Russ Yallop mówi ‚Rock me’ – WYWIAD

Wywiad

Jeśli w marcu ktoś pyta Muno.pl o producenta który może namieszać w 2011 roku, odpowiadamy: Russ Yallop.

Reklama

To nie przypadek, że jego debiutancki singiel ukazał się nakładem jednego z gorętszych w tej chwili labeli, czyli Crosstown Rebels. Nie dziwi również to, że zaufał mu Jamie Russel i Alex Jones zapraszając go do współpracy w ramach ich nowego wydawniczego projektu, Losing Suki. A to dlatego, że Russ Yallop posiada niezwykle ważny dar odróżniania dobrych dźwięków od złych.

Mówiąc o debiutanckim singlu mamy na myśli materiał stworzony pod własnym imieniem i nazwiskiem artysty. Pochodzący z Brighton w Wielkiej Brytanii, dj i producent, wypuścił już wcześniej kilka udanych produkcji pod pseudonimem Rusty James.

W 2010 roku, już jako Russ Yallop, wydał utwory „I can’t wait” oraz „Rock me”, które szybko stały się oczywistymi wyborami wielu dj-ów. Zaczyna się rok 2011, a artysta startuje z nowym materiałem, epką „Harlem”… Dlaczego przepowiadamy mu świetlaną przyszłość? Odpowiedź znajdziecie w poniższym wywiadzie.
 
WYWIAD: Russ Yallop (Brighton)

Kto lub co sprawiło, że zacząłeś interesować się produkcją muzyki?

Właściwie to sam się zainteresowałem. To był pewnego rodzaju naturalny proces. Jako nastolatek zbierałem płyty i udało mi się stworzyć pokaźną kolekcję CD, potem skończyłem szkołę i kupiłem swój pierwszy gramofon. Po studiach postanowiłem jeden z moim pokoi przekształcić w studio i nauczyć się programu Reason. W tym czasie też nikogo nie znałem kto zajmowałby się produkcją muzyki, więc byłem tylko ja i stosy nudnych książek.

Co Anglik polubił w Nowym Jorku, że postanowił nazwać swoje utwory „Harlem” i „Queensbridge”? Planujesz więcej muzycznych podróży przez inne miasta?
 
Tak, następne epki nazywać będą się Milton Keynes, Stoke-On-Trent i Croydon. Ha, żartowałem. Generalnie nazwałem tak te utwory ze względu na użyte w nich sample.

Utwory te zostały wydane nakładem nowego dziecka Hypercolour- Losing Suki. Jak to jest być jednym z pierwszych artystów nowego labela?

Wiesz, wszystko zależy od tego co będzie dalej. Jeśli okaże się, że label ten jest jakimś totalnym mistrzostwem, to z pewnością będę dumny z tego, że ktoś już na samym początku jego istnienia zauważył mój potencjał i dałem się w to wszystko wciągnąć. No, ale jeśli okaże się, że jest on niewypałem to stwierdzę, że chyba byłem dość naiwny jeśli zdecydowałem się na coś takiego.

W utworach „I never” czy „Rock me” stworzyłeś melodię, która jest swego rodzaju mozaiką brzmień house i disco. Co było punktem wyjściowym do stworzenia takiego brzmienia?

Bez wątpienia była to muzyka tworzona przez mojego wieloletniego przyjaciela, Jamie Jones’a oraz labele takie jak Wolf+Lamb. Dzięki nim upewniłem się, że chcę tworzyć muzykę, która różni się od wszędobylskich loopowych standardów. Kiedy pierwszy raz usłyszałem produkowaną i graną przez nich muzykę, byłem pod ogromnym wrażeniem, a w zasadzie wciąż jestem. To wspaniale na nowo w ten sposób odczuwać muzykę taneczną.

Czy są obszary w muzyce, które chcesz odkrywać w swojej muzyce?

Jamie i Lee Foss są ogromnymi fanami anologów i przypuszczam, że wkrótce fascynacja ta przejdzie również na mnie. Już zacząłem sam poszukiwać „piekących” padów i arpeggiowanych melodii, które da się słyszeć w ich kawałkach. Tak więc z ogromną chęcią przystąpię do odkrywania moich syntezatorów i badania ich możliwości.

W jaki sposób przystępujesz do pracy nad swoimi produkcjami?

W zasadzie cały czas mam w swojej głowie około 10 na pół skończonych utworów. Więc kiedy zjawiam się w studio, staram się zrobić co w mojej mocy aby jak najlepiej odtworzyć to co chodzi mi po głowie. W przypadku „I can’t wait” bassline miałem w głowie przez lata. Pewnego dnia natknąłem się na wokal, z którym bardzo chciałem popracować i który później stał się punktem wyjścia do stworzenia utworu. Generalnie, wszystko zaczyna się od melodii w mojej głowie lub konkretnego sampla i gdy czuję, że mam już wystarczającą wizję, zaczynam pracę nad kawałkiem. Ma to swoje zalety, ponieważ nie zdarza mi się utknąć na jednym pomyśle, z drugiej strony jednak- jak to powiedział Woody Allen- pomysły najlepiej brzmią, jak są w głowie, więc czasem może być frustrujące to, że nie możesz uzyskać tego, czego chcesz.

Produkcja jest dla ciebie sztuką, czy rzemiosłem?

Jestem pragmatykiem z natury, nie jestem typem „idę tam gdzie czuję”. Uważam, że takie podejście jak: ja tak czuję, więc reszta świata też musi, jest nieco arogancka. W ostatecznym rozrachunku zawsze staram się połączyć to, co ja lubię z moimi spostrzeżeniami na temat tego, co mogą chcieć usłyszeć inni. Myślę zatem, że jest w niej więcej rzemiosła niż sztuki. Albo pół na pół… ale zdecydowanie rzemiosło w tym jest!

Kiedy zacząłeś zajmować się dj’ką profesjonalnie?

Gdy przyszły pierwsze bookingi! Często będąc artystą nie dostajesz szansy wyboru momentu, w którym stajesz się profesjonalistą. Miałem na tyle szczęścia, że mogłem rzucić swoją pracę i utrzymać się z grania na imprezach w Brighton. Dzięki temu w tygodniu miałem wystarczającą ilość czasu żeby zająć się produkcją. No i tak od 2005 roku jestem profesjonalną studyjną ladacznicą…
 
Masz jakiś swój szczególnie ulubiony “one more track”?

Szybko się nudzę muzyką, tak więc „one more track” zmienia się z miesiąca na miesiąc. Lee Foss “Keep My Cool” jest w tej chwili kawałkiem, który szczególnie lubię. Jest ona naprawdę dobry i na tyle fajny, że kolejny dj może spokojnie zacząć  od momentu, który sobie wcześniej zaplanował. Nie ma nic gorszego niż to, że podążając za kimś musisz zwolnić tempo albo podkręcić stając się DJ’em Buzz Kill!
 
Jakie miejsca w Brighton poleciłbyś mi na spędzenie piątkowej lub sobotniej nocy?

Zależy co lubisz. Oceana to miejsce tłustych oczu i chorób wenerycznych. The Revenge i każde inne miejsce w Kemp (camp) Town jest miejscem fanów ostrych popijaw. Ale, jeśli lubisz naprawdę dobrą muzykę, to myślę że Audio jest tym miejscem, które szukasz. Właściwie jest to jedyna miejscówka, która z sukcesem zdołała utrzymać swój niezależny charakter. Oczywiście, jak w przypadku każdego mniejszego miasta, i tu scena jest bardzo, bardzo mała.

Znalazłam profil Russ’a Yallop’a na My Space tylko z 4 znajomymi. Nie lubisz My Space, czy to nie jest twój profil?

Mój były:)

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magda Chomsk Nowicka





Polub muno.pl na Facebooku: