Remco Beekwilder: „Świat słuchający tylko podziemnego techno, byłby zwyczajnie nudny”

832
Wywiad Muzyka
Remco Beekwilder

Jeszcze 2-3 lata temu uznawany za jednego z najprężniej rozwijających się producentów współczesnego techno. Po kilku latach wracamy do rozmowy z Remco Beekwilder, tym razem o klubowej nostalgii i współczesnej roli komercyjnego techno. Zapraszamy do lektury.

Co prawda, z holenderskim producentem mieliśmy już przyjemność rozmawiać, jednak nasza ciekawość względem obecnej działalności założyciela labelu Emerald, wzięła górę nad powściągliwością. O zakończeniu pracy w kancelarii adwokackiej, powodach założenia własnej wytwórni, procesie stworzenia Uganda Streets, klubowej nostalgii i współczesnej roli komercyjnego techno.

W dobie panującej pandemii wirusa SARS-CoV-2 i choroby z nim związanej ciężko skoncentrować się na czymś innym. Powoli przyzwyczajamy się do życia pozaklubowego tym bardziej, że z każdej strony docierają do nas nowe sygnały o odwoływanej co raz to większej liczbie imprez i festiwali. Rząd Królestwa Niderlandów w trybie natychmiastowym zakazał wszystkich zgromadzeń publicznych do 1 czerwca, co, rzecz jasna, tyczy się w głównej mierze eventów muzycznych.

Remco Beekwilder

Remco Beekwilder

Jak dobrze wiemy w Holandii takowych nie brakuje, o czym nasz rozmówca wie doskonale. Zaplanowane imprezy z udziałem Remco w Amsterdamie, Eindhoven i Nijmegen zostały właśnie odwołane. Chcąc nieco zapomnieć o sprawach aktualnie dotkliwych nasza rozmowa z Holendrem w żadnym momencie nie jest ukierunkowana na spowiedź artysty w trudnych dla niego chwilach. Jest przecież wiele innych tematów wartych uwagi, które aż się proszą o atencję. Tym bardziej w przypadku Remco Beekwildera.

Remco Beekwilder. Dziękuję Sven!

Damian Badziąg: Pochodzisz z Den Bosch – niedużego miasta położonego niedaleko Eindhoven, którego nazwę kojarzę poprzez drużynę piłkarską, występującą obecnie na drugim szczeblu rozgrywek. Mieszkając w małym mieście zazwyczaj trudno jest się wybić na szersze wody, jednak Tobie się udało. Chciałbym spytać o to, jaką drogę przebył młody Remco, by teraz uznawać go za jednego z czołowych producentów współczesnej muzyki techno?

Remco Beekwilder: Nigdy nie koncentrowałem się na osiągnięciu kariery muzycznej. Muzykę zawsze traktowałem jako hobby. Bez presji, bez profilu w social mediach. Liczyło się tworzenie muzyki i odkrywanie różnych gatunków. Zdaję sobie sprawę, że jeśli mieszkasz w większym mieście z silną sceną może mieć to o niebo większe znaczenie procentujące na przyszłość. Jest to niewątpliwie czynnik, który może pomóc Tobie zaistnieć w szerszym gronie odbiorców. Jako, że jesteśmy globalnie związani z Internetem, łatwiej jest nam dotrzeć do platform, wytwórni i społeczności. Mój znajomy znał kogoś, kto akurat szukał nowej muzyki, aby wydać ją w swojej wytwórni. Stworzyłem pakiet z różnymi utworami i spróbowałem. Na moje szczęście tym oto sposobem wydałem swoje pierwsze numery.

Damian Badziąg: Otwarcie przyznałeś w jednym z wywiadów, że to Sven Vath był tym artystą, dzięki któremu miałeś jeden ze swoich pierwszych kontaktów z muzyką elektroniczną. Będąc teraz po drugiej stronie sam zapewne jesteś dla wielu początkujących adeptów kimś tak ważnym, jak swego czasu Sven był dla Ciebie. Myślisz, że gdyby nie Sven, Twoje obecne upodobania muzyczne, mogłyby być zupełnie inne, niż są teraz?

Remco Beekwilder: Nie sądzę, że byłyby one inne. Po prostu później zagłębiłbym się w muzyce tak intensywnie jak miało to miejsce po zapoznaniu się z muzyką Svena. Jeśli jesteś miłośnikiem muzyki elektronicznej, nie możesz tego przegapić. Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach scena rośnie tak szybko. Prędzej czy później by do tego doszło. Z tego miejsca chciałbym niezwykle gorąco pozdrowić Svena i mu podziękować!

Remco Beekwilder. Prawnik w klubowym światku

Damian Badziąg: W wywiadzie udzielonym nam dwa lata temu został poruszony temat Twojej aplikacji adwokackiej. Wspomniałeś wówczas, że udało się Tobie dogadać z pracodawcą, byś pracował 3 dni w tygodniu na pół etatu. Jak wiemy, od blisko dwóch lat prowadzisz swoją własną wytwórnię Emerald. Jak na tę chwilę wygląda sprawa Twojej drugiej pracy i czy już całkowicie oddałeś się muzyce?

Remco Beekwilder: Nie pracuję już w kancelarii. Obecnie jestem w pełni zaangażowany w muzykę. Zawsze miałem bardziej na uwadze pracę biurową, a produkcję muzyki trzymałem bardziej z boku. W pewnym momencie, jednak nie mogłem już dać 100 procent z siebie poświęcając się obu profesjom. Pewnie dlatego, że pracowałem non stop praktycznie 24 godziny na dobę. Musiałem podjąć trudną decyzję o odejściu z biura.

Damian Badziąg: Skąd wzięły się u Ciebie studia prawnicze? Planujesz w przyszłości powrócić do pracy w kancelarii?

Remco Beekwilder: Zawsze interesowały mnie luki prawne w niezwykłych i niecodziennych sprawach sądowych. W wolnym czasie zagłębiałem się w prawo karne i prawo korporacyjne. Może to zabrzmieć trochę dziwnie, ale dla mnie osobiście interesujące jest wygrywanie konfliktu w sposób werbalny. W warunkach innych niż codzienne. W oficjalnych, można powiedzieć. To poniekąd sprawiło, że postanowiłem studiować prawo. W pewnym momencie chciałbym wrócić do mojego starego biura.

Remco Beekwilder – Fot. Rotterdamse Rave

Remco Beekwilder. Sukces labelu Emeralnd

Damian Badziąg: Dlaczego zdecydowałeś się na założenie labelu? Gdy zaczynała się Twoja przygoda z muzyką miałeś z tyłu głowy, że pewnego dnia będziesz właścicielem labelu?

Remco Beekwilder: Szczerze mówiąc, nigdy nie zastanawiałem się nad tym jakoś specjalnie. Byłem bardzo mocno zainteresowany produkcją muzyki i doszedłem do momentu, w którym uznałem, że muzyka, którą tworzę, nie pasuje do obecnych wytwórni na rynku lub te konkretne wytwórnie były daleko poza moimi zainteresowaniami. Wtedy postanowiłem założyć własną wytwórnię i wszystko co z nią związane.

Damian Badziąg: Ostatnie produkcje wydane przez Ciebie możemy ujrzeć na łamach Twojego własnego labelu Emerald, który trzeba przyznać rozwijasz bardzo intensywnie. Jakbyś ocenił pierwsze miesiące wytwórni?

Remco Beekwilder: Wobec wytwórni i pierwszego wydawnictwa nie miałem żadnych oczekiwań, ponieważ po prostu nie wiedziałem, czego się spodziewać. Uznałem, że wytwórnia potrzebuje czasu, aby się rozwijać i zyskać na znaczeniu, aby dotrzeć do większego grona odbiorców. Do pierwszych publikacji pod kątem sprzedaży i odbioru przez słuchaczy podchodziłem z dużym dystansem. Emerald nie idzie stricte w wydawnictwa winylowe, jednak mogę z dumą powiedzieć, że jestem bardziej niż zadowolony ze statusu i zasięgu wytwórni od pierwszego wydania.

Damian Badziąg: Mój znajomy, gdy tylko dowiedział się, że będę z Tobą przeprowadzał wywiad poprosił mnie, bym koniecznie się Ciebie spytał: jak mogłeś stworzyć tak świetny numer jak Uganda Streets?.

Remco Beekwilder: Najzwyczajniej w świecie użyłem odpowiedniej perkusji, próbowałem również różnych efektów, eksportowałem nowy plik WAV i tak stworzyłem własnego sample’a. Pociąłem główną ścieżkę ponownie dodając do niej różne efekty i voila. Dobrych kilka lat temu wyciąłem wokal z filmu dokumentalnego o plemionach w Ugandzie. Kiedy perkusje były na miejscu, a pętla zabrzmiała wystarczająco interesująco – tak żebym mógł kontynuować przynajmniej 8 taktów – wypróbowałem wokal. To wszystko czego potrzebowałem do stworzenia Uganda Streets.

Remco Beekwilder – Uganda Streets

Remco Beekwilder. Miłe powroty

Damian Badziąg: Jeszcze w lutym grałeś niemalże w każdy weekend. Gdy dodamy do tego codzienną pracę nad muzyką i prowadzenie labelu, wychodzi na to, że Twój czas wolny ogranicza się do minimum. No chyba, że się mylę. Jak Remco Beekwilder spędza czas wolny, gdy aktualnie nie jest w trasie i nie siedzi w studiu nagraniowym, lub tak jak teraz, czeka na rozwój wydarzeń względem panującej pandemii?

Remco Beekwilder: Cóż, mam sporo pracy, jednak im więcej pracuję tym później mam więcej wolnego czasu. W rzeczywistości nadal pracuję głównie 7 dni w tygodniu. Czasami jest to wyczerpujące, ale daje mi to również dużo energii. Kiedy spędzam wolny dzień, wciąż mam masę pomysłów na muzykę i koncepcje, które później chętnie wypróbuję. Za każdym razem, gdy wpadnę na jakiś pomysł, nie mogę się doczekać, by przetestować go w studio.

Damian Badziąg: Do kolejnego pytania zainspirował mnie materiał wideo z Tobą w roli głównej sprzed ponad roku. Mam na myśli „Soenda presents: TRAK #10”. Opowiadałeś wówczas o utworze Ekman – GMMDI (Breaker 1 2 remix), do którego zawsze chętnie wracasz. Chciałbym spytać, czy masz takie miejsce/klub, do którego z podobną nostalgią i sentymentem zawsze chętnie wracasz?

Remco Beekwilder: W wielu klubach i miejscach przeżyłem wiele niesamowitych nocy, jednak do tej pory nie miałem możliwości do nich powrócić. Dlatego nie mogę powiedzieć, czy wobec nich tego doznałem. Aby doświadczyć nostalgii i sentymentu musisz zagrać w danym miejscu co najmniej dwa razy. Mimo wszystko mam parę klubów, do których zawsze z miłą chęcią wracam. Kolejność przypadkowa.

Griessmuehle – Berlin
Tresor – Berlin
Hangar – Dublin
MUTE – Medellin
BASIS – Utrecht
Arteather – Kolonia
Kompas Klub – Ghent
Afrobar – Catania
Factory 010 – Rotterdam
Grelle Forelle – Wiedeń
Headquarters – Singapore
MMA – Monachium
Rotte Sonne – Monachium
Warehouse Elementenstraat – Amsterdam

Soenda presents: TRAK #10 – REMCO BEEKWILDER

Remco Beekwilder. Komercyjne techno? Czemu nie.

Damian Badziąg: Nie tak dawno wpadły mi w ręce dwa wywiady. Jeden z Oscarem Mulero, drugi z Richie Hawtinem. Zarówno jeden, jak i drugi w dość niepokojący sposób wypowiedział się o obecnej scenie techno. Pozwól, że zacytuję obydwóch, by przybliżyć kwestię, którą pragnę poruszyć.

Oscar Mulero:

Coś idzie nie tak. W dzisiejszych czasach wszystko wydaje się pomieszane. W pewnym momencie to wszystko pęknie. Mieszanie tak wielu różnych stylów techno nie ma najmniejszego sensu. Powinny być dwa różne światy. Coraz trudniej jest być w tym samym środowisku, gdy jesteś na dużym festiwalu i grasz z tak wieloma odmianami techno. Z jednej strony z komercyjnym techno, z drugiej zaś z bardziej podziemnym. To idzie w złą stronę.

Richie Hawtin:

Muzyka elektroniczna i techno są popularne jak nigdy dotąd. Gramy na coraz większych scenach, na których wolałbym widzieć tylko i wyłącznie artystę wykonującego swoją robotę i show. Bez niepotrzebnych świateł. Musimy więc być bardzo ostrożni, nadal iść naprzód i myśleć o tym, jak pozostać wiernym oryginalnym wartościom techno.

Twoja kariera na scenie jest co prawda znacznie krótsza, aniżeli zarówno Oscara, jak i Ritchiego, jednak jestem ciekaw, jakie Ty masz spojrzenie na obecną scenę.

Remco Beekwilder: To naprawdę interesujący temat. Nie sądzę, że akurat wymieszanie wielu gatunków jest czymś złym, tak ja uważa Oscar. Tego typu działania pozwalają odbiorcom łatwiej odkrywać podziemną muzykę i jej specyfikę. Fani bardziej skomercjalizowanej muzyki nigdy nie mieliby możliwości zaczerpnąć dźwięków podziemia, gdyby nie „komercyjne techno”, jak mówi OM, które przecież przyciąga większą publiczność.

Nie sądzę, żeby komercyjne techno zaistniało na dłużej. Lubię wierzyć, że ludzie ewoluują i będą dalej eksplorować i ostatecznie uwolnią się od komercji i będą trzymać się bardziej wyrafinowanego techno lub przynajmniej takiego, które bardziej ekscytuje umysł. Mogę powiedzieć, że poniekąd jestem zadowolony z komercyjnego techno. Wyobraź sobie, że świat słucha tylko podziemnego techno. Świat byłby zwyczajnie nudny.