Selector Festival 2011 – RELACJA!

6 653
Relacja
Selector Festival 2011 – RELACJA!

Sezon letnich wydarzeń muzycznych w naszym kraju można uznać za otwarty! W miniony weekend w Krakowie odbył się Selector Festival. O tym czy impreza godnie zaingurowała festiwalowe lato w Polsce dowiecie się z relacji Muno.pl!

W miniony weekend odbyła się trzecia edycja Selector Festival w Krakowie. Impreza powróciła na Błonia po tym, jak rok temu ulewy zmusiły organizatora do przeniesienia koncertów w ostatniej chwili na teren Muzeum Lotnictwa. Tym razem pogoda naprawdę dopisała, co nie jest bez znaczenia dla powodzenia każdego festiwalu. Zaletą Selectora jest jego – w porównaniu z innymi imprezami tego typu – kameralny charakter. Kto był chociaż raz na Open’erze czy Audioriver, ten wie, ile czasu zajmuje tam przejście z punktu A do B. Na Błoniach Selector zajął w tym roku stosunkowo niewielki obszar. Dzięki temu melomani mogli szybko migrować między zgrabnymi niebieskimi namiotami mieszczącymi główną scenę Cyan i mniejszą Magentę.

Organizator ewidentnie skorzystał z kilku lat doświadczeń na Open’erze, jeśli chodzi o kwestie logistyczne i organizacyjne. Sekcja sanitarna była bogato wyposażona, dzięki czemu nie było wielkich kolejek. Można się uśmiechnąć, że to tak prozaiczna kwestia, ale potrafi dać się we znaki na imprezie masowej, gdzie higienę traktuje się czasami naprawdę po macoszemu. Zgodnie z tradycją Alter Artu, na festiwalu można było płacić wyłącznie kuponami lub specjalną kartą płatniczą.

selectorfestival.pl

Pierwszy dzień festiwalu na scenie głównej otworzył koncert zespołu Kamp! – znanego trio balansującego między synth popem i lekkim gitarowym rockiem. Panowie koncertują na potęgę, płynąc na fali kilku pierwszych singli, takich jak niezwykle popularny „Breaking A Ghost’s Heart”, który zagrali na samym początku koncertu. Opinie co do występu były różne, ale choć występ Kamp! wybitny nie był, to trudno mu też coś zarzucić.

Mniejszą scenę pod Magentą zainaugurowali Stefan Głowacki z Anią Iwanek – znani szerzej jako Rubber Dots. Warszawski elektropopowy duet pojawił się na scenie o 17:30, frekwencja była więc niska. Występ zespołu nie był zły, ale też nie zachwycił widzów. Magentę rozkręcił dopiero koncert Bartka Szczęsnego, jednego z najciekawszych obecnie młodych producentów na polskiej scenie elektronicznej. W projekcie solo muzyk grał na gitarze, korzystając też z kilku kontrolerów i laptopa. Wyczuć można było sympatię widzów dla skoncentrowanego artysty. Na pewno nie jest łatwo porwać tłum w pojedynkę, ale Szczęsny z powodzeniem sprostał temu wyzwaniu. Pewnym faux pas było zagranie piosenki Kamp!, w którym Szczęsny grywa jako basista, tuż po koncercie tego zespołu. Niepotrzebne było też zagranie piosenki Rebeki, czyli projektu, z którym Szczęsny miał wystąpić w sobotę razem z Iwoną Skwarek. Muzyk przechodził płynnie od kawałków stricte tanecznych do swoich refleksyjnych melodii. Drobnym zgrzytem były kiepskie wizualizacje, przypominające przypadkowe przerzucanie kanałów w telewizorze. Nie miały zupełnie związku z elektroniką Szczęsnego w stylu lat ’80, wchodzącą chwilami na wysoki poziom abstrakcji, przypominając nawet norweskiego Lindstroma.

A.Rawicz (selectorfestival.pl)

Nie przekonał mnie zupełnie koncert zespołu Does It Offend You, Yeah? Przypominał pozbawioną melodii fuzję Rage Against The Machine z Guano Apes. Kakafoniczne kawałki w połączeniu z ‚ryczeniem’ głównego wokalisty nie były zbyt wciągające. Jeden z członków zespołu dorzucał jeszcze efekty, które psuły jeszcze bardziej ten kiepski występ. Po koncercie gości z Wielkiej Brytanii przyszedł czas na samozwańczych skandalistów i uwodzicielskich manipulatorów aka Crystal Castles.

Nastawiłem się na wspaniały występ, wysłuchawszy wielu plotek o gorącym koncercie na Open’erze i hipnotyzującej kreacji scenicznej Alice Glass. Niestety koncert okazał się całkowitą pomyłką. Z rozbawieniem patrzyłem na szalejący tłum, który był chyba zbyt skoncentrowany na obserwowaniu chudziutkiej Kanadyjki, żeby zwrócić uwagę na otaczający ich dźwięk. Trzeba dodać, że nagłośnienie festiwalowe w pierwszym dniu festiwalu pozostawało wiele do życzenia. Na koncercie thrash popowego duo sięgnęło jednak zupełnego dna.

Niektórzy fanatycy tłumaczyli dźwięk intencjonalnym elektronicznym brudem, ale przypominało to bardziej podsłuchiwanie radia u sąsiadów przez grube ściany w starej kamienicy. Wokal Alice był słabiutki, bo jej szaleństwa sceniczne musiały prowadzić do ciągłej zadyszki. Niskie i średnie rejestry były zupełnie stłumione. To był niestety klasyczny przykład koncertu zespołu, który otaczany jest takim kultem, że sam występ jest tylko pretekstem dla oddawania im ślepej czci i miłości.

O Ladytron trudno wiele napisać,  poza tym, że było zwyczajnie nudno i staro. Zespół, który kiedyś zasłynął świetnym kawałkiem „Destroy Everything You Touch”, pokazał niestety, że nie udało mu się rozwinąć skrzydeł od tego czasu. Grupa z Liverpoolu nie potrafiła porwać swoimi piosenkami, które nie miały w sobie zbyt wiele świeżości. Bardzo udany był za to koncert zespołu The Klaxons, na którym zjawiła się liczna grupa lojalnych fanów. Muzycy złapali świetny kontakt z publiką i okazywali też sobie wzajemnie czystą radość z grania, co stworzyło świetną atmosferę na scenie.

T. Kamiński (selectorfestival.pl)

Piątkowa seria występów była naprawdę kiepska. Pozytywnym akcentem na zakończenie tego dnia był świetny set Catz n Dogz. Duet zaprezentował najbardziej wytrwałym widzom porcję solidnej i bardzo tanecznej elektroniki. Było dynamicznie i nieprzewidywalnie.  Set był zdominowany przez house, ale kłaniał się też chwilami w stronę innych nurtów muzycznych, jak w przypadku wtrącenia dubstepowego „Wut” od Girl Unit. DJe wrócili dzień wcześniej z intensywnej trasy po Ameryce. Trzeba to docenić, że ani przez chwilę nie okazywali zmęczenia. Świetne miksy dawały dowód tego, że dwójka ze Szczecina należy do ścisłej czołówki nie tylko polskich, ale też światowych DJów. Pozytywna energia płynąca spod namiotu Magenty była naprawdę relaksującym zakończeniem pierwszego dnia Selectora.

Sobota na Błoniach była bez porównania lepsza. Magentę rozkręciła Rebeka, czyli wspomniany już duet Bartka Szczęsnego z wokalistką Iwoną Skwarek. Poczucie humoru i zadziorny charakter dziewczyny od razu przypadły do gustu widzom. Od razu było widać, że artyści uwielbiają wspólne występy. Entuzjazm wśród zebranych ludzi wywarły rozpoznawane kawałki takie, jak „Roksana” czy najnowsza cyfrowa epka „Fail” sprzed kilku tygodni. Występ Rebeki świetnie uzupełniały kolorowe wizualizacje stworzone na potrzeby koncertu przez Iwonę Skwarek. Niestety w środku występu Szczęsny przerwał grę, bo pojawiły się trzaski w odsłuchu. Jak widać, technicy z Selectora nie odrobili pracy domowej. Mimo tych komplikacji, koncert był naprawdę udany i rozbudził ciekawość na płytę Rebeki, która ma się ukazać może jeszcze w tym roku.

Po Rebece warto było zajrzeć do namiotu Cyan na występ legendarnego duetu The Orb. Artyści rozkręcili imprezę utworami z pogranicza house i techno, a kilka razy nawet wkradły się numery reggae. Wielu widzów było zdumionych DJami, a ściślej ich wiekiem. Panowie Alex Paterson i Thomas Fehlman są już po pięćdziesiątce, co w dzisiejszych czasach jest raczej rzadko spotykane jeśli chodzi o DJów. Podczas ich występu wszyscy się świetnie bawili – po obu stronach didżejki. Następnie pod wypełnionym po brzegi namiotem Magenty pojawiła się Katy B.

Wokalistka ukończyła znaną BRIT School, w której uczyły się również takie gwiazdy jak Amy Winehouse czy Jamie Woon. Gwiazdka z Londynu wydawała się nie mniej podniecona występem od fanów, kiedy obwieściła widzom, że to nie tylko jej pierwszy występ w Polsce, ale także pierwsza trasa poza Wielką Brytanią. O ile można mieć pretensje do Katy, że ma przeciętny głos, to trzeba jej oddać, że nawiązuje rewelacyjny kontakt z publiką.

W mgnieniu oka przekonała widzów do siebie, przede wszystkim niezwykłą energią i spontanicznością. Artystce towarzyszył liczny zespół – saksofonista, trębacz, klawiszowiec i perkusista. Występ porwał roztańczonych widzów, którzy reagowali żywo na każde słowo Katy. Piosenkarka zaskoczyła fanów, kiedy zaśpiewała fragment znanego utworu The Streets  „Blinded By The Lights”. To był prawie najlepszy koncert festiwalu. Prawie, bo wkrótce na Cyan Stage pojawił się Andy Butler i jego Hercules & Love Affair.

Najjaśniejszą gwiazdą tego występu była Kim Ann Foxman ze swoim nienachlanym, ale krystalicznie czystym głosem. Towarzyszyli jej masywny Shaun Wright i Aerea Negrot, dysponująca głosem jak z opery. Ekipa z Nowego Jorku zafundowała widzom prawdziwy show – muzycy tańczyli skakali i wili się lubieżnie wokół siebie.

Butler zaprezentował kawałki w kolejności chronologicznej – od starej do nowej płyty. Z debiutu zaśpiewali „Athene” i hit „Blind”, w którym za Anthony’ego Hegarty’ego zaśpiewał Wright. Materiał z albumu „Blue Songs” świetnie się sprawdził w realiach koncertu. Jak można było przewidzieć, euforię wywołał wyborny „My House”, oddający pokłony nurtowi chicago house z lat ’80. Wokaliści uwodzili widzów śpiewem w „Step Up” czy zadziornym „Visitor”. Na scenie rozkręciła się prawdziwa dyskoteka – pełna seksu i muzycznej radości. Hercules zachwycił nawet tych, którzy o nim nigdy wcześniej nie słyszeli. To już o czymś świadczy.

A.Rawicz (selectorfestival.pl)

O północy wystąpiła La Roux, która zasłużyła na miano największej porażki po Crystal Castles. Na początku sądziłem, że jest po prostu kiepską wokalistką. Szybko okazało się, że jestem w błędzie. Wszystkiemu winny był repertuar, raczej jego brak. Poza raptem trzema hitami z „Bulletproof” na czele, Elly Jackson nie ma czego śpiewać. Najlepiej wypadł William Bowerman, grający na elektronicznej perkusji. Trochę raziły chwile, kiedy wokalistka z arogancką pozą nie dośpiewywała tekstów, kierując leniwie mikrofon w stronę widzów. Koncert był zaskakująco słaby.

Na Selectorze nie obyło się bez odwołanych występów. Nie doleciał Fenech-Soler, za którego pod Magentą wystąpiła Novika. Fani SebastiAna byli załamani, kiedy pojawił się komunikat, że samolot z artystą nie dotarł do Krakowa. W jego miejsce pojawił się Andy Butler z Hercules & Love Affair, który zagrał świetnego seta w klimacie elektro house. DJ z Nowego Jorku rozbawił widzów zielonym, jednoczęściowym kombinezonem. Butler pokazał, że rzemiosło didżejskie opanował do perfekcji. Trudno się dziwić, bo podobno zaczął grywać jako DJ w wieku piętnastu lat. W trakcie seta entuzjazm wywołali członkowie Hercules & Love Affair, którzy zaczęli tańczyć obok Andy’ego.

Warto wspomnieć, że przy okazji tegorocznego Festiwalu Selector zaprezentowany Burn Studios Audiotool – nowy program muzyczny dla początkujących producentów. Ideą założycieli serwisu jest stworzenie nowej społeczności muzycznej, która będzie miejscem spotkań pasjonatów elektroniki. Dzięki dzieleniu się muzyką na zasadzie licencji Creative Commons, można tworzyć kawałki i udostępniać je innym producentom do dalszych modyfikacji. W Audiotool wprowadzono muzyczny hardware w wirtualnej postaci, a najważniejsze jest to, że dostęp do serwisu jest darmowy i wymaga tylko rejestracji konta. Nie będzie to żadna rewolucja dla starych wyjadaczy, ale może służyć jako ważny pierwszy krok dla młodych ludzi, którzy czują dryg do tworzenia muzyki elektronicznej.

Autor Mateusz Mondalski

Foto główne: T. Kamiński (selectorfestival.pl)