które w nowym sposobie dystrybucji muzyki znalazły sposób na łatwe pozyskanie trwałych i dobrej jakości plików muzycznych. W samej Wielkiej Brytanii 15% użytkowników rippuje do plików MP3 materiał ze Spotify, YouTube i innych platform. Niby niewiele, jednak pomiędzy 2014 a 2016 rokiem ilość osób zgrywających streamy wzrosła aż o ponad 140%. Oznacza to, że mamy do czynienia z bardzo szybko rozwijającą się formą piractwa, której raczej nie sposób zatrzymać.
Okazuje się, że tak jak trudno przekonać kolekcjonerów płyt to porzucenia fizycznych nośników i przesiadki na format cyfrowy, tak trudno przekonać kolekcjonerów plików do skasowania ich w zamian za dostęp do chmury z muzyką.
Źródło: factmag.com
Polub muno.pl na Facebooku: