Słowo na piąteczek 3 FELIETON

2 808
Felieton
Słowo na piąteczek 3 FELIETON

Każdy z nas potrzebuje chwili rozluźnienia przed nadchodzącym weekendem. Niektórzy spacerują, inni żują gumę a coraz liczniejsi czytają nasz Nieregularny Felieton Weekendowy...

Nieregularny Felieton Weekendowy

W obronie przeżuwaczy

To, że w klubach obowiązują pewne reguły jest rzeczą oczywistą, bo wszędzie, więc i w klubach, jakieś zasady obowiązują. Te niepisane również. Na przykład nawet jeśli dobrze znamy „bramkę”, a każda osoba średnio intensywnie korzystająca z klubowego życia wszystkie „bramki” w swoim mieście zna doskonale, to nie śmiejemy się z niej, że ma wieśniacką czapkę (chociaż ma), chyba że „bramka” jest naszą – vel naszym – „ex”. W dodatku od pół roku wisi nam kasę, więc oporów przed publicznym nabijaniem się na oczach zgromadzonego towarzystwa nie mamy żadnych.

Czasami jednak nadchodzą dni, kiedy nawet puryści mają gdzieś podstawowe nakazy etyczne. Dopada nas jeden z tych dziwnych humorów, które mi osobiście najczęściej zdarzają się na tzw. przednówku. Poczucie obciachu znika, hamulce moralne puszczają i ani się obejrzymy, a już stoimy przed jakąś dyskoteką (dajmy na to poznańską Pachą) na kiczowatym czerwonym dywanie, przed – co za wstyd! – złotymi barierkami. I najgorsze, że do końca nie wiemy, z jakiej przyczyny…

Nawet nie wzrusza nas, że na bramce dyskoteki stoi kto? „Ex”! W sumie to dobrze się składa, bo klub very exclusive, cena za wjazd równie high level, a w portfelu pusto. Po raz kolejny stwierdzamy, że do „ex” mamy uczucia ambiwalentne, bo mogłaby lepiej wyjechać za pracą do Berlina. Może dostałaby robotę w Watergate, bo przecież w Berghain Svena ze stanowiska nie wygryzie – zdecydowanie za mało kolczyków i tatuaże nie tam gdzie trzeba. Z drugiej strony cieszymy się, bo do Pachy nie stoimy w kolejce i płacić też nie musimy… Na nic jednak wspólnie spędzone upojne noce, bo jeśli w klubie najdzie nas ochota na żucie gumy, to nawet „ex” za obietnicę anulowania długu nie powstrzyma ochroniarzy – regulamin Pachy (par. 17 zdanie drugie) wyraźnie stanowi: „W klubie obowiązuje bezwzględny zakaz używania gum do żucia.”.

Na szczęście jeśli ktokolwiek jest coś komuś dłużny w relacjach z „byłymi” mającymi w CV epizody „bramkarskie”, to bardziej ja i to gorące przeprosiny. Wiosnę tej zimy mamy również całkiem udaną i przednówek aż tak bardzo nie daje się we znaki, więc wizyta w Pachy raczej mi nie grozi. Zakaz używania gum do żucia jednak zastanawia.

Czyżby koncern Pacha miał większościowe udziały w fabryce miętówek albo dezodorantów do ust? A może menedżment czereśniowego przybytku uciechy hołduje starym, wręcz archiwalnym zasadom savoir-vivre, które mówią, że żuć gumy w towarzystwie po prostu nie wypada? Bo nie chce mi się wierzyć, że powód zakazu jest bardziej niż prozaiczny: ta międzynarodowa, wypachniona, ubrana w najdroższe ciuchy i pijąca wymyślne drinki śmietanka towarzyska nie wie, że gumę wyrzuca się do kosza na śmieci, a nie przylepia pod stolikiem?

Pachy zapewne obcy jest syndrom tzw. „mielenia paszczą”, który wytrawni klubowicze znają aż za dobrze. Co prawda widok ruchów szczęk kojarzących się z beznamiętnie przeżuwającą krową do najinteligentniejszych nie należy, ale w sumie nie ma się czego wstydzić.

Nie raz i nie dwa widzieliśmy namiętnie żujących np. Papę Svena (pamiętna relacja MTV z Love Parade), czy Villalobosa, gramy więc w podobnych ligach. Miłośnicy klubu spod znaku dwóch czereśni to inna kategoria, paszczękami nie mielą, więc zakaz żucia zapewne ich nie zaboli, tragedii nie ma, ale co na to Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, które od lat propaguje żucie gumy bez cukru jako skuteczny element walki z próchnicą?

Oczywiście nikt nikogo na siłę nie zmusza do chodzenia do Pachy i klub może zakazać nie tylko żucia gum, ale również noszenia czerwonych skarpetek w niebieskie prążki – jego prawo! Z takich zakazów można się śmiać, ale trzeba przyznać jedno: Pacha ma regulamin, który jasno określa zasady przebywania w klubie, a pod tym względem nasze (i chodzi mi o te zdecydowanie bardziej „nasze”) imprezownie stoją raczej słabo. A dlaczego mnie to denerwuje i to z jednego powodu – o tym niebawem.

Łukasz Marcinkowski „Klubowicz”