Sanatorium Dźwięku. Kuracja na pofestiwalowe przesilenie

Relacja
Sanatorium Dźwięku

W malowniczym Sokołowsku odbywa się jeden z najciekawszych festiwali muzycznych w kraju. A może to w zasadzie coś znacznie więcej? Byliśmy na Sanatorium Dźwięku.

Sanatorium Dźwięku. Sokołowski koniec świata

Na Sanatorium Dźwięku wybierałam się od 3 lat, ale dopiero w tym roku udało mi się dotrzeć na ten sokołowski koniec świata. Koniec świata w tym wypadku nie jest jedynie hasłem na opisanie pustki i ciszy, jakich można tam doświadczyć.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

Biletomat.pl

Kup bilet na dowolny koncert lub imprezę!

Znajdź Bilety

Bezpieczne i proste zakupy

Tango App

Najlepsze imprezy w Twoim mieście! Bądź na bieżąco.

Odkryj Tango App

4,8 ocena w Apple Store!

Sokołowsko to dosłownie koniec, bo droga otoczona wzgórzami nie prowadzi nigdzie dalej. Życie w tym miejscu toczy się wzdłuż ulicy Głównej. Jest sklep z zamkniętymi za szybą zbiorami różnych starych i dziwnych rzeczy, obok kawiarnia Palmiarnia wypełniona takimi też rzeczami. Jest Kinoteatr Zdrowie i dom, w którym niegdyś mieszkał Kieślowski. Są XIX wieczne wille i szeregi starych kamienic z pięknymi wykuszami. A przede wszystkim – jest budynek sanatorium gruźliczego założonego w 1855 roku przez dr Brehmera, od jakiegoś czasu stopniowo odbudowywany przez fundację In Situ Laboratorium Kultury, w którym i wokół którego odbywa się festiwal.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku. Musica Sanae

Tegoroczna edycja Sanatorium Dźwięku odbywała się pod hasłem Musica Sanae. Te dwa słowa zwiastowały prezentację efektów poszukiwań i eksperymentów prowadzonych na obszarach łączących dźwięk i medycynę. W zestawie z budynkiem sanatorium stanowiło to mocną obietnicę kuracji, której każda osoba wrażliwa na bodźce słuchowe chciałaby oddać się w 100%. I tak też było.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

W znaczną większość odbywających się tam koncertów i performensów nie dało się wejść w stopniu mniejszym niż właśnie 100%. Każde kolejne wydarzenie wciągało uczestników w stan swoistej hipnozy.

W taki właśnie stan, intensywnie, choć na krótko, wciągnął mnie Peter Ablinger badający naturę dźwięku. Przed publicznością siedzącą w centrum sali stanął siwy pan, ubrany cały na biało i z płócienną torbą na ramieniu. Przez kilka minut wyciągał z niej małe radioodbiorniki, co parę kroków włączał po jednym i kładł na podłodze wokół ludzi. W krótkim czasie tego działania sala wypełniała się stopniowo szumem wydobywającym się z radyjek, a on tak samo sprawnie jak je rozstawił, tak później pozbierał. Szum zatoczył koło dwukrotnie – raz budując przestrzeń dzięki włączanym radiom, później dekonstruując ją stopniowo przy ich wyłączaniu. Możliwe, że to właśnie takie kilkuminutowe konkrety zapadają w pamięć najmocniej pośród wielu festiwalowych przeżyć.

Ukojenie

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

W całości Sanatorium Dźwięku przeważały jednak dłuższe stany hipnotyczne. Jeden z nich zafundował chociażby Rashad Becker swoim utworem o psychologii i psychoterapii jako społecznych syntezatorach zaprezentowanym w Kinoteatrze Zdrowie.

Przed wszystkimi intensywnymi doznaniami, których dostarczały wieczorne wydarzenia, ładowanie baterii zapewniało Biuro Dźwięku Katowice i ich kwadrofoniczna instalacja dźwiękowa. W piątkowe i sobotnie popołudnie przestrzeń parku wypełniały przestrzenne improwizacje budowane przez kuratorów BDK i zaproszonych przez nich artystów, a dźwięk docierał do słuchaczy spoczywających wśród drzew z czterech stron. Drzewa rezonowały pod plecami osób o nie opartych, a ściółka wplatała się we włosy tych leżących na ziemi – w tym scaleniu z dźwiękiem i naturą można było odnaleźć spokój, którego doświadczyć można na mało którym festiwalu.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

Wśród wieczornych koncertów spore ukojenie przyniosła Felicia Atkinson. Swoimi gęstymi strukturami dźwiękowymi wypełniła salę czerwoną, znajdującą się w budynku Sanatorium. Zaprezentowana elektroakustyczna kompozycja traktowała o roślinach, leczeniu, architekturze i ruinach. W tej samej sali swoim występem w niedzielę festiwal zamknęła Audrey Chen. Artystka modulująca swój głos na niezliczoną ilość sposobów, przeszywała słuchaczy dźwiękami, które z siebie wydobywała.

Nie tylko dźwięk

Jedyną rzeczą, która mocno doskwierała moim zmysłom w trakcie trwania koncertów w sali czerwonej był fakt nieprzemyślanego oświetlenia. Wnętrza sanatorium są piękne w swojej surowości i takimi powinny pozostać stanowiąc przestrzeń dla najważniejszego, czyli dźwięku. Nie trzeba im żadnej aranżacji, ale światła w kolorach czerwonym, zielonym i fioletowym, którymi przypadkowo oświetlone były ściany rozpraszały moją uwagę. Stanowczo lepiej zadziałałoby użycie subtelniejszego światła w jednym kolorze.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

Choć jak wiadomo – Sanatorium Dźwięku to festiwal skupiony na bodźcach słuchowych, to jednak zabrakło przywiązania odrobiny dbałości organizatorów o wizualną stronę przestrzeni festiwalu. To samo tyczy się sali multimedialnej, w której późniejszymi wieczorami odbywały się aftery. Pomieszczenie oświetlone tak mocno nie stwarza najprzyjemniejszych okoliczności do pochłaniania muzyki i wszelkiej tanecznej ekspresji. Podejrzewam, że nie tylko w moim przypadku zmysł słuchu i wzroku działają na tym samym poziomie wytężenia. Pewnie zatem nie tylko mi na Sanatorium Dźwięku zabrakło bodźców stymulujących ten drugi. Budynek Sanatorium i otaczający je park są niezwykłe i być może wystarczyłoby oddać im chwilę uwagi by wykorzystać w pełni potencjał tej przestrzeni pod jakieś bardziej zaangażowane, ale proste działania wizualne.

Sanatorium Dźwięku - Fot. Zofia Paśnik

Sanatorium Dźwięku – Fot. Zofia Paśnik

Skupiając jednak uwagę na zmyśle słuchu, Sanatorium Dźwięku należą się wielkie ukłony. Za bycie lekiem na moje zmęczenie festiwalami muzycznymi, za kurację dźwiękiem, której pozytywne skutki naprawdę da się odczuć. Za świadomość dźwięku, którą można tam w sobie zbudować i za spokój, który wywozi się ze sobą z Sokołowska.

Sanatorium Dźwięku 2019 – pełna galeria zdjęć [ZOBACZ]

Tekst i zdjęcia: Zofia Paśnik

Polub muno.pl na Facebooku:

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →